DRUKUJ

 

Plażowe znajomości cz.9

Publikacja:

 08-03-24

Autor:

 Ninette
Następnego dnia Wiktoria nie mogła się wprost doczekać, kiedy znajdzie chwilę wolnego czasu, by przejrzeć pocztę. Nie przyznawała się jednak nawet sama przed sobą, że czeka na maila od Krzyśka.
Jakież było jej zdziwienie, gdy otworzywszy skrzynkę zobaczyła, że jest ona… pusta!
Poczuła się zawiedziona i straciła chęć do pracy, choć rano rozpierała ją energia.
„Pewnie byłam dla niego tylko wakacyjną przygodą”, myślała rozgoryczona.
Wracając po pracy do domu myślała o Klarze i Emilu. Choć bardzo lubiła przyjaciółkę, miała dużo uzasadnionych wątpliwości co do trwałości jej nowego związku. Klara była bowiem młodą, niezależną kobietą, świadomą swojej urody. Wiedziała, że podoba się mężczyznom i że łatwo może ich zdobyć. Uwielbiała zabawę i ludzi – mogła spędzać całe noce na dyskotece czy imprezie u kogoś w domu. Jednocześnie ceniła swoją prywatność i rzadko kiedy zapraszała kogoś do swojego mieszkania czy opowiadała o swoich problemach. Zwierzała się tylko jednej osobie – właśnie jej, Wiktorii. Tylko jej opowiadała o swych uczuciach, zdradzała swe plany czy pytała o radę.
Wiedząc o Klarze tak wiele, znając doskonale jej charakter, przyzwyczajenia i sposób postępowania, Wiktoria nie dawała temu związkowi szans na przetrwanie wakacji. A jednak oni wciąż byli ze sobą….
Wchodząc po schodach Wiktoria myślała o bałaganie, jaki zostawiła w mieszkaniu. Obiecała sobie, że zaraz jak przyjdzie to zacznie sprzątać.
Była na piętrze poniżej swojego mieszkania, gdy zauważyła, że przy oknie na podeście ktoś stoi. Był to dość wysoki i postawny mężczyzna. Nie mogła dostrzec jego twarzy, gdyż stał w półcieniu. Gdy jednak i on ją zauważył, zrobił krok do przodu i teraz dosięgało go już światło. Wiktoria poznała, że to… Krzysiek.
- Co ty tu robisz? – zapytała wprost.
Widać było, że był zaskoczony brakiem powitania i tonem, jakim zadała to pytanie.
- Przyjechałem, by cię zobaczyć – odpowiedział i spojrzał jej w oczy.
Wiktoria była zszokowana tym spotkaniem. Spróbowała zebrać myśli. Zupełnie nie spodziewała się tej wizyty, w ogóle nie była na nią przygotowana.
„Że też musiał przyjechać akurat dziś, gdy jestem taka zmęczona, a w mieszkaniu panuje taki rozgardiasz”, przemknęła jej myśl.
- Skąd masz mój adres? – zapytała.
Na twarzy Krzyśka pojawił się wyraz zaskoczenia. Jego oczy, wciąż utkwione w Wiktorii, lekko pociemniały. Zobaczyła w nich coś, może smutek?
- Nie cieszysz się, że tu jestem? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Nie spodziewałam się ciebie.
- Chciałem ci zrobić niespodziankę. Myślałem, że się ucieszysz.
- Mogłeś najpierw zadzwonić – powiedziała to, nim zdała sobie sprawę jak oschle to zabrzmi.
Lecz było już za późno. Krzysiek odsunął się, jakby go uderzyła. Jego twarz ponownie schowała się w cieniu, tak że Wiktoria nie mogła już dojrzeć jego oczu.
- Rozumiem, nie jesteś zachwycona moim widokiem. Ale zrozum, Wiktorio, ja tak bardzo chciałem cię znów zobaczyć…
Zapadła cisza. Wiktoria nie wiedziała, co odpowiedzieć. W pewnym sensie cieszyła się, że widzi Krzyśka. Ale na pewno większą radość sprawiłaby jej zapowiedziane spotkanie w jakimś innym miejscu i czasie. Poza tym wiedziała, że Krzyśka przygnało do niej uczucie, którego ona nie odwzajemniała.
- Krzysiek, z mojej strony nic się nie zmieniło, ja naprawdę nic do ciebie nie czuję – powiedział cicho.
- Wiem, że mnie nie kochasz, ale myślałem… miałem nadzieję, że dasz mi szansę… Nasze listy…
- Nie powinnam była do ciebie pisać, ale nie pomyślałam, że odbierzesz to jako dowód na to, że coś się jednak zmieniło. Przepraszam, że dałam ci złudzenie…
Nie chciała go tak ranić, bo przecież go lubiła. Wiedziała jednak, że musi tak zakończyć tę sprawę. Zaczęła powoli wchodzić po ostatnich schodach prowadzących do jej mieszkania. On nadal stał nieruchomo. Otworzyła zamki, nacisnęła klamkę, uchyliła drzwi… Nie mogła się jednak powstrzymać i rzuciła na niego jeszcze jedno spojrzenie. Pochwycił je i przez chwilę patrzyli na siebie bez słowa. Wiktoria jednak pokręciła głową i przerwała ich wzrokowy kontakt. Weszła do mieszkania i zamknęła za sobą drzwi.

Cały piątek i sobotę Wiktoria spędziła na sprzątaniu mieszkania. W niedzielę postanowiła pojechać odwiedzić rodziców. Drzwi otworzył jej ojciec.
- Mój skarb przyjechał! – ucieszył się na jej widok.
- Jak tam, kochanie, było na wczasach? – zapytała matka również wychodząc na jej powitanie.
- Świetnie, naprawdę wspaniale wypoczęłam – odpowiedziała szczerze Wiktoria.
- Pogodę miałaś chyba odpowiednią, bo ślicznie się opaliłaś – zauważył ojciec.
- Rzeczywiście, słońce świeciło przez prawie cały czas.
- A powiedz nam, czemu nie odwiedziłaś nas już w zeszłą niedzielę? Przecież wróciłaś już wcześniej…
- Och, mamo, wróciłam jednak dopiero w sobotę wieczorem i prawie całą niedzielę przespałam.
- No już dobrze, wybaczamy ci… - ojciec poklepał ją po ramieniu.
- A wiesz, że córka cioci Leosi wyszła za mąż? – mama podzieliła się nowiną.
- Dorota? – Wiktoria była zaskoczona tą wiadomością i wolała się upewnić, że pomyślała o właściwej osobie.
- Oczywiście, że Dorota, przecież Ewelinka dopiero do gimnazjum chodzi.
- Dziwne, że nawet mnie nie powiadomiła. Zawsze lubiłam ją i chętnie bym pojechała na jej ślub.
- My dopiero dwa dni temu dostaliśmy list od Leosi, w którym o tym wspomniała. Też byliśmy zaskoczeni, że nie przysłali nawet zawiadomienia. W końcu Leosia to moja najbliższa kuzynka…
- Nie rozumiem, czemu robili z tego tajemnicę – stwierdziła Wiktoria.
- Też się nad tym zastanawiałam – powiedziała mama. – w końcu postanowiłam zadzwonić do Elżbiety. Mówię sobie, jeżeli Leosi siostra nie będzie nic wiedzieć, to już naprawdę nie wiem kto.
- I czego się dowiedziałaś? – zapytała zaintrygowana Wiktoria.
- Elżbieta na początku nie chciała zbyt wiele mówić, bo stwierdziła, że to ich prywatna sprawa. Potem jednak wspomniała, że Dorota nawet wesela nie miała, tylko cichy ślub, na który zaprosiła jedynie rodziców i siostrę.
- Jej wybór… Może nie chciała hucznego ślubu.
- A tam, takie gadanie… Ślub ma się raz w życiu… - Wiktoria nic na to nie powiedziała, więc jej matka mówiła dalej – Leosia przysłała zdjęcie młodej pary - chcesz zobaczyć?
- Oczywiście!
Mama podeszła do meblościanki i zaczęła przeszukiwać jedną z szuflad.
- Mam! – wykrzyknęła po kilku minutach
Podeszła i podała fotografię Wiktorii. Ta wzięła ją i spojrzała na uśmiechniętą twarz kuzynki i nieznajomego mężczyzny. Dorota przytyła kilka kilogramów odkąd ostatnio się widziały, ale wciąż wyglądała bardzo ładnie. Wiktoria zawsze zazdrościła jej tych wielkich niebieskich oczu i pełnych ust.
Pan młody był wyraźnie starszy od panny młodej. Nie był zbyt przystojny, ale miał coś takiego w spojrzeniu, że Wiktoria od razu go polubiła.
- Jak ci się podoba wybranek naszej Dorotki? – zadał pytanie ojciec.
- Wygląda sympatycznie – odpowiedziała szczerze
- Podobno jest w niej bez pamięci zakochany – wtrąciła matka.
Wiktoria nic nie powiedziała, tylko spojrzała jeszcze raz na zdjęcie.
- A ty, córeczko, nie masz ochoty sprawić nam odrobiny radości i wyjść wreszcie za mąż? – zapytał nagle ojciec.
Oboje rodzice spojrzeli na nią wyczekująco, a Wiktoria poczuła, że opuszcza ją dobry humor.
- Mówiłam wam już, że na razie nie mam takiego zamiaru.
- A może w końcu powinnaś o tym pomyśleć? – mama również przystąpiła do ofensywy.
- Najpierw mówiłaś, że chcesz skończyć szkołę, potem studia. Później zaczęłaś nową pracę… Ale teraz mogłabyś wreszcie założyć rodzinę.
- Tato, ja mam dopiero 25 lat…
- W przyszłym miesiącu kończysz 26 – wtrąciła matka.
-… i nie będę szukać na siłę męża! – dokończyła Wiktoria prawie krzykiem.
- Kochanie, nie denerwuj się, my po prostu chcemy dla ciebie jak najlepiej – matka delikatnie ją objęła.
Wiktoria westchnęła. Złość powoli z niej ustępowała. Nie mogła się zbyt długo gniewać na swoich rodziców. Wiedziała bowiem, jak bardzo pragnęli już mieć wnuki, które mogła im dać jedynie ona, ich jedyna córka. Irytowało ją jedynie to, że zdawało się, że jej rodzice nie zauważają, że ona nie ma stałego chłopaka, więc niby za kogo miałaby wyjść, gdyby nawet chciała?
Przez resztę wizyty rozmawiali już na inne tematy, ale atmosfera była już popsuta. Wiktoria wyszła zaraz po obiedzie.
Wracała do domu w podłym nastroju. Mijając po drodze kawiarnię, postanowiła do niej zajrzeć i zjeść jakieś ciastko. Jednak lokal był pełny i nie znalazła wolnego stolika. Na dodatek jej humor jeszcze się pogorszył, gdyż w kawiarni pełno było zakochanych par i rodzin z dziećmi. Wiktoria poczuła, że tam nie pasuje i wyszła nic nie zamówiwszy…

Data:

 lato 2006

Podpis:

 Ninette

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=44266

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl