DRUKUJ

 

Monika

Publikacja:

 03-12-23

Autor:

 daisy
Od pierwszego dnia pracy w redakcji wpadł jej w oko. Chyba dlatego, że był to jedyny facet w jej dziale. Uśmiechnął się na dzień dobry, ale nic nie powiedział. Na początku nie miała czasu dobrze mu się przyjrzeć. Tyle się przecież działo: nowi ludzie, nowe obowiązki. Szybko weszła w rytm pracy zespołu. Początkowo nieco się bała, ale kiedy redaktor naczelny docenił jej artykuły, było jej łatwiej. Współpracownicy polubili ją szybko za uśmiech i łagodny charakter. Starała się za bardzo nie wnikać w konflikty międzyludzkie, ale nie dało się nie słuchać zwierzeń koleżanek, które narzekały na mężów, dzieci, ceny w sklepach i wredne teściowe. Po kilku miesiącach również i ona zaczęła opowiadać o swoim życiu poza drzwiami redakcji. Chciała, żeby widzieli w niej człowieka: normalnego, zwykłego, z wadami i zaletami. Mieszkała sama. Nie miała męża czy dzieci, więc trudno było jej rozmawiać na tematy typowe dla matek i mężatek. Starała się podtrzymywać temat opowieściami o swoich problemach z facetami.
Z Dominikiem trudno jej było nawiązać kontakt. Zawsze był trochę nieobecny, zamyślony. W rozmowach nie uczestniczył. O czym miał rozmawiać samotny facet w gronie całego wachlarza kobiecych charakterów? Wolał zamknąć się w swoich własnych myślach i pisać. A tworzył najlepsze reportaże w redakcji. Szef rozpływał się nad jego talentem. Również Monika zazdrościła mu lekkiego pióra. To co czytała, było jej niedoścignionym marzeniem: styl, temat, interesujący komentarz i zaskakująca puenta. Zazdrościła mu. Po kilku miesiącach zaczęła prosić go o pomoc. Wiedziała, że krótkie „rzucenie okiem” może wiele zmienić w jej artykule. Dominik zawsze chętnie jej pomagał. Bywały dnie, kiedy zostawał dłużej, bo ona musiała skończyć jakieś zadanie. Spodobało jej się to. Chyba jednego takiego popołudnia zaczęli rozmawiać o szczęściu. Czym jest, jak je zdobyć. Zrozumiała wtedy, że Dominik jest bardzo wrażliwy, poszukuje ideału i goni za wiatrakami. Zaimponowało jej to.
Monika też nieustannie poszukiwała idealnej miłości i swojej drugiej połówki. Wierzyła w porozumienie dusz i przeznaczenie. Nie pamiętała kiedy poczuła, że zależy jej na Dominiku. Chyba wtedy, gdy zobaczyła jak bardzo przyjaźnie rozmawiał z jedną z koleżanek. Stała z boku i przyglądała się. Widziała te jego błyszczące, niebieskie oczy wyglądające zza szkieł okularów i jasne kosmyki spadające na czoło. Poczuła niesamowity przypływ czułości i iskierkę zazdrości, że rozmawia nie z nią. „Czyżby to on był moim jedynym?”- pomyślała.
Od tamtego czasu starała się znaleźć pretekst, żeby zatrzymać Dominika choćby na chwilę, żeby porozmawiać. Wpatrywała się wtedy uporczywie w jego oczy i rozpływała w marzeniach. Miesiące mijały, a Monika była coraz bardziej zakochana. Próbowała różnych sztuczek, żeby umówić się z Dominikiem poza pracą, ale niestety – jakby nie rozumiał żadnych aluzji. Coraz bardziej nie dawało jej to spokoju. „Przecież muszę coś zrobić. To niemożliwe, żeby on nic nie czuł.” Zbyt dumna była jednak, żeby wyznać mu prawdę. Miała swoją żelazną zasadę, że to nie ona zaczyna. W tym wypadku czuła się jednak bezsilna.
Nadeszła zima. Minął już prawie rok od czasu, kiedy zaczęła pracę. Był to dla niej dobry rok. Czuła się świetnie. Święta minęły pogodnie i w rodzinnej atmosferze. Praca w sylwestrowe przedpołudnie nie była najlepszym pomysłem, ale wiedziała, że jest to okazja do zobaczenia się z Dominikiem. Dzień minął szybko i nawet nie miała okazji z nim porozmawiać. Gdy jednak zobaczyła, że zbiera się już do domu, powiedziała:
- Poczekaj! Ja też już wychodzę.
- OK. To migiem.
Szybko ubrała ciepły płaszcz i owinęła szalik wokół szyi. Wyszli razem
- Jakie plany na wieczór? – zapytała.
- Jak zwykle. Butelka szampana na białej, pustej sali.
- Żartujesz? Żadnej imprezy? A jakbyś się lepiej postarał, to sala nie byłaby pusta.
- A co ty myślisz, że się nie starałem? Jakoś nie ma chętnych.
- Hahaha... Nie ma! Trzeba tylko umieć patrzeć!
- Może masz rację. Nie kłóćmy się. Dzisiaj nie jest dobry dzień. – powiedział jakoś smutno.
Szli równym krokiem przez park. Otaczały ich drzewa przysypane grubą warstwą śniegu. Wtedy wpadł jej do głowy szalony pomysł. „Rozruszam go zaraz.” Zatrzymała się, kucnęła i nabrała trochę białego puchu w ręce. Nawet nie zauważył, że chwilę szedł sam. Gdy się odwrócił, śniegowa kula trafiła go prosto w twarz. Dobrze, że nie miał na nosie okularów, bo pewnie ucierpiały by najbardziej. W pierwszej chwili stał jak zamurowany, ale gdy usłyszał jej śmiech, pochylił się i uformował śnieżkę, którą z ogromną precyzją wymierzył w głowę Moniki. Ta, nie zdoławszy umknąć, również oberwała. Rozpoczęła się wojna: prawdziwe, regularne starcie, przerywane radosnymi okrzykami dwojga młodych, roześmianych ludzi. Kiedy zaczął mieć przewagę, uciekła. Biegła przed siebie, rzucając ukradkowe spojrzenia na znajdującego się za nią chłopaka. Dominik szybko ją dogonił i wielką śniegową kulę rzucił jej na głowę. Nie mogła złapać tchu. Nachyliła się, chwyciła w ręce tyle śniegu ile dała radę i odwracając się do niego twarzą, zasypała mu oczy. Chłopak ze śmiechem otrzepał się i spojrzał na Monikę. Nagle znaleźli się blisko siebie, za blisko, żeby coś zmienić, powstrzymać rozwój wypadków. Ich oczy spotkały się. Czuła, że topi się w błękicie, a narastające między nimi napięcie, jest coraz większe. Pierwsza nie wytrzymała. Zamknęła oczy i lekko musnęła ustami jego usta. Nie odsunął się, nie uciekł. Najpierw delikatnie, potem coraz natarczywiej całowała mu wargi. W końcu oboje otworzyli usta, a ich języki splotły się i poddały fali namiętności. Czuła jak dotyka jej szyi i wplata ręce we włosy. W tym czasie lekko masowała mu kark. Żałowała, że jest zima i nie może poczuć go bliżej. Miała ochotę zrzucić z niego kurtkę i mieć go całego teraz, w tej chwili. Poczuła, że usta Dominika przesuwają się gdzieś w stronę ucha i wtedy dreszcz przeszył całe jej ciało. Było jej gorąco, serce waliło jak oszalałe a przyspieszony oddech zdradzał, jak bardzo chciałaby, żeby ta chwila trwała wiecznie. „Teraz pójdziemy do mnie i będzie jeszcze lepiej.” Pomyślała. Wtedy on oderwał twarz od jej twarzy, ale nie puszczał rąk.
- Dominik. Kocham cię.- wyszeptała – Chcę spędzić ten wieczór na twojej białej sali.
- Tak. Jeden wspaniały wieczór. – odpowiedział.
- Nie jeden, wszystkie, całe życie. Proszę, pozwól mi na to.
- Żartujesz sobie. Myślisz, że cię nie znam. Nasłuchałem się dosyć o twoich rozlicznych zdobyczach. Jesteś najbardziej okrutną kobietą, jaką znam. Najpierw uwodzisz, rozkochujesz w sobie facetów, a później ich rzucasz.
- To nieprawda! – była oszołomiona. Słuchał wszystkich historii, które ona opowiadała w pracy. Wiedział o niej tak dużo. Nie może go teraz stracić.- Po prostu ich nie kochałam. Ale z tobą jest inaczej. Uwierz mi. Proszę.
- Pewnie każdemu mówiłaś to samo. Kobieta – zdobywca. Uwieść i rzucić. Nie, wybacz, to nie dla mnie. Nie zrobisz mi tego. Nie zakocham się w tobie. Nie będę twoją kolejną ofiarą.
Puścił ją, spojrzał jeszcze raz z lekką ironią i delikatnym uśmiechem. Odwrócił się i spokojnie poszedł w stronę domu. Stała tak chwilę, zanim resztki oburzenia i żalu nie wyparują na tyle, żeby zebrać myśli. Nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Bezlitosne ostrze braku wzajemności rozdarło jej – jeszcze przed chwilą tak radosne – serce. Po raz pierwszy w życiu poznała gorycz odrzucenia...

Data:

 2003

Podpis:

 daisy

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=3963

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl