DRUKUJ

 

MUCHY

Publikacja:

 06-04-18

Autor:

 smokun
ARKAY PYLCH


Dramat pt. “MUCHY”
w III aktach

Motto:
Gdzie się ma tak wiele, no i po co?
Gdzie się chce tak mocno, i za mało?
Gdzie się wie tak dużo, i byle co?
Gdzie się kocha tak krótko, i byle gdzie?
Gdzie się wierzy tak płytko, i na pokaz?
Gdzie się jest tak bardzo, i byle jak?
No?... No gdzie ?



To utwór o środowiskach patologicznych, o ludziach wychowanych w blokowiskach, gdzie zostali pozostawieni sami sobie (jak na bezludnej wyspie), przez lokalnych pseudo polityków i zagonionych rodziców, którzy w pogoni za pracą, czy też za sukcesem zawodowym zauważyli swój wychowawczy błąd zbyt późno, okazało się, że ich dzieci już są zdeprawowane przez „ulicę”.
Młodzi ludzie szukają łatwych pieniędzy: dziewczyny w sexs biznesie, chłopcy rozrabiają na osiedlu i żartują sobie w sposób okrutny. Poprzez swój egoizm, czy też znieczulicę nie zdają sobie sprawy z tego, jakie straszne konsekwencje mają ich czyny.
Utwór jest kontrowersyjny i dobrze, bo o to mi właśnie chodziło, poprzez poezję nadałem mu głębi, poruszyłem spraw dewocji naszego społeczeństwa i religii źle pojmowanej, za co jesteśmy krytykowani w całej Europie. I zapewne nie wszystkim ten utwór się spodoba, zaistnieje dyskusja, o którąś mi chodzi...

OSOBY:
JOŃCZYK
JADWIGA
KAŚKA
CZARNA
CHÓR
(banda Blokersów):
CYGAN
OSIŁEK
OGON
ORKA

AKT I
Scenografia jest opisana dla wnętrza, ale nie widzę problemu, aby tą sztukę zaprezentować w plenerze, np. na rynku i nawet jest to wskazane.
Na scenie majaczy fragment bryły budynku, widoczny jest parter z dużym balkonem i wnętrze pokoju. Po prawej stronie widowni obok pierwszego rzędu stoi ławka, odwrócona do widowni tyłem, a za nią uliczna lampa, co nam uzmysławia, że znajdujemy się przed frontem bloku.
Na widownię wbiegają rozbawieni BLOKERSI, robią szum, podbiegają do ławki. To 4-osobowa gruba w dresach, długowłosy CYGAN, krępy OSIŁEK i ostatni drobny chłopak OGON, ORKA, to jedyna dziewczyna, wygląda drapieżnie. Siadają na ławce, wzajemnie się przepychając dla żartu, jeden z nich zauważa jegomościa, który przechodzi, to mężczyzna około czterdziestoletni, nazwiemy go JOŃCZYK.
OGON wskazuje w intruza i zastępuje mu drogę. Koledzy z bandy, podchodzą całą grupą.
OGON (najniższy i najmłodszy w grupie, uśmiechając się drwiąco)
Masz bilet wapniaku?
JOŃCZYK (zaskoczony i z obawą)
Jaki bilet? Co?! O co chodzi?... Odczepcie się od spokojnych ludzi. Ja tu mieszkam...
CYGAN
Spokój na tym osiedlu kosztuje! A ty, co? Na krzywika liczysz?
OSIŁEK (barczysty chłopak z miną tępaka, grozi)
Wyskakuj z forsy! Berecie zafajdany!
CYGAN (wyjmuje nóż sprężynowy i wypuszcza ostrze z drwiną)
A może obrzezanko dla wybranych, co?
ORKA (ze śmiechem)
Zaraz będziesz miał prucie, głupi berecie!
OGON (wypuszczając z rękawa pałkę)
Będzie ci potrzebny krawiec...
OSIŁEK
I parę kilo gipsu na witki...
CYGAN (unosi głowę i mówi jakby wydawał wyrok)
Browar się należy i to po jednym na łepka!
JOŃCZYK
Za co?!
CYGAN
Za święty popas!
ORKA
Jak mu skręcimy wora, to będzie hojniejszy...
OGON (zwraca się do grupy, którzy mu potakują rozbawieni)
Będziesz cienko śpiewał...
OSIŁEK (ze rozbawianiem, pozostali Blokersi dołączają się ze śmiechem)
Jak pedzio w dupe uprzejmy!
JOŃCZYK (trzęsącą się ręką szpera w kieszeni i wyciąga banknot o wysokim nominale)
Nie mam drobnych...
CYGAN (ochoczo przyjmuje banknot, Jończyka przepycha się i wchodzi na scenę)
JOŃCZYK (wchodzi w cień, za blok)
BLOKERSI podchodzą do ławki, siadają, jeden z chłopaków włącza magnetofon, albo chór ma ze sobą jakieś instrumenty płynie muzyka i słowa, do których dołączają się Blokersi.
CHÓR
Na pewno będzie ciebie pytał Pan, kogo? No powiedz, kogo?
Zraniłaś słowem naprawdę srogo.
CHÓR + ORKA (głos z magnetofonu, ale do niego dołącza się dziewczyna)
Co się takiego ze mną stało?
Wciąż mi mało i mało.
Jestem już zimna, jakaś taka wroga i inna,
bardziej impulsywna, mało winna.
CHÓR
Na pewno będzie ciebie pytał Pan, czemu? No powiedz, czemu?
Uczyniłeś zło na przekór jemu.
CHÓR + CYGAN
Co się takiego ze mną stało?
Wciąż mi mało i mało.
Jestem już dresowy, jakiś taki nerwowy i inny,
bardziej zawistny, mało winny.
CHÓR
Na pewno będzie ciebie pytał Pan, komu? No powiedz, komu?
Zrobiłeś krzywdę w swoim domu.
CHÓR + OSIłEK
Co się takiego ze mną stało?
Wciąż mi mało i mało.
Jestem już krzywy, jakiś taki drażliwy i inny,
bardziej samolubny,
mało winny.
CHÓR
Na pewno będzie ciebie pytał Pan, czego? No powiedz, czego?
Zwątpiłeś znowu w miłość jego.
CHÓR + OGON
Co się takiego ze mną stało?
Wciąż mi mało i mało.
Jestem już zimny, jakiś taki dziwny i inny,
bardziej egoistyczny, mało winny.
W czasie śpiewania Blokersi przepychają się, zrzucają z ławki, tańczą, są w ciągłym ruchu.
ORKA ogląda ławkę, zaczyna nią huśtać. Cała banda szarpie ławką i w końcu wyrywają wygodne siedzenie, symbol spokoju, unoszą ją nad głowami i biegną, znikają nam z oczu.
Zapala się światło na parterze, widzimy wnętrze dużego pokoju. To Jończyk wszedł i zapalił światło, siada ciężko na rogówce, jest zmęczony i rozdrażniony.
Widzimy wnętrze pokoju, typowe i skromne umeblowanie, od razu rzuca się w oczy rurka, zamontowana na widoku, od sufitu do podłogi. Ktoś puka i nie czekając na zaproszenie wchodzi, to młoda dziewczyna. Ma czarne włosy.
JOŃCZYK
Coraz gorzej na tym osiedlu, nie można nawet za dnia spokojnie przejść, co za czasy?
CZARNA
A czemu się pan dziwisz, co mają robić, gdzie pójść, no gdzie?... Klub młodzieżowy od dawna już zdechł, bo miasto ma ważniejsze wydatki. I przerobili na jakieś magazyny, które i tak świecą pustką i tylko meliniarze mają gdzie wypić...
JOŃCZYK
Już nie długo im się skończy, to dobre. Na miejscu, w ciągu doby będą ich sądzić. Wyrok i do pudła i następny i jeszcze jakieś robótka aby im się nie nudziło, nie ma to jak wychowanie po przez pracę...
CZARNA
Już gdzieś to słyszałam... A kto wybuduje nowe zakłady karne, a kto zapłaci, za utrzymanie tych ludzi w więzieniu. No kto?... A wie pan co będzie dalej, no?... Wprowadzą godziny policyjne, a może mini stan wojenny, kto ich tam wie, w ramach jedzenia apetyt rośnie... A podobno nie ma nic tak smacznego jak władza, to działa jak narkotyk...
JOŃCZYK
No dobrze, koniec tego politykowania, to nie telewizja... No jak jej tam... No nie ważne... Przebieraj się nie ma czasu. A kiedy przyjdzie twoja koleżanka?
CZARNA (przebiera się w którymś z kątów, chowa się przed podglądającym Jończykiem)
Wyjechała na zachód!
JOŃCZYK (nachyla się do rozmówczyni, jest zaskoczony)
Gdzie, na zachód?....
CZARNA
No, kręcił się taki na osiedlu, przystojny, modnie ubrany, pięknym samochodem jeździł i zawrócił dziewczynie w głowie...
JOŃCZYK (z drwiną)
A o handlu żywym towarem, oczywiście nic nie słyszeliście...
CZARNA
Mówiłam jej, że to obcy, że zalewa i kręci... I niby, jaki ma w tym interes, aby załatwiać komuś pracę? Za takie pieniądze... I obraziła się na mnie, że niby sama mam na niego chrapkę...
JOŃCZYK
Pewnie obiecywał złote góry... Obiecanki cacanki a głupiemu radość...
CZARNA
Mnie nie omamił, nie był w moim typie, zresztą ja mam chorego ojca na utrzymaniu, ma tylko tą nędzną rentę, ledwie na opłatę mieszkania starcza, a lekarstwa kosztują. (po chwili zastanowienia) Ale gdyby nie to, to, kto wie...
JOŃCZYK
Bębnią o tym w telewizji, piszą w gazetach, żeby uważać i sprawdzać oferty pracy, ale proceder kwitnie, a jak… (z pogardą) Nic ją życie nie nauczyło, i nawet mi jej nie żal...
CZARNA (wzburzona)
A tutaj, w tym mieście, miała jakieś perspektywy...
JOŃCZYK
A co?! U mnie było jej źle?
CZARNA
No niby nie, ale tam płacą w euro...
JOŃCZYK
Dobra, ale kto ją nauczył tańczyć na rurce, no, kto?... Mogła, chociaż przyjść do mnie, podziękować, porozmawiać, pożegnać się, dałbym jej parę życiowych rad, ale nie...
CZARNA
Może nie miała czasu, z tego, co wiem, to musiała szybko podjąć decyzję...
JOŃCZYK (z drwiną)
No właśnie, to bardzo podejrzane, nie sądzisz?...
CZARNA
Też jej tak mówiłam, ale nie chciała mnie słuchać, zakochała się...
JOŃCZYK (rozdrażniony)
Nie mogę tego słuchać, (z naciskiem) no nie mogę! Głupia krowa!... A, co ze mną, z naszą firmą? Myślisz, że tak łatwo o tancerkę erotyczną, (z rozżaleniem) a zamówienia, ja mam zobowiązania, terminy, ale kogo to obchodzi. Chyba zamknę w cholerę ten interes.
Dziewczyna podchodzi do rurki i zaczyna tańczyć, kołysze się w seksownym stroju wzdłuż pręta.
Tańcząca pokazuje swój kunszt erotyki i bezwstydności.
JOŃCZYK
O tak! I na luzie. I głębiej. I szerzej. O właśnie, właśnie tak… I niżej! I szpagat… Mocniej! Słyszymy pukanie do drzwi
JOŃCZYK (odwracając się w stronę odgłosu pukania, woła)
Proszę wejść!
Do pokoju wchodzą dwie młode dziewczyny, rozglądają się nieśmiało. KAŚKA jest nerwowa i roztrzepana, przeciwieństwo JADWIGI, która jest spokojna i wyważona.
KAŚKA z JADWIGĄ (jednocześnie)
Dzień dobry!
KAŚKA
My w sprawie pracy.
JOŃCZYK
Witam! Jestem właścicielem rewii erotycznej seksmońki, proszę bliżej... Jończyk!
JADWIGA KAŚKA (jednocześnie)
Jadzia! Kaśka!
JOŃCZYK (wstaje z rogówki na spotkanie, wyciągnął rękę i witał się po męsku)
Witam piękne i seksowne panie. Proszę dalej, siadajcie... O tu, obok mnie… Bliżej proszę! Nie gryzę, a jeżeli nawet to delikatnie...
KAŚKA (wykonuje parę ruchów biodrami próbując miękkość siedzenia)
Dzięki, ale wygodna, miękka ta rogówka...
JOŃCZYK (zerka z zaciekawieniem na nowe dziewczyny)
Pierwsza sprawa, jaką muszę wiedzieć… To ile macie lat dziewczyny?
JADWIGA (marszczy brwi, udając zdziwienie i oznajmia)
Jestem pełnoletnia!
KAŚKA (obojętnie i uśmiechając się z drwiną)
Ja jestem starsza o rok, to chyba widać nie?... Mamy pokazać dowody?
JOŃCZYK (lustrując RUDĄ)
Nie, nie ma takiej potrzeby, a co porabiacie, macie jakieś plany na przyszłość?
KAŚKA (prostując się na rogówce, dumnie unosi głowę)
Chcemy startować do szkoły filmowej, na wydział aktorski, nie?
JADWIGA
Tak! Chcemy przynajmniej spróbować...
CZARNA (w trakcie rozmowy tańczy na rurce, zwalnia, zatrzymuje się i wtrąca z drwiną)
Do tego trzeba mieć talent i zdolności...
KASKA
Wiemy, wiemy i dla tego tutaj jesteśmy!
JADWIGA (kuli się w sobie, jakby się wstydziła swoich słów)
No właśnie! Chcemy pracować u Pana jako erotyczne tancerki. Zdobyć doświadczenie i umiejętności, to nam może się przydać...
KASKA (wypina do przodu klatkę piersiową, pokazując pokaźne atrybuty kobiecości)
Mamy przecież odpowiednie warunki i nie mamy, czego się wstydzić, nie?
JADWIGA (wskazując palcem na rurkę, wzdłuż, której trenuje seksowna tancerka)
Chcemy spróbować...
JOŃCZYK
Ależ bardzo proszę! Wróżę wam wspaniałą karierę...
KAŚKA (patrzy z podziwem na tańczącą dziewczynę, która popisuje się przed nimi trudnymi układami, w formie szpagatów poprzecznych i podłużnych)
Pożyczymy na egzamin tą rurkę...
JADWIGA
Co ty Kaśka gadasz?
KAŚKA
Jak walniemy pokaz, to facetom z komisji popękają rozporki, nie?
JADWIGA
No nie wiem...
JOŃCZYK (uśmiecha się, podnosząc wzrok do góry i z drwiną)
Tak, to się da zrobić.
KAŚKA
To nie wszystko, na egzamin mamy coś ekstra, nie Jadzia?
JADWIGA
No, ja to wymyśliłam... Mam takiego znajomego, jego wiersze ukazały się w klubie, tym wiecie, co go ciągle zamykają i otwierają, jakby wielką łaskę robili.
KAŚKA
No i za każdym razem, każą się po rękach całować, jacy to dobroduszni są... I nie wiadomo, o co chodzi tym urzędasom, komu to przeszkadza? Komuś ten klub wpadł w oko i zalega jak belka między powiekami?

JADWIGA
Pewnie się wstydzą, że nasze pokolenie samo sobie znalazło miejsce, dla siebie i dla swojej sztuki, bez ich łaski i finansowania...
CZARNA
A... byłam tam z chłopakiem na sztuce, ale mocna, tak życiowa, a nie tam jak te szkolne, obowiązkowe, Zemsty Fredera.
KAŚKA
No właśnie. Będziemy na egzaminie deklamować wiersze, żeby sobie nie myśleli, z tej komisji, że my, jakie, głupie są…
JOANNA
Życiowe wiersze pisał, turpistyczne...
CZARNA ( zatrzymuje się i pyta podejrzliwie)
Jakie? Turpostyczne? To nie brzmi dość dobrze, a na pewno nie świeżo...
KAŚAK (jakby słowa koleżanki nie docierały do niej, macha ręką w kierunku JADWIGI, która patrzy gdzieś w przestrzeń i mruga do Jończyka)
Niech sobie nie myślą, że mamy pusto w głowach...
JADWIGA (jakby zamyślona)
Są inne niż te szkolne rymowanki...
JOŃCZYK (ze zdziwieniem, jakby się czegoś wystraszył, podnosi brwi do góry)
To, co?... Rozumiem, że chcecie je zaprezentować?
JADWIGA
Możemy! To będzie dla nas trening przed egzaminem...
KAŚKA
Chętnie zaprezentujemy nasze aktorskie zdolności.
JOŃCZYK
Jeśli oczywiście nie są przydługie...
CZARNA (z udawanym strachem)
No i nie o truposzach.
JADWIGA
No, co ty? Do szkoły nie chodziłaś? Turpizm to współczesny kierunek poezji, a jego nazwa pochodzi od łacińskiego słowa turpo, czyli brzydki i mówi o prawdziwym życiu, bez lania wody i ukwiecania rzeczywistości...
CZARNA
Ale się nam mądrala trafiła, nie szefie?
JOŃCZYK(zwracając się do Czarnej z mrugnięciem)
Znawczyni poezji, a to niespodzianka...
JADWIGA
Każdy powinien mieć swoją zajewajkę… Gdy mi jest źle, to sobie czytam, to dla mnie jak łyk ulgi...
KAŚKA
Jadzia daj już spokój, przestań się popisywać, chcemy tu pracować, zapomniałaś po co tu przyszłaś...
CZARNA
No nie wiem czy się nada, jest za wrażliwa, w tej robocie trzeba mieć skórę grubą jak nosorożec...
JOŃCZYK(zwracając się do Czarnej z wyrzutem)
To ja tu jestem szefem! I do mnie należy ocena talentu, przestań się wtrącać, nie do swoich spraw.
CZARNA
No to dawajcie, bez obaw, nikt się śmiać nie będzie.
JOŃCZYK
Tu sami swoi…
JADWIGA
Czasem mam chęć uciec na koniec świata,
jak najdalej i jeszcze dalej.
Tyle dookoła miejsc,
ciekawych.
Kiedyś mam nadzieję zacząć wszystko od nowa,
jak najszybciej i jeszcze szybciej.
Tyle jeszcze czasu,
pozostało.
Często mam ochotę dać komuś w mordę,
jak najmocniej i jeszcze mocniej.
Tyle było okazji,
straconych.
Teraz mam pragnienie zabrać was w drogę,
jak najgłębiej i jeszcze głębiej.
Tylu nas przespało,
swój czas...
A na pobudkę sił brakuje...
KAŚKA (podczas deklamacji kręci się niespokojnie, aż na koniec przerywa)
Teraz ja!
JADWIGA
No to mów!
KAŚKA
Mój wiersz jest bardziej życiowy, nie tam takie… Dyrdymały, marzenia ściętej głowy (macha ręką w kierunku JADWIGI jakby odganiała natrętnego komara, kręci się na rogówce)
JADWIGA (ze złością)
No mów i nie gadaj tyle...
CZARNA (triumfalnie)
Trema ją dopadła!
KAŚKA (prostuje się na rogówce wypina pierś i dobitnie)
Postawiłam szczęście na stole życia
i upiłam się wolnością,
było tak przyjemnie.
Zagryzłam kłopotami z zakąski codzienności
i obżarłam się do woli,
oj jest mi niedobrze.
Wypiłam nieszczęście z szybkiego jednego
i zachłysnęłam się do bólu,
tak mi gorzko.
Rzygałam bezsilnością w sedes nie swój
i śmiali się do łez,
jeszcze to robią.
Zasypiam z kacem w dzień taki jak ten
i boję się obudzić,
wolę śnić bajki...
Bo życie to jedna wielka jebajka...
KAŚKA kończy mówić swój wiersz.
Z lewej strony od widowni wbiega grupa blokersów, z ławką nad głowami, zaczynają się droczyć między sobą w formie przepychanki, gdzie postawić ławkę, wreszcie wybierają odpowiednie miejsce obok pierwszego rzędu i zasiadają, są ustawieni tak, aby mogli obserwować tańczące dziewczyny, jakby razem z widownią.
(Aktorzy powinni stopniowo asymilować się z widownią, podpuszczać widzów, aby dołączali się ze swoimi spontanicznymi interpretacjami tego, co widzą).
ORKA
Zobaczcie! Ludzie! Ale zajefajny widok!
OGON
Full popas, nie!
CYGAN
Ale mamy kino, o w mordę wyposzczoną, nie?!
OGON
Ale wywija laska na pręcie, skubana...
OSIŁEK
Ale widok za darmoche, nie?
ORKA (rozglądając się po widowni)
Za darmo! Się wie! Ale nie dla wszystkich, nie!
OGON
No właśnie Święty Mikołaj już był! Szóstego grudnia, cheee! (rechocze, a pozostali dołączają się ze śmiechem i szturchają się po ramionach)
JOŃCZYK w czasie, kiedy młodzież na dole chodzi po prośbie i namawia widzów na dołączanie się z komentowaniem tego, tłumaczy gestami KAŚCE i JADWICE układy taneczne.
CYGAN
To był dobry pomysł z ta ławką, nie?
OSIŁEK
To dla nas żyła złota...
ORKA (ściąga czapkę Ogonowi i każe mu gestami iść po prośbie, zwraca się do widowni)
Mamy zafajdany los, od samego początku, no, co się tak lampi, no? Myślisz, że jesteś lepszy, co? Tak... A gdybyś urodził się tam, gdzie ja? W melinie! I bawił się w kręgle, pustymi butelkami w oparach papierochów?... To były moje zabawy... Chodziłam na wagary ze wstydu, bo byłam obdarta i głodna i zawsze gorsza… A tu jestem kimś, tu między blokami jest nasz świat, każdy z nas ma zasrane życie, nie?
CZARNA dziewczyna tańczy na rurce w sposób profesjonalny, a jej trener udziela uwag w formie gestów, od czasu do czasu wstaje zniecierpliwiony z rogówki i pokazuje ciałem, zwraca się do KAŚKI i pokazuje na niej, to znowu na JOANNIE.
OGON (chodzi po prośbie, wymusza, aby widzowie rzucali monety, tekst w tym momencie jest spontaniczny i zależy od reakcji publiczności)
A ja jestem z dobrego domu, rodzice mają hurtownię chemiczną, i nie ma ich całymi dniami, są ciągle zajęci, zagonieni, zbierają many, many... Dostaję na odczepnego kieszonkowe i puszczam je z kumplami bezboleśnie... A co, nie wolno? Wylali mnie miedzy blokami jak pomyje, na ulice, i jestem tu od lat... Tu jest moja prawdziwa rodzina...
ORKA (orka przejmuje czapkę i zbiera drobne od widzów)
Wypada zapłacić za podglądanie, nie... Bo nas suszy już od maleńkości, jesteśmy na głodzie od niemowlaka... W kościele dajesz grubsze, bo ci wstyd przed sąsiadem, co... Sknery! Jak nie masz drobnych możesz sobie rozmienić... Poczekam...
OSIŁEK
No! Niezła pupencja, co?
OGON (skwapliwie potwierdza wypowiedz OSIŁKA i klepie go po umięśnionych barach)
No, ale słodka laska, laseczka, lascipka...
CYGAN
Mam ochotę na małe, co nieco, a ty?
ORKA
Patrzcie go! Miś Puchatek się znalazł? I będzie mi się tu oblizywał, świnia jedna, no...
OSIŁEK (oblizując się soczyście)
Ja też bym nie odmówił, nie ludzie! Wgląda na świeżą, nie? (zachwala i zwraca się do widzów, odnajduje kogoś wzrokiem i mruga polubownie)
OGON
Ale za młoda, i za chuda, troche...
OSIŁEK (z niesmakiem)
No! Cielęcinka zasmarkana...
OGON (kpi, kręcąc głową z dezaprobatą)
Jeszcze ma mleko pod nosem, małolata zafajdana...
ORKA (zła na kumpli za docinki, które są bardziej lubieżne niż obraźliwe)
Jeszcze nie dawno w pieluchy waliła, a teraz udaje dorosłą...
CYGAN
Ale się przyjemnie uwija, nie (przyznaje i ogląda się z obawą na siedzącą obok ORKĘ, która wypłaca mu w tak zwane czółko i na przekór dodaje) Orka wrzuć na luz, bo ci się hamulce spalą?
OSIŁEK
No! Na moim pręcie też mogłaby poćwiczyć
CYGAN (zaczyna drwić z kolegi)
Co ty Osiłek?... Masz na myśli tego swojego chudego patyka. Tylko Ogon miałby pole do popisu... Nie? (wszyscy potwierdzają kiwając głowami z aprobatą)
OGON bezwstydnie obmacuje się po kroczu. OSIŁEK rusza na CYGANA i dla żartu gonią się wokół ławki, wśród śmiechów
ORKA
Myślą, że coś zarobią na tych chudych dupach...
CYGAN (już zmęczony do ORKI)
Ile uzbierałeś? No, co to ma być, tych parę drobnych, ale cienizna...
OGON
Ludzie! Co wy wstydu nie macie?... To życie jest, w czystym wydaniu... Wiecie ile bilet do teatru kosztuje, a to jest real, realiti szoł na osiedlu?
OSIŁEK (ponuro jakby groził)
Jutro ja będę zbierał! Do każdego podejdę... I do tych, z tyłu też....
ORKA
Dobra! Idziemy na piwo, bo się nam chłopaki zgrzały i zaczyna capić...
OGON
A jak marychę spotkamy to też weźmiemy, a ze dwa skręty, nie?
BLOKERSI odbiegają i robi się ciemniej, gaśnie światło w pokoju.
























AKT II
Zapala się uliczna lampa. Blokersi wybiegają z cienia, jeden z nich ma damską torebkę, oglądają się, domyślamy się, że są świeżo po kradzieży. Chowają się i obserwują swoją ofiarę, komentują to, co widzą, znajdują się na widowni przed pierwszym rzędem.
OSIŁEK
Ale naiwna starowinka...
OGON (skwapliwie potwierdza wypowiedz OSIŁKA i klepie go po umięśnionych barach)
Zobaczcie, ale głupia krowa, nawet się niezczaiła!
CYGAN
No! Dalej myśli, że spotkała dobrych ludzi, co ją przeprowadzili przez ulicę, za friko, no nie mogę!
ORKA (grzebiąc w torebce, podnosi głowę i krzyczy)
Ej babciu! Z koziej wólki, a gdzie twoja torebka?!
OGON
O rozgląda się, ale ma głupia minę, cheche...
OSIŁEK
Ile mamy! Wyrzuć to gówno i licz! (wyrywa Orce torebkę, wysypuje jej zawartość)
CYGAN (odbiera Orce portfel, wyciąga drobne, chowa do kieszeni, liczy banknoty)
Dzisiaj mamy ful popas!
OGON (pokazując wszystkim znany gest dłonią w szyję)
Ale damy w palnik, uuuu...
OSIŁEK (z zadowoleniem)
No! Pełny wypas i odlot na zielone pastwiska...
OGON (kpi, kręcąc głową z dezaprobatą)
Można by, jaki dopalacz zakupić, bo mnie po tej wczorajszej trawce muli zajebiście...
ORKA (dalej patrzy za staruszką i z sensacją w głosie, wszyscy znowu obserwują ofiarę)
O zobaczcie, starowinka nam zasłabła...
OGON
Chyb pompka jej wysiadła, nie?
OSIŁEK (z drwiną)
Uuuuchuchu motor kaput, jak nic... Zaraz ją krawężnik spotka...
ORKA (olewczo)
Ale walnęła uuuchchu, aż tu było słychać...
OSIŁEK
Ale nam stara kitę wywaliła...
CYGAN
A wywiało ludzi normalnie, aż pusto na ulicy...
OSIŁEK (z drwiną)
Kto by pomyślał, że się tak przejmie, ale tam nie ma sobie co głowę zawracać jakimś tam starym, sfilcowanym beretem...
CYGAN (odciąga wszystkich po kolei za ubranie i ruszają
Zwijamy się! Nic tu po nas!
Blokersi odbiegają, nikną w cieniu z drugiej strony.
Jończyk zapala światło w pokoju na scenie, za nim wchodzą trzy znajome nam dziewczyny i rozbierają się do strojów tancerek erotycznych. KAŚKA podchodzi do rurki, zaczyna nieudolnie tańczyć, mężczyzna siada, rozkracza się na rogówce, na przeciwko widowni i ogląda. Pozostałe dziewczyny CZARNA i JADWIGA, siadają i zaczyna się rozmowa.
JOŃCZYK (udzielał profesjonalnych rad, dumny jak indor ze swojego stada)
I na luzie!... I głębiej!... I niżej!... I szerzej!
KAŚKA
Teraz dobrze?
JOŃCZYK
Może być! Wreszcie złapałaś, o co biega w erotycznym tańcu. To ma być podniecające, a nie piękne...
KAŚKA
Wiemy, wiemy...
JADWIGA
Wiemy, że to nie balet…
JOŃCZYK
Niżej!... No mówię niżej!... I mocniej w biodrach, jeszcze mocniej... O właśnie!
KAŚKA
Teraz jest dobrze?
JOŃCZYK
Ujdzie w tłoku...
JADWIGA (wstaje i opiera się o rogówkę, w miarę dialogu przysiada na jej krawędzi, wierci się, wstaje, to znowu siada, jest niespokojna)
Mój ojciec wreszcie dostał pracę!
JOŃCZYK
Gdzie?
JADWIGA
Na kolei!
CZARNA
Naprawdę? To super!
KAŚKA
Tak! Co ty powiesz?
JADWIGA
A żebyś wiedziała i zastanawiam, co ja tu robię.
JOŃCZYK
Jesteś tu po to, aby zrobić karierę... Zarobisz pieniądze, mężczyźni będą cię uwielbiać.
KAŚKA (specjalnie wystawia w stronę siedzących pośladki)
Nasze pupcię będą uwielbiać, chciał pan chyba powiedzieć....
CZARNA
E tam gadanie... Jacy mężczyźni? Pijane świnie i tyle.
JOŃCZYK (daje KAŚCE mocnego klapsa i zwraca się do Czarnej)
Nie przesadzaj, nie przesadzaj....
KAŚKA (wydaje z siebie przeciągły jęk imitujący orgazm)
Oooo! Jesss! Jesss!
CZARNA (z sensacją w głosie)
Jadzia twój stary pije?
KAŚKA (głośno i dobitnie)
Chleje jak świnia!!
JADWIGA
Te! Nie pozwalaj sobie, i zejdź ze mnie, bo mi ciężko.
KAŚKA
Wyrzucą go z roboty na zbity pysk i tyle.
JADWIGA ( nachylając się do koleżanki, z wypiekami złości na twarzy)
Ty! Czep się swojej rodzinki!
KAŚKA
Bo co?
JADWIGA
Bo wcale nie jest lepsza! (ostrzega sprowokowana dziewczyna i patrzy butnie, wyglądało na to, że tylko czeka na kolejną reprymendę, aby mieć pretekst do ataku) No powiedz jeszcze coś mądrego, no..
KAŚKA (potulnie)
Coś się tak spieniła? Mowę jak jest, u mnie jest to samo. Stary już parę razy zaczynał robotę i nie dotrwał do wypłaty, piją razem z matką...
JADWIGA
Ale u mnie będzie inaczej!
KAŚKA
Tak, co ty powiesz!
CZARNA
Jadzia nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze...
KAŚKA
Ale z ciebie optymistka...
CZARNA
Co ty powiedziałaś?!
JOŃCZYK
Cicho dajcie już spokój, a jak przyjdzie redukcja etatów na kolei?... Albo rzeczywiście staruszek podpadnie za wódkę. Różnie może być... Nawet koledzy mogą podpuścić, skusić, a potem za przeproszeniem podpierdolić. Takie czasy… Jeden drugiego wygryza z roboty.
CZARNA (patrząc z nienawiścią na tańczącą)
Sama jesteś optymistka! Tłusta dupo!
JOŃCZYK
Cicho! Cicho! Dajcie już spokój (stara się łagodzić napiętą sytuację i zwraca się do JADWIGI) Musisz myśleć o sobie, jesteś już dorosła, chcesz być na utrzymaniu rodziców...
CZARNA
Za chwilę powiesz, że może trafi się jakiś prestiżowy pokaz i ktoś ją zauważ...
KAŚAK
Pewnie jakiś alfons!
Tańcząca robi efektowny mostek, wystawiając w kierunku mówiących wzgórek łonowy. Jończyk chce klepnąć, ale powstrzymuje się, widząc karcące spojrzenie siedzących.
JOŃCZYK
Jadzka, możesz zostaniesz sławną modelką, nigdy nie wiadomo!
CZARNA
Gadanie, dla naiwnych cieląt.
JOŃCZYK
Dobra, koniec tego, Jadźka wstawaj i do roboty. Pokaż, co potrafisz, za dużo jest tu gadania, a za mało trenowania...
JADWIGA (idzie do rurki i odciąga KAŚKĘ, która przerywa taniec i siada na rogówce)
Muszę tańczyć przy otwartych drzwiach, na widoku? Znowu się zrobi publika, przed balkonem...
JOŃCZYK
I o to właśnie chodzi, musisz się przyzwyczajać do widowni... Już niedługo będziecie mogły pokazać co potraficie, załatwiłem wam występy w nocnym klubie...
Blokersi wychodzą z cienia tyłem, krzyczą, wymachują pięściami. Orientujemy się, że spotkali po drodze pijaczków. W pokoju trwa nadal trening, JOŃCZYK zachowuje się spontanicznie i uczy tańca erotycznego, czasem pomaga mu CZARNA, KAŚKA siedzi nadąsana.
OSIŁEK (celuje w nich paluchem i donośnym głosem)
Spadać stąd! Żule!
ORKA
Wyjazd fioletowe mordy, na inne osiedle!
CYGAN
No, co kurwa?! Głuche!
OGON (rusza z zamiarem spełnienia swojej groźby, woła)
Chcesz jeszcze raz z fleka, w ten spuchnięty ryj?!
ORKA (odciąga go szarpiąc za koszulkę, upominając)
Ogon wyluzuj chłopie z tym kopaniem, chcesz zakwasów dostać!
OSIŁEK
Co sobie będziesz glany brudził o to gówno?
CYGAN
Zaraz ci brudasie przyspieszę ruchy! (podnosi flaszkę i rzuca)
ORKA
Ale dostał w czereb...
CYGAN
Przyjął na czółko, aż przysiadł!
OGON
O wstaje, ale żywotna pijaczyna.
ORKA
Ale nim majta na boki...
CYGAN
Ale go będzie łeb napierdalał, nie
OSIŁEK
No! Kac, full popas...
OGON
Film mu się urwie, jak nic.....
ORKA
To, co robimy? Porzucamy do celu?
CYGAN
Czemu nie!
Blokersi rzucają kamieniami, oczywiście na niby, odchodzą do ławki, ktoś zgłaśnia magnetofon, włącza się CHÓR, płynie muzyka i zaczynają śpiewać, z tym, że nie muszą wszyscy naraz śpiewać, trzeba to będzie rozbić na głosy, oczywiście zwracają się do publiki.
CHÓR
Kamieniem rzuciłem, tak samo jak ty.
Myślisz o mnie? Że jestem zły?! A ty!
Jesteś bez winy? Ale macie miny...
A ja się przyznaje, mam jeden taki.
Oj mało chudy ten grzech,
a drugi jest równie gruby.
Trzeci klepany latami, jak cień,
co się kładzie, co rośnie, rośnie,
gdy ucieka dzień.
Jeszcze jedno cierpienie, jeszcze drugie.
Ooooo! I jeszcze to trzecie, ależ długieee...
Jeszcze jedna kara, jeszcze druga.
Ooooo! I jeszcze taaa ...
Długa, jak tren, co boli i pali się pali, mimo woli.
W policzek oddałem, tak samo jak ty?
Robicie to samo! Ząb za ząb! Ą ty?
Jesteś bez winy? Ale macie miny...
A ja się przyznaje, mam jedną taką.
Oj sroga, sroga, ta kara,
a druga jest równie droga.
Trzecia to krzyż, co mi Dałeś,
co niesiony, rośnie, rośnie,
aż w końcu przywali.
Jeszcze jedno cierpienie, jeszcze drugie.
Ooooo! I jeszcze to trzecie, ależ długieee...
Jeszcze jedna kara, jeszcze druga.
Ooooo! I jeszcze taaa ...
Długa, jak tren, co boli i pali się pali, mimo woli.
Blokersi przepychają się dla żartu, zwracają się do publiki. Siadają na ławce i oglądają tańczącą dziewczynę. JADWIGA tańczy w stroju kąpielowym i widząc publikę na zewnątrz zwalnia ruchy, widać, że się krępuje, wygląda na początkującą.
CYGAN (gdy już się skończy tekst piosenki)
Dajcie jej cieńszą rurkę, bo się wstydzi, nie?!
OGON
Pokaż bardziej, będzie twardziej (łapiąc się za krocze)
OSIŁEK
Ej mala chcesz w dupala!
Do tańczącej JADWIGI dołącza CZARNA, z jej bezwstydnych niemal ordynarnych ruchów można było wywnioskować, że jest profesjonalistką.
ORKA
Cichodajki pieprzone, nie?
CYGAN
A jak a się publika zrobiła, no proszę? (ściąga czapkę Ogonowi i wręcza Osiłkowi, który idzie w dalsze rzędy, chodzi po prośbie, wymusza, aby widzowie rzucali monety, tekst w tym momencie, od czasu do czasu może być spontaniczny i zależny od reakcji publiczności)
OSIŁEK (zwraca się do publik w tonie oskarżycielskim)
Myślisz, że jesteś lepszy, tak? A ty myślisz, że miałem jakiś wybór? Stary mnie uczył boksu od maleńkości, doskonale pamiętam jego silne, spracowane dłonie... Nie jestem babą! - krzyczałem... Nie jestem mazgajem! - wrzeszczałem... I czekałem na jego powrót, z pracy, aż w końcu nie przyszedł, zamknęli dziada za pobicie... Potem dostałem się do klubu sportowego, boksowałem, trener mawiał , że mam twardy łeb i talent, i że daleko zajdę, no tak mówił. I pewnego dnia zamknęli mi drzwi przed nosem, poczułem się jak po nokaucie. I wyrzucili na ulice, na zbity pysk. Zamknęli klub, od tak z dnia na dzień.
CYGAN
No, co was tak zatkało... Zamknęli klub, od tak z dnia na dzień, ja też w nim bywałem, podobno miałem talent muzyczny... Musiałem się uczyć grać na harmonii od maleńkości, bo mnie o to matka prosiła, dla świętego spokoju i musiałem grać pijanemu ojcu weselne kawałki, całymi godzinami i ciągle to samo, dzień w dzień, aż zaśnie...
OSIŁEK(chodząc po prośbie, ze złością i żalem)
Kto mnie kurwa, skazał na to piekło? Ojciec w więzieniu, matka włóczy się po nocy, niewiadomo gdzie, starszy brat złodziej, ma sprawę o włam. I może to moja wina?!... Tak! Jestem zły i skończę źle, bo coś we mnie krzyczy, wrzeszczy i nie mogę od tego uciec, bo to jest w środku, zamknięte między żebrami...
CYGAN
A jak trochę podrosłem, to wyrzucił mnie na ulice jak zbitego psa i kazał grać po prośbie... Byłem obdarty i brudny, ale gdzie miałem uciec, wracałem jak zbity szczeniak do domu, z forsa w zębach i dalej grałem, ciągle to samo, aż zaśnie i w końcu zasnął na zawsze... Pierwsze, co zrobiłem to wyrzuciłem to pudło przez okno... Skamlałem jak pies i nie wiem, czy z żalu, czy ze szczęścia...
OSIłEK (wymusza dalej, aby widzowie rzucali monety, tekst w tym momencie jest spontaniczny i zależy od reakcji publiczności)
Od tych paru groszy nie zbiedniejecie... A nas suszy już od maleńkości, jesteśmy na głodzie od niemowlaka... Sięgnij człowieku głębiej! Jeszcze głębiej! O właśnie!... Może w majty schowałaś, poszukać? Poczekam, nie pali się, nie... No tylko mi bez łaski! To nam się należy, to za bilet, za podglądanie i za zasrane życie... Zaraz zrobisz stojaka i zobaczymy, co masz w kieszeniach... Myślisz, że jesteś taki twardy, bo w tłumie raźniej, tak? Ale bądź gotowy, bo nigdy nie wiadomo, kiedyś wyjdę za rogu i popatrzymy w sobie w oczy tylko ty i ja... I powiem ci, to ja, twój ból berecie...
OGON ( w czasie zbierania forsy ogląda tańczącą dziewczynę i udaje orgazm)
No dawaj! O tak! Jeszczeeee... Ajjjj...
CYGAN (dołącza się)
O tak i jeszczeeee! O gut... Gut...
OGON
Dawaj. O takkkk…
OSIŁEK
Ufff... Jesss....
ORKA siada na ławce, wyrwa się z objęć CYGANA i zaczyna zasłaniać ciałem kuszący widok.
OGON
O tak jeszcze! Jeszcze, jeszczeee…

ORKA
I co się tak jaracie!
OSIŁEK
Ufff... Jesss....
ORKA
Jeszcze przepukliny, który dostanie.
OGON
Jesssss... O takkkk...
CYGAN
Jesss... Gut... Gut...
ORKA (wtrąca z przekąsem, odpycha od siebie długowłosego chłopaka)
Cygan daj sobie na spocznij!
CYGAN
No, co?! Mam się prosić o kaszkę?
ORKA
Gdzie pchasz te witki! No, co tyyy? No nie...
OSIŁEK szybko podchwytuje barwę jej podnieconego głosu i zaczyna nieudolnie udawać orgazm. Wkrótce wtórują inni, popisują się przed sobą obleśnymi dźwiękami i zachęcają publikę, aby się dołaczyła.
CYGAN
O tak i jeszczeeee! O gut... Gut...
OGON
Dawaj. O takkkk…
OSIŁEK
Ufff... Jesss....
ORKA wyrwała się z objęć CYGANA i zaczyna zasłaniać ciałem kuszący widok.
OGON
O tak jeszcze! Jeszcze, jeszczeee…
ORKA
I co się tak jaracie!
OSIŁEK
Ufff... Jesss....
ORKA
Jeszcze przepukliny, który dostanie.
OSIŁEK
Jesssss... O takkkk...
CYGAN
Jesss... Gut... Gut...
Koledzy nic sobie nie robią ze słów zazdrosnej ORKI, dalej udają orgazm. A gdy podchodzi do nich bliżej i zaczyna im zatykać usta, OSIŁEK pociąga dziewczynę na siebie. Wpada na czyjeś kolana. Wkrótce łapią ją inne ręce i dla żartu dobierają się do dziewczyny. Wciskają na siłę ręce pod jej koszulkę, łapią za uda.
ORKA (radośnie)
No! Nieee. Ratunku! Zboczeńcy!!! Won mówię z tymi łapami! Gwałcą! Ratunku! No! Ogon, gdzie mi ten jęzor wsadzasz?...
ORKA w końcu się wyrywa i ucieka, a za nią lecą i znikają ze sceny Blokersi.
W pokoju kończy się trening, dziewczyny się ubierają, robi się ciemniej, wychodzą wszyscy pomieszczenia i gaszą światło..







AKT III

Blokersi wybiegają na widownię, wyglądają, jakby się bili przed chwilą, są poturbowani.
OSIŁEK masuje sobie rękę, CYGAN kuleje, OGON sapie, trzyma się za bok, ma koszulę zakrwawioną.
ORKA
Ale wjazd!
CYGAN
Ale mu wyciąłem z nożyc, obojczyk mu się rozsypał normalnie...
OSIŁEK
A ja na swoim zatańczyłem kazaczoka...
OGON
A ja tego z czerwonym czubem złapałem za pióra i mnie skurwiel dźgnął...
OSIŁEK
Co ci stary?!
ORKA (zauważa, że OGON jest ranny, dziewczyna podchodzi i informuje z przerażeniem)
Ogon krwawi!
CYGAN
Od kogo dostałeś kosą?! Był układ na gołe pięści...
ORKA bierze pod zdrowe ramię OGONA i prowadzi w kierunku ławki, ranny kładzie się na nią, pozostali z grupy, otaczają ich i nakręcają się wzajemnie, są rozdrażnieni i pełni chęci zemsty.
OSIŁEK
Miało być honorowo, a to złamasy, złamali układ...
OGON
Mierzył w brzuch, ale się uchyliłem, gnój jeden...
ORKA (odpina ubranie i zagląda pod rękę rannemu, komentuje)
Draśniecie!
OSIŁEK (zagląda z ciekawością i z ulga)
Drobiazg!
OGON
Złapałem go za ten czerwony czub i mnie dźgnął, jebaniec ...
OSIłEK
Te łyse pały, nie wiedzą z kim zaczęli...
ORKA
Chcą mieć dym na osiedlu, zrobi się.
TYKA
Będzie dym...
CYGAN
Wieczorem robimy wjazd, wiem, gdzie zalega ten z pióropuszem...
OSIłEK
Kogut pieprzony, oskubiemy go na łyso!
OGON (wyciąga nóż sprężynowy, albo brzytwę i ogląda ją z namaszczeniem)
Dopieszczę go swoją siostrą, będzie się śmiał po dziewiątki...
OSIłEK (przysiada na rogu ławki podnosi nogawkę dresu i masuje z ulgą kolano)
Ale, co sobie pokopałem, to moje, nie?
ORKA
No, a co tak sobie masujesz kolana?
OSIłEK
Na kolanko też przyjął...
ORKA
Należało się gnojom, panoszą się po naszym osiedlu...
CYGAN
Poczekamy i wieczorkiem jak wylegnie na spacerek dopadniemy gnoja...
OGON
Będzie kwiczał ja kastrowany wieprz...
Blokersi odbiegają i nikną w cieniu.
JOŃCZYK, właściciel firmy, jak co dzień o tej porze zapala światło i otwiera na oścież drzwi balkonowe, włącza radio i płyną słowa i muzyka. Wchodzą trzy dziewczyny i rozbierają się do seksownych kreacji. JADWIGA siada na rogówce. KAŚKA z CZARNĄ podchodzą do rurki i powoli zaczynają taniec erotyczny.
CHÓR
Człowieku w dresie,
co żyjesz w betonowym lesie.
Wpatrzyłeś się w tego kogoś,
a ta belka w oku, to, co? No, co?!
Może tak zobacz własną srogość.
Mówisz, że co? Że to gadka na stare latka.
Ciekawe, jaka ogarnie cię zajawka?
A może trawka, niebieski dym wiedzie prym.
A gdyby tak, gdyby jeszcze raz,
zacząć znowu od nowa.
A od tego, co drzemie w nas.
Niech nas anioł uchowa, uchowa, uchowa.
Człowieku na ławce,
co żyjesz w kapturowej masce.
Wpatrzyłeś się we własne ja,
a kochanie jej, to, co? No, co?!
Ona tak wiele pragnień ma.
Mówisz, że co? Że i tak nie jesteś lubiany.
Ciekawe, kiedy będziesz zakochany?
A może najarany, w szyje klin wiedzie prym.
A gdyby tak, gdyby jeszcze raz,
zacząć znowu od nowa.
A od tego, co drzemie w nas.
Niech nas anioł uchowa, uchowa, uchowa.
Człowieku ty wiesz,
co jest ważne i czego chcesz.
Zapatrzyłeś się w to coś,
a pożądanie rzeczy, to, co? No, co?!
Wiem na ten widok bierze złość.
Mówisz, że co? Że między blokami jesteś pan.
Ciekawe, kiedy skończ się twój klan?
A może szpan, znowu młyn wiodę prym
A gdyby tak, gdyby jeszcze raz,
zacząć znowu od nowa.
A od tego, co drzemie w nas.
Niech nas anioł uchowa, uchowa, uchowa.
JOŃCZYK (rozsiada się wygodnie na miękkiej rogówce i zaczyna rozmowę z JADWIGĄ)
A, co u ciebie słychać, poetko?
JADWIGA
E nic…
JOŃCZYK
No mów! Coś tak skwaszona?
JADWIGA
Tak mi jakoś ciężko na duszy...
KAŚKA (rzuca od niechcenia i zawisa głową w dół)
Ma doła!
JOŃCZYK kiwa głową z aprobatą na trudny układ. Siedząca dziewczyna płaczliwie.
JADWIGA
Chyba sobie odpuszczę, te erotyczne zabawy.
JOŃCZYK
Dlaczego chcesz zrezygnować?
JADWIA
Sąsiedzi się dowiedzieli gdzie trenuję, i co robię...
JOŃCZYK
No to, co? Czy to przestępstwo, że chcesz pracować?
JADWIGA
Ludzie na mnie patrzą, tak jakoś…
KAŚAK
No jak?
JADWIGA
Ja w bloku uchodziłam za grzeczną dziewczynkę, a teraz patrzą tak jakoś...
CZARNA
No jak?!
JADWIGA
Jakby mnie chcieli spalić na stosie...
KAŚAK (tańcząca, jakby zdradzała tajemnicę)
I chłopak z nią zerwał, bo mu rodzice kazali...
CZARNA
A to, dlaczego?
JOŃCZYK (ze zdziwieniem)
No właśnie, przecież masz pracę, będziesz zarabiać pieniądze.
JADWIGA (z żalem, niemal płacząc)
Rodzice go buntują i nastawiają przeciwko mnie.
KAŚKA
No, nie wolno mu się z taką po mieście szlajać, bo to wstyd i grzech, że jest z dobrego domu i powinien sobie znaleźć porządną dziewczynę, a nie taką wywłokę....
CZARNA (z wyrazem wyrzutu, kręcąc głową)
Kaśka przestań, z kąt o tym wiesz...
KAŚAKA
No, co? Mówię prawdę przecież, u nas w bloku strasznie plotkują, nic się nie ukryje...
JADWIGA
Nie znajdę innej pracy, nie mam szans, ile ja się nachodziłam, naprosiłem… A jak mówiłam, że mam chorego brata i potrzebuję pieniążków na rehabilitacje, to nie wierzyli… Chory się urodził biedaczek...
CZARNA
Co ty Jadzka masz chorego brata, nic nie mówiłaś?
JADWIGA
A czym tu się chwalić….
CZARNA
I po co ten kit wciskałaś o szkole filmowej?…
JADWIGA
A co miałam powiedzieć i kogo obchodzą moje problemy, nikogo. I po co ja wam w tym mówię, i truję…
CZARNA
A na co, jest chory, powiedz?
KAŚKA
I co się głupio pyta, czy to ważne?
JADWIGA
Autyzm wczesno dziecięcy...
JOŃCZYK
A słyszałem, straszna choroba, podobno te dzieciaki wrzeszczą bez powodu i biją się po głowie, gryzą swoje ręce...
JADWIGA
Mój brat, to lżejszy przypadek, żyje we własnym świecie. Dla niego rzeczywistość na zewnątrz jest straszna, niemal bolesny, boi się jej i ucieka w siebie, jak wystraszone zwierzątko...
CZARNA
Ale dlaczego? Nie rozumiem?
JADWIGA
Ma uszkodzony ośrodkowy układ nerwowy i w jego mózgu powstaje zniekształcony obraz świata, pełen chaosu, niezrozumiałych i bolesnych słów, które są dla niego jak skrzypienie styropianem o szybę…
CZARNA
To straszne!
JADWIGA
Chciałam się nim zaopiekować, rodzice nie dają rady, ojciec się rozpił, matka już nie ma sił, chciałam się usamodzielnić, zarobić, założyć rodzinę, ale wszystko się wydało…
KAŚKA
Noooo, podobno wstyd porządnej rodzinie przynosisz, słyszałam…
JADWIGA
No właśnie, a to bardzo religijna rodzina jest... Mają rację, to grzech tak po klubach występować i gorszyć ludzi.
CZARNA
Myślisz, że w dzisiejszych czasach, tak łatwo kogoś zgorszyć?
JOŃCZYK
Za bardzo się przejmujesz, ludzie mają prawo do rozrywki...
KAŚKA
Oj przestań się przejmować! Kopnij go w tyłek, świętoszek się znalazł...
JOŃCZYK (ze złością, poprawiając warkoczyki nad uchem)
Oczywiście!
CZARNA
Niech się goni szczeniak, do kościoła, jak taki świętojebliwy...
KAŚAK
No pewnie!
JOŃCZYK
Nie przejmuj się, weszliśmy do Unii Europejskiej, w końcu i w Polsce będzie normalnie (pociesza ją i dodaje, aby rozluźnić atmosferę) Dewoty w końcu wymrą śmiercią naturalną i święty spokój, nie?...
CZARNA
I pójdą do raju, gdzie będą śpiewać w chórze anielskim.
JADWIGA
Dajcie spokój, żarty sobie robicie, a ja mam problem...
CZARNA
Na klęczkach, przez całą wieczność…
JOŃCZYK
Dewotą śmieć! Dewotą śm....
KAŚAK
A jak!
JADWIGA (przerywa Jończykowi, który się śmieje zadowolony ze swojej wypowiedzi)
Żarty sobie robicie z rzeczy, których nie masz pojęcia...
CZARNA
Ja tam wolę piekło!
KAŚKA
Ja też!
JOŃCZYK
Oczywiście! Na pewno chłopaki mają jakąś kawiarnię, albo, chociaż bar, w którym można zorganizować seksowny pokaz…
CZARNA
Już to widzę...
KAŚKA
Te ogoniaste diabełki…
CZARNA
I nosami po brodę...
JOŃCZYK
I te diablice w czerwonych, obcisłych skórach, z ogonami jak bicze ... Ech! I te ich długie, rozdwojone jęzory, którymi merdają do potępionych. Uch!
JADWIGA
Cicho! Cicho!! Nie macie pojęcia, o czym mówicie!
JOŃCZYK
A co?! Ty wierząca jesteś? Gdzieś ty się kobito uchowała?
KAŚKA
No i to strasznie... Normalnie nawiedzona, co niedziela do kościoła chodzi...
CZARNA
Do czasu! Już niedługo spotkasz jakiegoś wyposzczonego księżulka i szybko zmienisz zdanie, jak chcesz wiedzieć…
KAŚKA
Już zbiera na twój temat informacje od nawiedzonych dewot, jaka to jesteś bezwstydna, siejesz zgorszenie na osiedlu...
CZARNA
I będzie ratował twoją grzeszna duszę...
JADWIGA
Nie wszyscy tacy są, są księża z powołania…. Jestem wierząca i nie wstydzę się tego... Nie mam, czego...
KAŚKA
Co ty powiesz?
JADWIGA
Wszystko upraszczacie i sprowadzacie do jednego...
JOŃCZYK
Upraszczam, bo to proste, a może mnie nawrócisz?
JADWIGA
A znasz ten wiersz o szczurku kudłatym.
JOŃCZYK
Nie! Nie znam.
JADWIGA
Chcecie posłuchać?
CZARNA (drwiąco)
Niech mówi, może zapomnę tego obleśnego grubasa, który mnie ostrzegał, że jak mu nie pokaże kotka, to mnie pośle do piekła…
KAŚKA
A tam będzie płacz i zgrzytanie zębów...
JADWIGA
Ty też posłuchaj! Nie jest wcale taki trudny, na pewno go zrozumiesz.
KAŚAKA (na rurce, rozkłada szeroko i bezwstydnie kolana)
No nawijaj, nawijaj, zamieniam się w słuch.
JADWIGA
Jak to leciało, a...
Muszko mechata, czy chcesz być ssakiem?
O nie! Ja wolę odpadki,
jeść sobie ze smakiem.
Szczurku kudłaty, czy chcesz być człekiem?
O nie! Ja wolę w kanale,
płynąć sobie ściekiem.
Człowieku bezskrzydły, czy chcesz być aniołem?
O nie! Ja wolę po ziemi,
chodzić sobie dołem.
Istoto obojętna, dlaczego chcesz być wypluta?
Jesteś jak ta mucha,
co ją cieszy świeża kupa.
Tam skarb twój, gdzie serce twoje...
Dziewczyny, które śmiały się nagle milkną przy ostatniej zwrotce.
JOŃCZYK (ma głupią minę i nie bardzo wie jak się ma zachować, śmiać się czy obrazić)
Jak mam to rozumieć, że co, że jestem muchą, a ty? A ty, za kogo się masz?
JOANNA (zaczyna się ubierać, śpieszy się jest rozdrażniona)
Za muchę, ale z taką różnicą, że ja wiem, że nią jestem... Jestem tylko nierozumną istotą, która chce pojąć, i z tego, co rozumiem, to, co nas tak kręci trzeba uznać za śmietnik i odpady...
CZARNA
Naczytała się wierszy i mądrą zgrywa...
KAŚAK
Masz się za coś lepszego?
JONCZYK
Mnie tam dobrze w tym śmietniku...
JADWIGA
A mi jest źle i rezygnuję, z takiej pracy, to nie dla mnie...
JADWIGA wychodzi, nikt ją nie woła, patrzą za nią, gaśnie powoli światło.
Cienie wybiegają zadyszani Blokersi. Odpoczywają ORKA zwraca się do CYGANA.
ORKA
Co on krzyczał, jakoś tak nie po naszemu, jakby po niemiecku....
OSIŁEK
Kurwa to nie ten, tamten miał czerwone pióra...
CYGAN
Jak nie on?... Ogon no przecież mówiłeś, że ten.
OGON
Nie ten! Ten ma rudy grzebień, a nie czerwony.
ORKA
Słyszałam o jednym takim, co z Rajchu do babci przyjechał w odwiedziny?
OSIŁEK
O kurwa! Dostał od siostry za darmo...
CYGAN
Życie! Ale miałeś go pociąć, a ty mu bebechy rozprułeś po sam mostek...
OGON
Sam się nadział, może przeżyje...
CYGAN
Psy będą węszyć jak wściekłe, to zagraniczniak jest...
OSIŁEK
Był...
OSIŁEK
Mam w plecy na parę lat…
OGON
Co kraczesz?
OSIŁEK
Dołączę do starego jak nic. I do brata....
ORKA
No, co ty, wrzuć na luz, jeszcze nas nie zapuszkowali.
CYGAN
Ogon jest niepełnoletni, jemu się upiecze...
OSIŁEK
Ten to ma fart, i pewnie starzy nie pożałują na prawników...
CYGAN
Nic nam nie udowodnią, jak który pęknie, to go w pudle udupie...
ORKA
Żywcem mnie nie wezmą, nie dam się zapuszkować...
OGON
Jakby, co... To biorę wszystko na siebie, to ja dostałem kosą i to ja się pomyliłem, tak będzie lepiej dla wszystkich, pójdę do poprawczaka, wyjdę po roku...
CYGAN
Przydałoby się jakieś alibi, mały dymek…
Z za bloku wychodzi JADWIGA, na widok blokersów spuszcza głowę i przyśpiesza, mija ich i słyszymy.
OSIŁEK
Hej mala chcesz w dupala...
CYGAN
Jak chcesz to ci dołożę z dubeltówki...
OGON
A ja cię przytkam z drugiej strony, żeby ci się nie przelało jak kaszki dostaniesz...
ORKA
Dajcie spokój mało macie na dzisiaj...
OSIŁEK
Co się przejmujesz, przecież to kurwa jest... Nie poznajesz jej?
CYGAN
Tak to ona, to będzie nasza przepustka do wolności, jakby co to się przyznamy do gwałtu.
OGON
Nie będzie mi tu żadna kurewka nosa zadzierać na osiedlu…
ORKA
Tylko mi gumki założyć, bo któremu odpadnie…
OGON
Ja mam cała paczkę przy sobie, mama mi dała…
ORKA (patrząc na zegarek)
Dobra a ja narobię hałasu, może się uda z tym alibi, jakby, co…
JADWIGA ucieka, chowa się w cień za blok, a za nią ruszają blokersi, słyszymy, że ją dopadli, powstają odgłosy szamotania, piski, śmiechy.
Wybiega na widownie ORKA, rozgląda się, czy ktoś nie idzie, to znowu wbiega i wraca się, podbiega pod blok i woła, specjalnie głośno patrząc na zegarek...
ORKA
Ludzie! Co tam się dzieje?! Co to za bijatyki! Ludzie!
OSIŁEK
Dawaj ją tu do śmietnika!
CYGAN
Ogon ty dupo wołowa zakładaj szybciej te gumę?
JADWIGA
Nie! Zostawcie mnie! Co wy robicie?!
ORKA
Dzwonie po policje! Ludzie chcą spać! O tej godzinie takie burdy pod blokiem robić, śmietnik demolują!
CYGAN
Trzymaj ją za głowę!
OSIŁEK
Ogon nie rękami, nogami, trzymaj ją, wsadź jej głowę między nogi…
JADWIGA
Zostawcie! Proszę! Co, co wy robicie?!
CYGAN
O teraz jest git i hajda na koń, w trzy dupy…
JADWIGA
Nie! Tylko nie to! Ratunku, ludzie! Ratunku! (słyszymy uderzenia w twarz)
OGON
Teraz ja! Tera ja! Złaź!
OSIŁEK
Zobacz nawet nie krzyczy, kurwa jedna…
CYGAN
To dla niej normalka!
OGON
Coś jej chrupnęło w szyi jak ją trzymałem…
CYGAN
Teraz mi to mówisz...
OSIŁEK
Ogon, ty chłopie wyczucia nie masz...
Blokersi wybiegają, poprawiają ubrania, zapinają rozporki, nagle Ogon woła rozżalony.
OGON
O nie! O w mordę wyposzczoną!
OSIŁEK
Co jest?
OGON
Pękła mi, cholera jasna… A co będzie jak złapie, jakiego syfa? Matka mnie zabije?
CYGAN
No nie przejmuj się live is brutal!
OGON (podbiega w kierunku miejsca gwałtu, czyli śmietnika i zagląda, z satysfakcją)
Dobrze kurwie tak! Leży jak worek i ani piśnie…
OSIŁEK
Co ty, chcesz powiedzieć , że trupa dymałem, o w mordę wyposzczoną…
CYGAN (również podbiega i zagląda)
Nie to nie możliwe, przecież oddycha…
ORKA
Nic tu po nas, zwijamy się!
OGON (płaczliwie i biegnie za kolegami jako ostatni)
Łatwo wam powiedzieć, nie przejmuj się…( na koniec odwraca się do widowni i krzyczy)
A AIDS to chuj!
Słychać sygnał radiowozu, lub karetki.
Blokersi uciekają, robi się ciemno, mamy wrażenie, że to już koniec, kiedy nagle do naszych uszu dochodzi stukot kół, coś jedzie po scenie.
Powstaje kolejny świt i na scenę wjeżdża wózek inwalidzki, na którym siedzi sparaliżowana JADWIGA, rusza jedynie głową, ruchy rak powolne i upośledzone ruchowo.
Wózek prowadzi autystyczny chłopiec. JADWIGA pokazuje mu nieudolnie ręką, gdzie ma jechać, nie jest przygnębiona ani smutna, jest pogodzona z losem.
(Dobrze by było gdyby to było autentycznie autystyczne dziecko)
CHÓR
Czy słyszysz? Zegar bije, tyk tyka.
Nie chcę zmarnować czasu tego,
a on tak szybko umyka, znika,
ale już wiem, już wiem,
nie da się ożywić, liścia jesiennego.
I tak mijają dni mijają lata,
poza blokami nie ma dla nas świta.
Czy będzie ciebie kochał Bóg?
Czy mimo wszystko będzie mógł?
Czy czujesz w sobie stróża anioła?
A może już do ciebie woła?
Czy widzisz? Matka wygląda już biało.
Nie chcę zapomnieć rak twych,
co je tykałem nieśmiało, śmiało,
ale już wiem, już wiem,
nie da się wymazać, uczuć zranionych,
I tak mijają dni mijają lata,
poza blokami nie ma dla nas świta.
Czy będzie ciebie kochał Bóg?
Czy mimo wszystko będzie mógł?
Czy czujesz w sobie stróża anioła?
A może już do ciebie woła?
Czy smakujesz? To zło, tak czy nie?
Nie chcę pamiętać winy tej,
co się budzi we śnie, w śnie
ale już wiem, już wiem,
nie da się skleić, duszy rozbitej.
I tak mijają dni mijają lata,
poza blokami nie ma dla nas świta.
Czy będzie ciebie kochał Bóg?
Czy mimo wszystko będzie mógł?
Czy czujesz w sobie stróża anioła?
A może już do ciebie woła?
Czy uraziłeś? Stróża, anioła swego?
Nie chcę tłumaczyć czynów tych,
co się boją sumienia mojego, mego,
ale już wiem, już wiem,
nie da się znieczulić, uczynków złych.
I tak mijają dni mijają lata,
poza blokami nie ma dla nas świta.
Czy będzie ciebie kochał Bóg?
Czy mimo wszystko będzie mógł?
Czy czujesz w sobie stróża anioła?
A może już do ciebie woła?

W trakcie utworu wózek inwalidzki wjeżdża w cień na scenę i gdy myślimy, że to koniec sztuki nagle wybuchają wiwaty, latają światła dyskoteki, powstają ordynarne nawoływania podpitych mężczyzn (oczywiście nagrane) i następuje występ naszej JADWIGI, dziewczyna ma sparaliżowane nogi ale bardzo dobrze radzi sobie na rurce, jest atrakcją sezonu i gwiazdą, ale dla kogo? O to jest pytanie....
K O N I E C

Data:

 2005

Podpis:

 Arkady Pylch

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=24452

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl