DRUKUJ

 

Potop i Seksmisja razem??

Publikacja:

 07-08-19

Autor:

 blackvinyl
Potop w Seksmisji...



Występują:
Narrator
Kmicic
Wołodyjowski
Oleńka
Kulwiecówna
Anusia
Lamia
Rządząca
Trinity
Neo
Roch Kowalski
2 towarzyszki Rządzącej



AKT 1

Scena 1

Wnętrze. Siedzi Oleńka z ciotką Kulwiecówną. Oleńka robi na drutach, Kulwiecówna czyta książkę.

Narrator:
„Przyszedł nowy rok 1655.Styczeń był mroźny, ale suchy; zima przykryła Żmudź świętą grubym na łokieć, białym kożuchem. Zwierz zbliżał się do mieszkań ludzkich, a ubogie, szare ptactwo stukało dziobami do szyb szedzią i śnieżnymi kwiatami okrytych.” <dźwięk tłuczonego szkła>

Kulwiecówna:
Pamiętaj Oleńko:, „Lecz zaklinam- Niech żywi nie tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec
A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga rzucone na szaniec!”

Narrator:
„Była to urodziwa panna o płowych włosach, bladawej cerze i delikatnych rysach. Testament przeznaczał ją na żonę człowieka, którego nie widziała od lat dziesięciu...”

Oleńka:
Gdzie on jest i jaki on jest i jaki on jest? Bywaj junaku! Bo nie masz nic gorszego w świecie nad oczekiwanie!



Narrator:
„Wtem, jakby w odpowiedź wołaniu, z zewnątrz, właśnie z owych śnieżnych dalekości nocą pokrytych, doszedł głos dzwonka.” <dźwięk dzwonka od roweru>

Oleńka na ten dźwięk zrywa się z krzesła, łapie za serce i wpatruje się w drzwi.
<muzyka w tle: Rambo>
Nagle na scenę wyskakuje Kmicic bardzo pewny siebie. Zobaczył Oleńkę, klęka przed nią, całuję rączkę

Narrator:
Kmicic przypadł jej do nóg i zaczął całować po rękach. Ręce Oleńki były zimne jak ręce węża...


Oleńka sama do siebie:
Dziadziuś ten testament pisał chyba w Prima Aprilis!

Kmicic:
Zima znów pięknie tak,
Jasno, choć słońca brak,
Biały puch srebrzy się
Gdy wstaje nowy dzień.
Dzisiaj spotkamy się
Znowu zobaczę Cię
W sercu mym kwitną bzy
Bo ze mną jesteś TY ...
Choć za oknem mróz i zima
W moim sercu wiosna jest
Wszyscy marzną wszystkim zimno
A mi nie, bo Kocham Cię!

Kmicic i Oleńka wychodzą, <muzyka w tle: Love me tender> Ciotka wychodzi powoli, kręcąc głową.


Scena 2.

Narrator:
Lecz wtenczas swawoliła się kompania kmicicowska. Lubicz stał się prawdziwą sceną polityczną, jaką obserwujemy współcześnie. W odwecie zbuntowani Burtymowie położyli kres tym hulankom i rozbojom, zabijając kmicicowskich kompanów. Andrzejku! <rozpacz> „Skarżysz się, że znosisz krzywdy i niesprawiedliwość... Pamiętaj, że największym nieszczęściem jest je wyrządzać!”
I ruszył z odwetem na Wołmontowicze.

Na scenę wbiega oszalały Kmicic, krzyczy

Kmicic:
Królestwo za konia!


Ktoś z publiczności:
A osioł może być?

Kmicic:
Jasne! Wchodź na scenę!

Oszalały Kmicic wybiega ze sceny z szablą uniesioną w ręku. <piosenka w tle: „Taniec z szablami’ Aczaturian> Odgłosy walk na sceną. Narrator wchodzi na scenę, boi się, zza sceny wyrzucają części zbroi. Wbiega Kmicic z Oleńką, która jest związana. Narrator w szoku do Kmicica:

Narrator:
Co Ty robisz?!

Kmicic:
Porwałem ją!

Narrator:
Aha! Do publiczności:
Kmicic porwał Oleńkę!

<muzyka w tle „Ja jestem Macho”> Wchodzi Wołodyjowski, prosi o oklaski. Wyciąga w stronę Kmicica dwa nagie miecze i rzuca je.

Wołodyjowski:
Przybywam...

Kmicic przerywa:
Ho! Nie na wielkoluda wasz mość wyglądasz! Spodziewałem się zacniejszą figurę znaleźć...

Wołodyjowski do siebie:
Dał Ci Bóg nikczemną postać, jeśli się ludzie będą Ciebie bali, to się będą z Ciebie śmiali... A więc!!

Kmicic:
Wyzywasz mnie na pojedynek?

Wołodyjowski zażenowany:
Każdy głupek wie, że o to chodzi!

Kmicic:
Nie trać czasu! Kończ waść! Wstydu oszczędź!

Wołodyjowski:
Ale to miało być zadeklarowane pod koniec pojedynku...

Kmicic:
Ach ten Sienkiewicz! Broń się!


Zaczyna się walka- odgłosy walki. Nagle Oleńka rozwiązuje się, chwyta pompony, śpiewa z piosenka <muzyka w tle: Go go go! Ale ale ale!> skacze po całej scenie. Wołodyjowski i Kmicic stoją zażenowani.

Kmicic:
Te Oleńka! Kończ! Wstydu oszczędź!


Oleńka wybiega z płaczem ze sceny. Nagle zaczyna padać śnieg. <muzyka w tle: „Last Christmas> Wołodyjowski i Kmicic telepią się z zimna.


Kmicic:
Te Michałku, lepiej stąd spadajmy! Zamarzniemy na śmierć! AAAAAAAAA!!!


Panika. Wołodyjowski stoi jak słup soli, gdyż już zamarzł. Kmicic wynosi go ze sceny.
Wchodzi narrator ubrany w czapkę, kurtkę i szalik.

Narrator:
Nasi bohaterowie nie wiedzieli, że zbliża się Dzień Niepodległości. Kosmici oziębili całą planetę, by wyniszczyć ludzkość oraz istoty żywe... Jednak, gdzie diabeł nie może, tam babę pośle!

<muzyka w tle: Z archiwum X>





AKT 2

Scena 1.

Kmicic za sceną:
Michałku! Ciemność! Widzę ciemność! Ciemność widzę!


Wybiega na scenę w zielonym kitlu. Krzyczy.

Kmicic:
Nie ma mężczyzn? A dlaczego tu nie ma okien? A dlaczego tu nie ma klamek?!


Wchodzi zaspany Wołodyjowski także w zielonym kitlu.

Wołodyjowski:
Andrzejku! Co się dzieje? No, o co chodzi? Przecież miało być tak pięknie... Wywiady miały być...



Wchodzi Lamia

Kmicic:
No nie wytrzymam! Permanentna inwigilacja! No nie wytrzymam!


Wołodyjowski:
Andrzejku! Spokojnie! Zaraz się wszystko wytłumaczy! Jak Ci na imię mości panienko? I co się stało?

Lamia:
Jestem Lamia. W wyniku hibernacji ciała przetrwaliście waszą wojnę, spowodowaną przez kosmitów, sprowokowanych przez Muldera i Scully. Jest rok 2040.

Kmicic:
O rety! Przetrwaliśmy rok szatana! 1666!

Wołodyjowski:
I spalenie Londynu!

Lamia:
Londynu już nie ma, tak jak i Warszawy, żadnego miasta! Jesteśmy w podziemiach!


Kmicic i Wołodyjowski stoją przed Lamią z otwartymi ustami.

Lamia:
Uśmiechnijcie się! Najgorsze jeszcze przed wami! Idziemy przed sąd!

Kmicic:
W życiu! Po moim trupie!


Lamia wyciąga pałkę i bije nią Kmicica.

Kmicic:
Kobieta mnie bije! Poddaję się! Dajcie mi wszyscy święty spokój!


Wychodzą.









Scena 2.


Wchodzi Rządząca, z nią kilka dwie towarzyszki Rądzącej <muzyka: „Dziewczyny są gorące”>
Siadają za ławką. Lamia wprowadza Kmicica i Wołodyjowskiego.

Rządząca:
Obecnie wszystkie stoimy twardo i pewnie na gruncie umożliwiającym nam niedopuszczenie do zarazy, której na imię mężczyzna, i na którą jesteśmy wszystkie uodpornione!

Kmicic:
Wiem! Wiem! Sfiksowałyście, boście dawno chłopa nie miały! Chłopa wam trzeba!

Rządząca:
Mężczyźni wyginęli!

Wołodyjowski:
Wyginęli? Przecież to nie były mamuty! A co z historia? Z Adamem z Raju, z Mieszkiem I, z Kopernikiem...

Rządząca zrywa się z miejsca:
Kopernik była kobietą!

Wołodyjowski:
A Małysz też?

Rządząca:
Małysz też!

Kmicic:
A może Maria Curie- Skłodowska też?

Rządząca:
Też! A Oleńka była z Rochem Kowalskim!


Kmicic opada oszołomiony w ręce Wołodyjowskiego <muzyka: marsz pogrzebowy>

Wołodyjowski krzyczy:
Andrzejku! Przecież gdzieś musi istnieć inny lepszy świat! Jesteśmy w Matrixie!


Na scenę wchodzi Neo i Trinity <muzyka z Matrixa>



Neo i Trinity:
Wy wszyscy jesteście w Matrixsie. Mamy dwie tabletki. Jedna czerwona, druga niebieska... <reklama mentos>

Kmicic i Wołodyjowski:
Znamy tę bajkę! Dawaj wszystkie!


Rzucają się na nich, uciekają za scenę. Wszyscy ich ścigają. Scena pusta. Nagle słychać eksplozję <wybuch bomby atomowej>




AKT 3.


Scena 1.


Narrator wchodzi, otrzepuje się z pyłu.

Narrator:
Nasi bohaterowie zjedli całe opakowanie! Jejku! Gdzie oni teraz się znajdują?

Wychodzi przygnębiony
<muzyka: marsz weselny> Na scenę wchodzi Oleńka pod rękę z Rochem, Kulwiecówna, Anusia. Wpada Kmicic z Wołodyjowskim nadal w kitlach.

Kmicic:
Cofnęliśmy się w czasie! Oleńkoooooooo! Hej Michałku! Daj gwintówkę! Niechaj strącę tę makówkę!


Wołodyjowski zmieszany szuka wokoło broni. Nie mając nic innego, podaje mu leżącą szablę.

Narrator pełen przejęcia:
Kmicic wyciągnął szablę i strzelił!!!!!!


Chwila milczenia. Wszystkie głowy są zwrócone na narratora.

Wszyscy:
Strzelił?!


Narrator speszony wyciąga pistolet na wodę i rzuca Kmicicowi. Ten opryskuje Rocha wodą. Nagle z hukiem wpada Lamia, Rządząca z towarzyszkami.

Lamia, Rządząca, 2 towarzyszki krzyczą:
Mężczyzny! Mężczyzny!


Porywają za scenę Rocha, który krzyczy. Kmicic bierze pod rękę Oleńkę i zadowolony prowadzi ją za scenę, ona stawia opory. Dziewczęta wszystkie wychodzą. Zostaje sam Wołodyjowski.

Wołodyjowski:
Mój Ty Michałku! I znów sam jak palec! Dum spiro, spero...

Narrator:
Dopóki oddycham, nie tracę nadziei...

<muzyka: „Dziewczyny, które mam na myśli”>
Wołodyjowski siada osamotniony. Nagle na scenę wychyla się Anusia.

Anusia:
Michałku!”A gdy serce Twe przytłoczy,
Myśl, że żyć nie warto,
Z łez ocieraj cudze oczy
Chociaż Twoich nie otarto...”


Wołodyjowski zrywa się z miejsca i krzyczy.

Wołodyjowski:
Anusia!!

Anusia robi to samo, spowolnione tempo <muzyka:We are the champions >
Tuż przed Wołodyjowskim Anusia wyciąga zza pleców schowany olbrzymi wałek i krzyczy.

Anusia krzyczy:
Obcych bab Ci się zachciało?! I jeszcze tuje sprowadzasz?! A masz!!!


Wołodyjowski ucieka, krzyki poza sceną. <muzyka: z Matrixa>

Mówią:
Jaki z tego morał mamy?


Wychodzą teraz wszyscy na scenę.

Wszyscy:
Pamiętajcie! Liga broni, liga radzi, liga nigdy Cię nie zdradzi!!!


<muzyka: „Hej sokoły”>

Data:

 kwiecień'07

Podpis:

 blackvinyl

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=35928

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl