DRUKUJ

 

SIOSTRA GRAŻYNA

Publikacja:

 06-04-08

Autor:

 eres9596
Siostra Grażyna.

Było to wiele lat temu, w czasach realnego socjalizmu w Polsce. Byłem po studiach, pracowałem w firmie budowlanej na stanowisku dyrektorskim. Tak przeważnie w przeszłości płacono za pracę (z równoczesnym uściskiem dłoni "towarzysza sekretarza"). W złotówkach było to mniej więcej na zasadzie "wszyscy mamy jednakowe żołądki" a więc była to płaca symboliczna.

Jako niespokojny duch, żądny inżynierskiego postępu - by móc to robić - musiałem być w partii.
(jak do tego doszło piszę w "Wspomnieniach z socjalistycznej młodości").

Z kościołem byłem na bakier, ale ponieważ tamta rzeczywistość niczego w zamian nie oferowała, doszliśmy z żoną do wniosku, że córka nie powinna mieć żadnych zawirowań kościelnych z uwagi na "partyjność" swojego ojca.
Chodziła jak wszystkie dzieci na religię i do kościoła. Czyniła postępy i wiedzy z katechezy miała coraz więcej aż tu nagle - pewnego dnia - przychodzi zapłakana ze szkoły.

Na pytanie, co się stało, opowiedziała, że tak jak inne dzieci dała katechetce,siostrze Grażynie 115 zł., o które poprosiła w domu w dniu poprzednim. Były to pieniądze na mszalik pomagający w nauce religii. Inne dzieci otrzymały książeczkę a nasza panna nie. Siostra Grażyna powiedziała: - dla ciebie, moje dziecko, nie będzie książeczki. A dlaczego to zapytaj swojego ojca i coś tam jeszcze dodała.

Ten element "dydaktyki" siostry Grażyny wywarł piętno na długie lata i na dalsze zachowania naszej córki. Ciągle miała pretensje o to, że ojciec należał do partii. Nie był to czas na tłumaczenie i jeszcze wtedy nie napisałem "Wspomnień z młodości".

Następnego dnia poszedłem do kościoła parafialnego, gdzie córka chodziła na religie. Odszukałem młodziutkie dziewczątko o imieniu Grażyna i zadałem pytanie:- "dlaczego córka moja nie może kupić książeczki do nabożeństwa?"

Padła odpowiedź: - "dla pana nie ma książeczki i proszę wyjść!"

Jakakolwiek dyskusja była niemożliwa. "Szpiegostwo kościelne" zrobiło swoje.
Udałem się na plebanię, gdzie przyjął mnie sędziwy ksiądz - okazało się, że był to "SZEF" księży. Córka cały czas siedziała w poczekalni a ja prowadziłem z proboszczem długą dyskusję.

Na moje pytanie w stylu: - "czy jeśli przed kościołem stoi stół z dewocjonaliami to ja jako osoba anonimowa nie mogę kupić książeczki do nabożeństwa?"

Na to SZEF księży: - "oczywiście może pan kupić itd."

Zadałem pytanie: - "Proszę księdza! Co upoważnia tą młodziutką dzierlatkę, siostrę Grażynę, która sama ma niewiele wiedzy o życiu, do wyrokowania o losach ludzkich? Kto ją do tego upoważnił itd?".Powiedziałem jeszcze: - "jeżeli partyjna dusza posyła dziecko do komunii, to siostra Grażyna powinna z podwójną starannością troszczyć się o odzyskaną duszę, a nie wyganiać dziecka z kościoła, bo jego ojciec należy do partii.

Widziałem na twarzy księdza zażenowanie. Zażyczył sobie rozmowy z moją córką. Zadał jej kilka pytań. Padły odpowiedzi jak z karabinu maszynowego. Ten starszy wiekiem mężczyzna - ksiądz i proboszcz zarazem - przytulił dziecko, pocałował w czoło i powiedział:
" tak nieraz bywa - moje dziecko.W przyszłym roku pójdziesz na pewno do pierwszej komunii".

Ksiądz w zamyśleniu, do swojego gabinetu, wezwał dwóch młodych księży i kazał przynieść całą literaturę, jaka znajdowała się na plebanii.

Długo szukano, aż w końcu za kolejnym podejściem znalazł się poszukiwany egzemplarz... Zapłaciłem, podziękowałem i wyszliśmy z biura kościoła.

Następnego dnia udałem się do "małego kościoła", w sąsiedztwie plebanii. Wtedy jeszcze wszystko było prawdziwie kościelne - to znaczy skromne i dostojne. To nie to, co teraz w budowanych pałacach na potrzeby obecnych księży.

W dzisiejszych "pałacach", w stylu obecnie obowiązującym, nie potrafię realizować wskazań mojego ulubionego księdza z młodości - tego z 1946 r. - dzisiaj już pewnie emeryta.

W pewnym momencie słyszę męski głos: - "kogoś pan szuka?"

Odpowiedziałem: - "tak, szukam chłopa w sutannie".

Po opowiedzeniu całego zdarzenia dotyczącego siostry Grażyny - ten nowy, młody ksiądz powiedział, że przeprowadzi przez kościelne rafy tą młodą osobę. Dokonał zmian dostosowujących naukę religii do planu szkoły, do której chodziła nasza córka i tą drogą, po roku córka przyjęła pierwszą komunię.

W podziękowaniu kupiłem w sklepie z dewocjonaliami jakąś książkę - już nie pamiętam tytułu - wpisałem dedykację, od córki i od nas, i tak to pozostało w naszej pamięci.

Ale dużo to zmieniło w naszych poglądach.To wzmocniło wspomnienia z bardzo wczesnej młodości w formie zapamietanych rad mojego pierwszego księdza,który chciał bym kiedyś też był księdzem.

Nie zostałem księdzem i pamiętam,że modlić się mogę w polu,bez murów przepychu...

Data:

 2003r.

Podpis:

 ERES

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=24228

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl