DRUKUJ

 

Próba Losu

Publikacja:

 06-01-13

Autor:

 Ka(L)IN
- Kate słuchaj…
- Tak?
-Bo ja bym Cię chciał prosić o chodzenie, czy zostaniesz moją dziewczyną?
-Co?… Wiesz nie jesteś w moim typie, musze już iść cześć…
Fletcher udaje się w kierunku domu. Gdy wchodzi do niego, wydaje mu się dziwnie pusty.
-Wróciłem.
Nikt nie odpowiada.
-Wróciłem no, niech ktoś przyjdzie jestem głodny!
Schodzi policjantka.
-Dzień dobry, nie wie pani gdzie jest moja mama?
-Posłuchaj Twoja mama…
-Co mama gdzie jest?
- Usiądź pogadajmy…
-Nie chce gadać, nie mam czasu i humoru, gdzie jest mama bo chce zjeść ten obiad.
-Twoja mama wracała z Tatą do domu, gdy wyskoczyło im 6 letnie dziecko uratowali mu życie, wjeżdżają do rowu.
-Co to za gnojek, gdzie oni teraz są, w jakimś szpitalu?
-Oni nie żyją…
- To nie prawda, oni żyją, oszukujesz mnie.
- Uspokój się, proszę…
Zaczął wszystko rozwalać na swojej drodze, pędził jak szalony przed Siebie.
-Dlaczego, akurat ja?!
Odpalił swój motor i zaczął bardzo szybko jechać. Nie zważa na samochody i inne przeszkody. Dojeżdża nad Staw i zaczyna płakać…
-Boże, dlaczego mnie tak skarałeś, co Ci takiego zrobiłem?!
-Odpowiedz!!!
- Odpowiedz!!!
Łzy poczęły mu spływać po policzku, jedna za drógą…Gdy przestał płakać, zdenerwował się, wsiadł na motor i zaczął jechać tak szybko jak tylko mógł.
Nad stawem zostawił list:
„..Nie ma już mnie-odeszłem stąd , bo życie me to był błąd... Zapomnijcie, że istniałem i tak przykrości samych wam naprzykrzałem …”
Fletcher wyjeżdżał już z miasta. Najechał na koleinę i spadł z motoru. Maszyna uderzając w drzewo zgięła się, nie nadając się do jazdy. Fletcher kopał go i krzyczał
-Chce umrzeć!
Usiadł na kamieniu i czekał na śmierć, nagłą i bezbolesną, nie chciał już być na tym świecie…
Coś zawyło, myślał, że ktoś lub coś przyszło skrócić mu męki. Lecz się bardzo rozczarował. To był pewien mężczyzna na motocyklu.
-Co Ty tu robisz chłopcze, nikogo okolicy nie ma, a Ty sam o tej porze?
-A, Co to Cię interesuje? Jedź z stąd.
-Widzę, żeś niemrawy…
-Niemrawy, a co Ty byś zrobił, jak by tego samego dnia, zginęli ci rodzice i rzuciła Cię kobieta, którą kochasz?
-Wsiadaj! Mieszkam niedaleko…odparł mężczyzna.
-Nie chce!
-Wsiadaj pojedziemy, napijesz się zjesz coś i pójdziesz gdzie chcesz…

Ciągle myślał, dlaczego wsiadł, mógł się rzucić się pod pociąg, albo skoczyć pod samochód, kończąc swoje przykre życie…
Gdy dojechali na miejsce chłopak rzucił okiem na dom. Wydawał się być średniej wielkości, była to biedna dzielnica.
-Mieszkasz w tym śmietniku?
-Nazywaj to jak chcesz, ale dla mnie to jest cały dorobek... Nie zależy mi na apartamentach.
Chłopiec zamilczał i zaczął zadumać się.
Gdy weszli do jego domu, dał mu napój i konserwę. Do pokoju wbiegł pies.
- Hurch chodź Tu! Kolacja!
-Pies zaskowytał i podszedł.
-A jak ty w ogóle masz na imię-zapytał chłopak.
-Jestem Bil, a jak na ciebie wołają?
- Flecher…
-Gdzie masz zamiar wrócić chłopcze?
-Nie chce wracać, chce dojść do kresu moich dni!
-Przestań! Sam wiem, co czujesz…
-Jak Ty to możesz wiedzieć, przecież nie przeżyłeś to, co ja!
-A jednak …
-Co?
-10 lat temu... Czułem, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi, gdyż miałem u boku moją ukochaną Ashley. Codziennie wędrowaliśmy alejkami parku. Wtedy była wiosna 17 kwietnia. Wszystko się wtedy zieleniło, kwiaty były utulone w różowy puch z drobnych kwiatków. Czuliśmy, że nic nie może przerwać naszej miłości… A jednak… Nagle znalazłem się na trawniku popchnięty przez wysokiego, ciemnej karnacji mężczyznę. Biegło za nim dwóch policjantów. Mężczyzna wyjął pistolet i wystrzelił… Chciał trafić w policjanta, ale chybił… Ashley została zdmuchnięta niczym wiosenny wiatr płatek kwiatuszka. Policjant wyjął pistolet i zabił bandytę. Straciłem wtedy ochotę by żyć… Tak bardzo mi jej brakuje…
Ku zdziwieniu chłopca, Bilowi po policzku pociekła przezroczysta łza.
Flecher uważał go za mężczyznę nie skłonnego do wyłonienia łzy…
-Czy mógłbym z Tobą zostać? Nie mam, dokąd wracać… - spokojnie powiedział Flecher.
-Chciałbym bardzo…-odparł Bil
Wtedy obaj się objęli i mocno uścisnęli…

Data:

 12 stycznia

Podpis:

 By K@lin

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=21875

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl