DRUKUJ

 

Nimfomanka u seksuologa, cd. =]

Publikacja:

 07-06-28

Autor:

 luminka
Ja naprawdę nie wiem, czy to dobrze kiedy ręka faceta, który ma mnie leczyć z nadpobudliwości seksualnej, ląduje pod moją bluzką.
A druga zaczyna niebezpiecznie krążyć wokół rozporka.
A już najmniej odpowiednie jest to, że moje dłonie rozpinają jego koszulę.
Halo! Tu ziemia do Lili- włącza się czerwona lampka w moim mózgu- Co ty robisz? Przecież ten facet zaraz cię przeleci!
No cóż, biorąc pod uwagę fakt, że już majstruje coś przy moim zapięciu od stanika, a ja w ogóle nie protestuję, wręcz przeciwnie, jestem niezwykle uległa, to jest to bardzo prawdopodobne.
To jest lekarz, który miał cię leczyć!
Widać ma nietypowe metody.
Zachowujesz się jak dziwka!
Ale to jest takie przyjemne...
Lili, opanuj się!
By to szlag!
Z całej siły odpycham mojego adonisa i wstaje z fotela, automatycznie odskakując na metr od niego.
Kiedy już stoję w bezpiecznej odległości, spoglądam na mojego boga seksu i widzę, że ma bardzo głupkowatą minę.
Chyba się tego nie spodziewał.
Właściwie, to ja sama się tego nie spodziewałam.
Ale najgorsze jest to, że adonis prostuje się i widzę jego wspaniałe mięśnie brzucha, ponieważ zdążyłam rozpiąć mu koszulę do końca.
Nie zdążyłam jej jednak zdjąć.
I kiedy teraz tak stoję i patrzę na niego, nie marzę o niczym innym, jak o zdarciu z niego tego wdzianka, zasłaniającego jego boski tors.
Jestem chora. Definitywnie coś ze mną jest nie tak.
- Lili- zaczyna adonis podnosząc brwi do góry- Czy coś się stało?
O tak, dużo.
- Nie, ależ skąd- mówię chłodno i spoglądam na swoje spodnie.
Mam rozpięty rozporek i guzik od spodni.
Kiedy on mi to zdążył rozpiąć?!
- No więc o co chodzi?- pyta, a na jego twarzy znowu pojawia się ten niebezpieczny uśmiech.
Jak to o co? Facet, miałeś mnie leczyć, a nie rzucać się na mnie!
Nie mówię jednak tego na głos, bo, cóż, nie byłam totalnie bierną ofiarą, kiedy już się na mnie rzucił.
Podczas gdy ja rozważam co mu odpowiedzieć, on rusza w moją stronę.
Cholera!
Natychmiast uciekam za biurko, co jest fatalnym posunięciem z mojej strony, bo biurka nie można obejść, gdyż z drugiej strony jest przystawione do ściany.
Znajduję się więc w pułapce bez wyjścia, a doktorek wydaje się być z tego faktu bardzo zadowolony.
Szybko analizuję sytuacje i stwierdzam, że uciec mogę jedynie pod biurkiem.
A stamtąd jest już bardzo blisko do drzwi.
Wskakuję, więc w miejsce, gdzie trzyma się nogi i cóż...
Okazuje się, że nie ma przejścia, bo biurko jest z drugiej strony zabudowane.
Jak mogłam tego nie zauważyć?!
Adonis wybucha śmiechem, a ja tym w momencie słyszę skrzypnięcie otwieranych drzwi..
Doktorek się uspokaja i siada na krześle.
- Magda, o co chodzi?
Magda? Co za Magda?
Zaraz... Czy tak nie miała na imię jego sekretarka, u której się rejestrowałam?
- Gdzie twoja pacjentka?- pyta nasz nowy gość.
Adonis w ogóle się nie odzywa, za to przysuwa się do biurka jak najbardziej się da i muszę się przyciskać do deski, która blokuje mi drogę ucieczki, ale i tak praktycznie rzecz biorąc znajduje się pomiędzy jego nogami.
No nie mogę, co za zboczeniec!
- Poszła sobie?- sekretareczka zadaje kolejne pytanie, na które ten erotoman również nie raczy odpowiedzieć.
Ja za to zastanawiam się, jaką straszną krzywdę mu zrobić. W końcu jestem w takim miejscu, które daje mi bardzo okrutne możliwości.
Może uderzyć go z całej siły w miejsce, które na pewno mocno go zaboli?
- Następną pacjentkę masz dopiero za pół godziny- oświadcza Magda, a ja dochodzę do wniosku, że lepiej będzie ugryźć go z całej siły w łydkę- To jak? Masz ochotę na szybki numerek?
Co?
Podnoszę gwałtownie głowę do góry, zapominając o tym, w jakim miejscu się znajduję i oczywiście mocno przydzwaniam głową o blat biurka.
- Co to było?- chce wiedzieć sekretarka.
- Uderzyłem kolanem o deskę- adonis wreszcie się odzywa.
- Już się tak niecierpliwisz, mój ogierze, że nie możesz trzymać nóg spokojnie?- mówi Magda słodkim głosem, a ja nie mogę uwierzyć w to co się dzieje.
Czy on pieprzy swoją sekretarkę?
Cisza jaka zalega sprawia, że budzą się we mnie bardzo niespokojne myśli.
Chyba nie zamierza jej przelecieć podczas gdy ja będę siedzieć pod biurkiem, prawda?
W obecnej sytuacji, wydaje mi się to jednak bardzo prawdopodobne.
Jasny gwint, gdzie ja tak nagrzeszyłam, żeby pokutować w tak okrutny sposób?
Bardzo niedelikatnie ciągnę doktorka za nogawkę seksownych dżinsów, by dać mu znać, że nie mam zamiaru się temu wszystkiemu przyglądać. Albo raczej przysłuchiwać.
Z opresji wybawia mnie telefon, który dzwoni gdzieś za gabinetem i sekretarka z pożegnalnym:
- Czekaj tu na mnie, Casanovo, za moment wracam- wybiega zamykając za sobą drzwi.
Od razu z całej siły odpycham nogi adonisa na bok i wyłażę z pod biurka zła jak osa
- Zgłupiałeś?!- pytam mierząc go lodowatym spojrzeniem.
- O co ci chodzi?- odpowiada patrząc na mnie bardzo niewinnym wzrokiem.
- Chyba nie masz zamiaru się z nią teraz bzykać?
- Oj, wejdziesz z powrotem pod biurka a ja zrobię to co trzeba bardzo szybko. Jestem naprawdę zręczny.
Wybałuszam na niego oczy z niedowierzaniem.
- Nie wątpię- odpowiadam z ironią w głosie.
A może z odrazą?
Nie zdążam jednak powiedzieć nic więcej, bo drzwi znów się otwierają i w progu staje sekretarka, odgarniająca swoje włosy tak, jak to robią w tych wszystkich głupkowatych reklamach szamponów i mówi:
- No to co misiaczku? Ruszamy?
I chyba w tym monecie zdaje sobie sprawę z faktu, że jej misiaczek nie jest w gabinecie sam, bo dodaje:
- Och...
- Dzień dobry- rzucam w jej stronę, przyklejając sobie do twarzy sztuczny uśmiech.
Oczywiście nic nie odpowiada, tylko patrzy na mnie bardzo zdziwionym wzrokiem, a po chwili obrzuca adonisa piorunującym spojrzeniem.
Uznaję, że to świetny moment na wykręcenie się z tej kabały, dlatego zaczynam kaszleć i chrypię:
- Oj, wiecie chyba już pójdę i po drodze wstąpię do mojego lekarza rodzinnego, bo strasznie boli mnie gardło.
- Och, to nie będzie konieczne- odpowiada chłodno sekretarka, kiedy ruszam w stronę drzwi- Pan Herzog da ci coś do ssania i od razu ci przejdzie.
Staje jak wryta w połowie drogi do wyjścia, a adonis wybucha śmiechem.
- Na pewno ma w szufladzie jakiś neoangin albo sebidin, prawda?- dodaje po chwili, na co doktorek zanosi się jeszcze większym chichotem
I ja miałam na tego faceta ochotę?
No dobra, nadal mam. Zwłaszcza, że nie zapiął jeszcze koszuli.
Zdaje się, że sekretarka wykorzystuje moment mojego totalnego zdezorientowania bo mówi:
- Przyjdę później.
I trzaska drzwiami.
- Niezły z ciebie seksuolog- rzucam w stronę chichoczącego adonisa- Czy kobiety, które mają problem z orgazmem, leczysz tak samo jak mnie?
- Każdy sposób, który pomaga, jest dobry- odpowiada uspakajając się trochę i siada na biurku.
Nie wygląda jednak na to by chciał zapiąć koszulę.
- A co z kobietami, które mają problem z zajściem w ciążę?- pytam, a adonis oczywiście szeroko się uśmiecha- Boże, ile ty masz dzieci?
Na to pytanie też nie odpowiada.
- A jak leczysz kobiety z uczuleniem na wibrator?
Figlarny błysk w jego oku mówi mi, że ta odpowiedź definitywnie mi się nie spodoba.
- To proste. Poświęcam się i ofiaruję im siebie jako kochanka i już nie potrzebują wibratora.
Doprawdy, bardzo logiczne. Że też się nie domyśliłam.
Prycham i opieram się o ścianę, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Czyżby twoja sekretarka miała problemy z tym szczególnym uczuleniem?
- U niej akurat leczę apatię seksualną- odpowiada, łajdacko się uśmiechając.
- No to chyba już ją wyleczyłeś, nie sądzisz?- pytam i przypominam sobie napaloną minę sekretarki, kiedy wpadła do gabinetu odgarniając swoje włosy.
Apatia? Już akurat. W którym miejscu?
- Myślę, że jej kuracja jeszcze trochę potrwa- oświadcza adonis i zeskakuje z biurka- Powinniśmy się jednak zająć uzdrawianiem ciebie.
Kiedy słyszę te słowa, szybko dobiegam do drzwi i otwierając je rzucam:
- Dziękuje bardzo za takie leczenie.
Adonis tylko śmieje się szyderczo i mówi:
- Jeszcze tu wrócisz Lili, zobaczysz.
- Do widzenia- odpowiadam i wychodzę.
Obawiam się jednak, że ten palant może mieć racje.

Data:

 28.06.2007r

Podpis:

 luminka

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=34227

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl