DRUKUJ

 

NIEWOLNICA,cz.I

Publikacja:

 03-06-16

Autor:

 gooralska
I znów stała pośród innych kobiet niczym koń na targowisku. Nie znała nikogo. Wszystkie były sobie obce, choć w wyglądzie różniły się tylko kolorem włosów i oczu. Każda z nich przyodziana była w jasno-błękitną szatę aż do samej ziemi, luźno spływającą po biuście i biodrach przepasana kawałkiem sznura w połowie ciała. Materiał był mocno przybrudzony, poryty szerokimi bruzdami cięć, obszarpany i bardzo nieprzyjemnie pachniał potem. Nie zasługiwał z całą pewnością na to by przyodziała go kobieta. Nawet taka nieurodziwa. Kobiety były bose. Ich stopy były zakurzone i poobcierane a niekiedy i poranione do krwi i przyozdobiona starymi strupami i bliznami. Podobnie jak nadgarstki i przeguby nad stopami. Włosy były potargane, zakurzone i pełne kołtunów. Stały jedna obok drugiej w trzech rzędach przez długość całego pomieszczenia, w którym się znajdowały. Miejsce to budziło respekt swoja wielkością i wysokością. Było budowlą na styl dzisiejszych kościołów z tym, że o wiele większe i wyższe. Może nawet bardziej przypominało pałac... Było to pomieszczenie handlowe. Nieopodal grupy kobiet połączonych ze sobą łańcuchami stał wielgaśny mężczyzna i wskazując przechodniom, co raz to inna kobietę, zachwalał „swój towar”. Dalej w jednym rzędzie stały przepiękne konie, jeszcze dalej na długich stołach poustawiane były misy i złote czary do picia. Po prawej stronie stołu na kamiennej posadzce stały gąsiory z różnymi wyśmienitymi trunkami. Dalej handlarz doglądał kilkudziesięciu ról materiału, pierwsza klasa! Jedwab. Kupcami o dziwo byli wyłącznie mężczyźni. Nieprzyzwoicie bogaci, co widać było po ich suto przyozdobionych złotem i szlachetnymi kamieniami ubiorach.
Do gmachu wkroczył wysoki, dobrze zbudowany, lekko łysiejący jegomość o jasnych włosach i szeroko rozstawionych ramionach odzianych skórą i drogim lnianym, pięknie barwionym płótnem. Przechodził koło trunków, materiałów, czar i nawet nie obejmował ich dokładnie wzrokiem. Nie zatrzymywał się ani na chwilę. Szedł a jego oczy były utkwione w pustą przestrzeń przed nim. Szedł wolno, statecznie i bardzo spokojnie, Wydawało się, że kłopoty i ból całego świata jego jedynego nie dotyczą. Za nim dreptał śmiesznie chudy i wysoki mężczyzna z rozwianą ciemną czupryną, którą ciągle przerzucał do tyłu wielką dłonią, nie przestający nawet na chwilę gadać. Cały czas coś mówił nawet nie zmieniając tonu głosu. Zwróciła uwagę właśnie na jego gadulstwo.
- Żeby się chociaż na chwilę przymknął – myślała.
Nie miała już sił. Stała tu od samego świtu. Nie dano jej nawet wody. W ustach czuła nieprzyjemny posmak krwi, którą ciągle nie świadomie zlizywała ze stłuczonej wargi. Było nieznośnie gorąco. Wielkie pomieszczenie dawało schronienie od słońca natomiast tworzyło nieznośną duchotę i tłamsiło smród stojących obok koni. Mdliło ją. Sama nie wiedziała czy ze zmęczenia, zapachu a może głodu. Boże, kiedy ona ostatnio jadła. Nie pamiętała dobrze już dnia, kiedy to dojadła do syta. Co gorsza nie pamiętała już dnia kiedy to jadła jak człowiek przy stole. Ciągle tylko jak pies, w biegu w tym samym miejscu gdzie udało jej się pochwycić jakiś kąsek, który nadawał się do zjedzenia. Zjadała go natychmiast, zachłannie, bo nigdy nie mogła przewidzieć, kiedy znowu uda jej się coś zjeść. Patrzyła na tego tęższego i zadbanego mężczyznę, który właśnie zatrzymał się naprzeciw niej i zastanawiała się co mógł takiego dzisiaj zjeść. Co pił zanim tu przyszedł. Na pewno coś smacznego. Na pewno nie musi zaspakajać się przez całe życie tylko zwykłą wodą jak ona. Stał i patrzył się teraz na nią. Nic nie mówił , natomiast gaduła nie przestawał ani na chwilkę.
- ... No i wiesz, wsiadłem na tego karego, jest najlepszy. Nikt by się na to
nie odważył stary, mówię ci ale ja wsiadłem. Czy ty zdajesz sobie sprawę, jakie to zrobiło na niej wrażenie? Jego wcześniej jeszcze nikt nie dosiadł...– Nie przestawał nawet na chwilę nie bacząc, że jego towarzysz wcale go nie słucha, czasem tylko mimowiednie przytakuje.
Śmiesznie wyglądali, jeden stał i wpatrywał się w tą piękną kobietę tak bardzo poniżoną i pozbawioną jakiejkolwiek godności a drugi chodził nerwowo wkoło niego gadając non-stop i poprawiając włosy.
Podniosła wzrok i popatrzyła na niego, zaintrygował ją.
- Czemu tak patrzy? – Pytała w myślach sama siebie.
Zbyt długo trzymała uniesiony wzrok... zdołała się przypatrzeć jego łagodnym rysom twarzy i silnym ramionom a potem czuła już tylko dziwne ciepło w kręgosłupie i mdłości. Nie wiedziała, co się dzieje. Czuła jak powoluteńku zanika widok tego dobrego z twarzy mężczyzny, że już go nie może tak dobrze dojrzeć... widzi jeszcze jak on wyciąga ku niej ręce... Gadułę też widzi.... coraz słabiej słyszy... ale odróżnia jeszcze pojedyncze słowa:
- Ty suko! Jak śmiesz, śmieciu jeden... – Nie, to chyba nie są słowa
gaduły, zna ten głos... ale nie pamięta do kogo należy... to jakiś znany głos ... gdyby tylko mogła teraz skojarzyć czyj on jest...
- Nie wolno tak! Czemu pan je tak traktuje? Nie pozwolę skurwysynu
jeden! To kobieta! – Tego głosu nie kojarzy... to chyba gaduła... zresztą już nic nie widzi... ciepło rozlewa się już nie tylko po kręgosłupie ale i po klatce piersiowej... nie czuje już rąk ani nóg. Jakie to przyjemne... nie czuje nawet głodu... pragnienia... smrodu... duchoty... zmęczenia...
- Chyba umieram... – na jej twarzy pojawia się uśmiech. – A więc to tak
się wszystko kończy... całkiem miło... skoro tak, to śmierć mi się bardzo podoba... chce jeszcze, chce po tysiąc razy umierać.... jeszcze i jeszcze i jeszcze... już spokój...
Nagle czuje jak promienie światła dręczą jej zmęczone oczy.... widzi niby przez mgłę jak ten dobrze zbudowany mężczyzna klęczy koło niej i pomimo piachu i brudu wspiera jej głowę o swoją piękną szatę. Czuje jego dotyk ręki na czole. Widzi jak z gniewem rusza ustami i coś mówi do stojącego obok sprzedawcy. Nic jednak nie słyszy... kompletnie nic.
- Co się dzieje? – Tylko ta myśl krążyła jej po głowie.
Chciała ruszyć głową i zobaczyć co się dzieje wokół ale nie dawało się, ruszyła oczyma... ból straszny przeszył jej oczodoły. Ale dostrzegła kątem oka jak gadatliwy mężczyzna stoi za klęczącym koło niej pachołkiem i uderza go raz po raz i popycha w tył głowy.
- Co on mu zrobił?
Starała się skupić i dostrzec coś więcej, coś usłyszeć. Zauważyła jeszcze, że pachołek wypina ją z kajdan bardzo nerwowo i ociera rękawem jakąś krew, której źródła nie była w stanie się dopatrzyć. I znowu fala ciepła... jakie to miłe... tylko czemu tak mdli...


Otworzyła oczy... promienie światła ją oślepiły. Słyszała jedynie turkot kół wozu i tępe uderzenia końskich kopyt w piach. Spróbowała przetrzeć oczy, ale bez powodzenia, ręka zdawała się zbyt ciężka, żeby ją unieść. W tej samej chwili poczuła czyjś dotyk na czole.
- Spójrz, budzi się. – Powiedział jakiś miło brzmiący głos.
- To mogę już Ci dalej opowiedzieć?
- Nie, zamknij się na Boga, choć na trochę! Mi też już łeb puchnie od twojego gadulstwa.
- No już dobrze, przecież cicho siedzę, wiesz zupełnie jak wtedy, co obiecałem tej jasnowłosej, że... – Tu urwał się głos. I dał się słyszeć świst przecinanego powietrza.
- Auć! A to za co?
- Zamknij się!
Dobry dotyk cieplej dłoni cały czas jej towarzyszył. Czuła jak gładzi ja po splątanych włosach. Nawet nie poczuła jak zasnęła.

Data:

 2003

Podpis:

 gooralska

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=245

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl