DRUKUJ

 

Słodkogorzkie cz.5

Publikacja:

 05-07-16

Autor:

 ronnie
VII

Zrobiliśmy sobie grilla. Z tęsknotą patrzyłam na upieczone kiełbaski. Tak dawno ich nie jadłam. A gdyby tak zjeść chociaż kawałek… Nie powinno zaszkodzić…
Nie! Nie wolno mi! – toczyłam ze sobą zewnętrzną walkę.
Wystarczy, że przypomniałam sobie te wszystkie upokorzenia z przeszłości, całą drogę jaką pokonałam do swojego obecnego wizerunku, abym straciła apetyt. Kiedy Ewa nakładała mi na talerzyk moją porcję odmówiłam:
- Wiesz, mnie nie nakładaj. Jakoś nie mam apetytu. Poza tym jutro musiałabym chyba dobiec do rosyjskiej granicy, żeby spalić tyle kalorii.
- Alka, tu już przesadzasz, ale nie chce mi się z tobą kłócić – powiedziała ostro Ewka – Będzie więcej dla nas.
Patrzyłam jak pochłaniają te kiełbaski i oczy zaszkliły mi się łzami. Wzięłam więc najmniejszy jaki był kawałek upieczonego chleba i postanowiłam wyobrazić sobie, że to gorący stek. Pomogło.

- Jakoś nie chce mi się spać – usłyszałam głos Ewy w ciemnościach.
- To pewnie przez te ciężkostrawne kiełbaski z grilla – nie powstrzymałam się od ironii – Ale mnie też się nie chce spać.
- Dobra, to chodźmy po chłopaków i wyciągnijmy ich na tę dyskotekę, o której czytałam dzisiaj w tym barze.
- Hmm… wolę to niż leżenie w łóżku bezsensu i liczenie baranów. Ale skąd wiesz, czy Piotrek już wrócił?
- To ja pójdę z Adrianem, a ty na kogoś zapolujesz… - Ewka dopadła do szafy i zaczęła wyciągać jakieś ciuchy.
- Wiesz Ewa… Jest mały problem… Chyba nie mam co na siebie włożyć… - stwierdziłam nagle.
- A co to za problem. Od tego są kumpelki – uśmiechnęła się z błyskiem w oku.
To była chyba najbardziej kusa spódniczka, jaką w życiu miałam na sobie. Do tego bluzka z najmniejszymi plecami i największym dekoltem, jakie widziałam. Wszystko w kolorze czerwonego wina.
- Nie włożę tego – oświadczyłam.
- Owszem włożysz.
- Nie zmusisz mnie.
- A gdybym użyła starej, dobrej metody szantażu? Alka! Przecież wiesz, że ja chcę twojego dobra! Nie kazałabym ci tego założyć gdybyś źle w tym wyglądała!
„ Jasne, zawsze chcesz mojego dobra, ale okazujesz to w specyficzny sposób” – przemknęło mi przez głowę, a powiedziałam tylko:
- Nie.
- Hmm… a zastanawiałaś się kiedyś, co powiedziałby Adrian na parę rewelacji, które o nim kiedyś wygłaszałaś?
- Nie bądź okrutna – powiedziałam zimno – Założę to… - poddałam się. Nie chciałam więcej upokorzeń. Wiedziałam, że nie zrobiłoby na Adrianie wrażenia, gdyby dowiedział się, że kiedyś opowiadałam, iż jest moim chłopakiem. Od tamtego czasu minęło już wiele lat, a jednak nadal nosiłam w sobie wstyd za tamte wydarzenia i wolałam do tego nie wracać.
- No i to mi się podoba. Przebierz się, a ja pójdę obudzić mojego – podkreśliła – chłopca.
- OK.
- Ale zamknę okno, żebyś nie uciekła.
- Bardzo śmieszne.
Wyszłam a ja bezwładnie opadłam na łóżko. Nie miałam siły walczyć.
Posłusznie włożyłam ciuchy Ewy. Z lustra spoglądała na mnie smutnym, zrezygnowanym wzrokiem jakaś obca dziewczyna. To naprawdę byłam ja?
- Idioci! – trzasnęła drzwiami Ewka – Nie chce im się iść. Adrian po dobranocce idzie spać, a Piotrek jest wielce zmęczony po powrocie. Okazało się, że odkrył jakąś galerię tych swoich gratów, które kolekcjonuje.
- Gratów? – spytałam zaciekawiona.
- No… on lubi sztukę ludową czy coś takiego. Nieważne. Zbieraj się. I tak impreza już się zaczęła.
- Jak to? Chyba nie idziemy bez chłopaków?
- Oszalałaś? Jasne, że idziemy. Musimy udowodnić im, że potrafimy bawić się bez nich.
Westchnęłam. W myślach wymieniałam wszystkie znane sobie przekleństwa. Nienawidziłam uległości, ale tym razem nie miałam wyjścia.

W barze cuchnęło piwem, papierosami i potem. Wchodząc czułam na sobie spojrzenia jakiś ohydnych typów. Wzdrygnęłam się z obrzydzenia. Tymczasem moja kumpelka poderwała już jednego z nich. Szli razem na parkiet, a on trzymał rękę na jej pośladku. Postanowiłam stamtąd zwiać. Ewka była tak zaaferowana, że nawet by tego nie zauważyła. Ruszyłam do wyjścia.
- Zatańczymy laleczko? – odwróciłam głowę w stronę, skąd pochodził ten ochrypły głos. Przede mną stał na oko pięćdziesięcioletni facet, śliniący się i wlepiający we mnie głodny wzrok.
- Nie sądzę – odpaliłam.
Chciałam uciec stamtąd jak najszybciej. Odepchnęłam go i pobiegłam do wyjścia, jednak przeceniłam swoje siły. Tuż przy drzwiach złapał mnie z przegub dłoni.
- A ja jednak sądzę, ze tak – władczo pociągnął mnie na parkiet.
- Właśnie wychodziłam – Nie wiem po co to mówiłam. Przecież i tak nie było sensu rozmawiać z tym mężczyzną. Bez specjalnego wysilania się łatwo było zgadnąć jakie ma zamiary.
- Tylko jeden taniec.
Nie miałam wyjścia. Wolałam go nie rozwścieczać, bo nie miałam pojęcia do czego jest zdolny. Grali chyba jakąś piosenkę Lady Pank; trwało to wieczność. Jakimś cudem udało mi się utrzymać tego faceta na odległość, ale po zakończeniu utworu nadal mnie nie puszczał.
- Szybki numerek na zapleczu i jesteś wolna, skoro ci się tak spieszy. Masz szczęście, że ja lubię krótko i głęboko – ukazał w uśmiechu rząd żółtych zębów.
- Nie ma mowy – próbowałam się wyrwać, ale jego ręka zacisnęła się na mojej tak, że nie sposób było to zrobić – Niech mnie pan zostawi – powiedziałam trochę głośniej, ale nikt nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Dopiero teraz przypomniałam sobie o Ewce. Poszukałam jej wzrokiem, ale nigdzie jej nie dostrzegłam. Musiała wyjść, kiedy tańczyłam. Rozejrzałam się z przestrachem po całej sali. Nie było najmniejszej szansy na ratunek. Mimo to, nie poddawałam się. Wyszarpnęłam rękę z jego uścisku i rzuciłam się pędem do wyjścia. Tam złapał mnie jakiś młody, wysoki chłopak i przyłożył do brzucha coś zimnego. Myślałam, że zaraz zemdleję. Bałam się spojrzeć w dół. Tak bardzo pragnęłam, żeby to nie było to, o czym myślę. A jednak… Od ostrego noża promieniowało na całe moje ciało niezwykłe zimno. Drżałam. Młodszy mężczyzna zaciągnął mnie z powrotem w miejsce, gdzie byłam wcześniej. Widocznie tamten był jego szefem, bo powiedział:
- Przyprowadziłem pańska zgubę.
- Brawo Młody, zasłużyłeś na podwyżkę – po czym przejął nóż.
- Wolisz na dworze czy na zapleczu? – to z kolei skierowane było do mnie.
Ledwo co powstrzymywałam łzy. Wciąż nie rozumiałam jak mogłam znaleźć się w takim miejscu. Nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę, ale poczułam coś ciepłego spływającego mi po udzie. Krew. Przeciął mi skórę nożem i wyprowadził z tyłu za bar. Owionął mnie łagodny wiatr pochodzący od morza. W normalnych warunkach wdychałabym powietrze pełne jodu i cieszyła się cudowną pełnią księżyca, ale wtedy nie miałam do tego głowy. W głowie tłukło mi się tylko jedno słowo: „Ucieczka”. Facet próbował ściągnąć mi bluzkę, ale nie mógł rozpiąć zamka, więc rozerwał ramiączka. Zaczęłam rozpaczliwą walkę. Nie pamiętam, żebym krzyczała, ale widocznie robiłam to nieświadomie. Nagle coś odepchnęło w tył mojego prześladowcę. Następnym obrazem jaki zobaczyłam była jego rozwalona szczęka. Ktoś nakrył mnie czymś miękkim i ciepłym. Objął mnie i powiedział, że już jestem bezpieczna. Nie musiał tego mówić, bo ja to i tak wiedziałam. Znałam twarze tych dwóch mężczyzn i czułam, że im ufam. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie kim są. To Piotrek i Adrian przyszli mi z pomocą.
- Skąd się tam wzięliście? – spytałam, kiedy tylko odzyskałam głos.
- Zaraz po waszym wyjściu Adrian zaczął marudzić, że nie powinniśmy puszczać was samych w takich strojach. Przyznałem mu rację i wyszliśmy na poszukiwania. Nie mogliśmy was znaleźć, kiedy Adrian przypomniał sobie o tej dyskotece. Przyszliśmy tu, ale w środku nie było żadnej z was. Dopiero kiedy wychodziliśmy usłyszeliśmy twój krzyk. No i resztę historii już znasz – mówił Piotrek – Przybiegliśmy tu. Ja znokautowałem tego obleśnego gościa, a Adrian cię uspokajał.
- No tak… Adrian jak zawsze zachowuje się jak na prawdziwego mężczyznę przystało – wydukałam, ale pożałowałam tych słów jeszcze zanim skończyłam mówić. Gdyby nie oni… Wolałam nawet o tym nie myśleć. W każdym razie pięknie im się odwdzięczyłam. Chciałam podziękować, a wyskoczyłam z takim tekstem. Ciekawe co sobie wtedy o mnie pomyśleli.
- Adrian go dobił. Mówię ci, to była stylowa akcja, ale nie życzę takich więcej. Najważniejsze, że już jesteś bezpieczna. A gdzie Ewa? – oprzytomniał nagle Piotr.
- Nie mam pojęcia – jęknęłam – Tańczyła z jakimś mężczyzną, a potem zniknęła mi z oczu.
- A jeśli on jej coś zrobił? – przeraził się Adrian.
- Nie… na pewno wszystko w porządku… - gadałam bez sensu. Nie chciałam go ranić, dobrze wiedziałam, że jego dziewczyna zdradza go a każdym kroku – Pewnie poszła już do pensjonatu, nie mogąc mnie znaleźć… - Byłam cała roztrzęsiona, ale Adrian już mnie nie obejmował od tej mojej feralnej uwagi. Chyba zraniłam jego męskie ego.
- Zadzwonię do niej… Wzięła komórkę? – zapytał Piotrek.
- Taaak…
Wybrał jej numer. Odebrała po dłuższej chwili. Powiedziała, że poznała bardzo miłych ludzi i żebyśmy się o nią nie martwili. No tak. To było w jej stylu. Adriana to nie obeszło. Zauważyłam, że tylko i wyłącznie poczucie obowiązku kazało mu o nią spytać. Nie udało mu się także ukryć zadowolenia z tego, że nie musimy jej szukać, bo świetnie się bawi. Gdyby mu na niej zależało byłby zazdrosny albo obrażony, a on nic. No chyba, że maskował swoje uczucia tak genialnie jak ja. Zastanawiałam się, co tak naprawdę trzyma go przy Ewie. Jeśli jej nie kocha to dlaczego do diabła z nią nie zerwie?
- Chodźmy już – powiedziałam słabym głosem. Dziwne było to, że nie płakałam choć łzy same cisnęły mi się do oczu. Już dawno tego nie robiłam. Nauczyłam się nie okazywać emocji i teraz miałam problem nawet z podziękowaniem za czyjąś pomoc. Jedyną rzeczą na jaką było mnie stać była ironia i nią zastępowałam wszelkie ludzkie odruchy.
- Nie wezwiemy policji? – spytał Adrian.
- Właściciel baru już się tym zajął, ale ja nie chcę zeznawać. Chcę o tym wszystkim zapomnieć.
- Skoro tak wolisz – zawahał się Piotrek – Będzie jak chcesz.
Po drodze toczyłam wewnętrzną walkę z samą sobą. W końcu przemogłam się. Przystanęłam przed wejściem do pensjonatu.
- Dziękuję – powiedziałam, a mój głos przeciął wieczorną cisze. Wtuliłam twarz w bluzę Adriana i weszłam dalej po schodach. Moi wybawcy stali przez moment na dole, po czym poszli za mną.
Wyraźnie zaczęła pękać moja skorupa, w której zasklepiłam się przez ostatnie lata. Coraz częściej okazywałam oznaki jakichkolwiek uczuć. Nie było mi z tym dobrze. Wiedziałam, co się stanie, jeśli ponownie otworzę się na ludzi. Znowu ktoś mnie zrani, a tego nie przeżyłabym po raz drugi. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że świat jest zły i okrutny.
Zdjęłam z siebie podarte ubranie Ewy. Cóż, sama kazała mi to włożyć, ale będę musiała oddać jej za to pieniądze. Gdzie ona teraz może być? Lepiej było nie wiedzieć.
Uchyliłam lekko drzwi pokoju i zobaczyłam jak półnagi Piotrek wchodzi do łazienki. Adrian został sam. Bez zastanowienia wymknęłam się na korytarz. Podjęłam decyzję – teraz albo nigdy. I już byłam w jego pokoju, tonąc w objęciach najcudowniejszego faceta, jakiego spotkałam w życiu. Płakałam. Łzy regularnym rytmem spływały mi po twarzy.
- Przepraszam… - szeptałam – Nie wiedziałam co mówię… wcale tak nie myślałam… Byłam taka niewdzięczna… Powiedz, że mi wybaczasz… Nie mam już siły… - wyrzucałam z siebie bezładne zdania, ale Adrian i tak wydobył z tego słowotoku właściwą treść.
- Nie ma sprawy – objął mnie mocniej, ale nie pocałował. Dlaczego? Po chwili wszystko stało się jasne. Chyba pękło mi na pół serce. – Wszystko jasne. Byłaś zdenerwowana. To zrozumiałe po tym co zaszło. Mówiłaś rzeczy, których nie byłaś pewna. W porządku. Nie chowam urazy. To wystarczy. Nic nas nie łączy, żebyś się musiała tak tłumaczyć.
Oswobodziłam się szybko z jego ramion. On odwrócił się szybko do okna, obdarzając mnie tylko widokiem swoich pleców.
- Masz rację – powiedziałam z całą mocą – Nic nas przecież nie łączy – W tych dwóch zdaniach zawarła się cała gorycz, jaką wtedy czułam. Wyszłam. Drzwi zostawiłam otwarte, nie miałam siły nimi trzasnąć. Nie miałam prawa się wściekać, a jednak to robiłam. ”Mam co chciałam. Ujawniłam swoje uczucia i oto, co mnie spotkało. Po raz kolejny - straciłam już nawet rachubę który – Adrian mnie zranił. Zawsze to robił.” – myślałam ze smutkiem.
Dlaczego? Dlaczego ja nadal go tak kochałam???

Data:

 lipiec/sierpień 2004

Podpis:

 ronnie

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=17085

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl