DRUKUJ

 

HISTORIA JEDNEJ MIŁOŚCI

Publikacja:

 07-10-22

Autor:

 Z@BIEL@CZEK
Historia jednej miłości

Agata wyszła spod prysznica. Usłyszała dzwoniący telefon. Podeszła naga do stolika, na którym leżała komórka. Dzwoniła jej matka.
- Cześć, mamo.
- Do ciebie się dodzwonić, to normalnie trzeba mieć nerwy z żelaza – przywitała ją matka. - Chyba już piąty raz próbuję.
- Byłam pod prysznicem.
- Sama?
- Mamo…
- Dobra, dobra, w końcu jesteś już dorosła. Rób, co chcesz, tylko pamiętaj, żebyś mi tu do domu z brzuchem nie wróciła, wstydu przed ludźmi nie narobiła.
- To po to do mnie dzwonisz, żeby mi prawić kazanie?
- Nie, nie po to. Chciałam cię zaprosić na święta. A właściwie nie tyle ciebie, co twojego chłopaka. To znaczy was oboje. Chyba najwyższy czas, żebyśmy go z ojcem poznali. W końcu spotykacie się już blisko rok, więc wypadałoby poznać zięcia. I ludzie zobaczyliby was razem w kościele… Wreszcie przestaliby gadać. Przyjedziecie?
- Jeszcze nie wiem, mamo, prawdę mówiąc, mieliśmy inne plany.
- Jakie?
- Paweł zaprosił mnie w góry?
- W góry! Czy ty się sama słyszysz, Agatko?! W święta w góry! Chyba święta są po to, żeby się spotkać z rodziną, zjeść wspólny obiad, pogadać. To miasto już ci całkiem poprzestawiało w głowie. Zrobiłaś się taka nowoczesna, miastowa. Rodzina już nic dla ciebie nie znaczy? Nie tęsknisz za nami?
- Mamo, przecież dobrze wiesz, że tak.
- Właśnie słyszałam. Przyjedziecie?
- A góry?
- Góry nie uciekną. Chcę was widzieć w święta u nas. To jak?
- Pomyślimy, mamo.
- Byle dobrze. To do zobaczenia, skarbie, w święta. Pozdrów Pawła. Już nie mogę się doczekać, żeby go zobaczyć.
Rozłączyła się. Cała jej matka. Zawsze wszystko robiła w pośpiechu. Nawet nie dała jej szansy, by mogła zapytać, co u nich. Tak było za każdym razem, gdy do niej dzwoniła.
Odłożyła telefon i wzięła ręcznik, by się wytrzeć.
- Nie rób tego – usłyszała cichy, delikatny, proszący szept. Odwróciła się. Przed nią stała Monika. Wpatrywała się w jej ciało jak w ołtarz. Agata czuła jak pod tym spojrzeniem skóra całego ciała drży domagając się pieszczot. Jej pieszczot. Pieszczot dziewczyny, która jako jedyna wiedziała, jak trzeba ją kochać, by miała orgazm. Monika wyciągnęła rękę i delikatnie dotknęła jej pierś. Druga automatycznie powędrowała pomiędzy jej nogi, by najpierw delikatnie, bardzo delikatnie dotknąć jej najczulszego miejsca.
- Kto dzwonił? – zapytała Monika biorąc do ust sterczącą brodawkę nagiej dziewczyny.
- Moja mama. Zaprosiła nas na święta.
Monika zdrętwiała. Wypuściła z ust brodawkę i spojrzała Agacie głęboko w oczy z niemym pytaniem: czy wreszcie przedstawisz mnie swojej rodzinie? Agata bezbłędnie odczytała to pytanie.
- Nie, kochanie, jeszcze nie teraz.
Monika opuściła głowę zawiedziona.
- Dlaczego?
- Nie jestem jeszcze na to gotowa.
- A kiedy będziesz? Chcesz przez całe życie udawać przed nimi, że jesteś hetero, masz faceta, który nazywa się Paweł, bardzo się kochacie, ale albo on, albo ty, ciągle nie macie czasu, by odwiedzić twoich rodziców? Myślisz, że oni się niczego nie domyślają?
- Mam tak po prostu wejść z tobą i przedstawić cię jako mojego chłopaka?
- Dlaczego nie?
- Nie znasz moich rodziców. To byłby dla nich prawdziwy koniec świata. Oni tego nigdy nie zrozumieją.
- To znaczy, że cię nie kochają. Gdyby cię kochali, zaakceptowaliby cię taką, jaka jesteś.
- Łatwo ci tak powiedzieć, bo twoi rodzice nie żyją. Ciekawa jestem, czy gdyby żyli, zrobiłabyś to, czego wymagasz ode mnie?
- Przecież mnie znasz. Właśnie tak bym postąpiła. Wóz albo przewóz. Jestem waszą córką albo już nie.
Agata przypomniała sobie, jak była z Moniką w Krakowie. Był piękny majowy dzień. Mnóstwo ludzi na ulicach. Spacerowały we dwie po mieście. I wtedy, tak znienacka, właśnie wśród tego tłumu ludzi Monika zrobiła coś, czego Agata nie miałaby odwagi zrobić – wzięła ją za rękę. Agata czuła, jak na jej twarzy pojawiają się krwiste rumieńce, szła wpatrując się w chodnik, nie śmiejąc podnieść oczu, żeby nie natknąć się na czyjeś drwiące, zszokowane albo potępiające spojrzenie. Miała nadzieję, że Monika zaraz zwolni jej rękę z uścisku, ale Monika nie puszczała. Szła z podniesioną głową bezczelnie wpatrując się w oczy przechodniów. W pewnym momencie zatrzymała się i najczulej jak tylko potrafiła pocałowała ją z języczkiem, nie zważając na zgryźliwe, wulgarne komentarze. Agacie wydawało się, że świat właśnie dobiegł końca. Ale kiedy otworzyła oczy, on wciąż istniał taki sam, jaki był, gdy je zamykała.
- Kocham cię – wyszeptała Monika.
Ile wysiłku kosztowało ją, by wyznać jej to samo wśród zdumionych spojrzeń gapiów. Później ponownie wzięły się za ręce i chodziły tak już do samego końca wycieczki. Ale to było w Krakowie, w zupełnie obcym mieście.
W Warszawie nigdy nie trzymały się za ręce. Monika chciała zaryzykować, miała wszystko gdzieś. Uważała, że ma takie samo prawo do wyrażania swoich uczuć względem drugiej osoby, którą kochała, jak pozostała część tego „normalnego” świata hetero. Ale nieśmiała, zawsze ostrożna Agata prosiła ją, żeby tego nie robiły. Mówiła, że nie jest jeszcze gotowa, że potrzebuje czasu.
Przed znajomymi nadal utrzymywały swój związek w wielkiej tajemnicy, chociaż takiej rzeczy nigdy nie da się ukryć tak do końca i kilka zaufanych osób o tym wiedziało.
- Za rok też będą święta – powiedziała nieśmiało Agata.
- Nawet wcześniej, bo w grudniu. I wtedy też powiesz mi dokładnie to samo: nie jestem jeszcze na to gotowa. A ja nie chcę dłużej czekać, żyć w zakłamaniu, ciągłym ukryciu, przedstawiać cię jako swoją koleżankę, wychodzić z tobą tylko tam, gdzie nie ma naszych znajomych. Chcę wreszcie oznajmić całemu światu: jestem innej orientacji seksualnej, to jest Agata, najwspanialsza dziewczyna na świecie, moja życiowa partnerka, kocham ją. Chcę móc wyjść z tobą na spacer, trzymać cię za rękę, móc się do ciebie przytulić, kiedy i gdzie tylko mam na to ochotę i nie słyszeć tych urągliwych wyzwisk skierowanych pod naszym adresem przez ludzi, którym wydaje się, że są od nas lepsi, a z których każdy równie dobrze mógłby być na naszym miejscu. Oni nawet nie zdają sobie z tego sprawy.
- Nic na to nie poradzimy, że żyjemy w tak mało tolerancyjnym świecie.
- Nic, jeśli cały czas będziemy w ukryciu. A ja nie chcę przez całe życie nie móc powiedzieć, że mam takie same uczucia jak inni. Albo może mam wyjść za mąż, dać zrobić sobie trójkę dzieci i udawać przed ludźmi, że jestem taka sama, jak reszta? Mam to zrobić ze strachu? Z pewnością tak byłoby o wiele wygodniej. Wiem, że wiele kobiet tak postępuje. Przez całe życie cierpią, są nieszczęśliwe, ale mają spokój, nie są wytykane palcami. Ale ja, skoro urodziłam się, by kochać kobiety, to nie będę zmuszać się do sypiania z facetami tylko dlatego, że większość kobiet tak robi, bo tak trzeba. Rozumiesz?
Kto mógłby ją lepiej zrozumieć od niej.
- Chciałabym być tak odważna, jak ty – wyznała Agata.
Przypomniała sobie, jak się poznała z Moniką. Była już trzy lata w Warszawie, rodzice ciągle napastowali ją, by wreszcie znalazła sobie chłopaka, jakby coś podejrzewali, ale nie dopuszczali tej myśli do siebie odrzucając ją natychmiast jako nieprzyzwoitą. Na dyskotece poznała chłopaka - Pawła. Miał dziewczynę, której zazdrościli mu wszyscy koledzy. Była wysoka, miała długie, bujne blond włosy, piersi, które ogólnie uznawano za idealne, płaski brzuszek, który trudno było uzyskać nawet regularnie ćwicząc na siłowni, pośladki i nogi, które nie mogły przejść niezauważone. Paweł był niczym niewyróżniającym się z tłumu chłopakiem i nikt z jego znajomych nie mógł zrozumieć, dlaczego taka dziewczyna zadaje się z takim przeciętniakiem. Po cichu szeptano, że musi mieć nieprzeciętny sprzęt, bo z pieniędzmi to było u niego całkiem przeciętnie. Ale Agacie wystarczyło jedno spojrzenie w oczy Joasi, by w mig zrozumieć, co jest grane. Jeszcze tego samego wieczora dowiedziała się od niej, że Paweł jest jej przykrywką, prawie doskonałą, bo był praktycznie pozbawiony temperamentu i nie musiała zbyt często zmuszać się, żeby z nim sypiać. A nawet, gdy już to z nim robiła, to i tak korzystała ze swojej bujnej wyobraźni i wyobrażała sobie, że robi to z koleżanką ze studiów albo, co miało miejsce najczęściej, z szalenie atrakcyjną panią doktor, swoją wykładowczynią, która niestety była hetero.
Joasia bardzo się jej podobała, ale to chyba nie była ta dziewczyna, z którą chciała spędzić resztę życia. Jednak chwilowo zapełniła lukę w jej uczuciach. Mogła z nią porozmawiać, miło spędzić czas, nie czuć się samotna. Poza tym z czasem, kto wie, mogło się pojawić jakieś uczucie, mogła przecież być w błędzie.
Po dwóch tygodniach zaczęły ze sobą sypiać. To właśnie z nią przeżyła swój pierwszy raz. Pierwszy raz z kobietą. Bez żadnej miłości. Było jej sto razy lepiej niż z chłopakiem, któremu kiedyś pozwoliła się kochać, by się upewnić, czy na pewno nie interesują ją osobnicy odmiennej płci. Od tamtego czasu Joasia, pod naciskiem Agaty, obiecała jej, że już nigdy nie zrobi tego z Pawłem. Spotykały się w jego mieszkaniu, kiedy ten był w pracy.
Pewnego dnia Paweł najwidoczniej nie poszedł do pracy, bo zastała go, jak namiętnie pracował językiem na łóżku między nogami zachwyconej Joasi. Agata po raz pierwszy w życiu była świadkiem zdrady. Jednocześnie była również osobą zdradzaną. Nie mogła uwierzyć własnym oczom w to, czego była świadkiem. O wiele mniej zabolałoby ją, gdyby Joasia robiła to z inną dziewczyną. Ale zdrady z mężczyzną nie mogła jej wybaczyć.
Wyrwała kartkę z zeszytu i napisała szminką do ust: O kim wtedy myślałaś, gdy to z nim robiłaś? O mnie? Czy może o kimś innym? Zdradziłaś mnie podwójnie za jednym razem?
Kartkę zostawiła w bucie Joasi. Wyszła z mieszkania półprzytomna i oprzytomniała dopiero w jakimś barze. Postanowiła, że upije się do nieprzytomności. Barmanką była atrakcyjna szatynka w jej wieku, z tatuażem nad pośladkami, która jakoś dziwnie jej się przyglądała.
Tak samo dziwnie przyglądała się jej kilka godzin później w swoim mieszkaniu, kiedy zupełnie pijana Agata spowiadała się jej ze swojego dotychczasowego życia, które było jednym wielkim pasmem sukcesów w pracy i sromotną porażką w życiu osobistym. Monika świetnie ją rozumiała. Jedynym jej komentarzem było mocne przytulenie Agaty, która właśnie w tamtym momencie poczuła to ukłucie w sercu i wilgotność pomiędzy udami.
Kochała się z nią całą noc tak czule i namiętnie, jak może kochać tylko kobieta kobietę. Rano Monika zaproponowała jej, by się do niej wprowadziła. Agata zgodziła się natychmiast. Od tamtej chwili czuła się jakby znowu miała naście lat.
Agatę wyrwał z zamyślenia głos Moniki:
- Jesteś odważna.
- Akurat.
- Bycie ze mną wymaga wielkiej odwagi. Każdego dnia.
Monika przyciągnęła Agatę do siebie. Pogłaskała po mokrych włosach.
- Myślisz, że kiedyś nadejdzie taki dzień, w którym będziemy mogły wszędzie być sobą?
- Bardzo bym tego chciała.
- A taki, w którym przedstawisz mnie swoim rodzicom?
- Tego również bardzo bym chciała.
- A taki, w którym usłyszysz od nich, że mimo wszystko nadal cię kochają?
Agata posmutniała. Opuściła głowę i wbiła wzrok w podłogę. Jej rodzice. Dwoje prostych ludzi odmiennej płci, którzy ślubowali sobie przed ołtarzem miłość, spłodzili trójkę dzieci, doczekali się dwóch wnuków, co niedziela chodzili do kościoła, przynajmniej raz w roku przystępowali do spowiedzi i to im wystarczało. Dla nich życie było bardzo proste. Utorowane według tradycji i religii, które nie dopuszczały do siebie żadnych nowości. Nie było w nich zbyt wiele miejsca dla tolerancji i wyrozumiałości. Ich świat był tak mały, że mogła go zamknąć w swoich dłoniach. Dłoniach, które robiły rzeczy, których jej rodzice nigdy nie zdołaliby pojąć. Ani tym bardziej wybaczyć!
Agata podniosła głowę, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- Tego bym chciała najbardziej.
Monika przytuliła ją. Poczuła, jak mocno i niespokojnie biło jej serce. Serce, które pragnęło miłości, ciepła i zrozumienia.
- Kocham cię – wyszeptała jej do ucha.
- Ja ciebie również – odpowiedziała Agata poprzez łzy.
Monika delikatnie popchnęła ją na łóżko. Rozchyliła jej nogi, położyła dłonie na jej piersiach i delikatnie zaczęła ją pieścić językiem. Agata cała drżała, kiedy Monika zaczęła ssać jej łechtaczkę. Powoli zaczynała zapominać o wszystkich zmartwieniach, całym nietolerancyjnym świecie. Na razie miała tylko to.

Data:

 11 IV 2007

Podpis:

 Z@BIEL@CZEK

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=39672

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl