DRUKUJ

 

wstyd

Publikacja:

 03-10-06

Autor:

 kresska
„Człowiek jest jedynym zwierzęciem, które się czerwieni i ma ku temu powody.”
Mark Twain


Różnice między światem ludzi, zwierząt i roślin, były głównym problemem wielkich myślicieli od bardzo bardzo dawna. Nie doszli oni do jednego, konkretnego wniosku, który mógłby zadowolić tak zwaną opinię publiczną (filozofami przeważnie byli mężczyźni-może to jest powód?). Zastanówmy się wiec nad tym. Człowiek, zwierzę i roślina. Cechy wspólne: istnieją, żyją, odżywiają się (pobierają pokarm). To są te zasadnicze podobieństwa. Gdy roślina nie ma wystarczających warunków do życia(światła, jedzonka), usycha; tygrys syberyjski i np. Tymoteusz Kowalski w takiej samej sytuacji zmieniają rzeczywistość, to znaczy przenoszą się na inne terytorium albo neutralizują elementy świata uniemożliwiające im dalsze życie i rozwijanie się. A co jest charakterystyczne dla człowieka? Wielcy-nieżywi stwierdzili, że nasza przewaga polega na tym, że my myślimy. Nie wiem, czy to jest aż taki plus, niektórzy są w tym tak zaawansowani, że z powodu swoich zachcianek wybijają tysiące, setki bezbronnych ludzi. A tak właściwie to skąd wiemy, że kwiaty nie myślą? Przypomnijmy sobie cudny filmik pt. „Mrówka Z”. A jeśli robaki robią o nas wielkie produkcje filmowe? Nie słyszałam i nie znam nikogo, kto by mógł mi to potwierdzić a tym bardziej temu zaprzeczyć. To może się wydawać nieco absurdalne, ale kiedyś (za Kochanowskiego) pocałunek i erotyka były uważane ruskie barbarzyństwo. Niczego więc dziś nie możemy być pewni, bo nasze prawnuki mogą dotrzeć do informacji, zjawisk, które zmienią ludzki światopogląd. No dobrze, więc pójdźmy na łatwiznę i nie wychylajmy się. Tylko człowiek myśli. Dość dobrze ujął to Sartre. Ten tzw. ateistyczny egzystencjalista stwierdził: „egzystencja to nie to samo co istnienie”. Rośliny i zwierzęta też istnieją przecież, ale ich nie obchodzi to, nie stanowi dla nich żadnego problemu. Według niego rzeczy fizyczne istnieją „same w sobie”, ale tylko człowiek istnieje „dla samego siebie”. Napisał również, że: „Być człowiekiem jest czymś zupełnie innym niż być rzeczą”. W takich chwilach jestem dumna z tego kim jestem. I na podstawie tego właśnie zdania, mogę się w pełni nie zgodzić ze stwierdzeniem Twain’a, że człowiek to zwierzę. Nie. Możemy od czasu do czasu stwierdzić, że zachowujemy się/ wyglądamy jak wyżej wymienieni. To dokładnie tak samo, gdy ktoś mówi „blondynce,” że zachowuje się inteligentnie. Fakt, że ktoś chce ją zarwać tanim i (powiedzmy szczerze) niezbyt wyszukanym komplementem, nie znaczy, że ten ktoś ma rację, że „blondynka” zachowuje się inteligentnie.
CZERWIENIĆ SIĘ = zmieniać kolor na czerwony; termin ten dotyczy głównie policzków, twarzy; inne określenia: siarzyć się, mieć buraczka na twarzy, setę, spiec na raka, cegiełka; tych określeń jest mnóstwo. Powody zmiany koloru naszej skóry mogą być różne, np. wysokie ciśnienie, zbyt obfite upały, odmrożenia, nadużycie alkoholu, zbyt wyczerpujące ćwiczenia fizyczne, wstyd i wiele wiele innych. Jednak autorowi cytatu, który właśnie omawiamy, chodziło bodajże o wstyd. Zajrzyjmy więc do Słownika Języka Polskiego:
„WSTYD rz. Mnż. I, D. –u, mc. – wstydzie, blm: nieprzyjemne, upokarzające uczucie wywoływane świadomością własnych lub cudzych braków, błędów, złych czy niewłaściwych poczynań, połączone z lękiem przed opinią innych.”
Do wstydu niezbędne są:
· Wstydzący / wstydząca się
· Powód
· Oceniający / oceniająca
Osoba popełniająca błąd, przyjmijmy, że jednocześnie zdaje sobie z tego sprawę i wstydzi się swojego postępowania. Ten osobnik wstydzący się, a także postać oceniająca to już prawie społeczeństwo. Przyjmijmy, że jest to społeczeństwo tak więc wstyd to twór społeczeństwa, a dokładniej – część składowa kultury, która cały czas się zmienia. Wstyd też ma charakter dynamiczny, ulega na przestrzeni wieków licznym przemianom.
Czy wstyd istniał od zawsze?
3 lata spędziłam na katechezach z siostrą Konsolatą (ksywka Konsola), więc wykorzystajmy wiedzę przekazaną mi przez tą niezwykła kobietę.
Wstyd nie jest rzeczą pożądaną, jak na przykład pieniądze, czy młodość. Oczywiście są ludzie, a zwłaszcza mężczyźni których rumieniec na policzku ich (przyszłej)kobiety wywołuje niemałe emocje. Jednak zazwyczaj jest przeciwnie. Podobno w raju Adam i Ewa czuli się cudownie, nie mieli żadnych problemów, nie cierpieli i tym samym nie znali czegoś takiego jak wstyd. Dopiero gdy „inteligentny” Adaś dał się namówić kobiecie na tak zwaną przyjemność doczesną, jaką był zakazany owoc, wszystko się zmieniło. Zostali wygnani z raju. Facet wyżywał się na swoją kobietę za własną głupotę i zaczął jej wytykać, że ubrana jedynie w niemodny liść z zeszłorocznej kolekcji, paraduje po świecie. Biedaczka ta się speszyła, zrobiło jej się głupio i
wtedy właśnie prekursorka się zaczerwieniła i ... ZAWSZTYDZIŁA. Kiedyś jakiś ksiądz stwierdził, że Bóg stworzył wstyd byśmy nie rozdawali (szanowali) naszą seksualność. Zastanówmy się nad tym. Wstyd nie dotyczy oczywiście tylko naszego ciała, tego jak wyglądamy, ale czasami również tyczy się naszego zachowania. Nasze babki oblewały się zdrowym rumieńcem, gdy z za spódnicy można było dojrzeć ich „erotyzujące” kolano, a my wstydzimy się gdy................... (wpisz najwłaściwszy przykład z cielesnego życia codziennego). Obie te sytuacje związane są z ciałem, z zasadami narzuconymi przez innych bądź z naszymi własnymi kompleksami, które zresztą też są wywołane przez panujące w danym momencie „kanony piękna” stworzone przez społeczeństwo. Wstyd pochodzi od ludzi i zmienia się, jego „zasady” zanikają czy zmieniają się razem z dawnym pokoleniem. Najprostszy przykład to antykoncepcja. Chociaż w tym przypadku zmiana „obyczajowa” nadal się dokonuje. Kiedy jakiś czas temu wchodziło się do apteki i prosiło o paczkę prezerwatyw, aptekarz i wszyscy w około patrzyli na człowieka, jak na zbrodniarza.
A dziś? W aptekach nie ma z tym najmniejszego problemu, można je kupić wszędzie, nawet w osiedlowym sklepiku spożywczym. 10 lat temu żaden 15,16-latek nie podszedł by do swojej koleżanki i nie powiedział: „masz śliczną bieliznę”; kobieta, która ma urodzić nieślubne dziecko, kiedyś szukała męża w panice byle tylko wziąć ślub zanim „coś” będzie widać, ale dziś kobieta jest bardziej niezależna i woli wychować dziecko samotnie niż męczyć się z byle jakim debilem. Oczywiście zdarzają się w rozmaitych przypadkach różne zachowania, bo każdy z nas wychowany został (lub nadal jest wychowywany) w rodzinie bardziej / mniej przywiązującej wagę do obyczajów.
Czy wstydliwość jest naturalna?
„Naturalna wstydliwość” to niezbyt trafne określenie. Jeśli bowiem jest to stan naturalny to znaczy, że wstyd jest wrodzony, że towarzyszy nam od dziecka i jest zawsze taki sam. Dla osoby, która sporo podróżowała po świecie, jest jasne, że pojęcie
wstydliwości (np. w związku z pokazywaniem własnego ciała, nagości) jest głównie związane z obyczajami i tradycjami – o czym już wspomniałam. Gdy przychodzimy na świat, okazujemy nasze potrzeby psychiczne i fizyczne w sposób bezpośredni, nie obchodzi niemowlaka czy się drze we własnym łóżeczku czy w zapchanym tramwaju, gdzie każdy żałuje, jakie to dziecko jest biedne i babcie zastanawia się, co ci rodzice z nim robią. Możemy powiedzieć, że dziecko przynosi im pewnego rodzaju wstyd, ale przeważnie są tak zaabsorbowaniem niemowlakiem, że nawet nie mają okazji pomyśleć o opiniach jakiś tam ludzi. Gdy dziecko nie dostaje mleka, zaczyna krzyczeć. Tak samo zachowuje się, kiedy ma mokrą pieluchę. Freud te dążenia niemowlaków do zaspokojenia popędów nazwał zasadą przyjemności, czyli ID. Podzielił w pewnym sensie mózg na 3 części:
1. Id, czyli ono, jest nieświadome, dziedziczne i nie zmienia w ciągu naszego życia, jego główny cel to zaspokojenie potrzeb( w nim też działa LIBIDO jako podstawowy motor działania)
2. Ego, czyli ja, dorosłe ego jest autonomiczne decyduje o tym czy człowiek ulegnie popędowi
3. Superego, czyli nadja, to niedościgniony wzór dla ego, w nim mieszczą się sumienie, zakazy i nakazy stworzone przez otaczający świat; wg Freuda odzywa się gdy mamy „brudne” czy „nieodpowiednie” pragnienia.
Tak więc wstyd to wynik „kolizji”, niezgodności między ego i superego. Ego to regulator. Gdy dziecko ma na coś ochotę wrzeszczy dopóki tego nie dostanie albo o tym nie zapomni. Od małego stykamy się z wymaganiami rodziców i całego świata zewnętrznego. Gdy robimy coś złego, rodzice mówią: „Nie rób tego” albo „Fuj, ale jesteś niegrzeczny”. Nawet kiedy jesteśmy już dorośli, towarzyszy nam echo tych wymagań i uprzedzeń. Oczekiwania moralne wszystkich dookoła przenikają do nas i stają się częścią nas samych. Najsławniejszy przykład freudowski, który jest związany ze wstydem dotyczy dzieci. Wiadomo, że dzieci lubią się bawić swymi narządami płciowymi. Możemy zaobserwować to na każdej plaży, gdzie maluchu biegają sobie na golaska. W czasach naszego cudnego twórcy psychoanalizy czekało za to dwu- albo trzylatka uderzenie po łapach. Mama pewnie krzyczała: „
Fuj!” i takie tam inne niezbyt przemyślane teksty. Matka, jako dorosła osoba, przenosi swój wstyd na bogu ducha winne dziecko, co w przyszłości jest wynikiem poważnych kompleksów dorosłego już człowieka w sferze życia seksualnego. Najistotniejsze jest jednak to, że wokół nas jest mnóstwo zakazów i nakazów, ale tak naprawdę człowiekiem kierują i rządzą jego instynkty.
Jednak jeśli wstyd jest tak kłopotliwy i niepożądany, dlaczego się temu nie sprzeciwiamy? To znaczy: wiele osób walczy z tym, ale według mnie nie robią tego by wygrać, ale by pokazać innym, że walczą; zabierają się do tego w niezbyt inteligentny, odpowiedni sposób. W rzeczywistości ludzie o wiele bardziej chcą się dostosowywać, niż są do tego zmuszani. Wielu z nas nawet nie zdaje sobie sprawy ze swoich pragnień przystosowania się. Wmawiają sobie, że żyją według własnych zasad, że są indywidualistami, że dochodzą do wszystkiego przez swoje osobiste przemyślenia, rozumowanie, a fakt, że 3 tysiące innych ludzi myśli i postępuje tak samo, to tylko sprawa przypadku. Jeśli człowiek się nie będzie chciał dostosować albo nie będzie umiał społeczeństwo nie będzie robiło nie wiadomo czego by ta „inna” jednostka była z nim, nie będzie się o nią ubiegać. Świadomość bycia samotnym bez żadnych „wizji na lepsze jutro” jest źródłem wstydu, bo ukazuje naszą słabość.
Wstyd jest z kolei źródłem poczucia winy i niepokoju. Tak więc by nie wylądować w szpitalu psychiatrycznym albo na kozetce u następcy Feud’a musimy stosować się do zasad ustanowionych przez daną grupę i w tym między innymi wstydzić się.
Kto się najczęściej czerwieni?
Odpowiedź jest bardzo prosta. Są to dziewczęta, czyli tak zwane małolaty, które raczkują po nieznanych drogach pierwszych miłości i nowych niezwykłych światów. Yyyyy, chyba nieco przesadziłam, ale to prawda. Przykładów takich zachowań mogę podać niezliczone ilości, bo wiele razy przyjaciółka chowała się za mną i jeszcze paroma osobami, bo ON szedł. Chyba jestem dziwna,
bo przeważnie robiłam krok do przodu, zamiast 10 do tyłu, by ten jeden jedyny wymarzony facet zauważył mnie i się do mnie uśmiechnął. Chyba wiem (po części dlaczego tak robiłam i czasami nadal robię). To jest bardzo proste. Nastolatki strasznie panikują. Widząc jakiegoś Michała z 3h od razu mają przed oczami ogromny pryszcz na twarzy, którego w ogóle nie widać, albo już nie modną, bo kupioną aż 2 tygodnie temu, spódnicę. Dziewczyna boi się, że powie coś nie tak, że on zauważy, coś czego nie powinien, itepe itede. Przecież, gdy nie wiem o tym, że mam plamę na bluzce, nic się nie dzieje. Żyję w cudownej
nieświadomości i beztrosce. Koszmar zaczyna się, gdy się o niej dowiaduję, zaczynam szukać czegoś czym mogłabym ją przykryć albo ze spuszczoną głową – tak by nikt mnie nie przyuważył – biegnę w popłochu do domu, by nie wyszło, że jestem fleja. Jest to bardzo dobry przykład na kolejny wpływ grupy, naszego otoczenia na naszą świadomość. Kiedy w mojej paczce wszyscy noszą np. różowe sznurówki codziennie bez względu na pogodę, apele szkolne, czy inne okoliczności, wtedy jest to dla mnie naturalne. Jednak gdy znajdę się w innej grupie ludzi to ja (osoba skupiająca dość dużą uwagę na swoim stroju i całej otoczce) zacznę się czuć nienajlepiej, być może zacznę jakoś tuszować swoją inność, do momentu gdy zmienię sznurówki i trampki na szpilki i tym samym dostosuję się do nowego towarzystwa. W tym momencie przyszedł mi do głowy pewien „klasyk”. A
mianowicie chodzi o różnice między płciami, między wychowywaniem dziewczynek i chłopców. Tym pierwszym wmawia się, że mają być delikatne, grzeczne i posłuszne, muszą bawić się lalkami. Chłopcy natomiast muszą być twardzi, odporni na ból stres i w ogóle wszystko. Oczywiście jest to w pewnym stopniu stereotyp, który dziś łamią rodzice albo np. kobiety „polujące” na faceta. Przecież o wiele większe wrażenie na kobiecie z „kółka łowieckiego” zrobi przystojny facet płaczący nad bezdomnym
kotkiem niż nieczuły twardziel z barami jak szafa wnękowa. Hmmm oba te modele są dość kuszące, jednak kobieta myśląca np. o założeniu rodziny wybierze sobie czułego i (niestety) odrobinkę gorzej wyglądającego, bo ten właśnie model osobnika płci
męskiej jest potencjalnie lepszym kandydatem na ojca i jeszcze parę innych odpowiedzialnych stanowisk. Jest to chyba dość typowy (choć nie szczegółowy) model doboru naturalnego wśród ludzi. A jaki byłby wstyd, gdyby tak (pozornie) dobrze dobrane małżeństwo rozpada się „bez powodu”- sąsiadki doszukują się zdrady, matka obwinia córkę, że zupa była za słona. Masakra. Cechy typowo kobiece więc czasem też przydają się mężczyznom i na odwrót. Dostosowywanie się do ogólnie przyjętych norm i
wzorów nie zawsze i nie wszystkim wychodzi na dobre.
Wstyd to niewiarygodnie skuteczna „broń” w rękach naszych opiekunów. Wiele razy doświadczyłam tego na sobie i jestem pewna, że nie jestem dziwnym wyjątkiem. W stosowaniu tej „sztuki walki” specjalistkami są przede wszystkim kobiety, czyli matki, babki, ciotki, które przeważnie strzegą pozostałości dobrych obyczajów w modelowych rodzinach. Prosty przykład: Dziewczyna, nastolatka wraca nad ranem do domu; jest (już) trzeźwa. Czyli z punktu widzenia mojego pokolenia wszystko jest w porządku. Jednak, jak dowiaduje się owa niewiasta po przekroczeniu progu swego gospodarstwa domowego, jest w błędzie. „Przecież to nie wypada”- oto jedno z pierwszych zdań, które padają dość często w takich sytuacjach. Tylko dlaczego? Nikt z sąsiadów(przypuśćmy) nie widział tego, o której wróciła, więc tzw. opinia publiczna nie jest świadoma zaistniałej „katastrofy”. Tak więc dziewczyna ma się wstydzić sama przed sobą? Według mnie to jest chore. Wstydząc się swoich czynów, wstydzę się poniekąd
siebie samej. Chyba tego nie zrozumiem. Ma się wstydzić przed matką, która zna ją od początku bytowania na tej planecie ( a nawet 9 mc-y dłużej)? Hmmm... to jest chyba już temat za następną pracę. No cóż wszystko zależy od naszego podejścia, a najlepszą obrona jest atak przy pomocy broni używanej przez wroga.
Mi przychodzi do głowy jeden wniosek:
Przyczyną wstydu jest zbyt szczegółowe albo w ogóle jakiekolwiek analizowanie, myślenie a także przynależność do społeczeństwa, grupy społecznej. To drugie jest rzeczą nie do zgładzenia, jednak nasze myśli możemy i powinniśmy kontrolować,minimalizować - o ile w ogóle chcemy uniknąć tego niezwykłego stanu, uczucia, jakim jest wstyd.
O wstydzie, jak o wszystkim co dotyczy naszego otoczenia, mogłabym pisać czy dyskutować w nieskończoność przecież każdy interpretuje i odbiera to w inny sposób. Jednak brak umiaru to ogromna wada i tak jak każdej innej powinniśmy się wstydzić. A więc: WSTYDŹMY SIĘ.

Data:

 styczeń 2003

Podpis:

 kresska

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=1817

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl