DRUKUJ

 

Historia pewnej miłości...

Publikacja:

 03-12-15

Autor:

 Zwyczajnaja
I.

Szła wolno przypatrując się koronom drzew. O tej porze roku drzewa wyglądały wspaniale. Niby dostojne księżne w migocących diademach.
"Ach, jakbym chciała być na ich miejscu" - rozmyślała - "trwać, nie podlegając przemijaniu."
Gdy kontemplowała na ten temat, usłyszała głos
- Uważaj!
Odwróciła się w stronę głosu. Było już za późno. Nieznajomy nieumiejętnie ustawił rower i teraz zarówno on, jak i dziewczyna wylądowali w śniegu.
- Co ty sobie wyobrażasz! - krzyknęła Basia próbując wstać
-Przepraszam - odparł skruszony - widzisz...ten mój rower jest bardzo wysłużony i cóż...nie działają w nim ani hamulce ani dzwonek.
- Ja mogę się przeziębić! - histeryzowała - a nie, przepraszam, właściwie to już jestem przeziębiona. Chciałam urządzić sobie mały spacer w celu zregenerowania sił, a widzę, że moje zdrowie jeszcze się pogorszy!
-Naprawdę cię przepraszam - rzekł młodzieniec lekko rozbawiony - przecież nie zrobiłem tego naumyślnie.
Blondwłosa nastolatka podniosła się z godnością, wytrzepała ubranie. Podniosła na niego swe szare oczy, które pałały gniewem i żalem.
-Może dałabyś się namówić na kawę? Zrekompensowałbym twe straty...moralne.
-Bardzo śmieszne - parsknęła dziewczyna - tak, mógłbyś mnie zaprosić do kawiarni. Przynajmniej zdołałabym jakoś się ogrzać.
-Znam doskonałą kawiarenkę.
-Chodźmy więc - podniósł rower, poprawił włosy - tak na marginesie, mam na imię Andrzej - wystawił dłoń w puchowej rękawicy.
-Basia - przedstawiła się dziewczyna i przyjrzała się Andrzejowi. Miał ciemne włosy, ciepły uśmiech, iskry w brązowych oczach. Był bardzo wysoki.
Szli w milczeniu. Po kilku minutach ich oczom ukazał się mały budynek.
- To tutaj. Wiem, że nie wygląda zbyt okazale na zewnątrz, jednak w środku jest niesamowicie nastrojowo. I ciepło, oczywiście.
Rzeczywiście było tam bardzo przytulnie. Kominek tlił się ciepłymi płomieniami, wszędzie roznosił się przyjemny zapach wędzonki. Blisko paleniska poustawiane były stoliki wraz z drewnianymi krzesłami.
-Prawda, że miło?
-Tak, miałeś rację. - przeniosła na niego łaskawszy wzrok - przynajmniej gust masz nienaganny.
Zajęli miejsce w przyjemnym kącie. Basia zamówiła gorącą czekoladę, Andrzej kawę.
-Jest mi teraz głupio - wyznała dziewczyna. - nie potrzebnie wpadłam w gniew. Ostatnio jestem troszkę rozdrażniona.
-Ależ już się nie gniewam - uśmiechnął się - z resztą, to była ewidentnie moja wina. Chyba muszę poważnie się zastanowić nad zamianą roweru na nowszy model.
-Radziłabym. - zaśmiała się.
Basia spędziła nieoczekiwanie miło czas z chłopakiem. Okazał się błyskotliwy i inteligentny. Zupełnie nie przypominał tego fajtłapy w wielkiej czapie, szaliku i grubych rękawicach. W dobrym nastroju wracała do domu.

II.

Basię niestety po raz kolejny nawiedziła melancholia. Nie lubiła takiego stanu u siebie. Była przygnębiona i matowym wzrokiem przypatrywała się płatkom śniegu opadającym na dachy niczym milion gwiazd.
Chwyciła za słuchawkę. Miała ochotę porozmawiać z przyjaciółką. Cóż za ironia losu! Przecież nie miała żadnej bratniej duszy. Wizualizowała siebie przed telewizorem i ogarnęła ją ogólna niechęć do świata.
Nagle zadzwoniła jej komórka przerywając dekadenckie rozmyślania
- Słucham? - odezwała się ponuro
- Witaj! - usłyszała spokojny, ciepły głos po drugiej stronie linii.
- O witaj, Andrzeju! - powiedziała zdecydowanie weselszym tonem.
- Widzisz, poznałaś mnie - szczerze się ucieszył.
- Jak mogłabym nie poznać skutecznego tępiciela mojego zdrowia - zażartowała
- Jesteś chora?
- Och nie, żartuję - sprostowała - wszystko w porządku.
- Słyszę, że nie jesteś w dobrym humorze. Czy byłbym w stanie poprawić twój nastrój wspólną przechadzką wśród mrozu? Później tradycyjnie wpadlibyśmy gdzieś na kawę.
- Z ochotą przystaję na twoją propozycję.
Chłopak zjawił się pod jej domem niespodziewanie szybko. Gdy ujrzał Basię jego twarz rozświetliła się blaskiem.
Dziewczyna znalazła wreszcie partnera do rozmowy. Szczerze mówiąc z nikim innym nie poruszała tematów filozoficznych, egzystencjalnych. Andrzej miał w sobie harmonię, której chyba nie można było niczym zakłócić. I działał na nastolatkę nadzwyczaj pocieszająco. I to bez zbędnych słów. Wystarczy, że był.
- Andrzej - spytała Basia drastycznie zmieniając temat - ile masz lat?
- Czy to istotne?
- Dla mnie tak.
- Dwadzieścia sześć.
- Trochę dużo - stwierdziła prosto.
- Tylko troszkę.
Zaśmiali się beztrosko. Przy nim czuła się wolna, jak ptak. Po raz pierwszy w życiu...
Spotykali się przez półtora roku. Basia nieoczekiwanie dla siebie samej zaufała chłopakowi. On był pierwszą osobą, której powierzyła wszystkie tajemnice, zwierzała się z wątpliwości, mogła porozmawiać z nim o wszystkim. On stanowił jej odskocznie od szarej rzeczywistości. Ostoję dzięki której mogła zapomnieć o wszystkich problemach. Tak naprawdę Andrzej był człowiekiem bardzo tajemniczym. Nie wspominał zbyt wiele o sobie, o przeszłości, planach na przyszłość. Tylko słuchał z takim dziwnym wyrazem twarzy.
Któregoś dnia Basia zapukała do jego domu. Otworzył jej drzwi. Był niesamowicie zmieszany.
- Myślę, że to nie jest najlepszy moment na odwiedziny
- Czemu?
- Po prostu... - nie dała mu dokończyć, tylko śmiało przekroczyła próg jego domu. Pomieszczenie było bardzo ascetyczne. W centralnym punkcie pokoju stało biurko, szafka na lampkę, w kącie na półce poustawiane książki. Jednak jej uwagę przykuło łóżko. Zbyt duże, jak dla jednej osoby.
Nagle stanęła przed nią rudowłosa dziewczyna z lekko cynicznym uśmieszkiem na twarzy. Jej nos przyozdabiały piegi, oczy świeciły niebiesko. Miała smukłą figurę, jednak nawet przez zieloną, szeroką suknię można było spostrzec zaokrąglony brzuch.
- Kto to? - spytała wpatrując się niewinnie w zakłopotanego Andrzeja
- To nikt. - szepnęła głucho Basia. Po policzkach spływały jej łzy, usta drżały - nikt. A tak chciałam być dla niego kimś.
- Basia - krzyknął chłopak - to nie tak...
- Jakże standartowe słowa - parsknęła nerwowym śmiechem - to nie tak...a jak? Już wszystko zrozumiałam. Tylko czemu tak późno. Teraz wiem, czemu nie chciałeś nigdy zaprosić mnie do domu.
- Kim ona jest, Andrzej - zwróciła się do chłopaka zdenerwowana kobieta - o co jej chodzi?
- kim ona jest? - spytała Basia - kim jest ta kobieta.
- To...moja żona -wypalił - Dagmaro, to Basia
- Niezmiernie mi miło - krzyknęła nastolatka, wybiegając z domu.
Biegła jak opętana mijając ulice. Po policzkach ciekły łzy, których nie zdołało pohamować. Życie przestało mieć dla niej jakikolwiek sens. On był jej całym życiem.
- Basiu, zatrzymaj się proszę! - usłyszała za plecami zdenerwowany głos.
- Powinnam wcześniej się zatrzymać. Wcześniej, nim cię poznałam. Po co pojawiłeś się wtedy na mojej drodze? - odwróciła się do niego - po co kradłeś mi wszystkie sny, wszedłeś z butami do mojego życia?
- Ja cię kocham, nie rozumiesz tego? Walczyłem z tym uczuciem, ale tak się stało! Próbowałem wybić sobie cię z głowy, ale zrozumiałem, że nie mogę bez ciebie żyć! - przekrzykiwał wiatr.
- Nienawidzę cię! - szlochała - nie cierpię cię za to, że cię kocham.
I wtedy to się stało. Nie spostrzegła, że wprost na nią pędził rozpędzony samochód. Nie usłyszała trąbienia przez przenikliwy świst wiatru.
- Basiu! - zdążył krzyknąć Andrzej. Auto przerzuciło dziewczynę na drugą stronę drogi. Jednak kierowca się nie zatrzymał. Wcisnął pedał gazu i odjechał z piskiem bojąc się odpowiedzialności.
Chłopak podbiegł do dziewczyny. Usta spłynęły krwią, cera stała się bielsza od śniegu. Uniósł ją i szlochając kołysał w ramionach.
Pogładził ją drżącą ręką po włosach, po raz ostatni czuł zapach jej perfum.
- Dlaczego? - płakał - dlaczego?
Ostatkami sił otworzyła oczy
- Tak jest lepiej. Tak będzie lepiej. Dla mnie i dla ciebie. Nie płacz, płacz nic nie pomoże. Pocałuj mnie proszę. Ostatni raz.
Przybliżył swoją twarz do jej ust i ich wargi się złączony. Całowali się długo. Tak długo na ile pozwolił im czas. Był to pocałunek przezwyciężający nawet samą śmierć...

Data:

 dzisiaj

Podpis:

 Zwyczajna

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=3861

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl