DRUKUJ

 

Psychożona

Publikacja:

 08-11-08

Autor:

 go24
Gdyby cztery lata temu ktoś mi powiedział, że rozwiodę się z Kamilą, chyba bym go wyśmiał. Wtedy byłem tego pewien, dziś żałuję, że nikt mnie nie powstrzymał od małżeństwa z nią. Jedynym plusem tego związku jest nasza trzy letnia córeczka, właśnie czekam na werdykt w sprawie o prawa rodzicielskie. Kamili nie ma, miała ważniejsze sprawy, wyjechała na tydzień do Egiptu z jakimś fagasem. Kiedyś myślałem, że każda matka ma w sobie coś takiego, że nie opuści dziecka, w końcu to ona wydała je na świat.

Kamilę poznałem sześć lat temu, przez Internet. Byłem na ostatnim roku informatyki, jak większość kujonów, byłem bardzo nieśmiały. Nie miałem też za dużo czasu na imprezy i poznawanie ludzi, nadmiar nauki uniemożliwiał to. Czasami wchodziłem na czaty dla rozerwania się. Zagadała mnie, jakbyśmy się znali już długo. Okazało się, że pomyliła mnie z kimś, do kogo miałem podobny nick. Zaczęliśmy rozmawiać, gadaliśmy dobrych parę godzin, na koniec wymieniliśmy się mailami i poszedłem spać. Rano już miałem od niej wiadomość. Od tamtej pory nie wchodziłem na czaty, porozumiewaliśmy się mailami, a jak udało nam się zgrać to przez Gadu-Gadu. Po kilku tygodniach poprosiła mnie o zdjęcie, bałem się tego, nie należę do najpiękniejszych ludzi, myślałem, że jak mnie zobaczy to przestanie się odzywać. Możesz sobie wyobrazić, jakie ogarnęło mnie szczęście, kiedy dostałem odpowiedź. Było do niej załączone zdjęcie i propozycja spotkania. Boże, ale ona mi się spodobała, nie ma co ukrywać, nadal mi się podoba. Pierwszy raz spotkaliśmy się pod Kolumną Zygmunta i poszliśmy do jazzowej knajpki na Nowym Mieście, mojego ulubionego miejsca w Warszawie. Chyba najbardziej klimatyczny lokal jaki znam, kilka stolików, może pięć, miejsce żeby zatańczyć, zawsze jakiś milutki jazz z głośników, lub na żywo. W powietrzu unosiła się zawsze chmura dymu, jednak na tyle rozrzedzona, że nie przeszkadzała w oddychaniu. Cały wystrój zawsze kojarzył mi się z „Casablancą”, tym starym filmem. Mieliśmy szczęście i trafiliśmy na koncert, wypiliśmy kilka drinków i gadaliśmy, z nikim mi się tak dobrze nie gadało. Wracając zrobiliśmy sobie wolny spacerek po starówce. Odprowadziłem Kamilę na tramwaj, a ja wróciłem do akademika. Przez całą noc nie mogłem zmrużyć oka, myślałem o niej. Przez myśl przemknęły mi wszystkie teksty w stylu „nigdy nie wiesz, kto siedzi po drugiej stronie”, czy ostrzeżenia, że w Internecie siedzą psychole i zakompleksieni nieudacznicy. Kamila była zaprzeczeniem tego, była idealna dla mnie i do tego taka piękna. Kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz, tam pod kolumną, od razu się zakochałem, wiedziałem, że chcę, żeby ona była moją żoną. Wszystko układało się jak w bajce. Przez pół roku spotykaliśmy się, później skończyłem studia i dostałem pracę, wtedy Kamila wprowadziła się do mnie. Po kilku miesiącach mieszkania razem poprosiłem ją o rękę. Nie czekaliśmy zbyt długo ze ślubem. Nie mieliśmy zbyt wielu gości do zaproszenie, zamiast wesela był uroczysty obiad dla rodziny i najbliższych przyjaciół. Zarabiałem już wtedy dosyć dobrze, oświadczyłem żonie, że jeżeli nie chce to nie musi pracować, spokojnie utrzymamy się z mojej pensji. Decyzję pozostawiłem jej. Po roku naszego małżeństwa urodziła się Zuzia. Kiedy nasza córka miała dwa lata Kamila oświadczyła, że chce iść do pracy, ma dość tego, że każę jej siedzieć i zajmować się domem i dzieckiem. Krzyczała na mnie, że też ma swoje potrzeby i czasami musi wyjść. Wtedy to pierwszy raz coś rąbnęło mnie w głowę, ale nie dostatecznie mocno, żebym się ogarnął. Odpowiedziałem jej spokojnie, że może robić co chce, od początku decyzja należy do niej, czy będzie pracowała czy nie. Uśmiechnęła się i
spokojnie powiedziała, że pójdzie do pracy. Następnego dnia już się zatrudniła w jednym z podwarszawskich hoteli, jako recepcjonistka. Jakiś tydzień po tym musiałem wyjechać do rodziców. Zapytała, czy mogę zabrać ze sobą małą, oczywiście się zgodziłem. Kolejne rąbnięcie, znów za słabe. Co za matka oddaje dwu letnie dziecko, nawet ojcu, jadącemu samemu przez pół kraju autem? Zabrałem Zuzię i zapiąłem w fotelik. Kiedy wróciłem do Warszawy nikogo nie było w mieszkaniu, wtedy jeszcze nie zauważyłem, ale nie było też rzeczy Kamili. Dopiero jak wróciłem po spotkaniu z nią to zauważyłem. Kiedy byłem w mieszkaniu postanowiłem do niej zadzwonić, odebrała po kilku sygnałach i poprosiła o spotkanie. Umówiliśmy się pod Kolumną Zygmunta, w jej głosie nie było nic dziwnego, innego, nic co by ostrzegało przed zbliżającymi się wydarzeniami. Zuzię zostawiłem u sąsiadki, starej pani Kamińskiej. Córka uwielbiała z nią spędzać czas, a nie chciałem też małej targać po mieście po długiej podróży.

Przeprawa przez miasto w godzinach szczytu nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy, jakie można zrobić. Kiedy tylko wyjechałem spod bloku i zobaczyłem, co jest grane na drodze, od razu zadzwoniłem do Kamili, że się spóźnię. Wydawała się taka spokojna i szczęśliwa. W jej głosie wyczuwałem jakąś tajemniczość. Wiedziałem już, że chce mi o czymś powiedzieć, domyślałem się jednak, że będzie to dotyczyło pracy. Miałem z resztą dużo czasu na myślenie. Dojechać z Mokotowa na starówkę po siedemnastej jest prawie niemożliwe. Zajęło mi przeszło godzinę.

Zobaczyłem ją, stała pod Kolumną, rozpuszczone włosy błyszczały w słońcu, wyglądała pięknie, jak pierwszego dnia, kiedy się spotkaliśmy. Zakochałem się w niej ponownie, jak każdego ranka, kiedy się koło niej budziłem. Podszedłem wolnym krokiem, żałowałem, że nie mam dla niej kwiatów. Czas wydawał się zwolnić na chwilę, kiedy odwracała twarz w moją stronę.
- Odchodzę, zabrałam już swoje rzeczy z mieszkania – zabiła mnie. Nie spodziewałem się tego całkowicie. Przecież było tak wspaniale przed moim wyjazdem, a nic nie niszczy się w chwilę. Tu nastąpiło trzecie rąbnięcie w głowę, mimo, że nadal ją kochałem już wiedziałem, że jest z nią coś nie tak jak powinno.
- Proszę, porozmawiajmy – starałem się jakoś nakłonić ją do rozmowy, chociaż domyślałem się, że nie bardzo jest sens. Kiedy Kamila się uparła była gorsza do osła.
- Nie ma o czym, już zdecydowałam.
- Co się stało, przecież byliśmy szczęśliwi?
- Chyba ty! Traktowałeś mnie jak służbę, niewolnicę – złapałem ją za rękę, spojrzałem w oczy.
- Czemu to robisz? – zaczęła się wykręcać i krzyczeć. Podbiegł do nas patrol policji, powiedziała im, że ją pobiłem. Wezwali dwa radiowozy, jeden dla mnie, drugi dla niej. Oczywiście dostałem kajdanki, jako ten zły, a ona sobie swobodnie siedziała. Wtedy dopiero zrozumiałem, że coś musi być z nią nie tak, ale nadal ją kochałem.

Na komisariacie spisali jej zeznania i ją puścili. Ja musiałem czekać, aż skończą, jako pospolity kryminalista nie miałem żadnych praw, nawet nie chcieli mi dać wody. Przesłuchanie nie trwało długo, na moje szczęście powiedziała, że pobicie miało miejsce akurat jak załatwiałem rodzicom kilka spraw urzędowych. Policjanci szybko to sprawdzili i mnie puścili. Nawet odwieźli mnie do auta. Policja naprawdę jest uprzejma, najpierw bez pytania pałują, a później w ramach przeprosiny wypolerują ci nawet buciki.

Wróciłem do domu, nie mogłem uwierzyć, co się stało. Jechałem do mojej szczęśliwej żony, wiozłem naszą cudowną córeczkę, a dotarłem do rozbitej rodziny, a najgorsze jest to, że nie wiem czemu. Jeżeli by coś się rozpadało, coś by było nie tak, zauważyłbym to. Ledwo zdążyłem usiąść w fotel zadzwoniła mi komórka, nie miałem ochoty z nikim gadać, nawet nie wstawałem. Chyba dzwonił dziesięć minut zanim zdecydowałem się odebrać, na wyświetlaczu pojawił się numer prywatny.
- Gdzie jest moja córka? – rozpoznałem głos Kamili, była zdenerwowana.
- W domu, ze mną – odpowiedziałem najspokojniej w świecie – może jeszcze porozmawiamy o wszystkim, nie podejmujmy zbyt pochopnych decyzji.
- Byłam w mieszkaniu i jej nie było. Co z nią zrobiłeś, nie kłam.
- Była u sąsiadki, teraz jest ze mną. – odpowiadałem wolno, bez denerwowania się, chociaż na dźwięk jej głosu chciało mi się płakać.
- Jutro po nią przyjadę, spakuje jej zabawki i ubranka.
- Nie, jeżeli chcesz być z córką to i ze mną, nie rozbijaj rodziny.
- Będę o osiemnastej – rozłączyła się, zdawała się nie zważać na to, co ja mówiłem. Liczyło się tylko to, co ona chce.

Rano zadzwoniłem do pracy, poinformowałem szefa, jaka wyniknęła sytuacja, dał mi wolne jeszcze do końca tygodnia. Cały dzień spędziłem z Zuzią w mieszkaniu, nie spakowałem jej. Nie miałem zamiaru jej oddać, chciałem zyskać też na czasie, kiedy Kamila przyjdzie będę mógł z nią porozmawiać. Nie przyszła, nawet nie zadzwoniła, starałem się z nią skontaktować, ale jej telefon nie odpowiadał. Przez kolejne pół roku nie miałem z nią kontaktu, nie dzwoniła, nie odwiedzała Zuzi, nic, nawet nie miałem do niej numeru, bo stary skasowała. Po pół roku dostałem wezwanie do sądu, sprawa rozwodowa. Jej prawnik zaproponował, że żona zgodziła się na rozwód bez orzekania o winie, ale za to mam jej oddać córkę, jeżeli nie to opowie w sądzie jak ją biłem. Wytrzeszczyłem oczy na gościa i zacząłem się śmiać, powiedziałem mu, że miarka się przebrała, niech wnosił sprawę do sądu. Wynająłem bardzo dobrego prawnika, polecił mi go szef, sam niedawno brał rozwód. Rozprawa zakończyła się moją wygraną, ale sąd postanowił poddać Kamilę badaniom psychiatrycznym i oddalił rozprawę o prawa rodzicielskie. Wszystko przeciągało się przez kolejne pół roku, aż do dziś. Udało się ją przebadać, znam nawet wyniki, okazało się, że ma nierówno pod sufitem, podobno jest zdrowo pojebana.
- Proszę wstać sąd idzie.

Cała sala podniosła się niemal w jednej chwili, gruby mężczyzna w czarnej todze wszedł na salę i usiadł na miejscu honorowym. Wyjął małą karteczkę i obwieścił:
- W postępowaniu o prawo opieki nad Zuzanną Kwiecień, prawo do opieki sąd przyznaje ojcu ze względu na nie poczytalność matki. Matka może odwiedzać wspomnianą Zuzannę Kwiecień, w co drugi weekend i tylko w obecności ojca Zuzanny Kwiecień, po wcześniejszym ustaleniu wizyty z ojcem dziecka.

A więc wygrałem, wszystko zaczęło się wreszcie dobrze układać i koszmar związany z rozwodem i walką o dziecko się skończył. Wracałem do domu, jako szczęśliwy człowiek, nie ma co. Kilka miesięcy po rozprawie układało się bardzo miło, wynająłem opiekunkę do dziecka, po pracy wracałem zajmowałem się Zuzią samemu, w weekendy wyjeżdżaliśmy gdzieś za miasto we dwoje. Kamila może pojawiła się ze dwa razy.

Kiedyś siedziałem z małą w dużym pokoju, oglądałem telewizję, ona układała coś z klocków. Nie spodziewałem się żadnych gości. Usłyszałem najpierw otwieranie zamka, ale telewizor grał, mała się cieszyła, myślałem, że mi się zdawało. Następnie bieganie po domu i przeklinanie, gdyby nie przekleństwa włamywacza, pewnie bym zareagował. Tak to tylko wziąłem Zuzię na kolana i czekałem co się wydarzy. Już wiedziałem dwie rzeczy, pierwsza, że przyszła Kamila i jak będzie sprawiała kłopoty ty wystarczy wezwać policję, sam już nie miałem zamiaru się z nią użerać, druga, że musze wymienić zamki w drzwiach. Wpadła do salonu pewna, że zastanie jakąś opiekunkę, ale miała zdziwioną minę, kiedy ujrzała mnie siedzącego w fotelu z dzieckiem.
- Oddaj mi córkę, jej miejsce jest przy matce! – wrzeszczała, widziałem szaleństwo w jej oczach.
- Ja dostałem prawo do opieki nad nią, a ty nie możesz robić niezapowiedzianych wizyt, zawsze musisz uprzedzić zanim przyjdziesz – powiedziałem najdelikatniej jak potrafię.
- Maciek nie wkurwiaj mnie! – pałała, nigdy nie widziałem jej w takim stanie. Zdjąłem Zuzię z kolan, wstałem, a ją posadziłem. Postanowiłem, że musze jakoś wyprowadzić wariatkę z domu, chociażby po to, żeby dziecko jej takiej nie oglądało.
- Uspokój się, bo straszysz małą, nie ma powodu do krzyków, oboje jesteśmy dorośli i cywilizowani – wolno podchodziłem do Kamili. Kiedy zbliżyłem się na dwa metry zobaczyłem ostrze noża, które przecięło dno jej torebki i odbijało światło, zdawało mi się, że patrzy na mnie, namierza mnie tym zimnym metal, żeby ogrzać go w moim ciele. Póki nie wyciągnie go nie będę starał się zwracać uwagi na to, ale muszę być ostrożny. Jeden niewskazany ruch i może mnie zaatakować.
- Kamilo, wyjdź teraz i wróć do siebie, zadzwonię wieczorem i dogadamy się, kiedy możesz odwiedzić córkę. Przykro mi, ale prawo jest prawem – patrzyła na mnie, zdawała się być spokojniejsza, więc i ja byłem spokojniejszy, pewniejszy, że nie zaatakuje mnie. Podszedłem jeszcze kilka kroków bliżej, a ona zamachnęła się na mnie torebką, nie wiem nawet kiedy. Na szczęście zdążyłem odskoczyć kawałek, gdybym w porę nie zareagował pewnie by mnie wybebeszyła i zostawiła żebym zdechł. Ostrze i tak mnie trafiło, na szczęście zaplątało się w sweter i tylko delikatnie ukuło w brzuch, ale wystarczająco mocno, żeby pojawiła się spora plama krwi. Kamila spojrzała i uciekła. Rana okazała się powierzchowna, wystarczyło zakleić ją plastrem, żeby zatrzymać krwawienie. Było jeszcze dosyć wcześnie, zadzwoniłem do ślusarza i tego samego dnia zmienił mi zamki. Nie chciałem ryzykować, że Kamila wróci w nocy, mogłaby mnie zarżnąć we śnie i zabrać małą. Moja była żona okazała się całkowitą wariatką, psychopatką. Doszedłem do wniosku, że założę w najbliższej przyszłości wzmacniane drzwi, chyba naprawdę zaczynałem się jej bać.

Następnego ranka zamówiłem najlepsze drzwi, jakie posiadał najbliższy zakład ślusarski. Nie zdały się na wiele, znowu Kamila zniknęła na dłuższy czas. Jednak nie dała o sobie całkowicie zapomnieć. Kiedyś, gdy wróciłem z pracy zobaczyłem na drzwiach wyryty napis „CHUJ”, na wycieraczce leżał jej klucz od starego zamka. Kiedy otwierałem drzwi z naprzeciwka wyszła sąsiadka.
- Dobrze, że pan przyszedł. Była tu wcześniej pani Kamila żona. Chciała wejść do środka, ale jej klucz nie pasował. Zaczęła przeklinać i krzyczeć, chciałam początkowo wyjść i ją uspokoić, ale się bałam. Zadzwoniłam po policję, zanim przyjechali wyryła to na drzwiach – sąsiadka wskazała napis, domyślałem się, że odnosił się on do mnie – rzuciła klucz i poszła. Policjanci powiedzieli, że nie mogą nic zrobić, jeżeli nie wniesie pan oskarżenia.
- Dziękuję pani, ale mam nadzieję, że nie będzie to konieczne – pożegnałem się i wszedłem do mieszkania. Zuzia był teraz u babci, spędzała wakacje po za miastem. Jechałem do niej na weekend, ale miała tam zostać jeszcze na kilka tygodni. Bardzo cieszyłem się, że nie było małej dziś w domu. Chciałem uchronić ją przed widokiem takiej matki. Nie chciałem by to, co robiła Kamila miało wpływ na córkę. Wszedłem do mieszkania, nareszcie czułem, że mam swoją twierdzę.

Znowu moja była żona przestała dawać znaki o swoim istnieniu. Wybrałem się w piątek po pracy do rodziców. Dobrze mi zrobił wypad na świeże powietrze, te wszystkie stresy związane z Kamilą, w pracy też nie było najciekawiej, wszystko układało się dobrze, ale mieliśmy dużo roboty i było to męczące. Zuzia miała zostać jeszcze u dziadków, ale chciała wracać. Mój największy problem polega na tym, że nie potrafię odmawiać swojej córce niczego, chyba wielu ojców tak ma.
- Jesteś pewien, że nie chcesz, żeby została jeszcze na jakiś czas z nami?
- Tak mamo, dam radę. Jeżeli ona nie chce to nie będę jej na siłę zmuszał – uśmiechnąłem się wsiadając do samochodu – do zobaczenia, zadzwonię jak dojedziemy.
Usadowiłem się za kierownicą i odpaliłem silnik. Sprawdziłem, czy fotelik córki jest dobrze zamocowany i ruszyliśmy. Matka stała machając nam.

Droga miała szybko i bez problemów, za Grójcem moją uwagę zwrócił samochód jadący za nami od kilku kilometrów, niby nic nie zwykłego, ale trzymał nam się na ogonie w jednakowej odległości, przyśpieszał i zwalniał wtedy, kiedy i ja to robiłem. Kiedy zjechaliśmy na trasę szybkiego ruchu przestałem na niego zwracać uwagę, dodałem gazu i jechałem przed siebie. Odwróciłem się na tylne siedzenie, żeby zobaczyć, czy z Zuzią wszystko w porządku i zauważyłem ten sam samochód jadący za nami od jakiegoś czasu zbliżający się niebezpiecznie. Zobaczyłem kierowcę, była to Kamila. Zanim zdążyłem zareagować uderzyła w moje auto. Na chwilę straciłem panowanie nad kierownicą. Za mną rozległ się płacz dziecka. Chciałem się zatrzymać, ale bałem się, że ta wariatka rozwali nas całkowicie. Odzyskałem panowanie nad autem i dodałem gazu, Kamila była już na tej samej wysokości co ja. Widząc, że przyspieszam uderzyła w bok, samochód wpadł w lekki poślizg, ale dałem radę go utrzymać i jechałem dalej. Miała szybszy i mocniejszy wóz od mojego, nie miałem szans ścigając się z nią. Rozpaczliwie szukałem pierwszego zjazdu w prawo, tak żeby nie zdążyła za nami skręcić. Rozpędzony dojechałem do jakieś miejscowości, w której było skrzyżowanie, to była moja szansa. Najlepiej jak potrafiłem wszedłem w zakręt rozpędzonym samochodem, wjazd na drogę mieścił się między dwoma kamiennym słupkami. Udało mi się ominąć jeden, teraz pozostawało jedynie przemknąć obok drugiego i jesteśmy uratowani. Ponowne uderzenie w tył auta, tym razem całkowicie straciłem panowanie nad kierownicą. Drzwi od mojej strony uderzyły w słupek i samochód odbił się od niego, uderzyłem głową w szybę, pociemniało mi przed oczami. Usłyszałem płacz dziecka, który oddalał się, straciłem przytomność.

***

Otworzyłem oczy, początkowo obraz był nie ostry, ale wyregulowanie go nie trwało długo. Usłyszałem obok siebie znajomy głos matki, ale nie byłem w stanie zrozumieć co mówi. Przekrzywiłem głowę na bok, byłem w szpitalu, otaczały mnie puste łóżka, widziałem tylko jeszcze jednego pacjenta na drugim końcu sali, siedział na łóżku czytając książkę. Przewróciłem głowę na drugi bok, poczułem niewyobrażalny ból głowy pulsujący w skroniach, jakby moja głowa była przewodnikiem prądu i strumień biegł między skrońmi. Obok mojego łóżka stała matka, poznałem ją bez problemu, ale wydawała mi się starsza niż przy naszym ostatnim spotkaniu, a wydawało się jakby to było wczoraj. Miała długie siwe włosy, jej twarz stała się jakaś inna, tak smutna i stara. Po chwili do pokoju wbiegł lekarz, a za nim jakiś facet, nie widziałem dokładnie kto to. Lekarz podszedł do łóżka odsuwając matkę, wyjął długopis z kieszeni i przekręcił, na końcu pisaka pojawiło się światło, które skierował prosto w moje oczy. Najpierw jedno później drugie, mocne światełko tylko wzmocniło ból głowy, widziałem już wyraźnie, ale nadal nie rozumiałem, co do mnie mówią. Pojawił się kolejny głos, chyba skierowany był do mojej matki, bo później ona mówiła coś płacząc. Kiedy głosy ucichły usłyszałem kroki, chyba dwóch osób, domyśliłem się, że matka z kimś została wyproszona z sali. Wolno zamknąłem oczy, głowa przestała mnie już boleć. Przez chwilę wydawało mi się, że zapanowała jakaś panika wokoło, słyszałem krzyki, bieganie, jakieś sprzęty elektroniczne pikały. Poczułem, że ktoś rozsmarowuje mi coś na klatce piersiowej, czy byłem goły? Jakieś lenistwo wchodziło we mnie, czułem się taki spokojny o wszystko, nie było ważne, co dzieje się wokoło. Coraz spokojniej oddychałem, nawet na chwilę przestawałem i znów zaczynałem. Wszystko było tak spokojne, że nie musiałem już oddychać. Wstrząs przebiegł całe moje ciało, nagły, gwałtowny i potężny. Po nim nastąpił kolejny, gwałtownie otworzyłem oczy, płuca chłonęły powietrze, jakbym się dusił, chyba się dusiłem, zdałem sobie z tego sprawę po chwili. Wszystko zaczęło do mnie wracać, poczułem straszny lęk. Widziałem już wyraźnie i słyszałem, chociaż serce jakby wyrwane ze snu waliło jak młot pneumatyczny. Stało wokoło mnie kilku lekarzy, a nad nimi górowało bardzo jasne światło, krzyczeli coś do siebie. Co chwilę podchodziła jakaś pielęgniarka i podawała im to, o co prosili. Urządzenia wokoło pikały jak szalone, ale razem ze mną się uspokajały, wtórowali nam lekarze, a im pielęgniarki.

Dopiero następnego dnia dobrze doszedłem do siebie. Do sali weszła pielęgniarka i sprawdziła czy nie śpię.
- Panie Macieju ma pan gości, jednak jeżeli nie czuje się pan na siłach mogę kazać im poczekać, albo odesłać ich do domu – pielęgniarka sprawiała wrażenie bardzo sympatycznej osoby. Lubiła pomagać ludziom, lubiła swoją pracę, widać to było po jej sposobie prowadzenia rozmowy i sprawdzania wszystkiego wokoło. Kiedy upewniała się, czy wstałem weszła do sali niemal na paluszkach.
- Kto… - nie byłem w stanie mówić, głos wiązł mi w gardle.
- Rodzina, matka i brat. Czy przyjmie ich pan? – skinąłem jedynie głową w ramach odpowiedzi, nie chciałem się wysilać na daremno.

Pielęgniarka wyszła, a za chwilę weszła do sali matka i brat. Teraz widziałem dokładnie, że to ona i nie wydawało mi się wcześniej, że wydaje się starsza. Na twarzy pomiędzy zmarszczkami pojawił jej się uśmiech, z oczu płynęły łzy, włosy miała upięte niedbale w kok. Wyglądała dziwnie, ta kobiet, która zawsze dbała o siebie, czasami nawet do przesady, wyglądała teraz jak przeciętna babcia z kółka gospodyń. Za nią szedł Robert, mój brat, to on wbiegł za lekarzem jak otworzyłem oczy. Też się bardzo zmienił, wyłysiał prawie całkiem, podczas naszego ostatniego spotkania miał jedynie lekkie zakola, przytył, pod koszulką zarysowywał mu się już lekki brzuszek. Nie odzywałem się, matka też milczała, usiadła przy łóżku i patrzyła jedynie na mnie, a oczy płynęły jej z oczu.
- Już myśleliśmy, że się nie obudzisz – Robek powiedział tylko tyle i również się rozpłakał. Przez resztę wizyty jedynie płakaliśmy i patrzyliśmy na siebie, oni na mnie z miłością, ja na nich ze zdziwieniem i lekkim przerażeniem. Odwiedzali mnie co dziennie prze tydzień, nie rozmawialiśmy za dużo, matka głównie wypytywała mnie jak się czuję i co mi przynieść. Robek opowiadał o swojej firmie, która radzi sobie coraz lepiej.

Jednego dnia, kiedy czułem się już dobrze i mogłem mówić odwiedził mnie sam brat.
- A gdzie mama? – zdziwiła mnie jej nieobecność.
- Poszła do kościoła. Trochę jej zejdzie, bo później idzie na cmentarz. Chciała mnie zabrać, ale się wykręciłem chorobą. Musimy pogadać, powinieneś wiedzieć o wielu rzeczach, a matka chce cię przed nimi ochronić. Uważa, że jak nic ci nie powiemy to się o niczym nie dowiesz. – jego słowa mnie przeraziły, otworzyłem szeroko oczy i pewnie rozdziawiłem usta, bo się lekko uśmiechnął i pokręcił głową – Nic aż tak strasznego. Chodzi o to, co się wydarzyło podczas twojej śpiączki. – dopiero teraz zdałem sobie sprawę, o co mu chodzi. Od kiedy się obudziłem matka nic mi nie opowiadała o świecie wokoło, Robert też milczał, a ja nie zadawałem pytań.
- Ile czasu byłem nieprzytomny? Czemu ojca nie ma z wami?
- Leżałeś tu trzy lata. Lekarze już dawno sugerowali, żeby cię odłączyć, ale matka nie chciała się zgodzić na to. Początkowo nawet rozważała taką możliwość, ale zmieniła zdanie i powiedziała, że prędzej umrze niż pozwoli ci odejść. Ojciec zmarł niecały rok po twoim wypadku. Miał wylew, lekarze nie zdołali go uratować. To właśnie po jego śmierci matka postanowiła, że nie pozwoli cię odłączyć.
- Jak tu trafiłem, co się stało?
- Trzy lata temu wracając od rodziców miałeś wypadek, uderzyłeś w słup z dużą prędkością. Podczas wypadku uderzyłeś się mocno w głowę i zapadłeś w śpiączkę. Wczoraj jeszcze o mało nie umarłeś, obudziłeś się na chwilę i miałeś zapaść, lekarze myśleli, że cię stracą, ale udało im się. – w oczach mojego brata pojawiły się łzy.
- Czy jechałem wtedy sam? Co z Kamilą i Zuzią? – wolno zaczynało wszystko wracać mi w pamięci, żona, córka, wypadek. Wszystko było jak za mgłą, wysilałem się, żeby sobie przypomnieć, ale nie było to łatwe. Bardzo pomagały opowieści Roberta.
- Z Kamilą rozszedłeś się rok przed wypadkiem i ty dostałeś prawo do opieki nad córką. Twoja żona okazała się niezrównoważona psychicznie. – wszystko wracało na swoje miejsca, pamiętałem cały rozwód, jak wyprawę przez piekło, dziwne akcje, jakie wyprawiała Kamila, wszystko wracało do mnie - Kiedy wyjechałeś od rodziców trzy lata temu Zuzia siedziała na tylnym siedzeniu. – przypomniałem sobie jak zapinałem ją w fotelik tamtego dnia, wyglądała tak pięknie, na policzkach poczułem łzy – Kiedy policja znalazła cię fotelik był pusty, samochód był bardzo poobijany, stwierdzili, że ktoś cię zepchnął. – przed oczami mignęła mi twarz Kamili w samochodzie za mną, kiedy uderzyła pierwszy raz – Do tej pory policja nie znalazła samochodu, który cię zaatakował. Niestety nie ma też śladu twojej córki. Szukaliśmy wszędzie, nawet wśród znajomych Kamili, wynajęliśmy prywatnego detektywa, ale nie udało nam się trafić na żaden ślad. Bardzo mi przykro. – rozpłakałem się, Robert złapał mnie za rękę, ale poprosiłem go, żeby wyszedł. Chciałem teraz pobyć sam. Przez najbliższe kilka dni, nie przyjmowałem odwiedzin.

Siedziałem sam w swoim szpitalnym łóżku i użalałem się nad sobą, zastanawiałem się, co się dzieje z moją córką i jak teraz wygląda, nie mogłem uwierzyć, że to tyle czasu byłem nie przytomny, tyle życia. Nie mogłem uwierzyć, że Zuzia jest teraz z kobietą, która próbowała mnie zabić, jeszcze ciężej było mi uwierzyć, że kiedyś ta kobieta była moją żoną i ja nie widziałem tego, jaka z niej wariatka.

Po opuszczeniu szpitala spędzałem każdy dzień na rozmyślaniach, nie wróciłem do pracy, miałem trochę oszczędności, dostałem odszkodowanie i rentę. Uznano, że nie nadaję się do pracy, tan kto wydał taki wyrok chyba miał rację, bo rzeczywiście nie byłem w stanie nic teraz robić, na niczym się skupić. Mijały dzień za dniem, wszystkie praktycznie takie same. Wstawałem i oglądałem telewizję, zamawiałem jakieś jedzenie i dalej oglądałem coś, czasami wyszedłem na spacer. Nie sprzątałem mieszkania, pranie też czekało długo zanim je wstawiłem. Czasami przyjeżdżał Robert, albo matka, ale nie potrafili w żaden sposób mnie zmobilizować do ruszenia się z miejsca. Przez trzy miesiące użalania się nad sobą stałem się wrakiem człowieka, niczym nie przypominałem siebie sprzed wypadku. Pewnego dnia wstałem i doszedłem do wniosku, że muszę dalej żyć. Siedząc w domu i gapiąc się w telewizor nic nie osiągnę. Rano poszedłem po zakupy na śniadanie, późnie biegałem po parku. Skończyłem z okresem stagnacji i zacząłem remontować siebie i swoje życie.

Zawsze uwielbiałem siedzieć w kawiarniach, obserwować i poznawać ludzi, czytać w nich książki, albo obserwować śpieszącą gdzieś Warszawę. Często chodziłem do lokalu na swoim osiedlu, znałem tu już wszystkich i czułem się jak w domu, czasami jednak odwiedzałem różne miejsca na mieście. Przeważnie kiedy jeździłem coś załatwiać i miałem wolną chwilę to piłem kawę w najbliższej kawiarni. Któregoś dnia wybrałem się na Nowy Świat, doszedłem do wniosku, że dawno tam nie byłem, a lubiłem od czasu do czasu tamtędy się przechadzać. Mniej więcej na środku deptaku wszedłem do kawiarni, jak zawsze zamówiłem mocche z syropem waniliowym, jak dla mnie to jest najlepsza kawa. Pogoda była ładna, zająłem miejsce w ogródku przed wejściem i obserwowałem otoczenie. Naprzeciw lokalu, po drugiej stronie ulicy znajdował się salon sukni ślubnych, wchodziła do niego właśnie jakaś para. Od razu widać było, że są zakochani po uszy, niektórzy wręcz świecą miłością. Obserwowałem przez szybę jak oglądają białe suknie i wspominałem jak to było, kiedy z moją byłą szykowaliśmy się do ślubu. Podeszła do nich kobieta, chyba ekspedientka i zaczęła doradzać, stali tyłem do mnie. Jednak kiedy kobieta się odwróciła, żeby pokazać im jakiś model sukni, myślałem, że widzę ducha. To była Kamila. W pierwszej chwili miałem wstać i pójść tam ją udusić, ledwo się powstrzymałem. Moja świrnięta była żona, której nie odnalazła policja, nie trafił na jej ślad detektyw, sprzedawał suknie ślubne w centrum Warszawy. Odczekałem, aż cała trójka zniknie w głębi sklepu i zostawiając swoją kawę poszedłem zobaczyć, w jakich godzinach otwarty jest sklep, jak większość butików w tym miejscu, między 9:00, a 17:00. Wahałem się, czy wejść do środka i z nią porozmawiać, ale co miałbym powiedzieć? Cześć, nie udało ci się mnie zabić, czy możesz teraz oddać mi córkę? Nie mogłem ryzykować, bałem się ją wystraszyć, żeby nie zniknęła i się nie zaszyła gdzieś. Przecież to może jest ostatnia szansa na odzyskanie Zuzi. Do zamknięcia salonu kręciłem się po okolicy, nie spuszczając oka z drzwi. Chciałem zobaczyć, co zrobi po wyjściu, gdzie się uda. Czas strasznie mi się dłużył, ale nie byłem w stanie nic na to poradzić, tego dnia wypiłem chyba ze cztery kawy, wydając na nie majątek, w takich miejscach wszystko jest drogie. Wreszcie się doczekałem. Kamila wyszła, zamknęła za sobą drzwi i ruszyła w kierunku najbliższej przecznicy rozmawiając przez komórkę. Poszedłem za nią, wyglądała wspaniale, ubrana w krótką obcisłą sukieneczkę ukazującą jej zgrabne długie nogi. Szkoda, że w tak wspaniałym ciele krył się psychopata. Skręciła w małą uliczkę, schowała telefon i wsiadła w eleganckiego mercedesa na miejscu pasażera. Nie miałem jak jej śledzić dalej. Nie miałem ze sobą auta, a taksówek nie było widać. Wróciłem do domu, z jednej strony zdawało mi się, że poniosłem porażkę, że tak łatwo ją zgubiłem, z drugiej zaś był to sukces. Udało mi się trafi na ślad byłej żony, a co za tym idzie, może uda mi się odnaleźć córkę.

Kolejne kilka dni spędziłem na obserwacji sklepu i Kamili wychodzącej z niego. Zawsze czekał na nią ten sam mercedes, w tym samym miejscu. Po kilku dniach, kiedy uznałem, że to jej rutyna, przyjechałem swoim autem i zaparkowałem czekając na mercedesa. Przyjechał kilka minut przed siedemnastą, obserwowałem wszystko w lusterku wstecznym, jak zawsze moja była żona siadła i kierowca ruszył, był nim mężczyzna po pięćdziesiątce, raczej krępej budowy, siwy. Kiedy go pierwszy raz zobaczyłem zastanawiałem się co ona może w nim widzieć, dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie wszystko. Było to tym boleśniejsze, że ja też z nią kiedyś byłem. Patrząc na jego auto zrozumiałem, czemu z nim jest, pociągała ją jedynie zawartość jego portfela, ciekawe czy do mnie czuła to samo. W końcu też nie zarabiałem źle. Limuzyna przejechała koło mnie, włączyłem silnik i ruszyłem za nimi, starałem się trzymać w bezpiecznej odległości, żeby nie domyślili się, że ich śledzę. Auto podjechało pod ładną, prywatną szkołę, czekała tam mała dziewczynka, która wsiadła do tyłu. To była moja córka, widziałem ją tylko z daleka, ale i tak serce mi pękło. Tak wyrosła, nie była już tym maluszkiem, którego widziałem ostatnio. Nie byłem w stanie dalej jechać, zaparkowałem i zacząłem płakać. Straciłem tyle czasu.

Następnego dnia czekałem już obserwując szkołę, chciałem zobaczyć jak wygląda Zuzia, jednak zdecydowałem się do niej nie podchodzić na razie. Czekałem w samochodzie z zegarkiem w ręku, chciałem wiedzieć ile czasu jest między jej wyjściem ze szkoły, a przyjazdem Kamili. Siedząc tak miałem czas na obmyślanie dalszego planu, zdecydowałem się nie wzywać na razie policji, ani nie wynajmować prywatnego detektywa. Ostatnio zawiedli i nie mam gwarancji, że teraz będzie inaczej, nie darowałbym sobie, gdybym przez niekompetencje jakiegoś funkcjonariusza stracił córkę na zawsze. Wyszła, stała ode mnie jakieś dwieście metrów, ale byłem pewien, że to ona. Rozglądała się wokoło, była taka piękna, blondyneczka z niebieskimi oczami. Włosy miała związane w dwa kucyki po bokach główki, wyglądała w tej fryzurze tak uroczo. Miała na sobie granatową sukieneczkę i marynarkę tego samego koloru, zapewne mundurek szkolny. Na plecach miała pomarańczowy plecak i w ręku bawełniany worek z butami na zmianę, tak mi się wydaje. Uśmiechała się, co chwilę ze szkolnej bramy wychodziły inne dzieciaki i stały przez chwilę z nią, albo od razu wsiadały do czekających samochodów. Dzieci machały sobie nawzajem. Podjechał mercedes i moja córka wsiadła do niego, odjechali znikając mi z oczu. Nie jechałem z nimi, jeszcze nie. Najpierw przez kilka dni chciałem zobaczyć jak wygląda sprawa z odebraniem jej ze szkoły.

W następnym tygodniu zdecydowałem się zapoznać z resztą rozkładu dnia, jaki miała Kamila zarezerwowany dla naszej córki, oraz sprawdzić gdzie mieszkają. Czekałem pod szkołą, aż mercedes odbierze Zuzię, kiedy dziecko wsiadało odpaliłem silnik. Pierwszym ich celem był market, a raczej centrum handlowe. Kamila odprowadziła Zuzię na basen, dziewczynka starała się stawiać opór, ale nic to nie dawało, matka zaprowadziła ją tam siłą i wepchnęła za bramki. Ze spuszczoną główką dziecko poszło do szatni. Teraz ruszyłem za moją byłą żoną, jej celem była siłownia, kiedy weszła do środka udałem się w kierunku parkingu. Miałem już wyjść na zewnątrz, kiedy zobaczyłem kierowcę, który przywiózł je tutaj. Prowadził wózek na zakupy i szedł do marketu. Poszedłem za nim, byłem pewien, że mnie nie zna i nie musiałem obawiać się rozpoznania. Mężczyzna nie robił wielkich zakupów, raczej codzienne rzeczy, niż zapas na kilka dni. Wyglądało mi to na raczej na ich zwykły rozkład dnia, niż wyjątkowy wypad. Potwierdziło się to w ciągu następnych kilku dni. Kamila odstawiała Zuzię na basen albo do kina zamiennie, a sama szła na aerobik, albo na siłownię, jej towarzysz najpierw robił zakupy w markecie, a jeżeli miał czas to szedł na kawę. Kamila wychodziła ze swoich zajęć i odbierała córkę, szły do restauracji, gdzie czekał na nich starszy mężczyzna. Po kolacji wracali do auta i jechali na ekskluzywne osiedla, przed wejściem stał strażnik z bronią, wjechać można było jedynie za okazaniem przepustki. To miejsce raczej przypominało więzienie niż osiedle mieszkaniowe, ale od zawsze bogacze starli się jak najbardziej odseparować od reszty świata. Widać to nie tylko na przykładnie takich osiedli, ale i państw, które odgradzają się murami od swoich sąsiadów.

Teraz nadszedł czas na ułożenie konkretnego planu odzyskania córki, miałem już obraz tego jak wygląda życie mojej byłej żony, naszej córki i mężczyzny, który zapewniał im utrzymanie. Nie wiedziałem jedynie co robią w sobotę i niedzielę. Z obserwacji wiedziałem, że nie dam rady dostać się na osiedle, wykluczyłem też odebranie jej ze szkoły, Kamila mogła powiedzieć, że jej towarzysz jest ojcem, albo, że ojciec nie żyje. Wejście i poproszenie o zwolnienie Zuzi z lekcji mogło wywołać alarm. Najlepszą sposobnością jest czas, jaki Kamila spędza sama w centrum handlowym, wtedy będzie najbezpieczniej. Zdecydowałem się spotkać się z nią w kinie, trochę obawiałem się reakcji ludzi na widok dorosłego mężczyzny nagabującego małą dziewczynkę. Chciałem pojawić się w życiu mojej córki z nadzieją, że mnie rozpozna i może sama podejdzie. Najbardziej przerażała mnie możliwość wystraszenia małej, żeby nie powiedział o mnie Kamili, bo zapewne by zniknęły momentalni. Na kalendarzu w domu zaznaczyłem sobie, kiedy Zuzia jest na basenie, a kiedy w kinie.

Pierwszego dnia pływałem nie zwracając na nią uwagi, co kilka długości basen zatrzymywałem się i rozglądałem wokoło, czekałem jednak wystarczająco długo przed rozpoczęciem kolejnej, żeby mogła zwrócić na mnie uwagę. Podczas przerw w pływaniu wyszukiwałem jej wzrokiem i sprawdzałem co robi. W pierwszym tygodniu nie byłem w kinie, nie chciałem być zbyt natarczywy, żeby się mnie nie zaczęła bać, na basen też nie chodziłem systematycznie tak jak ona, przychodziłem wcześniej i kiedy ona wchodziła na pływalnię ja już byłem w wodzie. Czasami przychodziłem później, czekałem najpierw aż Kamila ją zostawi i sama zniknie. Po kilku tygodniach dziewczynka zainteresowała się moją osobą. Widząc to ograniczyłem swoje wizyty w kinie do jednego seansu na tydzień i na basenie do dwóch wizyt, z czego jedna niemal się nam nie pokrywała, ona wchodziła, a ja wychodziłem. Zbierałem w sobie odwagę, żeby podejść do własnej córki i z nią porozmawiać.

Podczas jednego seansu usiadła koło mnie, czułem się bardzo dziwnie. Chciałem coś zrobić, powiedzieć, sam nie wiem co, nie siedzieć, ale zareagować. Jednak nic nie zrobiłem. Siedziałem jak kołek, niemal nie oddychając. Po seansie ona spojrzała na mnie i się uśmiechnęła, miała piękny uśmiech. Odwzajemniłem go.
- Jesteś bardzo podobny do mojego taty. Znałeś go może? – małe dzieci są bardzo bezpośrednie, w pierwszej chwili nie wiedziałem jak zareagować. Zdecydowałem się jednak powiedzieć jej prawdę, nie ważne co się stanie. Musiałem już zaryzykować.
- Zuziu jestem twoim tatą.
- Tak myślałam – rzuciła mi się na szyję i zaczęła płakać – mama powiedziała, że nie żyjesz i dlatego mnie nie odwiedzasz. Czy ty mnie już nie kochasz?
- Kocham cię maleńka. Miałem wypadek i mama cię zabrała, nie chciała, żebyśmy byli razem.
- Mogę zostać z tobą? Ja nie chcę być z mamą i jej przyjacielem, oni nie są dla mnie mili. Proszę.
- Nie teraz kochanie, musisz już wracać do mamy, bo się będzie niepokoić, ale niedługo cię zabiorę. Tylko nie mów mamie, że mnie widziałaś.
- Obiecujesz? – spojrzała mi prosto w oczy, aż ciężko było uwierzyć, że ma jedynie niecałe siedem lat – obiecujesz, że mnie zabierzesz ze sobą?
- Obiecuję. Porozmawiamy jutro na basenie i wszystko ci opowiem, jak cię zabiorę, ale nie możesz nic powiedzieć mamie. – puściła moją szyję. Dała mi buziaka i wycierając łzy wyszła z sali. Siedziałem jeszcze kilka minut patrząc na drzwi, za którymi zniknęła moja córka. A jednak mnie pamiętała, czułem się wspaniale.

Następnego dnia byłem na basenie już godzinę wcześniej zanim zjawiła się Zuzia, pływałem i co chwila rozglądałem się wokoło. Nie mogłem doczekać się, kiedy wreszcie się pojawi, chciałem znowu z nią być, spędzać z nią jak najwięcej czasu. Przyszła, miała spuszczoną główkę i nawet na mnie nie spojrzała, poszła tylko do małego basenu dla dzieci. Wyszedłem z wody i chciałem podejść, ale zobaczyłem, czemu tak się zachowała, na tarasie widokowym stała Kamila ze swoim przyjacielem i obserwowali ją. Jak najszybciej zwinąłem się i poszedłem do szatni. Przebrałem się w pośpiechu i wyszedłem z pływalnia, obserwowałem, czy przypadkiem moja była żona nie nadchodzi. Wystarczająco popsuła mi już szyki, brakowało jeszcze tylko tego, żeby odkryła, że kręcę się koło naszej córki. Całą drogę do domu zastanawiałem się, czemu przyszli dziś na basen obserwować małą. Może im coś powiedziała, albo nie chciała właśnie nic powiedzieć, a po takich dzieciach widać, gdy coś przeżywają. Jeżeli tylko coś dostrzegli to raczej była sprawka właściciela mercedesa niż mojej byłej żony, wzorowej egoistki. Przez kolejne dwa tygodnie śledziłem Zuzię, obserwowałem Kamilę i jej towarzysza. Kiedy dostrzegłem, że uspokajają się, uznałem to za dobrą wróżbę. Kamila przestała się nią ponownie interesować, odstawiała małą na basen, albo do kina i szła na swoje zajęcia. Problem był z właścicielem mercedesa, ciągle siedział na tarasie widokowym basenu, albo chodził z Zuzią do kina. Doszedłem do wniosku, że jeżeli w ciągu tygodnia nie odpuści to będę musiał jakoś się nim zająć. Wróciłem do obserwacji na kolejne kilka dni.

Przyjaciel mojej byłej nie dawał za wygraną, ciągle kręcił się koło małej. Musiałem więc użyć środków mniej cywilizowanych. Wszedłem na basen, Zuzia pluskała się w baseniku dla dzieci, spojrzałem w górę, obserwator wciąż siedział i nie miał zamiaru się ruszyć dopóki moja córka nie wyjdzie.
- Właściciel czarnego mercedesa c klasy o numerze rejestracyjnym W0 GOLD proszony jest pilnie do biura ochrony – z głośników rozległ się komunikat, mężczyzna zerwał się z miejsca jak oparzony i wybiegł. Zuzia spojrzała na taras i uśmiechnęła się. Pierwszy raz widziałem, żeby się uśmiechała od tygodnia. Szybko przyszła do mnie.
- Co zrobiłeś z jego autem tatku?
- Nie chciał dać ci spokoju, to potłukłem mu szybę – uśmiechnąłem się do niej – a teraz nie mamy czasu do stracenia, musimy uciekać. Biegnij szybko się przebrać. Spotkamy się przed wyjściem z basenu. – nie trzeba było jej dwa razy powtarzać. Pobiegła do szatni. Wyszykowałem się w kilka minut i czekałem w umówionym miejscu, zeszło mi szybciej, bo nawet się dziś nie zamoczyłem. Za chwilę wyszła Zuzia, włoski miała jeszcze niedosuszone, niosła rozsunięty plecaczek, z którego wystawał ręcznik. Chciałem zabrać ją z tego miejsca uciec najszybciej jak to tylko możliwe, ale musieliśmy się lepiej zorganizować. Mała nie miała ze sobą żadnych ubrań, coś trzeba było jej kupić. Nie mogłem jednak paradować z nią po centrum handlowym, w którym znajdowała się gdzieś jej matka.
- Kochanie zaprowadzę cię teraz do kina, pójdziesz na jakiś film, a ja w tym czasie zrobię odpowiednie zakupy, jakieś ubrana i trochę jedzenia. Kiedy wrócę po ciebie, pójdziemy do mojego samochodu i wyjedziemy na kilka dni z miasta, dobrze? – nic nie odpowiedziała, tylko pokiwała główką z uśmiechem na znak zgody. Wziąłem ją za rączkę i zaprowadziłem do kina. Akurat zaczął się seans jakiejś bajki, kupiłem bilet i patrzyłem jak moja córka znika za drzwiami sali kinowej. Poszedłem szybko do sklepu z ubraniami dla dzieci i kupiłem jej trochę bielizny, dwie pary spodni i kilka bluzeczek i sweterków. Z tego sklepu poszedłem na zakupy dla siebie, cały czas sprawdzałem godzinę na zegarku. Trochę ryzykowne było zostawanie w tym samym budynku co Kamila, ale nie pomyślałem wcześniej. Minęło dopiero pół godziny, a ja miałem wszystkie zakupy gotowe. Wróciłem do kina i poprosiłem salowego, żeby poprosił moją córkę na zewnątrz. Dziewczynka wyszła, chociaż widziałem na jej twarzy, że nie była pewna czy robi dobrze, ale na mój widok znowu się uśmiechnęła. Podziękowałem chłopakowi, wziąłem małą za rękę i wyszliśmy.
- Zuzia?! – przed samymi drzwiami na parking usłyszałem za nami zdziwiony krzyk Kamili.
- Nie odwracaj się kochania – powiedziałem po cichutku i przyspieszyliśmy kroku, córka mnie posłuchała i nie zwracając uwagi na matkę szła dalej.
- Zuzia czekaj! – tym razem usłyszeliśmy za nami odgłos szybkich kroków, nawet nie wysiliła się, żeby pobiec. Automatyczne drzwi szurnęły otwierając się przed nami, wyszliśmy i skręciliśmy w prawo. W oddali widziałem przyjaciela mojej byłej żony rozmawiającego z ochroną i policją przy swoim mercedesie z potłuczoną szybą. Samochód miałem zaparkowany w połowie drogi między drzwiami do centrum handlowego, a grupką mężczyzn rozprawiających nad wandalizmem. Otworzyłem zamek, Zuzia wśliznęła się do środka pierwsza, jeszcze rozejrzałem się po parkingu, w tej chwili Kamila pojawiła się, nasze oczy się spotkały. Widząc mnie poczerwieniała na twarzy.
- Porwał mi córkę! – wrzasnęła na cały głos, stojący w oddali mężczyźni odwrócili się, dwóch policjantów ruszyło w moim kierunku. Nie zwlekając dłużej wsiadłem i odpaliłem silnik. Zanim zdążyli przecisnąć się między zaparkowanymi autami zdążyłem ruszyć. Kamila zrzuciła z nóg buty na obcasie i pobiegła do swojego przyjaciela. Wyjeżdżając na ulicę widziałem ruszającego mercedesa. Starałem się tym nie przejmować, zdecydowałem już, że pojedziemy z małą nad jezioro w moje rodzinne okolice. Znałem bardzo spokojny, oddalony od drogi ośrodek, spokojnie możemy się tam zaszyć na kilka dni, może nawet tygodni. W tym czasie dam radę powiadomić policję i wyjaśnić całą sprawę. Włączyliśmy się w ruch uliczny, na drodze było już sporo samochodów, ale na szczęście nie było korków. Udało nam się wmieszać między inne auta, w lusterku wstecznym widziałem wyjeżdżającego mercedesa, serce podeszło mi do gardła. Obserwowałem co zrobią, ale widocznie nie widzieli, w którą stronę pojechaliśmy, bo zdecydowali się skręcić w przeciwnym kierunku.

Jadąc już za miastem często sprawdzałem w lusterkach czy nie widać czarnego mercedesa, na szczęście nie było go. Do ośrodka dojechaliśmy wieczorkiem, wybraliśmy domek pod lasem, sezon jeszcze się nie zaczął i nie mieli zbyt dużego ruchu. Mogliśmy się czuć tu bezpieczni, przez kilka dni nie przejmowaliśmy się niczym, nie martwiłem się policją. Kamila nie mogła jej wezwać, bo to ona porwała dziecko kilka lat temu, ja miałem pełne prawo do opieki, miałem czas na zgłoszenie się i wyjaśnienie wszystkiego. Teraz czas należał do mnie i mojej córki, chciałem nadrobić stracone lata.

Zadzwonił telefon budząc mnie, był już ranek, siedzieliśmy zaszycie w tym ośrodku od tygodnia. Podniosłem komórkę, już prawie zapomniałem, że ją mam, tak rzadko jej używałem, dzwoniła matka.
- Halo? – powiedziałem sennym głosem, ale to co usłyszałem po drugiej stronie rozbudziło mnie momentalnie. Rozłączyłem się i obudziłem córkę.
- Kochanie zawiozę cię do wujka Roberta, ja muszę jechać do babci.
- Nie mogę jechać z tobą? Chciała bym zobaczyć babcię – spytała mała sennym głosem przeciągając się na łóżku.
- Innym razem, teraz zostaniesz u wujka – nie sprzeciwiała się, choć trochę denerwowała się, że ją poganiam, ale sprawa była poważna. Nie mówiłem nic, żeby jej nie denerwować. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy, nawet nie zdawałem sobie sprawy, że jadę za szybko, dopiero spojrzenie na córkę uświadomiło mi, że powinienem zwolnic, miała bardzo przestraszoną minę. Dojechaliśmy do domu mojego brata, widok stojącego na podjeździe samochodu uszczęśliwił mnie, wiedziałem, że ktoś jest. Podeszliśmy pod drzwi i nadusiłem dzwonek, nie puszczałem go dopóki nie usłyszałem, że ktoś otwiera drzwi. Stanął przed nami Robert w bokserkach i rozwiązanym szlafroku, widać było, że wyrwaliśmy go z łóżka. Bardzo się zdziwił na nasz widok, bez słowa wyjaśnienia wepchnąłem córkę delikatnie do środka sam zostając za progiem.
- Możesz się nią zająć, ja muszę jechać do mamy.
- Co się dzieje? – wyraz zaskoczenia nie schodził z twarzy mojego brata. Pociągnąłem go na zewnątrz, zatrząsł się z zimna czując delikatny podmuch porannego wiatru. Zawiązał szlafrok.
- Zamknij drzwi – posłuchał wpatrując się we mnie – Kamila nie mogąc nas znaleźć pojechała do mamy i czeka tam na mnie. Muszę jechać, nie mam czasu wyjaśniać wszystkiego. Wezwij policję i nie mów nic Zuzi, nie chcę jej martwić.
- Człowieku, kurwa, martwić? Nie odzywasz się przez kilka miesięcy, po czym wpadasz do mnie skoro świt ze swoją zaginioną córką i oświadczasz, że twoja świrnięta żonka czeka na ciebie u naszej mamy? – już go nie słuchałem, domyślałem się jak to może wyglądać, ale nie miałem czasu na wyjaśnienie. Nie wiedziałem, co moja była może zrobić matce i nie chciałem się o tym przekonać. Robert wbiegł do domu, w zamykających się drzwiach widziałem przestraszoną Zuzię wpatrującą się w moje odjeżdżające auto.

Przed domem matki stał mercedes, nie miał jeszcze wstawionej szyby, jedynie puste miejsce było zaklejone folią. Zostawiłem otwarty, niedbale zaparkowany samochód przed domem i wbiegłem do środka, najpierw w oczy rzuciła mi się leżąca na kanapie w salonie płacząca matka, ruszyłem przez przed pokój w jej kierunku. Na mój widok zaczęła krzyczeć.
- On jest wariatką! Zabiła tego człowieka! – początkowo nie wiedziałem, o co chodzi, ale kiedy wszedłem do salonu zobaczyłem leżącego pod ścianą w kałuży krwi przyjaciela Kamili, trzymał się za brzuch, spomiędzy zaciśniętych palców wypływała mu krew – Złapała nóż i zadźgała go! Nie dała wezwać pogotowia! – podszedłem do matki, kiedy stałem nad nią zobaczyłem, że chce mi coś powiedzieć, ale nie zdążyła. Poczułem silne uderzenie czymś twardym w głowę. Upadłem, stała nade mną Kamila z deską do krojenia.
- Gdzie jest moja córka? – oczy jej płonęły – Gdzie ją zabrałeś?
- Nie odzyskasz jej, jesteś chora! – krzyknąłem, wiedziałem, że nie poprawię tym swojej pozycji, ale nie miałem zamiaru rozmawiać z wariatką. Cisnęła we mnie deską i odsunęła się. Wstałem i nie spuszczając wzroku z mojej byłej żony pochyliłem się nad matką.
- Mamo wstań, ja ją zatrzymam, a ty wyjdziesz z domu i uciekniesz – złapałem ją za rękę i pomogłem się podnieść.
- Ona cię zabije, nie możesz tu zostać – matka płakała. Podtrzymywałem ją i idąc w kierunku wyjścia z pokoju osłaniałem ją przed wzrokiem, Kamili.
- Nigdzie nie pójdzie, zostanie tu z nami i będzie czekała na wnusię, jak przystało na dobrą babcie! – krzyczała rzucając w naszym kierunku wszystkim, co podeszło jej pod rękę. Kątem oka spojrzałem na leżącego pod ścianą mężczyznę, ciężko oddychał, było widać, że nie ma już szans, chciałem mu pomóc, ale nie miałem jak.
- Uciekaj mamo, policja już jedzie, nic mi nie będzie – w oddali było słychać syreny zbliżających się radiowozów, jednak zdawało się to nie robić wrażenia na mojej byłej. Przez okno zobaczyłem, że matka jest już na zewnątrz i biegnie do sąsiadów. Na moment wszystko pociemniało, rozległ się dźwięk tłuczonego szkła, dostałem w głowę wazonem. Lekko zamroczony zachwiałem się na nogach. Kamila rzuciła się na mnie z nożem. Udało mi się odsunąć w dobrym momencie i ostrz ominęło mnie. Chwyciłem nadgarstek napastniczki i ścisnąłem, nóż wyleciał na podłogę, drugą ręką machnęła mi drapnęła mnie w twarz, poczułem jak paznokcie rozrywają mi skórę, rozcięła mi czoło. Krew spływała mi do oczu ograniczając widoczność. Odepchnąłem ją na ścianę, a sam odskoczyłem i starałem się wybiec z domu. Przed samymi drzwiami wyjściowymi poczułem jak nóż wbija mi się w ramię, zebrałem w sobie wszystkie siły i nacisnąłem klamkę zranioną ręką. Teraz wiem ile miałem szczęścia, ze trafiła w ramie, a nie w plecy, zbiłaby mnie na miejscu. Wypadłem przed domu, radiowozy właśnie zajeżdżały, widząc mnie funkcjonariusze szybko wyskoczyli z samochodów i ruszyli w moim kierunku. Zanim drzwi zdążyły się zamknąć wyszła z nich Kamila trzymając w ręku zakrwawiony nóż. Starałem się uciekać, na werandzie źle wymierzyłem kroki i przewróciłem się na niewysokim schodku prowadzącym na podwórze. Leżąc odwróciłem się na plecy i odpychając się nogami starałem oddalić się od wariatki z nożem.
- Niech pani rzuci ten nóż! Natychmiast! – krzyczeli policjanci, Kamila zdawała się ich nie słyszeć, idąc w moim kierunku jak w amoku powtarzała pod nosem „gdzie moja córka?” – Rzuć nóż, bo będę strzelał! – nadal nic nie docierało do niej, odpychałem się nogami, ale odległość między mną, a moją byłą żoną zmniejszała się.
- Oddaj mi ją! – krzyknęła rzucając się na mnie. Odruchowo zasłoniłem twarz rękami. Rozległ się huk wystrzału, późnej drugi, lecące na mnie ciało Kamili zdawało się zatrzymać na chwilę i odbić od powietrza. Nóż wyleciał jej z ręki i upadł na ziemię. Ciało prze kilka sekund zdawało się jeszcze stać zanim upadło martwe na ziemię. Jeden z policjantów podbiegł i sprawdził puls. Nie żyła. Zbierając siły podniosłem się i usiadłem. Jakiś funkcjonariusz podszedł do mnie i zaczął o coś wypytywać, ale nie zwracałem na niego uwagi. Siedziałem wpatrzony w puste oczy mojej byłej żony i zastanawiałem się jak mam to wszystko opowiedzieć córce.








Proszę o opinie i oceny. Bardzo dziękuję za zainteresowanie moją twórczością. Zapraszam do czytania moich pozostałych opowiadań.

Data:

 Październik 2008

Podpis:

 Woland

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=48676

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl