DRUKUJ

 

Maskarada

Publikacja:

 05-06-08

Autor:

 vvv
Konstrukcja dramatyczna w noc z soboty na niedzielę pisana.

Występują:

1. Osoby:
- Pan Picawka
- Pan Pipawczyk
- Wydawca
- Smykałka
- Agata
- poeci
- dziennikarze
- ludzie
2. Maski:
- Maska wielkiego poety
- Maska czcigodnego pana
- Maska grafomana
- Maski ciećwirza
- Maski milionerów (nie występują, ale są bardzo istotne)
3. Inni
- Kurtyna
- (ewentualnie) publiczność



AKT PIERWSZY I OSTATNI ZARAZEM

SCENA I

/Park miejski imieniem wieszcza narodowego Adama Mickiewicza. Wiosna to chyba, bo wszystko kwitnie. Lekki deszczyk pada, ale nie przeszkadza nikomu. Na ławce siedzi wielki poeta Pipawczyk i popija, bezpośrednio z butelki whisky, bądź inny napój alkoholowy. Wokół niego stoi grupka ludzi (a wśród nich Smykałka), którzy to wzdychają, to pokazują palcami, to zachwycają się jego wielkością niepodważalną. On na nich uwagi najmniejszej nie zwraca, tylko popija (z każdym łykiem bardziej pijany) i wzrok wlepia w butelkę./

WIELKI POETA PIPAWCZYK

Nie potrzeba mi niczego co ziemskie,
bom to poznał już wszystko.
Moja poezja dalej pragnie wybiegać,
przeto popuszczam geniuszu swego wodze!

LUDZIE

Och, ach, ich! Toż to wielki nasz rodak Pipawczyk, we własnej osobie!

LUDŹ 1

Autografów nie daje! Już żem wcześniej prosił.

WIELKI POETA PIPAWCZYK

Na cóż mi chwała i sława i poklask!?
Tyś jest celem samym w sobie,
najdoskonalszym o jakim śnić można!
Tyś mnie poezjo zrodziła, nie
z prochu i gliny, ale z Pipawczyków rodu!

/Po tych słowach zaczyna się gibać na boki i ziewać, ale twardo w butelczynę patrzy i na nic uwagi nie zwraca./

Teraz ja zamilknę na chwilę,
bo po cóż ja mam dla gawiedzi,
słów swych niebanalnych używać,
kiedy nie ma kto ich przyjmować.
W umyśle swym je pieścić będę,
by jeszcze doskonalszymi uczynić
i dla siebie samego zachować.

LUDŹ 2

Boli to, żeśmy gawiedź, ale prawda to niestety, prawda szczera. Nie dla nas tacy mówić powinni.

LUDŹ 1

Przeto chociaż patrzmy na niego, jak siedzi. Bo samo to warto w nim podziwiać.

LUDŹ 2

Mam ja wrażenie, że dla nas tu jest. I za taki zaszczyt mu dziękuję!

LUDZIE

Prawda, to prawda. On wielki poeta!

/Wchodzi pan Picawka, na nic nie zwraca uwagi, ni na wielkiego poetę Pipawczyka, ni to na ludzi. Rozmarzony jest jakoś, oczy ma jak z mydła. Staje z boku sceny, twarzą do (ewentualnej) publiczności i recytować zaczyna./

PAN PICAWKA

Dlaczego świat odpływa powoli?
Oddech mój zaraz ustanie?
Dlaczego tak bardzo to boli?
Czy to już teraz się stanie?
Dlaczego się nie przedstawiłaś?
Nie rzekłaś, że ze śmiercią śpię?
trupie swe oczodoły zakryłaś,
takim samym trupem czyniąc mnie!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

/Na chwilę wzrok od butelki odrywa, zwraca się do Picawki./

Pan z częstochowska widzę rymujesz. Moje to uszy wrażliwe poetyckie tego zdzierżyć nie mogą! Śmierć to pan zostaw lepiej, bo temat ten pana ze wszech miar przerasta!

/Dalej się gapi w butelkę, jak gdyby nic się wokół nie działo, a pan Picawka, też jakby grochem o ścianę krytyki były rzucane, dalej recytuje/

PAN PICAWKA

Może kiedyś naprawię, co jest zniszczone.
Mam nadzieję, że życie moje zostanie zmienione.
Jesteś tak blisko i jesteś daleko,
jak cię nie czuję, to staję się kaleką,
bo życie bez ciebie jest takie nudne,
bo stale widzieć pragnę oczy twe cudne!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

/Ponownie wzrok od butelki odrywa, zwraca się do Picawki./

Banał to! Banał, banał, banał. Takie wierszydła to w przedszkolu są dobre, ale potem się banałem wielkim, obleśnym stają, kiedy wszystko już co w nich zawarte, wymioty jeno powoduje u inteligentnego odbiorcy.

/Dalej się gapi w butelkę, jak gdyby nic się dalej wokół nie działo./

PAN PICAWKA

Patrz, patrz kochanie moje,
co mogą zrobić wdzięki twoje.
Ze mnie, człowieka wolnego,
uczyniły twego poddanego,
który wciąż jest załamany,
bo pragnie być przez Ciebie kochany.

WIELKI POETA PIPAWCZYK

Panie odejdź pan stąd, bo pan tylko popę niepotrzebną robisz! Zajmij się pan czymś lepiej, a poezję poetom zostaw!

LUDZIE

/Do pana Picawki. Powtarzają jednogłośnie wszystkie słowa wielkiego poety Pipawczyka od ''Pan z częstochowska...'' do ''... wymioty jeno powoduje u inteligentnego odbiorcy''/

WIELKI POETA PIPAWCZYK

/Kompletnie już pijany i zły na towarzystwo Picawki, podnieść się próbuje, co z trudem, ale wychodzi mu w końcu, po kilku próbach.

Przedziera się przez ludzi, którzy go obstąpili i odstąpić nie chcą. Bełkotać zaczyna./

Przepraszam, przepraszam! Miejsce! Miejsce dla wielkiego poety.

/Nagle się potyka o kamień jakiś brukowy, w efekcie czego traci równowagę. Z twarzy spada mu na trawnik maska wielkiego poety, zaś on sam, już jako pan Pipawczyk, zwala się bezwładnie na ziemię z hukiem wielkim. Ludzie, nie wiedząc co robić, gapią się jedynie./

LUDŹ 1

Taki wielki poeta, a tak się schlał! Ale popa!

PAN PICAWKA

/Podchodzi do trawnika i podnosi z niego maskę wielkiego poety. Przygląda jej się zdumiony, nawet trochę zlękniony, ale po chwili zakłada ją na siebie./

LUDŹ 2

Patrzcież wy! Oto jest wielki poeta Picawka!

/Tłum cały podchodzi teraz do wielkiego poety Picawki, dotykają go, proszą o autografy, o błogosławieństwa nawet./

WIELKI POETA PICAWKA

/Zdezorientowany, nie dowierza temu co się dzieje./

Czy wyście już powariowali?!

/Z tłumu wychodzi Smykałka i pada przed wielkim poetą Picawką na kolana. /

SMYKAŁKA

Pan jest wielki poeta! Pan mistrz nad mistrzami!

WIELKI POETA PICAWKA

Ja mistrz...

SMYKAŁKA

Wielkiej czci pan Wydawca, pragnie z wami mówić!

/Wstaje z klęczek, ale za to pokłon bije, zgina się, tak że czubkiem nosa ziemi dotyka./

Niech pan wielki poeta nie odmawia i idzie z moją skromną osobą do niego! On szczodry i dobry i mądry, on pana geniusz rozsławi po globie całym, a i w galaktyce całej pana znać będą i cenić! On jest najpierwszy wśród wydawców i najlepszy! Jak zaufać, to jemu tylko. To nam wszystkim tylko na dobre wyjść może. Żal, by tak wielki mistrz naszego wydawnictwa nie zaszczycił. By było choć jedno miejsce w kraju, gdzie wielkość pańska by nie dotarła!

WIELKI POETA PICAWKA

Przeto chodźmy do tego wydawnictwa, skoro one jedno godne mojej osoby

/Smykałka i wielki poeta Picawka, prowadzony przez niego za rękę, wychodzą./

SCENA II

/Siedziba wydawnictwa artystycznego ''Wieszczuch''. Sala bogato zdobiona złotem i diamentami. Czcigodny pan Wydawca siedzi przy biurku, po prawej stronie sceny, od (ewentualnej) widowni patrząc. Nad nim wiszą ''Topielice'' Witkacego, bądź inny polski, niebanalny obraz. Naprzeciw biurka z czcigodnym panem Wydawcą, stoją poeci, w większości młodzi, w tym Agata, a przede wszystkim wielki poeta Picawka, przed którym bezpośrednio, na znak szacunku i uznania, krzyżem leży na podłodze Smykałka./

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

My teraz mamy media i one poezję z dołka nam podźwigną. Nasze wydawnictwo ściśle współpracuje z radiem i telewizornią. Ba! W Internecie nawet publikujemy, przez co szersze mamy grono odbiorców, a i kasy więcej. Wiem ja, że kasą wy się brzydzicie niektórzy, bo myślicie, że ona sztukę prawdziwą zabija. Otóż żadna to prawda jest, bowiem dzięki kasie ma szansę poeta wypłynąć, zaistnieć w wielkim świecie, miast po kawiarniach i spelunach, za nędzne parę grosza się włóczyć.

AGATA

Myślałam, że poeta poezją, nie kasą wypływa.

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Gadaj z babą a ona swoje! Przeto mówię, że żeby poezja kształt swój osiągnęła właściwy, musi mieć za co osiągnąć! Na cóż to poecie wielki talent, skoro on z głodu zdycha prawie? Tak jak bez mamony się dziś nie rozwija football, czy edukacja, czy coś jeszcze, tak i sztuka jej potrzebuje by się rozwijać! Dość już o tym. Po to was wezwałem, by wśród was geniusza znaleźć którego wydam. Ludzie są głodni wielkiego poety, bo dość już mają wzdychania do starych, co to pomarli dawno. Chcą wszyscy nowego mieć wieszcza, co to z tego pokolenia jest i je będzie rozsławiał w przyszłości. Geniusz to musi być na miarę epoki, którego opinia publiczna tak pokocha, jak i doceni!

/Wszyscy się mimowolnie na wielkiego poetę Picawkę spoglądają. /

SMYKAŁKA

/Wciąż leżąc krzyżem./

Jam takiego znalazł!

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

/Do wielkiego poety Picawki/

Tyś jest ten, na którego całe nasze pokolenie czeka! Tyś nie tylko naszych czasów, ale i wszechczasów artystą zostać możesz! Tyś arcymistrz, nad arcymistrzami! Mesjasz artyzmu!

/Do pozostałych poetów/

Won! Ja już znalazłem wieszcza jakiego szukałem! Do kawiarni wy dalej, dusze swe dręczyć i męczyć! Was i tak nikt czytać i kupować nie będzie, boście nie warci tego!

/Wszyscy poeci, poza wielkim poetą Picawką wychodzą ze zwieszonymi głowami. /

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Spryciarz z tego mojego Smykałki, że takiego sztukmistrza kultury na ulicy dostrzegł.

WIELKI POETA PICAWKA

W parku. Gdzie jesiony akurat zakwitały,
takie same jak przed laty,
gdy ci, dla których myśmy potomkami,
walczyli by dla nas miejsce na świecie wywalczyć!

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Wydamy ciebie, dziś jeszcze. Lud spragniony jest poetów wielkich. Zresztą dziwić mu się nie można, bo człowiek bez kultury, to jakby bez mózgownicy był! Masz pan jaki tomik przy sobie?

WIELKI POETA PICAWKA

Nie. Jeszczem żadnego tomiku nie napisał.

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

To chociaż wiersz jakiś, żeby jeszcze dzisiaj w telewizorni mógł ktoś wyrecytować. Oglądalność duża na pewno późnym wieczorem, bo filmów mało.

WIELKI POETA PICAWKA

Jeszczem wiersza żadnego też nie stworzył. Od niedawna wielkim poetą jestem.

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

To co ja mam kuchnia wydać?! Bo ja to wiem, że najważniejsze dla ludzi tylko to, że pan wielki poeta, że będzie pan w programach występował, przemawiał, że będą wiedzieli ile pan ma dzieci, gdzie mieszka, jak żyje, ale na Boga! Jakiś wiersz pan też im musi pokazać!

WIELKI POETA PICAWKA

Ja wielki poeta, ja przecie improwizować mogę, a powinienem nawet!

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

/Dyktafon spod biurka wyciąga i włącza. /

To improwizuj pan w takim razie. Tylko pamiętaj, że w eter to idzie.

WIELKI POETA PICAWKA

/Improwizacja/

Płyńcież moje słowa złotem zabarwione,
jak dzwon dźwięczcie przez niebiosa.
Płyńcie tak, wolne, gdzie chcecie i pragniecie,
w strumień się zlewajcie
i uplećcie fosę, niech mnie broni,
przed sercem, umysłem, człowiekiem,
przed poetami pustymi i błaznami.
Samą ja chcę tylko poezję tworzyć,
emocjami żadnymi nie skalaną,
twardą do granic wszelkich możliwych,
czystą przy tym i przejrzystą.
Ona was to, ludu mój,
na barkach swych zabierze,
jako mewa, na ląd zawiedzie,
nowy, w słońcu wiecznie błyszczący,
na którym imperium niezniszczalne wzniosę,
którego żaden kataklizm, ni siła zmieść nie zdoła
I trwać tak będzie ono na wieków wieki.
Dajcie mi tylko zmrużyć swe powieki.



SCENA III

/Kawiarnia literacka ''Litera'', w starej XVIII wiecznej piwnicy urządzona. Światło tylko ze świec, ale bardzo dobrze izbę oświetla. Przy stolikach siedzą poeci i rozmawiają, piją coś, jedzą. Przy jednym ze stolików wielki poeta Picawka z Agatą rozmawia./


AGATA

Strzeż ty się ''Wieszczucha''. Widziałam jak cię przyjął tam z honorami ten czcigodny pan Wydawca, ale ty się strzeż. Bo jeszcze kiedyś może przyjść czas, że ciebie, jak nas wtedy, wyrzuci i drzwi przed tobą zatrzasnąć każe.

WIELKI POETA PICAWKA

Jakże to? Przecież jam wielki poeta! On improwizacją moją do dziś się zachwyca.

AGATA

Zachwyca się, zachwyca. Ale on i poetę wielkiego, zachwycającego za drzwi wyrzucić potrafi.
Teraz on cię wielbi, bo i ludzie cię wielbią. Ale ludzie też jak koło fortuny obrotni bywają i lubią gusta swe zmieniać.

/Wchodzi pan Pipawczyk, w śmiesznym bardzo czarnym fraku, nikomu się nie kłaniając./

WIELKI POETA PICAWKA

/Na stronie do Agaty/

Cóż to za cudak? Znam ja go skądś, ale przypomnieć nie mogę.

AGATA

Jego też się strzeż jak skarbówki! To wielki poeta Pipawczyk, co to całym środowiskiem literackim trzęsie.

WIELKI POETA PICAWKA

Spójrz na jego gębę! Gdzie on wielki poeta? To pan Pipawczyk zwykły, najzwyklejszy.

PAN PIPAWCZYK

/Trząść całym środowiskiem literackim zaczyna. Wszyscy poeci, poza wielkim poetą Picawką trzęsą się, jakby w konwulsjach, albo i gorzej jeszcze. Za to wielki poeta Picawka, stoi jak wryty, z majteczkami suchymi i nawet mu powieka nie drży, co pana Pipawczyka o przerażenie, jak i wściekłość przyprawia./

Czego ty się, miernoto, nie trzęsiesz, kiedy się całe środowisko twoje trzęsie!?

WIELKI POETA PICAWKA

Bo jam jest poeta wielki, twardy niczym diamentowa góra! Ty za to nie jesteś już taki.

PAN PIPAWCZYK

Mą wielkość kwestionujesz robaczku?! Zobacz jak ja nimi, poetami, trzęsę!

WIELKI POETA PICAWKA

Sami się trzęsą, bo myślą że ty wielki poeta! Ale tyś teraz jest nikt prawieże!

/Do poetów trzęsących się./

Hej wy wszyscy! Przestańcie się wreszcie trząść jak idioci! Ja, wielki poeta Picawka, wam to nakazuję!

/Oni od razu trząść się przestają i patrzą dziwnie, to po sobie, to na pana Pipawczyka./

Odtąd tylko na moje zawołanie trząść się będziecie!

PAN PIPAWCZYK

Trząść się osły, matoły, warchoły!

/Pan Pipawczyk widząc, że jego słowa na nich wrażenia nie robią, zaczyna nerwowo twarz swoją obmacywać, każdy szczegół, każdą rysę, zmarszczkę palcami dokładnie badając. W końcu wściekły cały i czerwony na wielkiego poetę Picawkę palcem wskazuje./

Złodziej! Poznaję cię teraz! Tyś to mi w parku maskę wielkiego poety ukradł! Teraz dopiero zauważyłem, ale i tak na policję zgłoszę! Myślałeś, żem pijany był i nie poznam?! A ja byłem pijany, ale poznałem! Złodziej jesteś, złodziej masek, najgorszy ze wszystkich złodziei!

WIELKI POETA PICAWKA

O czym ten człeczyna mówi, i czegoż on mnie, wieszcza narodowego obraża? Przecież mój talent wrodzony, od dziecka w sobie noszę.

PAN PIPAWCZYK

Kłamiesz! Ty moją maskę nosisz, którą to jam kiedyś od czcigodnego pana wydawcy na imieniny w prezencie dostał!

WIELKI POETA PICAWKA

Ludzie, ludzie! Jakże to wy tak dajecie bezkarnie swojego mistrza obrażać!? Już wy przepędźcie z tej kawiarni tego łachudrę!

/Poeci rzucają się z gniewem i oburzeniem na pana Pipawczyka, ten w popłochu opuszcza kawiarnię, zaś oni za nim. Wielki poeta Picawka coś tam mówi po cichu do Agaty, tak że nie słychać w ogóle. Wchodzi Smykałka i od razu do wielkiego poety Picawki przemawia, mimo iż ten z damą mówił./

SMYKAŁKA

Czcigodny pan Wydawca się pragnie z panem natychmiast widzieć.

SCENA IV

/Siedziba wydawnictwa ''Wieszczuch'', tak jak w scenie II, tyle ze przed biurkiem czcigodnego pana Wydawcy już tylko sam wielki poeta Picawka stoi, zaś nad biurkiem obraz inny wisi, jakiś zagraniczny, kiczowaty. Smykałka tym razem krzyżem nie leży, ale u boku czcigodnego pana Wydawcy teraz stoi, z klatką piersiową dumnie wyciągniętą i nosem przesadnie do góry zadartym. /

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Przykro mi, że to mówić muszę, po tym co pan dla nas zrobił, ale my już wydawać pana nie będziemy i mamy nadzieję, że pan naszą decyzję zrozumie i uszanuje.

WIELKI POETA PICAWKA

Teraz wy mnie porzucić chcecie? Gdym ja w najpiękniejszym jest, najowocniejszym okresie twórczości? Jam teraz szczyt sam poezji osiągnął, mistrzostwo absolutne, już takie teraz płodzę improwizacje, że niebo i drzewo zamiera z zachwytu, a wy mnie teraz chcecie od czytelnika odciąć?!

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Kiedy to już sezon się skończył na wielkich poetów! Teraz odbiorcom przejadła się już i znudziła poezja wielka, bo ileż to można ją czytać i gadać o niej?!

WIELKI POETA PICAWKA

Mam miłośników wielkich, którzy będą mnie czytać jeszcze i wielbić!

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Ma ich pan, ale ilu?! Trzech, czterech?

WIELKI POETA PICAWKA

Gdyby choć jeden do mojej poezji klucz znalazł, warto do niego przemawiać!

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Ale przecie pan się już nie sprzedaje w ogóle! Przez miesiąc ostatni jeden pana egzemplarz wykupili, a raczej wykupił, bo to jeden człowiek był!

WIELKI POETA PICAWKA

/Przez chwilę milczy, ale zaraz potem mu piana i ogień zaczyna z ust buchać./

Nie kłam już i nie rzucaj słów zbędnych!
Już mnie Agata i oczy na was otwarła.
Jam to was przejrzał łotry do szpiku kości,
przez wasze mózgoczaszki się przedarł i myśli
wasze, obrzydliwe odczytał!
Po to jam był wam wielkim poetą,
byście mnie sprzedawali,
jak lalkę Barbie na wystawce sklepowej!
To ja się wznoszę na wyżyny,
rzeczywistość wszerz i wzdłuż przemierzam,
tylko po to byście mną handlować mogli?!

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Uspokój się pan! Przecież by móc sztukę promować, musimy mieć za co to robić. A jakże, my wydawcy, mamy zarabiać, jak nie na dzieł sprzedawaniu?! Taka to już rola nasza, że rynek śledzić z każdym dniem musimy i wiedzieć, co na topie jest, a co nie w danej chwili i w gusta odbiorcy utrafiać!

WIELKI POETA PICAWKA

To sprzedam się, jak tak chcecie!
Ja, wielki poeta Picawka!
Pierwszemu co za mnie zapłaci, się oddam nawet
na tej wystawce księgarnianej, przeklętej!
Oddam się, sprzedam, oddam,
tyle że mu wcześniej mordę obiję
i tymi pinindzmi co mi zapłaci,
mu ją wypcham potem!
Niech wie, że artysta też się bronić potrafi
i też czasem mordy obija!
Niech pozna geniusza siłę!
Ty też poznaj ją sprzedawco, nie wydawco!

/Wymierza policzek czcigodnemu panu Wydawcy, ten aż syczy z bólu jak wąż nadepnięty. Smykałka doskakuje, głaskać go i całować w obolały policzek zaczyna, lecz zostaje przez niego zaraz odepchnięty. Wielki poeta Picawka wychodzi./

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Uderzył mnie! Czcigodnego pana uderzył! Przyrzekam przeto, że zemszczę się na nim za ową zniewagę!

/Spod biurka czcigodnego pana Wydawcy, niespodziewanie wyłazi pan Pipawczyk i staje przed właścicielem./

PAN PIPAWCZYK

Też jam mu zemstę poprzysiągł!
To jest nasz, kuzynie mój, wspólny wróg teraz!
Wszystkie nasze siły, energię, przebiegłość,
musimy przeciw niemu wykorzystać.

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Pipawczyk? Chwała Bogu! A już żem myślał, że ty karierę zakończyłeś!

PAN PIPAWCZYK

Jako wielki poeta już jestem skończony, bo ten łotr mi maskę ukradł, tę, com od ciebie dostał kiedyś.

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

To już i koniec faktycznie, bo jedna taka tylko na świecie była!

PAN PIPAWCZYK

Trzeba go przy wszystkich literatach upokorzyć!

SMYKAŁKA

I przy mediach najlepiej!

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Jakże mu to uczynić?! Kiedy on poeta wielki. Jak go można upokorzyć?!

PAN PIPAWCZYK

Jako poetę się nie da. Ale mam ja plan! Trzeba mu się w nocy zakraść do mieszkania jak śpi i maskę z gęby zedrzeć, a przestanie być wielkim poetą.

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Ale kto się zakradnie do jego domu? Mnie- czcigodnemu panu nie wypada.

SMYKAŁKA

Ja też tego nie zrobię!

PAN PIPAWCZYK

/Do czcigodnego pana Wydawcy, na Smykałkę wskazując./

Otóż to! Jego tam poślesz! Maskę zabierze.

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Bardziej jeszcze przebiegli będziemy

/Wyciąga z kieszeni maskę grafomana./

To jest maska grafomana! Nie tylko maskę moją mu odbierzemy, ale i tę włożymy! To będzie dopiero upadek jego! Hańba! Śmierć swoista dla niego!

SMYKAŁKA

Dobrze, dobrze, pójdę do niego i maski mu we śnie podmienię.

SCENA V

/Kawiarnia literacka, jak w scenie III, wszystko prawie identycznie, z tą różnicą, że zamiast wielkiego poety Picawki, siedzi na jego miejscu grafoman Picawka, a Agata tym razem w drugim kącie, nie widząc go nawet. W izbie też pełno jest dziennikarzy, paparazzi, kamer, mikro- i makrofonów./

POETA 1

/Dziwnie się na grafomana Picawkę spoglądając, do poety II mówi, który to przy stoliku z nim siedzi/

Widzisz ty brachu, tego tam gościa? To jakiś grafoman!

POETA II

Widzę, widzę. Co on tu robi?

/Wchodzą czcigodny pan Wydawca i pan Pipawczyk./

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

/Do pana Pipawczyka, na stronie./

Dobrze się mój Smykałka spisał. Reszta teraz zemsty do ciebie należy kuzynie!

PAN PIPAWCZYK

/Do grafomana Picawki./

Hejże! Mości Picawko! Na improwizację kolejną, genialną czekamy!

GRAFOMAN PICAWKA

/Improwizacja/

Leżę na podłodze,
nie stoję, nie chodzę,
żeby spojrzenia uniknąć sokoła,
bo choć sokół to zwykła pszczoła,
to nie to samo!
Kiedyś kasety w szafie schowałem,
bo w domu miejsca na nie nie miałem.
Wtedy przyszły do mnie mrówki,
a dziad wyjrzał znad lodówki.
Dziada kopnąłem z całej siły,
a mrówki mnie zabiły.

/Słychać gwizdy i buczenie, po czym wszyscy prawie się śmiać i drwić z grafomana Picawki poczynają./

POETA II

Co to ma być!?

POETA I

Mówiłem, że to grafoman!

AGATA

/Czując co się święci./

Podstęp to jakiś! Skandal!

PAN PIPAWCZYK

A jasne, że skandal!

/Zakłada na twarz maskę wielkiego poety, wyciągniętą z kieszeni przed momentem./

GRAFOMAN PICAWKA

On ma maskę moją!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

Jam jest prawdziwy wielki poeta! Wieszcz Pipawczyk! Trzęście się poeci!

/Wszyscy poeci, w tym też grafoman Picawka, trzęsą się, jeszcze bardziej niż w scenie III./

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Trzęsą się wszyscy! Ha! Ha! Ale popa!

/Do dziennikarzy/

Filmujcie to, nagrywajcie, fotografujcie, kręćcie, bo takiej popy to tu dawno już nie było!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

A teraz na grafomana Picawkę kamery! Bo to popa indywidualna będzie, z nim w roli głównej!

/Przestaje trząść wszystkimi, poza grafomanem Picawką, na którego ponownie wszyscy spoglądają i śmieją się i drwią wszyscy prawie. /

AGATA

/Do wielkiego poety Pipawczyka./

Przestań ty go tak dręczyć i upokarzać wreszcie!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

Ja wieszcz! Ja kogo chcę upokorzyć mogę!

AGATA

Ja się nie zgadzam! Ja protestuję!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

Protestujesz smarkulo? Przeciw mnie- wielkiemu poecie Pipawczykowi? Przeto teraz tobie popę zrobię!

AGATA

Nie, błagam, tylko nie popę!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

Popę! A jakże co innego?! Spójrz na tych paparazzi. Myślisz że oni tu dla poezji wielkiej przyszli?! Oni popy szukać przybyli, a ja ich zawieść nie mogę. Przeto rozbierz się teraz do naga, albo ja cię sam rozbiorę! Niech nagość twoja w wiadomości, w telewizornię, w świat idzie! No rozbierz się, bo ja ciebie rozbiorę!

AGATA

Nieeeee!!! Ja godność mam, ja się nie dam tak rozebrać, nawet wielkiemu poecie Pipawczykowi!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

A co tu dawać, czy nie dawać? Ja sam, bez zgody twojej cię rozebrać mogę, boś ty poetka początkująca, a ja mistrz twój!

AGATA

Tyś mistrz mój.

/Spada jej całe ubranie, ona całkiem naga w ten sposób się staje. Do grafomana Picawki dochodzi, mimo że nie chce,. Ten dalej się trzęsie. Oboje są w centrum uwagi./

Ubierz mnie! Ubierz mnie! Starczy tej popy!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

Jam jest poeta wielki, a ty mi mówić co mam robić ośmielasz się gówniaro? Przeto tańcz teraz, tańcz, taka jak cię Pan Bóg stworzył! Niech twój nagi taniec teraz kamery na żywo pokazują!

/Naga Agata tańczyć zaczyna./

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Na stół jej każ wejść! Opinia publiczna tańca na stole pragnie!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

Słyszałaś poetko marna? Na stół masz wejść i na stole tańczyć!

AGATA

Litości!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

Na stół wchodź!

/Agata rozebrana robi co on jej każe, zaś on do grafomana Picawki się teraz zwraca./

Ty też się rozbieraj i na stole z nią razem zatańcz! Przecież to na tobie się mścić mieliśmy!

/Dziennikarze są zachwyceni, wydawca również, kurtyna jedynie zapada, by grafomanowi Picawce i Agacie popy oszczędzić przed (ewentualną) publicznością./

SCENA NASTĘPNA

/Siedziba wydawnictwa ''Wieszczuch'', jak w scenie IV, z tym że teraz pan Pipawczyk stoi w miejscu, gdzie na początku tamtej sceny stał wielki poeta Picawka./

PAN PIPAWCZYK

/Do czcigodnego pana Wydawcy./

Szalony mnie się twój pomysł kuzynku wydaje, ale przez to bardziej jeszcze uwagi godnym się staje. Trzeba go i drugi raz, gorzej jeszcze upokorzyć, skoro wtedy nam tak dobrze poszło.

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

/Do Smykałki/

Więc postanowione! Pójdziesz tam znowu i ..

/Daje Smykałce maskę wielkiego poety/

.. jako ci mówiłem , tę maskę mu raz jeszcze na łeb założysz.

SMYKAŁKA

Nie rozumiem już waści! Przecież miałem mu maskę ciećwirza założyć, co to logiczne się mi zdawało.

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

I nadal masz mu to zrobić! Tylko, że przecież ciećwirz do kawiarni takiej nie przyjdzie, a i on sam, jako już zwykły Picawka, nie będzie miał po co. Trzeba mu więc z powrotem maskę wielkiego poety włożyć, by poszedł tam z nadzieją zrehabilitowania się względem opinii publicznej, po tym jego tańcu nagim, na stole!

PAN PIPAWCZYK

Genialnieś to obmyślił czcigodny panie mój kuzynie! Ale jeszcze go chcę bardziej upokorzyć, pożycz mi maskę swoją, bym jeszcze większą przewagę nad nim miał! Niech pozna rodu mego wielkiego, Pipawczyków potęgę!

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Po cóż ci ona?

PAN PIPAWCZYK

Ja tam będę pierwsze skrzypce przecież odgrywał, więc chciałem już wejść efektownie. Ty i tak masz już uznanie, splendor, sławę. A mnie się czci trochę przyda więcej, bo bez dobrej maski, to mnie nikt należytego szacunku nie odda.

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Skoro to ci pomoże, to pożyczę.

/Zdejmuje z twarzy maskę czcigodnego pana i wręcza ją panu Pipawczykowi, który ją zakłada na siebie./

CZCIGODNY PAN PIPAWCZYK

Ależ to będzie zemsta! Ja idę, muszę to znajomym moim, cudzoziemcom opowiedzieć, co to się będzie działo! Jak to jutro Picawkę zabijemy intelektualnie!

/Do Smykałki/

Tylko nie zawiedź nas, od ciebie wiktoria nasza zależy!

/Wychodzi rozradowany i podniecony/

SMYKAŁKA

A jak nie przyjdzie jutro do kawiarni ten wielki poeta Picawka? Albo jak się skapnie, że to podstęp jakiś? Maskę najcenniejszą stracimy, a i tej twojej ci może czcigodny pan Pipawczyk nie oddać.

WYDAWCA

Przyjdzie, przyjdzie. Jak tylko rano zobaczy w lustrze, że znowu ma maskę wielkiego poety na sobie, to pierwsze co zrobi, to do kawiarni
przyleci.

SMYKAŁKA

Po cóż nam tak ryzykować? Dla zemsty tylko?

WYDAWCA

Głupiś ty, czy jakiś? Przecie to tylko temu durniowi co mu maskę pożyczyłem o zemstę chodzi. Lecz i on całego podstępu nie zna. Pomyśl, po co ja mogę snuć takie intrygi?

SMYKAŁKA

Nie wiem właśnie.

WYDAWCA

A po com ja wszystkie radia, telewizje, prasy, internety tam pozapraszał na ten pojedynek!? Pomyśl ty jakaż to popa będzie i jak słono nam za nią zapłacą! Nie śniło ci się jeszcze nigdy tyle popy i tyle forsy, na samej popie tylko zarobionej! Przekonasz się, Smykałko mój wierny, jak się to ryzyko całe opłaci, a teraz śmigaj do domu Picawki, poczekaj aż uśnie na dobre i wtedy mu maski nakładaj! Najpierw maskę ciećwirza, a potem wielkiego poety. Ja dalej się knuciem zajmę.

SCENA OSTATNIA

/Kawiarnia ta sama co w scenach III i V. tyle że z dziesięć razy więcej dziennikarzy, paparazzi, kamer, aparatów, mikro- i makrofonów itp. Znów wielki poeta Picawka, z Agatą przy jednym stole siedzą, ta wciąż jeszcze zawstydzona, po tym co ją ostatnio spotkało. Przy innym stoliku, trochę dalej czcigodny pan Pipawczyk i Wydawca. W pewnym momencie wielki poeta Picawka powstaje i zaczyna recytować. Gwar kawiarniany przy tym całkiem zanika i wszyscy w skupieniu słuchają./

WIELKI POETA PICAWKA

Co wy dla mnie możecie, poeci zrobić?
Kiedyście tylko żyć potraficie, nic więcej?
Przeto istniejcie, bo to tylko umiecie,
taką już rolę wam natura dała.
A ja gardzić wami i brzydzić się nie będę dłużej,
bo przecież staracie się robić co do was należy,
mimo że wam to wychodzi jak koszmar,
najstraszliwszy z prześnionych przeze mnie.

/Aplauz, wszyscy poklaskują, wzdychajai zachwycaja się, ochy i achy. Wtem nieoczekiwanie wpada do kawiarni Smykałka, przez tłum dziennikarzy się przedziera, do wielkiego poety Picawki podbiega i nim ten zdąrzy zareagować, zrywa mu z twarzy maskę wielkiego poety./

CZCIGODNY PAN PIPAWCZYK

Ha! Moja maska!

/Podbiega do Smykałki, wyrywa mu z rąk maskę wielkiego poety i zakłada./

CIEĆWIRZ PICAWKA

Co jest? Ki diaboł pitolony!?

AGATA

/Do ciećwirza Picawki/

Nieszczęsny! Maskę ciećwirza masz na sobie! Zdejmij ją natychmiast, bo jeszcze gorsza popa będzie niż wtedy!

CIEĆWIRZ PICAWKA

Nic nie rozumie!

AGATA

Zdejmij tę maskę pitoloną!

CIEĆWIRZ PICAWKA

/Do Agaty/

Nie pitol!

AGATA

Niewdzięczny! To jam się za tobą wstawiała, ostrzegała cię, rady dawała, zhańbiono mnie za to, że cię wybawić chciałam, a ty teraz do mnie ''nie pitol'' powiadasz?!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

/Do ciećwirza Picawki, staje zresztą naprzeciw niego twarzą w twarz. Flesze błyskają, kamery wszystkie na nich./

Tobie jest ''nikt'' teraz na imię, a nawet i gorzej niż ''nikt'', żeby nikogo nie obrażać. A jeśli tak nie jest, to odpowiedz mi na pytanie:
Po cóż jest sztuka na świecie i czyż to innych sposobów na jego poznanie nie ma?
A jeśli i ona nie jest na jego poznanie receptą, to na cóż jest w takim razie i po co ją stale wzbogacać, uszlachetniać, uwielbiać?

CIEĆWIRZ PICAWKA

Pitol się!

/Po tej odpowiedzi, wielki poeta Pipawczyk, odskakuje, jakby policzek dostał, za twarz się łapie i z bólu aż wyje przez chwilę./

WIELKI POETA PIPAWCZYK

A ty! Tak do mnie, poety wielkiego się zwracasz? Trząś się jak wtedy! I rozbieraj i na stół wchodź i tańcz na nim!

CIEĆWIRZ PICAWKA

Pitol się!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

/Znów jakby policzek dostał, tym razem aż się zachwiał na nogach i znów syczy, znów wyje./

Powiedzże mi ty chociaż,
gdzie są rzeczy wszelkiej granice.
I co za nimi istnieje,
bądź nie istnieje.
I czy zaliż to prawda jest,
że są sfery gdzieś takowe,
gdzie nawet poezja dotrzeć nie może?

CIEĆWIRZ PICAWKA

Pitol się!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

/Całą już twarz ma opuchniętą i obolałą./

Cóż to za cep przede mną stoi!?
O Zeusie, Deusie, Jezusie!
To jam, do was się nieomal wzbiłem
na skrzydłach waszych i naszych,
tam odpowiedzi szukałem, tam nawet
pytania swoje ułożyłem, a
ten mi na każde słowa moje błogosławione,
''pitol się'' odpowiada, jakby się zaciął!
Powiedzże mi ty, matole,
czy ty innej odzywki nie znasz?!

CIEĆWIRZ PICAWKA

Pitol się! Pitol się! Pitol się!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

/Każde jedno ''pitol się'' dla niego teraz jak cios potężny, prawy, to lewy znów sierpowy./

Na sztuki całą potęgę i wieczność!
Jakże to być może, żeby ciećwirz wielkiego poetę obijał swoimi słowami?
I to jeszcze dwoma tylko!
Kimże ty jesteś i skąd te moce twoje,
piekielne, pitolone!?

CIEĆWIRZ PICAWKA

Pitol się! Pitol się! Pitol się!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

/Na łopatki pada, zaś nos całkiem ma już rozkrwawiony. Podnosi się jednak. /

Powiedz ty chociaż, czy to taka strategia twoja, czy po prostu to ''pitol się'' powtarzasz, bo nic innego nie umiesz?

CIEĆWIRZ PICAWKA

Pitol się!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

/Cios ten już go na plecach rozkłada./

O ja nieszczęsny! Nieszczęsny! Czyż tom ja romantyk jest jaki pitolony, że mój los taki tragiczny?!

CIEĆWIRZ PICAWKA

Pitol się!

/Dobiega do leżącego w kałuży krwi wielkiego poety Pipawczyka, staje mu nad uchem i dalej powtarza swoją kwestię, a za każdym ''pitol się'', wielki poeta Pipawczyk krwawić silniej i puchnąć zaczyna na twarzy. /

I kto się tu skompromitował?! Co? Pitol się, pitol się, jak ci nakazuję, bo ci do reszty tę gębę razem z maskami twoimi rozkwaszę!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

Poddaję się!

CIEĆWIRZ PICAWKA

Tchórzu! Takiż to z ciebie wielki poeta, że z ciećwirzem się boisz pojedynkować? Że jemu się okładać bezkarnie pozwalasz?

WIELKI POETA PIPAWCZYK

Cóż mi po poezji mojej, zmysłach moich i geniuszu teraz? Ja tu już esencję słowa poetyckiego naszykował, ubrał ją w metafory i epitety kwieciste, piękne. Jam z nich sformułował pytania retoryczne, ambitne, jam już chciał teraz strofy swe najdoskonalsze wygłosić, którem na specjalną okazję trzymał, ale na cóż mi to, skoro ty i tak mi na to ''pitol się'' odpowiesz?! Czemu ty mnie innej riposty nie udzielić nie spróbujesz? Chociaż mózgu wysil nad tym co mówię?!

CIEĆWIRZ PICAWKA

Pitol się!

/Wielki poeta Pipawczyk już kompletnie rozwalony./

Ciećwirz jestem, więc jak ciećwirz ci odpowiadam!

/Niespodziewanie wielki poeta Pipawczyk, ostatkiem sił już powstaje na nogi./

WIELKI POETA PIPAWCZYK

Celem mej zemsty było, żeby cię jako poetę na wieki zniszczyć i to akurat osiągnąłem więc przegranym nie jestem! Udało mi się przed prasą, przed telewizornią, radiem, opinią publiczną ciećwirzem cię zrobić i na zawsze już nim zostaniesz!

CIEĆWIRZ PICAWKA

Pitol się!

/Wielki poeta Pipawczyk, cały już krwią zalany z hukiem na łopatki pada, na łeb, na szyję. /

Przeto niech widzą to co się stało te media twoje pitolone! Powiedz swoim przyjaciołom cudzoziemcom pitolonym, prosto w ich oczy pitolone, że cię ciećwirz pokonał i upokorzył! Pitol się, pitol!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

A niech że ci będzie!

/Pitolić się zaczyna./

POETA 1

Cóż to za dziwy? Taki wielki poeta, a pitoli się jak ciećwirz!

WYDAWCA

/Triumfalnie/

Bo teraz ciećwirz jest w modzie, a w modzie siła!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

Czemóż ja tego wcześniej nie zrozumiał?! Pitolcie się wy wszyscy!

/Wyciąga z kieszeni swoją maskę ciećwirza i na siebie zakłada./

POETA 2

Co on czyni?!

CIEĆWIRZ PIPAWCZYK

Pitolcie się wszyscy!

/Pitolić zaczyna./

WYDAWCA

Teraz Smykałka! Teraz!

/Smykałka biegać po kawiarni zaczyna i każdemu poecie wręcza, że niby to w prezencie, niby w promocji, maską ciećwirza jedną na łebka. Ci się zastanawiają, namyślają, ale po chwili wszyscy, z wyjątkiem Agaty, zakładają je na siebie i zaczynają pitolić./

AGATA

Co jest? Czemu oni tak wszyscy pitolą?

WYDAWCA

/Zacierając ręce./

Odtąd to mowa jest srebrem, a pitolenie złotem!

DZIENNIKARZ 1

Ale popa! Miał być wieczór poetycki, a oni zamiast wiersze recytować pitolą wszyscy! Cudownie, cudownie!

AGATA

Nic tu po mnie! Jam poetka, nie ciećwirzyca. Ja z nimi pitolić nie będę!

/Wychodzi przedzierając się przez tłum paparazzi./

WYDAWCA

/Ściska serdecznie Smykałkę./

Smykałko mój! Na tej popie całej, co żeśmy tak zręcznie zaplanowali ją i zrealizowali, fortuna nasza, jak na sterydach rosnąć będzie! Jam to od razu wiedział jak jest, że ludzie na początku wieku naszego świętego, pitolenia chcą, nie poezji. Przez te kamery, aparaty, nagrania, całe to ich pitolenie tutejsze w świat pójdzie, a ludzie do końca sezonu je będą kupować! Możemy już maski milionerów przywdziewać drogi Smykałko! Ach jak oni pitolą! Ale popa.. popa... popa...

/Kurtyna ma zapaść, ale w połowie będąc tej czynności, zamiast zapadać dalej, pitolić jak oni zaczyna./

KONIEC

Data:

 4-5.06.2005

Podpis:

 VV

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=16044

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl