DRUKUJ

 

Kamila

Publikacja:

 03-12-12

Autor:

 daisy
Siedział przy barze, skulony we własnych myślach, daleko od rzeczywistości. Myśli uderzały go od środka, wielkie kłębowisko kąsających i syczących węży. Nie mógł nawet zamknąć oczu i spokojnie pomyśleć, ciągle zsssss....
- Podać panu coś? – usłyszał z zaświatów.
- Piwo...duże... – wyszeptał.
Ręce mu drżały. „Co ja robię? Przecież jestem alkoholikiem. Nie wolno. Tyle już wytrzymałem.” W tym czasie barman postawił przed nim kufel. Widział brunatny płyn pokryty jasną pianką. Patrzył w głąb szklanki i przypominał sobie piwne, roześmiane oczy. Patrząc w nie mówił: „Mam wszystko! Piękną i mądrą dziewczynę, pracę i przyjaciół.” Mimo woli uśmiechnął się na wspomnienie tych słów.



Otworzyła drzwi i rzuciła torebkę na łóżko. Zdjęła szpilki, kurtkę i z ulgą usiadła na kanapie. „Kolejna randka w ciemno” – pomyślała. – „Palant. Szkoda, że jeszcze mnie o darmową obronę nie poprosił. Tylko tego brakowało. Już mu chyba wszystkie paragrafy wyjaśniłam.” Masowała swoje stopy, nabrzmiałe od kilkugodzinnego marszu w szpilkach. Nie miała ochoty na nic. Powoli wstała i sięgnęła po płytę. Patrzyła się na rząd równo stojących pudełek i na chybił trafił sięgnęła w końcu po jedno z nich. „Tak, to mi poprawi humorek. Żywe i rytmiczne. Po tym facecie, nudnym jak budyń, przyda mi się.” Z odtwarzacza popłynęły szybkie i rytmiczne dźwięki Joe Cockera. Przypomniał jej się koncert. Siedzieli wtedy na rozłożonej kurtce Michała. Kołysali się w rytm muzyki. To chyba tam po raz pierwszy popatrzyli sobie w oczy, chwycili za ręce. To było takie słodkie. Uśmiech przebiegł jej przez twarz.


- Co się chłopcze w to szkło tak zapatrzyłeś? – wyrwał go z zamyślenia głos – Zasnąłeś czy co?
Spojrzał półprzytomnie na człowieka na przeciwko i za chwilę na szklankę. Wciąż szarpały nim dwa uczucia. Z jednej strony szklanka ciągnęła jak magnez, a z drugiej... Przypomniała mu się siostra, którą uderzył zaraz po odwyku. Miał wtedy ochotę pobić każdego, chwycić za gardło, obrzucić błotem. „Czy teraz mam do tego wrócić?”
- Ja nie powinienem pić. Jestem alkoholikiem. 532 dni nie piję.
- Ciekawe. To co tu robisz? Chyba nie przyszedłeś popatrzeć na piwko. – Mężczyzna w ciemnej kurtce uśmiechnął się złośliwie.
- Przyszedłem się napić, ale myślę, że to był zły pomysł.
- O! Jaki inteligentny chłopczyna. Niezły jesteś mały. Ale ja się napiję. Twoje pewnie już ciepłe. Ty, kelner, jeden duży browarek.
Za chwilę na pulpicie stanął duży kufel. Mężczyzna chwycił go szybko i jak do zlewu wlał jego zawartość do swojego gardła. Michał patrzył jak urzeczony. Nieznajomy miał ciemne włosy, lekko zaczerwienioną twarz i podpuchnięte oczy. Ubrany był dość porządnie i nie wyglądał na jakiegoś lumpa. Po prostu kolejny zapracowany człowiek, który przyszedł się odprężyć w pubie. Po chwili mężczyzna zamówił kolejne piwo i odwrócił się do Michała.
- No mały, to gadaj, co ci na duszy leży. Jak wyrzucisz te smuty, to ci się lżej zrobi, a browarek będzie dla mnie.
- Poznałem ją, jak przyszła do zakładu, żeby zrobić zdjęcie nagrobkowe dla swojej mamy. Były wakacje i pracowałem wtedy u fotografa. Była wysoka, spokojna, pełna uroku i zadumy. Mówiła, że matka zmarła po długiej i ciężkiej chorobie. Oczy miała pełne łez. Nie wiem czemu, ale nagle zacząłem odczuwać jej smutek razem z nią. To było takie niesamowite. Kiedy złożyła zamówienie, nie mogłem przestać o niej myśleć. Jakby nieświadomie rzuciła na mnie urok.
- I co byliście razem?
- Tak. Aż trudno mi było w to uwierzyć, ale ona się zgodziła pójść na koncert, później na kawę i tak jakoś zaczęło się wszystko rozwijać.
- A teraz rzuciła cię?
- To nie takie proste. Ona jest starsza o jakieś 9 lat. Nie wiem czemu zaczęła się ze mną spotykać. Do dzisiaj nie potrafię tego zrozumieć. Młoda prawniczka, początek kariery i jakiś chłopaczek, który ledwo zdał maturę. Przecież to bez sensu. Ale wtedy tego nie rozumiałem. Zakochałem się.


Podeszła do szafki i wyjęła stos akt. Rzuciła je na kanapę. Ponownie podeszła do regału i wzięła gruby kodeks. Czekało ją trochę pracy. Musi jeszcze raz zebrać wszystkie dane i przygotować się do mowy końcowej. Otworzyła pierwszy skoroszyt. Zaczęła czytać równe rzędy literek. „Obywatel Jarosław S. Będący pod wpływem alkoholu zaatakował swoją konkubinę nożem kuchennym...”. Nie mogła się skoncentrować. Minął już miesiąc od czasu jej rozstania z Michałem. Wiedziała, że dobrze zrobiła, ale brakowało jej tej radości i uśmiechu, wspólnych spacerów i rzucania się poduszkami. Odmłodniała przy nim o kilka lat. Właściwie czuła się jego rówieśniczką. Zakochała się, ale przecież ktoś musiał być rozsądny i zakończyć to, co było niemożliwe na dłuższą metę. „Gdyby on nie był taki zaangażowany, może pociągnęłabym to dłużej.” – myślała – „ Nie, nie pora na roztrząsanie całej sprawy. Muszę wziąć się do pracy. To mi pozwoli zapomnieć o pustce, która ogarnia moje serce, o samotności. Tylko dlaczego on tak ją potraktował na koniec? To wisi nade mną jak przekleństwo. Przecież dałam mu tyle z siebie.”



Michał jeszcze raz spojrzał na kufel z piwem. Odeszła mu już chęć napicia się. Przesunął naczynie w stronę sąsiada.
- Jak chcesz, to bierz.
Mężczyzna popatrzył z lekkim, ironicznym uśmiechem, ale wziął szkło i podniósł je, żeby wypić zawartość.
- Nawet nie takie złe. No skończ wreszcie. Nie wypuszczę cię stąd, póki się nie dowiem.
- Spędzaliśmy razem piękne chwile. Była najpiękniejszą kobietą, jaką znałem. Kiedyś wróciliśmy ze spaceru i usiedliśmy obok. Jak zwykle zaczęliśmy się całować, tym razem coraz bardziej namiętnie. Każdy dotyk wywoływał większe pożądanie. Nasze ubrania wędrowały gdzieś w otchłań, a ciała stawały się coraz bliższe. Jej skóra była taka gładka i pachnąca, jej usta takie gorące. Kochaliśmy się i to było piękne. Leżąc później obok jej cudownego ciała, wyznałem, że jest pierwszą kobietą w moim życiu i zapytałem, co do mnie czuje. „Nie wiem.” – powiedziała – „Nie pytaj. Nie dziś. Celebrujmy nasze szczęście w tej chwili. Cieszmy się nią, póki trwa.” Wracałem do domu na skrzydłach spełnionej miłości. Kręciło mi się w głowie, ale chciałem tańczyć. Zupełnie przypadkiem otworzyłem swój plecak i zobaczyłem białą kopertę. Dreszcz niepokoju przeszedł mi po plecach. Właściwie nie musiałem otwierać. Wiedziałem. „Przepraszam, ale to nie ma sensu... nie kocham cię... zostańmy przyjaciółmi...” Czytałem poszarpane wyrazy, między kolejnymi łzami, które kapały na kartkę. Wiem, że faceci nie płaczą, ale ja nie mogłem się powstrzymać. Spadłem z nieba prosto na stado jeży i bolało mnie, jak nigdy wcześniej.
- Nie dziwię się. Dziwka.
- Następnego dnia czekałem na nią przed kancelarią. Zobaczyła mnie i powoli podeszła. „Wybacz mi.” - powiedziała cicho. „Nie! Nigdy! Pożegnalny sex? Za kogo ty mnie masz! I powiem ci coś jeszcze, będziesz sama, na zawsze sama. Życzę ci aby nikt cię już nigdy nie pokochał, abyś spędziła wiele samotnych wieczorów, kiedy nikt nie ogrzeje twojego lodowatego serca.” Odwróciła się wtedy i szybko odeszła.
- Nieźle. Masz młody jaja. Dobrze jej powiedziałeś.
- Nie wiem. Nie jestem pewny... – odpowiedział Michał i wstał zza baru. – Trzymaj się. Już mi lepiej.
Mężczyzna zobaczył, jak spokojnie wyszedł z lokalu i nie myśląc zbyt długo wrócił do rozpoczętego piwa.











Data:

 2003

Podpis:

 daisy

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=3777

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl