DRUKUJ

 

Baśniowa Baśń

Publikacja:

 03-06-05

Autor:

 Adalbert
Marek szedł cały czas przed siebie . Nie pamiętał nic prócz straszliwego łomotu. Po pewnym czasie wyszedł z lasu i podążył
w kierunku widocznego z daleka pasma gór. Chłopiec nie wiedział, gdzie jest i jak się tu znalazł, ale jakaś niewidzialna siła ciągnęła go w góry. Po mniej więcej godzinie marszu , Marek zobaczył przed sobą starą drewnianą budowlę bez okien. Drzwi zastępowała na pół zjedzona przez korniki deska. Zaciekawiony chłopiec podszedł bliżej i przez dziurę w ścianie dostrzegł siedzącą na ziemi postać . Uchylił "drzwi" i wszedł do środka.
- Przepraszam - odezwał się - mógłby mi pan powiedzieć w jakiej części kraju się znajdujemy?
Stary człowiek odwrócił głowę w kierunku Marka . Miał krótkie włosy
i duże niebieskie oczy. Ubrany był w stare podarte szmaty, wyglądające na starsze od niego.
- Och, to ty chłopcze , spodziewałem się ciebie.
- Spodziewał się pan? - zdziwił się Marek.
Stary człowiek zignorował pytanie .
- Nie dziwię ci się, że nie wiesz gdzie jesteś. Znajdujesz się w świecie baśni . A ponieważ jesteś w świecie baśni , sam jesteś baśnią ......., a przynajmniej będziesz nią za kilka godzin . Wiem, że tego nie chcesz, więc ci pomogę. Jestem jedną z nielicznych osób, które mogą to zrobić.
- Dlaczego?
- Posłuchaj, bohaterowie epizodyczni baśni nie wiedzą ani nie rozumieją wiele. Na przykład , kiedy chłop, sadzący pomidory, w przerażeniu uciekł przed ogromnym, siedmiogłowym smokiem, to ów chłop umie tylko uciekać przed potworem i sadzić pomidory. Gdybyś zaczął z nim rozmawiać, mogłoby z tego wyniknąć wiele komplikacji. Główni bohaterowie są natomiast zajęci tylko i wyłącznie swoją misją. Ani jedni, ani drudzy nie posiadają siły woli , która pozwoliłaby im czynić coś innego.




W głowie chłopca działy się zupełnie nieokreślone rzeczy.
- "Co ja mam wspólnego z krainą baśni? Czy ten staruszek nie jest przypadkiem nienormalny? A poza tym nie pamiętam nawet , jak znalazłem się w tym dziwnym kraju."
- Jak mogłem znaleźć się w krainie baśni? - spytał wreszcie.
- Mogło do tego dojść na skutek silnego wstrząsu psychicznego lub fizycznego. Mógł to spowodować chociażby wypadek samochodowy.
Chłopiec usłyszał nagle potworny zgrzyt i łomot. Zachwiał się i upadł na ziemię. Po kilku minutach doszedł do siebie . Teraz pamiętał.
Zza zakrętu wyjeżdża czarny bus. Kierowca autobusu skręca i hamuje........, ale za późno. Autokar wpada do pobliskiego rowu. Czarny bus uderza w drzewo. Z bagażnika wypada parę przedmiotów.
- Coś się stało? - zapytał staruszek.
- Już pamiętam! - prawie krzyknął chłopiec - jechaliśmy na zieloną szkołę autokarem. Był wypadek.
- Która była wtedy godzina? - zaciekawił się mężczyzna.
- Nie mam pojęcia - odparł Marek - ale czy to ważne?
- Tak - powiedział starzec - krainę baśni musisz opuścić przed upływem doby od wydarzenia, które cię do niej sprowadziło. Inaczej , staniesz się tylko baśnią.
- Było jasno - rzekł z zatroskaną miną Marek. Ale czy w ogóle mogę wrócić do mojego świata?
- Hm - zamyślił się starzec. Są takie baśnie , o których ludzie zapominają . Wylatują im z pamięci. Wtedy taka baśń powoli umiera, usypia, aż w końcu się rozpływa. Ty jesteś z innego świata i jakaś twoja cząstka została w nim. Gdybyś stał się postacią z takiej umierającej baśni, zniknąłbyś razem z nią, ale pojawiłbyś się znów w swoim świecie, bo tam o tobie pamiętają.
- Jak mam stać się częścią baśni? - spytał zaintrygowany chłopiec.
- W przypadku baśni normalnej to niemożliwe, ale jeśli natrafisz na baśń zapomnianą, nikomu nie będzie przeszkadzał "przechadzający się" po niej chłopiec. - powiedział staruszek. Tak się składa, że wiem o jednej prawie już martwej baśni. Opowiada ona o chłopcu, mieszkającym w górach. Ma on na imię Salwation, choć nikt już tego imienia nie pamięta. Nie mogę zrobić dla ciebie nic więcej. Musisz wejść na najwyższy szczyt widocznych stąd gór. Ruszaj, masz mało czasu.
- Dobrze, ale powiedz, dlaczego ty posiadasz siłę woli o wiele większą niż postacie z baśni, o których mówiłeś? - spytał chłopiec.
- Moja baśń jest nieskończona. Jej autor nie żyje. Mimo to nie mogę się wybrać dalej niż do potoku po wodę, jednak myśli mam wolne. - starzec uśmiechnął się. - Do widzenia niech szczęście ci sprzyja.

* * *

Chłopiec ruszył przed siebie . Wiedział, że czasu ma mało i musi się spieszyć. Po kilkunastu minutach zobaczył przed sobą grubą warstwę śniegu, pokrywającą ogromny obszar ziemi. Sposępniał. Wątpił, czy uda mu się dotrzeć do gór, zanim upłynie doba od wypadku samochodowego.
Zrobił jeszcze krok do przodu i nagle owiał go przerażający chłód. Mimo to ruszył dalej. Po kilku krokach niespodziewanie usłyszał jakiś przytłumiony warkot. Rozejrzał się wokoło i nogi mu zdrętwiały mu tym razem nie z zimna, ale ze strachu. Kilkanaście metrów przed nim stał ogromny biały wilk. Normalnego wilka przerastał co najmniej o pół metra, a szerszy był dwukrotnie. Z pyska kapała mu ślina, a czerwone oczy płonęły jak dwa ogniki. Bestia zawyła, a Marek zauważył, że o dziwo rozróżnia słowa.
- Biali jak śnieg bracia, spieszcie do mnie, bo zwierzyna czeka.
Na ten zew , z oddali dały się słyszeć inne głosy wilków. Wokół zrobiło się jeszcze zimniej, a wiatr zaczął dąć mocniej. Przynajmniej tak wydawało się osaczonemu chłopcu. W myślach szukał ratunku, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Nagle go olśniło! Zwierzęta boją się ognia. Wyszarpnął z kieszeni pudełko zapałek i zapalił jedną z nich. Wilki cofnęły się z respektem. Chłopiec odetchnął z ulgą , ale właśnie wtedy coś uderzyło go w plecy, zwalając z nóg. Zapałka wpadła w śnieg i zgasła. Marek zamknął z przerażenia oczy. W tej samej chwili wilki zastygły w bezruchu. Ciszę przerwał warkot silnika i po chwili z zawiei śnieżnej wyłonił się ślizgacz, wiozący kilku ludzi. Wilki , zerkając na Marka , pobiegły w stronę skutera śnieżnego, wyjąc przeraźliwie. Jeden z mężczyzn krzyknął.
- Uwaga wilki!
Drugi podniósł strzelbę, po czym dał się słyszeć huk. Największa bestia zachwiała się i runęła w śnieg. Reszta wilków przystanęła i wtedy rozległy się kolejne strzały. Kilka zwierząt osunęło się na ziemię. Pozostałe uciekły.
- "Najwyraźniej jestem w jakiejś baśni, rozgrywającej się na Biegunie Północnym" - pomyślał Marek. "Wilki nie pożarły mnie, bo to by było sprzeczne z ich baśnią."
Chłopiec podniósł się ze śniegu . Chciał coś powiedzieć właścicielom ślizgacza, ale ci, nie zwracając na niego uwagi, odjechali. Zawiedziony Marek poszedł dalej.


* * *

W pewnym momencie Marek zobaczył przed sobą jałową ziemię.
- "Kolejna baśń" - pomyślał.
Przed nim znajdowało się małe, staroświeckie miasteczko z drewnianymi domami. Nagle chłopiec usłyszał głośny płacz. Odwrócił się i zobaczył siedzącego na ziemi mężczyznę.
- Uaa, ja już nie wytrzymuję tego nerwowo - załkał mężczyzna - na każdym progu czosnek, a w piwnicy mój kuzyn......., nieee mogęę.
- Bardzo mi przykro, ale się spieszę - powiedział chłopiec. Do widzenia.
- Wszyscy tak mówią - zawył jeszcze głośniej nieznajomy - a ja jestem taki samotny, nie zostawiaj mnie samego.
- Ale co ja mogę dla pana zrobić?
- Nie mam żadnych przyjaciół - powiedział ze smutkiem mężczyzna.
- " I wygląda na to, że rozumu też" - pomyślał chłopiec, ale mimo wszystko zrobiło mu się żal rozpaczającego człowieka.
- Niech pan zrozumie, chętnie bym został , ale ja nie jestem z tego świata i jeśli się nie pospieszę, to zostanę tu na zawsze.
- To wspaniale - zawołał mężczyzna, cały rozpromieniony. - Przyjaciele na zawsze. Mówisz, że nie jesteś stąd. Mój autor był pewnie z twojego świata .
- Wiesz o swoim autorze i o tym, że jesteś baśnią? - ciekawość zwyciężyła nad pośpiechem.
- Ten, kto mnie napisał był wampirem.
- ....Kim?! - krzyknął chłopiec.
- Wampirem .- odparł spokojnie mężczyzna. Systematycznie prowadził pamiętnik. Zapisywał wszystkie swoje uczucia. Dlatego ja i mieszkańcy tego miasta mamy własną siłę woli. Pochodzimy z tego pamiętnika.
Chłopiec był bardzo zadowolony, że spotkał jakąś "normalną" istotę w tej krainie, a raczej w zbiorze krain. I właśnie wtedy przyszła mu do głowy pewna myśl.
- Jeśli właściciel pamiętnika, z którego pochodzisz , był wampirem to ty...
- ..jestem wampirem również - powiedział mężczyzna.
Marek zbladł. Cofnął się o krok.
- Chodź - zachęcił wampir- pokażę ci mój zamek.
- Bardzo chętnie, ale.....- zaczął chłopiec.
- Spieszysz się do jakiejś baśni? - zapytał .
- Tak rzekł chłopiec.
- No to się nie martw , w mojej krainie - wskazał ręką dookoła - czas liczony jest zupełnie inaczej niż w pozostałych częściach krainy baśni. Mógłbyś tutaj zostać rok, a nie straciłbyś ani minuty.
Chłopiec wzdrygnął się na myśl , że miałby spędzić ze spotkanym osobnikiem cały rok. Wampir miał pociągłą , bladą twarz ze spiczastym nosem i czerwonawymi oczami. Był wysoki i chudy. Nosił staroświecki frak z błyszczącymi guzikami. Nazywał się Arnold Długozębny. Był kawalerem Orderu Długozębnych oraz honorowym obywatelem Nowej Transylwanii.
- Za co dostaje się Order Długozębnych? - zapytał Marek.
- Na ogół za zasługi dla rodziny - odparł Arnold - chodźmy do samochodu.
Za ostatnim domem stało coś , co przypominało starą pralkę.
- Samochodu? - zdziwił się chłopiec.
- Odziedziczyłem go w spadku po moim dziadku , a on po swoim i tak mniej więcej przez dziesięć pokoleń.
Chłopiec wątpił , czy wehikuł z epoki kamienia łupanego w ogóle ruszy, ale nie wyrażał swojej opinii przy Arnoldzie. Wampir wyglądał na bardzo przywiązanego do swojego samochodu.
Po godzinie jazdy pojazd , dysząc i strzelając kłębami dymu w powietrze , zatrzymał się przed ogromnym zamkiem. Budowla miała niezliczoną ilość wieżyczek z różnymi chorągwiami na czubku. Niektóre były czarne, a na innych znajdowały się kolorowe herby. Marek wypatrzył kilka flag, będących zwykłymi prześcieradłami.
- Czemu te chorągwie są tak różne? - zapytał Marek.
- Pomyślałem, że w ten sposób zamek stanie się ciekawszy.
- " No to źle sobie myślałeś". - uśmiechnął się do siebie Marek.
Wampir zaprowadził chłopca do wielkiej sali, pełnej najróżniejszych obrazów.
- Oto laureaci Orderu Długozębnych - rzekł wampir - wszyscy to wampiry, z jednym wyjątkiem.
W rogu sali wisiał portret małego chłopca.
- To najmłodszy kawaler Orderu - powiedział Arnold - dostał go za...., dobrze nie pamiętam. Ale oto portret mojej ciotki, order otrzymała za przyrządzenie jedynej w całej historii wampirów zupy z czosnku.
- Myślałem, że nie lubicie czosnku - zdziwił się chłopiec.
- Właśnie dlatego ta potrawa była taka wyjątkowa- odparł Arnold .- Ale teraz połóż się spać , jutro oprowadzę cię po innych częściach zamku.
Rano chłopiec zjadł śniadanie i właśnie chciał wstać od stołu, gdy wampir powiedział.
- Wiem, dlaczego tak się spieszyłeś, gdy mnie spotkałeś po raz pierwszy. Chcesz dotrzeć do baśni o Salwationie, by wrócić do swojego świata. Zgadłem?
- Tak. Odparł Marek.
- Posłuchaj, chętnie ci pomogę , ale to będzie trudne - rzekł wampir - u mnie w lochach mieszka akurat mój kuzyn z Transylwanii. Jest lotnikiem i ma własny samolot. Jego dwór jest właśnie w remoncie, więc nie będzie korzystał z maszyny przez najbliższy miesiąc. Problem polega na tym, że nie będzie ci chciał pożyczyć samolotu. On jest wampirem groźnym dla ludzi, więc....... . schowaj się właśnie idzie.
Marek błyskawicznie wskoczył pod stół.
- Co dzisiaj na śniadanko? - zapytał jakiś piskliwy głos.
- Eee..
- Widzę, że już jadłeś - ponownie odezwał się głos.
- Myślałem, że już nie przyjdziesz - powiedział Arnold.
- A czemu jadłeś z dwóch talerzy? - podejrzliwie powiedział nowoprzybyły - kto tu jest? Pachnie jak człowiek!
- Ależ skąd - wyjąkał Arnold, upuszczają garnek z gorącą herbatą.
Druga postać odruchowo schyliła się po leżące na ziemi naczynie i wtedy jej wzrok padł na siedzącego pod stołem chłopca. Marek zerwał się i pobiegł ku drzwiom. Kuzyn Arnolda ruszył za nim. Chłopiec opuścił zamek i wtedy zobaczył samochód Arnolda. Wskoczył do środka i przekręcił kluczyk. Pojazd ani drgnął.
- No jedź - wyszeptał, ale samochód najwyraźniej nie chciał ruszyć. Z silnika buchnęła para, potem dał się słyszeć syk. Przepalił się akumulator. Wampir dopadł już samochodu . Chłopiec postanowił walczyć do końca. Z całej siły walnął napastnika drzwiami. Ten krzyknął i przewrócił się na ziemię. Jakaś grupka turystów przystanęła w oddali, patrząc oniemiałym wzrokiem na tę scenę. Marek rzucił się w ich kierunku. Jednak, gdy tylko zrobił krok , kuzyn Arnolda podstawił mu nogę. Chłopiec padł twarzą na kamienie. Wampir przygwoździł go swoim ciężarem do ziemi.
- Jesteś martwy - syknął i podniósł rękę , by zadać cios.
Wtedy coś śmignęło w powietrzu i napastnik padł bezwładnie.
- Nic ci nie jest? - spytał Arnold, ściskając w ręku miotłę - chyba nie sądziłeś, że pozwolę mu spożyć cię na kolację.
- Co to? - zapytał oszołomiony Marek, wskazując na miotłę.
- Mam kilka latających mioteł - powiedział - w mojej rodzinie było zdarzały się czarownice.
Jeden z turystów podbiegł do chłopca i wampira.
- Co tu się dzieje? - krzyknął.
- Ach, już wszystko w porządku - powiedział Arnold - to mój kuzyn z Transylwanii. Jest bardzo porywczy.
- Kim pan jest?
- Kawalerem Orderu Długozębnych i honorowym obywatelem Nowej Transylwanii. Ludzie nazywają mnie po prostu wampirem.
- Nie wszystkie wampiry są niebezpieczne - zapewnił chłopiec - ludzie oceniają Długozębnych zbyt pochopnie.
Turysta wyglądał na kompletnie osłupiałego.
- Gdzie pan teraz spędza wakacje? - zapytał turystę Marek.
- W miasteczku nie opodal stąd.
- Sądzę, że mógłby pan powiedzieć mieszkańcom tego miasteczka prawdę o Długozębnych. Oni nie są niebezpieczni.- zakończył dobitnie chłopiec.
Arnold z Markiem pobiegli do stojącego nieopodal samolotu szalonego kuzyna.


* * *

- Dziękuję, że powiedziałeś tym ludziom prawdę o Długozębnych - powiedział Arnold - ale co to?
Silnik, starego samolotu zacharczał.
- Brakuje nam benzyny - krzyknął wampir - nie dolecimy do baśni
o Salwationie!.
- Gorzej , rozbijemy się - wrzasnął chłopiec.
Samolot zaczął pikować w dół. Wampir przemienił się w nietoperza. Maszyna zaczęła wirować wokół swojej osi. Chłopiec stracił równowagę i uderzył głową w ścianę.









* * *

Wokół było pełno porozrzucanych części autobusu. Nad Markiem pochylała się cała jego klasa .
- Nic ci się nie stało? - zapytał Łukasz.
- Nie nic, wszystko w porządku - odparł Marek.
Nagle jego łokieć trafił na jakiś przedmiot. Była to książka . Musiała wypaść z samochodu, który wpadł na drzewo. Chłopiec schował książkę do plecaka.

* * *

Marek siedział w swoim pokoju, przeglądał znalezioną książkę. Opowiadała ona o chłopcu, który na skutek wypadku samochodowego trafił do nieznanej krainy. Od pewnego starca dowiedział się, że aby wrócić do swojego świata musi dotrzeć do baśni o chłopcu Salwationie. Po drodze spotyka niebezpieczne wilki, a potem wyjątkowo uprzejmego wampira. Razem z owym wampirem wyrusza samolotem do zbawiennej baśni. Niestety samolot rozbija się , lecz chłopiec po kolejnym uderzeniu wraca szczęśliwie do swojego świata.
Marek miał dziwne wrażenie, że tę książkę czyta nie po raz pierwszy. Na jej grzbiecie widniał napis - "Baśniowa baśń", Wojtek Gąsior.













Data:

 luty 2002

Podpis:

 Adalbert

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=39

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl