DRUKUJ

 

Beat i nicość - list dj'a Zenona do ludzi traktują

Publikacja:

 04-01-25

Autor:

 Zenon_Śmietana
Beat i nicość – list dj’a Zenona do ludzi traktujących hip-hop jak wybryk kultury

Jakże porywające odrodzenie sztuki rymotwórczej nastąpiło w hip-hopie. Odrzucony przez poetów surogat dawnej poezji w postaci rymów, znalazł życzliwych przyjaciół wśród raperów.
Już w międzywojniu Boy-Żeleński zauważył wymieranie rymów w poezji. Po wojnie nastała moda na wiersze wolne, białe, awangardowe. Z czasem awangarda stała się klasyką.
Ale popatrzmy na współczesną „jazdę na wolnym” i porównajmy ją z romantycznymi improwizacjami. Weźmy może Wielką Improwizację. Konrad w natchnieniu wygłasza coś imponującego, w szczególności pod względem rytmizacji i rymów. Przedtem jednak popija trochę z kumplami. Z drugiej strony mamy scenkę – grupka chłopaków w szerokich spodniach wieczorem przed sklepem monopolowym. Wypili już tanie wino, połknęli po połówce tabletki spida i co? Dwóch z nich zapamiętale wyrzuca z siebie zrytmizowany potok słów. Pozostali dzielnie dopingują kolegów...
Wychodząc z założenia, że ludzie zawsze są tacy sami, a zmieniają się tylko okoliczności, w których dane jest im się znajdować stwierdzamy, że w młodych ludziach tkwi potrzeba rymowania. Filomaci i Filareci uwięzieni przed procesem nie mieli oporów przed dopuszczaniem do głosu ich natury. Nie mieli obaw i kompleksów, bo nie istniało wówczas coś takiego jak awangarda. Oni ją tworzyli.
Poezja rymowana jest więc podstawową formą liryczną, jaką posługuje się człowiek. W hip-hopie to wypłynęło. Przyjmuje się powszechnie, że muzyka hip-hopowa przywędrowała do nas z zachodu. Należy zauważyć jednak, że polska kultura szczyci się dalece bogatszym dorobkiem rymowanym, niż kultura Murzynów amerykańskich.
Hip-hop wywodzi się z bluesa. Tu dopatrujemy się jego lirycznych korzeni. Jest więc liryzm, są rymy, czego brakuje? Ideologii. Polski hip-hop bez ideologii, to nie polski hip-hop. W hip-hopie przeważają tzw. Ciężkie klimaty. Mroczny podkład dopełniają teksty, jak to mówią fani „o życiu”. I tak. Mamy koszmar blokowiska, monotonną szarą codzienność, niebezpieczny świat, w którym biedni blokersi nie potrafią się zupełnie odnaleźć, a wszystko jest nastawione do nich wrogo. Raczej proste są teksty hip-hopowe. Każdy dzieciak by zrozumiał. Wszystko czarno na białym, konkretnie – świat jest przeciwko nam. Sporo tu egzystencjalizmu, choć nie do końca. Spokorniały blokers po przejściach ma jeszcze swojego Boga. Bóg jak to Bóg, raczej nie jest rozmowny, ale zawsze wysłucha. Można do niego przyjść i odnaleźć ukojenie.
Bóg z Dziadów cz. III, w którego wymierzona jest Konradowska „jazda na wolnym”, również milczy. Postawa mickiewiczowskiego buntownika zostaje w ten sposób ośmieszona, następuje wykazanie jej jałowości. To doświadczenie polscy raperzy, jako spadkobiercy Konrada przyjęli. Fakt ten w wielkim stopniu rzutuje na tematykę piosenek hiphopowych powstających po obu stronach Wisły. Raperzy nie trzymają się górnolotnych tematów. Oprócz pewnej wizji naszych czasów skupiają się również na imprezowaniu i problemach swojego środowiska. Coraz więcej pojawia się na przykład wzajemnych oskarżeń o tzw. komerchę, lub kserobojstwo. Pierwszy termin oznacza wydawanie płyt, po to tylko by na nich zarobić. Drugi – można zastąpić słowem „plagiat”.
Zdarzyło się co prawda kilka razy. Kiedy to tekściarze uznanych zespołów, które odniosły sukces komercyjny w swoich piosenkach śpiewali: „ (...) wypłatę dostanę, będzie na nowe nagranie, zapłacę czynsz za mieszkanie”. Usprawiedliwiają się w ten sposób i niejako tłumaczą się swoim fanom. No cóż takie są prawa rynku. Trzeba mieć co do garnka włożyć, bo bez tego ani rusz. Owo „wyjaśnianie” okazało się jednak kiepskim pomysłem. Zachwiało hiphopowy autorytet.
A kserobojstwo? W jednej i tej samej materii życia trudno go uniknąć. Słuchając hiphopu laickim uchem ma się niekiedy wrażenie, że to jedno i to samo. Mając w odtwarzaczu pięć płyt hiphopowych, po przesłuchaniu ich wszystkich na raz ma się wrażenie, że słuchało się jednej piosenki. Dopiero umysły fanatyków tego gatunku, tudzież umysły muzycznych eksperymentatorów potrafią podzielić ów ciąg dźwięku na poszczególne utwory, wyróżnić tekst, sekcję, bas, próbki. Poczynić odpowiednie odniesienia w przypadku tekstów – do rzeczywistości, a w przypadku muzyki do jej źródeł.
Wnioski jakie płyną z powyższej myśli jednoznacznie ukazują hiphop jako kulturę niezwykle hermetyczną i delikatną. Łatwo jest powiedzieć, że hiphop to gówno, to stek bzdur, nieprawdy, że jest wulgarny, pełen brzydoty, że odstrasza. Czyż na pierwszy rzut oka tak się nie wydaje? Niemniej jednak doświadczenia minionych epok zapowiadają nastanie kultury hiphopowej. Że rozpoczęła się wraz z końcem dwudziestego wieku, tłumaczyć należy upowszechnieniem środków do realizacji tej formy muzyki. Obecnie hiphop można tworzyć w domu przy użyciu komputera. Formacje hiphopowe mnożą się jak grzyby po deszczu. Po części jest to tylko efektem mody. Z drugiej strony pozostaje ta świadomość, że hiphop i tak by zaistniał prędzej czy później.
Jung sformułował kiedyś tzw. teorię archetypów. Mówiąc ogólnie, uznaje ona istnienie w umysłach ludzkich pewnych paradygmatów tworzenia kultury. Oznacza to, że gdyby nagle całe dziedzictwo ludzkości obróciło się w pył i człowiek musiał tworzyć historię od zera, w nowej kulturowości pojawiłyby się podobne elementy jakie mamy dziś, np. religie, języki, malarstwo, muzyka, poezja... Idąc za sugestiami Junga stwierdzamy więc, że nawet gdyby ludzkość musiała tworzyć od nowa swe dziedzictwo, nie obyłoby się ono bez poezji rymowanej, a później hiphopu.
Skąd zatem tytuł niniejszej wypowiedzi – „Beat i nicość”? Można pomyśleć, że oprócz bitów hiphop niczego ze sobą nie niesie. Nie jest to jednak prawdą, bo choćby ze względu na teorię Junga, niesie. Co więcej, należy cieszyć się, że między Odrą a Bugiem, kształtuje się typowo polska gałąź tego gatunku. Oby rosła jak najdłużej, a w obliczu tzw. „wstąpienia Polski do Unii Europejskiej” zachowała swą tożsamość. Pobożne życzenia... kto wie. Jeśli jednak paradygmat nakazuje unifikację... pozostaje rozłożyć ręce w bezradności i patrzeć jak się ona dokonuje.
„Beat i nicość” również dlatego, że filozofia hiphopu niebezpiecznie zbliża się do egzystencjalizmu. Można by snuć jeszcze kolejne deliberacje na temat powielania się paradygmatów, sinusoidalnego przebiegu zjawisk kulturowych ale darujmy sobie. Darujmy sobie także puentę, bo nic błyskotliwego nie przychodzi mi jakoś do głowy. Również dlatego „Beat i nicość”, że puenta nie przychodzi do głowy.
Pozdrawiam wszystkich hip-hop’ludzi
dj Zenon

Data:

 stuczeń 2004

Podpis:

 Zenek Śmietana

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=4618

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl