DRUKUJ

 

"Młot na czarownice"

Publikacja:

 09-02-02

Autor:

 hanu7
"MŁOT NA CZAROWNICE"

by

Anna Waczko-Budzowska



FADE IN:


NAPISY NA CZARNYM TLE:
„W 1487 ROKU ZOSTAJE WYDANA KSIĄŻKA „MŁOT NA CZAROWNICE” SPISANA PRZEZ DWÓCH DOMINIKANÓW NALEŻĄCYCH DO INKWIZYCJI. KSIĄŻKA WYJAŚNIA, ŻE MAGIA ISTNIEJE I UKAZUJE JAK ROZPOZNAWAĆ KOBIETY, KTÓRE SIĘ NIĄ POSŁUGUJĄ. OPISUJE TORTURY I SPOSOBY POZBYWANIA SIĘ WIEDŹM. CHOĆ NIE ZOSTAJE UZNANA PRZEZ KOŚCIÓŁ KATOLICKI, AŻ DO 1678 ROKU JEST W EUROPIE NAJPOPULARNIEJSZĄ KSIĄŻKĄ ZARAZ PO BIBLII.”

WNĘTRZE. DREWNIANA CHATKA. NOC.
Czarnowłosa Marii budzi z niepokojem w głosie małą dziewczynkę.
MARI
Musimy wyruszać.
Sześcioletnia blondynka o dużych szarych oczach – Vivien - powoli zwleka się z posłania na podłodze. Marii zdenerwowana pakuje szybko do lnianego worka po kolei wszystkie rzeczy ze starego drewnianego stołu. Drewniane miseczki, miedziany moździerz, świecę na podstawce. Z dziury pod deską podłogową wyciąga małą książkę, otrzepuje ją szybko z ziemi i pakuje do kieszeni ukrytej w kocu. Vivien odrywa ususzone zioła wiszące na drewnianym drągu i zawija je w szmatę. Widać, że chatka nie służy im od dawna, wygląda na niezamieszkałą.

PLENER. LAS. NOC.
Między wielkimi starymi drzewami przedzierają się dobrze zbudowani mężczyźni niektórzy z pochodniami w ręku. Idą bardzo szybko, niektórzy mają do pasa przypięte noże. Przed nimi wyłania się stara drewniana chatka.

WN. DREWNIANA CHATKA. NOC.
Marii uchyla stare drzwi i z przerażenia otwiera szerzej oczy. Podbiega do córki, która pakuje do torby rozdrobnione zioła, chwyta ją za rękę.
MARII
Zostaw.
Dziewczynka patrzy na matkę z niepokojem.

PL. LAS. NOC.
Jeden z mężczyzn wychodzi przed resztę.
PRZEŻARTY
To tu.
Mężczyźni otaczają chatkę. Dwóch (w tym Przeżarty) wyważa stare drzwi. Wchodzą do środka. Przeżarty wychodzi po chwili. Wściekły łamie kopniakiem barierkę przed chatką.
PRZEŻARTY
Nie ma jej. Nie mogła daleko uciec.
Ogląda las mrużąc oczy.
PRZEŻARTY
Przeszukajmy las.
Mężczyźni rozbiegają się po lesie. Przeżarty z obłędem w oczach chwyta pochodnię tęgiego mężczyzny i rzuca nią w chatę. Spróchniałe drewno szybko zajmuje ogień, łuna światła oświetla las dookoła, odbija się w oczach zadowolonego mężczyzny.
Przerażona Marii leży z córką przy pniu dużego drzewa. Ciemnym płaszczem okrywa małą dziewczynkę. Łuna palonej chatki odbija się na twarzy kobiety, ukazując jej czoło zroszone potem. Marii zakrywa głowę kapturem i czeka nieruchomo.

PL. LAS. POPOŁUDNIE.
Czarnowłosa kobieta z twarzą ukrytą w kapturze zgniło zielonego płaszcza przechodzi leśną dróżką trzymając małą dziewczynkę za rękę. Mijają przydrożne krzaki i wielkie stare drzewa. Siadają na zwalonym pniaku, dziewczynka żuje suszone mięso. Obie maja podkrążone oczy, na twarzach widać oznaki zmęczenia.
VIVIEN
Mamo...?
Marii tężeje twarz. Zatrzymuje się nagle.
MARII
(Wskazując dziewczynce zioła rosnące za jej plecami)
Spójrz.
VIVIEN
Szczurze ogonki!
MARII
(z wymuszonym uśmiechem)
Mamy dziś szczęście.
Zadowolona dziewczynka ucina łodyżki ziół. Marii zamyślona wpatruje się smutno w leśną dróżkę wiodącą w głąb lasu.

PL. LAS. WIECZÓR.
Promienie gasnącego słońca oświetlają górzystą drogę. Marii ze śpiącą dziewczynką na rękach przystaje i spogląda z zadowoleniem na starą drewnianą chatkę „wyrastającą” spomiędzy drzew.

WN. MAŁA CHATKA. RANEK.
Kobieta w małym garnuszku kruszy zioła. Dolewa do nich wody. Strużka dymu wypływa przez dziurę w dachu. Kobieta wyciąga z koca małą książeczkę i powoli zapisuje w niej kilka zdań. Przerywa na chwilę. Szuka dziewczynki wzrokiem.

PL. POTOK PRZY LASKU. DZIEŃ.
Dziewczynka dotyka wydętego policzka wielkiej obślizgłej ropuchy. Ropucha odskakuje. Dziewczynka podchodzi do niej i jeszcze raz dotyka ją w policzek. Żaba odskakuje. Vivien ściąga brwi i siada koło ropuchy cały czas się w nią wpatrując.
VIVIEN
Mówiłam, nic ci nie zrobię. Nie wolno samemu biegać po lesie.
Żaba rechocze. Odskakuje jeszcze dalej.
VIVIEN
Skakać też nie.
Dziewczynka zauważa Marii stojącą niedaleko. Matka wyciąga do niej rękę. Mała podbiega i chwyta jej dłoń. Idą w stronę chatki.

WN. CHATKA. DZIEŃ.
Marii ściąga z małego ognia garnuszek i stawia na podłodze. Bucha z niego para. Dziewczynka siedzi przed otwartą książeczką mamy i suchą gałązką udaje, że pisze. Marii zgniata w palcach jagody i wrzuca je do parującego wywaru. Substancja w nim zmienia kolor na bordowy, a kiedy Marii go miesza mieni się jasnym fioletem.
MARII
Pójdziemy dziś razem.
Vivien otwiera szeroko oczy. Zaskoczona i zadowolona patrzy w garnuszek. Marii podaje go małej do wypicia. Dziewczynka posłusznie pije i krzywi się, kiedy dochodzi do niej smak. Na jej ustach zostają sino bordowe plamy. Kobieta wyciąga spod paleniska trochę popiołu, wciera w ręce i rozmazuje małej po twarzy.

PL. ŚRODEK WIOSKI. ULICA KUPIECKA. DZIEŃ.
Dziewczynka siedzi z sinymi ustami i ubrudzoną twarzą razem z mamą przy dróżce kupców. Marii oprócz płaszcza ma na głowie chustkę przykrytą kapturem, który całkowicie zakrywa włosy. Spod ubrania błyskają tylko od czasu do czasu jej brudne ręce. Przed nimi leży kocyk a na nim zioła i jagody zwinięte w duże zielone liście. Obok, co jakiś czas, przechodzą różni ludzie. W oddali widać porozstawianych sprzedawców, niektórzy mają swoje drewniane budki. Vivien ogląda ludzi przechodzących z wielkim zainteresowaniem. Marii klęczy ze spuszczoną głową…

PL. ŚRODEK WIOSKI. ULICA KUPIECKA. POPOŁUDNIE.
Vivien rysuje patykiem po piasku. Co jakiś czas sięga do jednego z liści, który jest już prawie pusty. Reszta jagód leży tam gdzie leżała rano. Podchodzi do nich mężczyzna w średnim wieku w grubym płaszczu z rybami w sieci. Wydaje się miły.

KSIĄDZ
(wyciągając jedną z ryb)
Wymienicie się?
Dziewczynka patrzy na niego wielkimi oczami. Marii nie rusza się. Dziewczynka spogląda na mamę. Marii rusza potakująco głową. Dziewczynka patrzy z uśmiechem na mężczyznę i kiwa kilka razy potakująco. Bierze rybę do rąk i rzuca ją na koc. Daje mężczyźnie w zamian jagody.
KSIĄDZ
Muszą się z wami oswoić.
Dziewczynka patrzy na księdza z pytaniem w oczach.
KSIĄDZ
Mieszkańcy. Macie gdzie przenocować?
Dziewczynka patrzy na mężczyznę. Powoli potakująco kiwa głową. Marii zaczyna zawijać koc.
KSIĄDZ
Dobrze… To dobrze.
Ludzie, którzy sprzedawali jeszcze na ulicach zaczęli przypatrywać się temu spotkaniu z zainteresowaniem. Marii, już gotowa do drogi, wstała i skinęła głową w podzięce. Wyciągnęła do dziewczynki rękę. Vivien szybko ją pochwyciła i ruszyła za matką. Obracała się jeszcze, co jakiś czas w kierunku mężczyzny, który ciągle stał w tym samym miejscu i patrzył za oddalającą się parą niecodziennych przybyszów.

PL. PRZED CHATKĄ. NOC.
Marii razem z małą Vivien siedzą przy ognisku i zachłannie „pochłaniają” kawałki ryby.
VIVIEN
To był dobry Pan, prawda…? Był dobry.
Marii popatrzyła na córkę nie przerywając jedzenia ryby.
MARII
Jesteś za mała żeby zrozumieć.
Vivien posmutniała. Patrzyła w ogień ze łzami w szarych oczkach.
MARII
Jutro zostajesz.
VIVIEN
Nie mamusiu. Nie zostawiaj mnie tu samej.
Marii wstała z zaciętą twarzą, zalała ognisko wodą z garnuszka. Nie zwracając uwagi na małą poszła do chatki. Vivien zapłakana ruszyła za nią.
VIVIEN
Mamusiu...

WN. CHATKA. DZIEŃ.
Mała Vivien już czysta, siedzi na podłodze. Wpatruje się ze skupieniem w salamandrę plamistą, która sunie powolnymi ruchami w kierunku dziury w drzwiach. Dziewczynka blokuje jej wyjście ręką.
VIVIEN
Nie możesz dziś tam pójść. Musisz zostać ze mną.
Salamandra próbuje przejść przez rękę dziewczynki. Mała wsadza ją do garnka, z którego jaszczurka nie może się wydostać.
VIVINEN
To dla twojego dobra rozumiesz. Tam są źli ludzie. Oni zabili babcię rozumiesz. Nic nie rozumiesz!

PL. KUPIECKA ALEJKA. DZIEŃ.
Brudna, umorusana popiołem Marii siedzi na kocu ze spuszczoną głową i wyciągniętymi rękami. Żebrze.
Podchodzi do niej kobieta w chustce na głowie, biedna, wygłodzona. Chwyta Marii za ręce i próbuje zajrzeć jej w oczy.
WYGŁODZONA
Moja Babula jest chora. Potrzebna jej pomoc. Ona umiera. Proszę… Niech Pani się zlituje… Ja widziałam zioła.
Marii wstaje, pakuje swoje rzeczy i odchodzi od Wygłodzonej. Szybkim krokiem opuszcza alejkę. Dziewczyna podbiega do niej i chwyta ją za rękę.
WYGŁODZONA
Jeżeli ona zginie zostanę sama. Nie mam nikogo. Proszę.
Marii zacisnęła usta, popatrzyła jeszcze raz na kobietę. Złagodniała. Skinęła głową potakująco. Dała się poprowadzić w stronę domku Staruszki.

WN. CHATA STAREJ KOBIETY. PÓŹNE POPOŁUDNIE.
Marii zaraz za Wygłodzoną wchodzi do drewnianej chatki. Tam, za wiszącymi szmatami, stoi przy leżącej staruszce jakiś mężczyzna. Marii cofa się nerwowo. Dziewczyna uspakaja ją gestami rąk. Marii od pokoju oddzielają wiszące obok drzwi szmaty. Wygłodzona podchodzi do mężczyzny. Ksiądz kończy modlitwę, zarysowuje rękami znak krzyża nad głową staruszki. Kłania się Wygłodzonej i wychodzi. Kiedy przechodzi obok szmat, zauważa Marii. Patrzą na siebie, ona z lękiem, on zafascynowany i zaciekawiony. Marii zaciska ręce na płaszczu. Ksiądz wychodzi z chatki.
Marii ogląda staruszkę, patrzy jej głęboko w oczy. Staruszka pokazuje jej gdzie ją boli.
Marii wyciera czoło starej kobiecie. W chatce jest pełno dymu od zapalonej gałązki ziela. Zmęczona Marii daje Babuli zioła do wypicia. Staruszka tak jak Marii ma na czole kropelki potu. Uśmiechają się zdawkowo do siebie. Marii spogląda przez dziury między deskami na zachodzące słońce.

WN. CHATKA. RANEK.
Marii budzi się w chustce na głowie i szacie z poprzedniego dnia. Siada na posłaniu. Vivien nie ma obok niej. Marii zakłada płaszcz. Wychodząc zauważa nieżywą jaszczurkę w garnku.

PL. PRZED CHATKĄ. RANEK.
Przy palenisku, na którym smażyła się ryba, siedzi Vivien cała brudna. Chwyta w ręce popiół i wciera sobie w twarz. Marii patrzy na to z osłupieniem. Podchodzi do córki i przytula ją do siebie. Bierze na ręce i wchodzi do domku.
PL. ALEJKA KUPIECKA. DZIEŃ.
Marii trzyma małą za rękę i idzie w stronę końca alejki. Wszyscy patrzą na nie złowrogo. Marii zatrzymuje się widząc wzrok ludzi. Odwraca się, szukając ucieczki, ale drogę zachodzi jej Przeżarty. Jego ludzie otaczają ją. Marii ściska małą trochę za mocno. Dziewczynka piska dwa razy. Mieszkańcy tłoczą się wkoło. Ksiądz widząc to z daleka, podbiega do tłumu.
KSIĄDZ
(do przeżartego)
Co się tutaj dzieje?
PRZEŻARTY
Ścigamy tę kobietę od kilkunastu dni. Zabiła w naszej wiosce kobietę i dziecko. To czarownica. Trzeba ją spalić.
Przez gawiedź przebiegają oskarżycielskie szepty.
KSIĄDZ
Najpierw ją przesłuchamy.
PRZEŻARTY
Uważajcie na swoje dzieci, ona zjada ich serca. Tą dziewczynkę też trzyma, żeby ją pożreć.
Przeżarty podchodzi do Marii, chwyta ją za rękę. Kobieta próbuje się wyrwać. Mężczyzna ściąga jej kaptur z głowy i zrywa chustkę z włosów. Przez zebranych przechodzi westchnienie i jęki strachu. Jej długie czarne włosy rozkręcają się i rosną w oczach. Włosy czarne jak smoła. Mała blondyneczka na jej rękach patrzy na ludzi zlękniona.
PRZEŻARTY
Widzicie, to nie jest jej córka.
Ludzie wokół zaczynają podnosić głos. Ksiądz patrzy na kobietę ze strachem.
MARII
(Marii kręci głową)
To nieprawda! To moja córka! Moja córka. Czemu mi to robisz?
Zwraca się do Przeżartego. Zlęknione matki chwytają w objęcia dzieci patrząc złowrogo na czarnowłosą kobietę. Mężczyźni zacieśniają krąg wokół Marii.
KSIĄDZ
(podnosząc rękę, zatrzymując tłum)
Musimy ją przesłuchać.

WN. CELA. DZIEŃ.
Ksiądz siada przy drewnianym stole. Naprzeciwko dwóch osiłków prowadzi Marii do krzesła.
KSIĄDZ
Jak się nazywasz?
MARII
Marii …
KSIĄDZ
Chyba wiesz, dlaczego się tutaj znalazłaś.
MARII
Jestem niewinna.
KSIĄDZ
Zobaczymy… Czy to prawda, że zabiłaś kobietę i jej dziecko?
MARII
Próbowałam jej pomóc. Umarła przy porodzie, nie z mojej winy.
KSIĄDZ
Próbowałaś jej pomóc? Jak?
MARII
Znam się na ziołach.
KSIĄDZ
Sądzisz, że masz władzę nad życiem i śmiercią?
W pokoju panuje cisza. Marii patrzy na swoje zniszczone buty.
KSIĄDZ
Czy jesteś czarownicą?
MARII
Nie!
KSIĄDZ
Czy paktowałaś z diabłem?
MARII
(rozpaczliwie)
Nie.
KSIĄDZ
Czy to szatan daje ci moc i szepce do ucha rozkazy?
MARII
Nie!!!
KSIĄDZ
Jeśli kłamiesz spłoniesz na stosie.
MARI
Rozpaczliwie
Nieee…
KSIĄDZ
Przysięgnij, zatem na krzyż.
Kobieta klęka i całuje stopy Ukrzyżowanego Chrystusa.
MARI
Przysięgam.
KSIĄDZ
Masz szczęście, że nie złapała cię Inkwizycja.

WN. CELA. DZIEŃ.
Vivien siedzi na kamiennym posłaniu. Łzy spływają jej po policzkach. Drzwi celi się otwierają, staje w nich Ksiądz. Mężczyzna zamyka za sobą drzwi i staje przy dziewczynce. Głaszcze małą po jasnych włoskach, dziecko powoli się uspakaja.
VIVIEN
Ty jesteś dobry prawda?
KSIĄDZ
(po chwili zastanowienia)
Tak.
VIVIEN
Mama miała racje. To przeze mnie ją złapali.
KSIĄDZ
Dlaczego tak sądzisz?
VIVIEN
Mama mówiła, że ci źli ludzie nas gonią, że musimy się ukryć.
KSIĄDZ
Jacy źli ludzie?
VIVIEN
Złapali przeze mnie mamę. Źli ludzie. Ale ty jesteś dobry tak? Jesteś dobry?
KSIĄDZ
Uspokój się dziecko. Powiedz, pamiętasz, czemu uciekacie?
VIVIEN
Mamusia pomagała wszystkim, żeby byli zdrowi. Ja byłam przy tym, moja mama nic nie zrobiła. Nie zdążyła pomóc tej pani. Ta Pani umarła i jej dzieciątko. Umarło.
KSIĄDZ
Czy twoja mama spotykała się z innymi kobietami, które pomagały ludziom?
VIVIEN
Nie wiem.
KSIĄDZ
Czy znasz inne kobiety, które leczą ludzi?
Vivien pokręciła głową.
KSIĄDZ
Gdzie spędzałyście z mamą ostatnie noce?
VIVIEN
W takim starym domku. Przy lesie.
KSIĄDZ
Nikt tam nie mieszkał?
VIVIEN
Tylko pająki.
Cisza. Ksiądz wpatruje się w dziewczynkę.
VIVIEN
Kiedy wróci mamusia?
KSIĄDZ
Tego jeszcze nie wiem.

PL. PRZED CHATKĄ BABULI. DZIEŃ.
Ksiądz puka do drzwi chatki. Otwiera mu zaniepokojona staruszka.
STARUSZKA
Szczęść Boże. Proszę.

WN. CHATKA BABULI. DZIEŃ
Ksiądz przechodzi obok szmat wiszących przy drzwiach, zatrzymując przez chwilę na nich wzrok. Staruszka siada powoli na łóżku. Na półeczce obok leżą pozostałości po palonych ziołach. Ksiądz je zauważa.
STARUSZKA
(patrząc za jego wzrokiem)
Ona nie jest czarownicą proszę księdza. To dobra kobieta. Uratowała mi życie.
Ksiądz siedzi nieruchomo z zamyśloną miną. Podnosi wzrok na babulę.
KSIĄDZ
Nie sądzę żeby nią rzeczywiście była.
Babula patrzy na niego uważnie.
STARUSZKA
Trochę mi ją przypomina, tylko jest o wiele smutniejsza.
KSIĄDZ
Tego się boję. Nie pozwolę na to, aby kolejna niewinna matka osierociła dziecko. Tym razem stoi za mną kościół. Oszczędzę temu dziecku moich cierpień.
Staruszka patrzy ze współczuciem na księdza.

PL. PRZED OPUSZCZONĄ CHATKĄ. DZIEŃ.
Ksiądz razem ze strażnikiem dochodzą do chatki, w której przebywała Marii z dzieckiem. Ksiądz obchodzi ją w około. Natyka się na ognisko z odpadami rybich ości. Nabiera pewności i wchodzi powoli do zniszczonego przez czas domu. Strażnik czeka na zewnątrz.

WN. OPUSZCZONA CHATKA. DZIEŃ.
Ksiądz rozgląda się po chatce. Mija zioła wiszące na drągach. Wącha je. Przygląda się im. Na ziemi leżą obok siebie moździerz i świecznik ze znikomą ilością wosku. Idąc dalej, ciągle wpatrując się w moździerz, staje nogą na małym garnczku. Odskakuje widząc w nim jaszczurkę. Nogą wysypuje martwą salamandrę, twarz mu poważnieje. Na poskładany koc w legowisku kładzie ucięte zioła. Sprawdza garnczek, w którym uwięziona była jaszczurka. Mruży oczy w zamyśleniu. W ręku ściska swój krzyż zawieszony na szyi.

WN. CELA. WIECZÓR.
Marii stoi przy ścianie z zaciętą twarzą. Kiedy Ksiądz wchodzi do pomieszczenia reaguje natychmiastowo. Odwraca się do niego przestraszona. Za Księdzem wchodzi strażnik trzymający rzeczy Marii. Ksiądz pokazuje mu gdzie je położyć, sługa kładzie je na stoliku.
KSIĄDZ
(do strażnika)
Zostaw nas samych.
Strażnik kłania się i wychodzi. Marii otwiera szerzej oczy ze strachu. Odsuwa się od Księdza.
MARI
Gdzie jest moja córka?
Ksiądz patrzy na nią skupionym spojrzeniem.
KSIĄDZ
Poznajesz te rzeczy?
Marii potakuje, ciągle niespokojna.
KSIĄDZ
Znalazłem w tym zdechłą jaszczurkę. Ktoś ją tam uwięził.
Kobieta z jeszcze szerzej otwartymi oczami zaczyna kręcić głową. Nerwowo mruga.
KSIĄDZ
Czemu uwięziłaś jaszczurkę? Czy to jedna z zabaw znachorek? Zabijanie sprawia ci przyjemność?
Marii nie wie, co odpowiedzieć.
KSIĄDZ
Milczenie ci nie pomoże.
Ksiądz patrzy twardo na kobietę. Marii ma łzy w oczach. Kręci głową.
MARI
Znalazłam ją już martwą.
Ksiądz rusza w stronę drzwi. Kobieta pada na kolana i woła za nim.
MARI
(łkając)
Nie, proszę. Odpowiem na wszystkie pytania, zrobię, co ksiądz każe. Tylko proszę, błagam, nie róbcie krzywdy mojemu dziecku.
Ksiądz stoi w miejscu twarzą do drzwi. Drga mu powieka. Odwraca się do Marii.
KSIĄDZ
Dobrze. Zacznijmy od początku.
WN. CELA DZIEWCZYNKI. DZIEŃ.
Vivien zasmucona siedzi na posłaniu. Przebiera paluszkami. Łzy ciekną jej po policzkach. Ksiądz siedzi na krześle naprzeciwko.
VIVIEN
Wiem, że umarła przeze mnie.
Ksiądz w ciszy patrzy na dziewczynkę.
VIVIEN
Mama zawsze mówiła, musimy się ukryć.
KSIĄDZ
Wiem coś o tym, ale wy już nie będziecie musiały się ukrywać.
VIVIEN
I będzie tak jak kiedyś?
KSIĄDZ
Nigdy nie jest tak jak było kiedyś.

VIVIEN
(po chwili zamyślenia)
Jesteś mądry prawda?
Ksiądz śmieje się na głos. Dziewczynka też się powoli słabo uśmiecha. Tak jakby zapomniała jak to jest uśmiechać się.
Słychać pukanie do drzwi. Oboje obracają się w ich kierunku, dziewczynka od razu gasi swój uśmiech. W drzwiach staje strażnik. Spogląda na księdza i dziewczynkę gniewnym wzrokiem.
STRAŻNIK
Pan Konstanty chce się z Księdzem widzieć. Powiedział, że poczeka w kościele.

WN. KOŚCIÓŁ. DZIEŃ.
Przeżarty ledwo mieści się między ławkami modlitewnymi. Klęczy i wpatruje się w Jezusa na krzyżu. Podchodzi do niego ksiądz. Przeżarty patrzy na niego wrogo. Ksiądz nie daje po sobie poznać jakichkolwiek emocji.
PRZEŻARTY
Ludzie gadają, że ksiądz je wypuści. Nie może Ksiądz tego zrobić!
KSIĄDZ
Chcesz zniszczyć życie z powodu cielesności. Obdarty z dumy chcesz się zemścić. A ja ci mówię wycofaj się. Nie bluźnij przeciwko Bogu. Przesłuchałem ją. Wiem o tobie więcej niż byś sobie tego życzył.
Przeżarty wstaje gwałtownie. Robi się cały czerwony z gniewu. Oczy wychodzą mu z orbit.
PRZEŻARTY
Co księdzu powiedziała, sama się do mnie śliniła. Omotała mnie, uśmierciła moją babę. Niech zajmuje jej miejsce, albo ginie za tą swoją magię! Wybiłbym jej to znachorstwo własnoręcznie, ale uciekła.
KSIĄDZ
Powinieneś się wstydzić.
PRZEŻARTY
Omotała mnie, a teraz omotała Księdza! Klnę się na Boga! Ma księgę zaklęć, zapisuje tam najohydniejsze rzeczy. Zabija zwierzęta, wydłubuje im oczy i serca. Widziałem tą księgę. Trzyma ją w kocu.
Ksiądz cofa się niepewny.
PRZEŻARTY
(triumfalnie)
Nie wspomniała księdzu o tym prawda.
Ksiądz patrzy na niego z szaleństwem w oczach. Rusza w kierunku wyjścia.

WN. CELA MARI. DZIEŃ.
Marii słyszy narastający, zbliżający się gwar kroków i złowrogi głos księdza krzyczącego coś do strażnika. Ksiądz prawie wbiega do celi kobiety. Patrzy na nią nienawistnym wzrokiem.
KSIĄDZ
Gdzie jest księga!?
Kobieta otwiera usta, ale z jej ust nie wypływa żaden dźwięk. Ksiądz w furii rzuca koc na stolik. Dźwięk uderzenia czegoś w środku o blat powoduje drganie powieki Księdza. Zlękniona kobieta patrzy na to wszystko zszokowana. Ksiądz bierze od strażnika nóż i przecina kawałek koca. Wyciąga ze skrytki zdobioną książeczkę, na której wydrapane jest imię „Johana”. Ksiądz podchodzi ze wściekłością do kobiety.
KSIĄDZ
Co to jest?!
Kobieta kręci głową, jakby chciała powiedzieć, że jest niewinna. Ksiądz uderza Marii w twarz. Marii osuwa się na podłogę. Strażnik wydaje się być zadowolony z rozwoju spraw.
KSIĄDZ
Okłamałaś mnie. Obie mnie okłamałyście.
MARI
(Ze łzami w oczach, z zaciętą twarzą)
Otwórz.
Ksiądz podchodzi do książki, jakby się jej brzydził. Otwiera ją. Przygląda się pierwszej stronie. Przegląda następne. Patrzy na kobietę pytająco.
KSIĄDZ
Co to jest?
MARII
Dostałam ją po mamie. Tak łatwiej je spamiętać. Zioła. Maluję je.
KSIĄDZ
Ucho nietoperza! Szczurze ogonki!? To są według ciebie zioła!?
MARII
Ksiądz się przyjrzy, to są zioła. Zmieniono im nazwy, by wywary nie były ważone przez nieodpowiednich. Ludzie są skłonni do najgorszych potworności. Zioła nie są dla wszystkich.
Ksiądz patrzy na Marii ze zdziwieniem. Przegląda książkę raz jeszcze. Jego twarz się zmienia. Mężczyzna klęka przed nią. Odmawia półgłosem modlitwę do Boga. Wstaje. Wychodzi. Wraca.
KSIĄDZ
(zimno)
Przygotuj swoje rzeczy. Jeszcze dzisiaj będziecie wolne.

WN. Przed kościołem. DZIEŃ.
Przeżarty rusza dróżką przed siebie, oddalając się od kościoła. Wychudzona kobieta woła za Przeżartym.
WYGŁODZONA
Panie, Pan się myli. Ta kobieta jest dobra. Ona, ona uratowała moją babkę.
Przeżarty ciągle wściekły, zatrzymuje się i patrzy na kobietę.
PRZEŻARTY
Nie uwierzę dopóki nie zobaczę.
WYGŁODZONA
Pan sam się przekona, babka mieszka tam, w tym domku, co go widać.
Przeżarty patrzy na dom, który wskazała kobieta. Nie rusza się. Znowu spogląda na kobietę jakby nie obecnym wzrokiem.
PRZEŻARTY
Tak. Tak. To jedyny sposób. Odwiedzę ją i sam się przekonam.
Przeżarty odchodzi od kobiety jakby w transie.

PL. PRZED KOŚCIOŁEM. DZIEŃ.
Ksiądz podchodzi do przeżartego, który stoi przed kościołem i przemawia do gromadzących się ludzi.
PRZEŻARTY
Zaczarowała waszego Księdza. Jutro zaczaruje waszych mężczyzn. Mnie też próbowała zwieść.
KSIĄDZ
Ten mężczyzna postradał rozum. Przesłuchałem kobietę i jej dziecko. To ona uratowała staruszkę przed śmiercią. To uzdrowicielka. Jeszcze dziś zostanie uwolniona. Kto się sprzeciwi mojej woli, występuje przeciwko Bogu!
Zdezorientowany tłum stoi w ciszy bez ruchu. Przeżarty spogląda na księdza z chytrym uśmiechem.
PRZEŻARTY
Wasz ksiądz został opętany przez czarownicę. Ten mężczyzna widział jak odprawiał do niej modły. Jak klęczał przed nią.
STRAŻNIK
(wychodząc przed tłum)
Ja, byłem tam. Widziałem. Ma księgę zaklęć.
Ludzie podchodzą bliżej. Słychać pojedyncze okrzyki. Nagle z domków w oddali słychać uwodzenia, krzyk. Przed tłoczących się ludzi wybiega Wychudzona.
WYGŁODZONA
Nie żyje. Babka nie żyje.
Jakaś kobieta z tłumu piszczy na tą wiadomość.
PRZEŻARTY
Ile osób jeszcze musi zginąć, zanim coś zrobicie? Chrońcie swoje dzieci!?
Tłum tym razem wściekle zawodzi. Ludzie wynoszą z domów widły. Deszcz pada coraz mocniej.
PRZEŻARTY
Chodźcie za mną zabić czarownicę!
TŁUM
Zabić czarownicę! Spalić ją!
KSIĄDZ
Nikt dzisiaj nie zginie. Wracajcie do swoich domów!
PRZEŻARTY
Słyszycie? Broni ją. To najlepszy dowód! Trzeba ją spalić!!!
Tłum przedziera się siłą do kościoła.

WN. KOŚCIÓŁ. DZIEŃ.
Ksiądz popchnięty przez tłum pada na ziemię między ławki. Traci równowagę i uderza się w głowę. Traci przytomność. Przeżarty razem ze strażnikiem otwierają celę, gdzie Marii stoi przy ścianie sparaliżowana strachem.
MARI
Nie, proszę.
Przeżarty chwyta kobietę za rękę.
PRZEŻARTY
(syczy przez zęby)
Jak to mówiłaś? Że wolisz śmierć niż bycie moją, spełniam twoje życzenie.
Mężczyzna „rzuca” nią w stronę tłumu. Ludzie wyciągają brudną, zdezorientowaną Marii przed budynek. Strażnik podchodzi do celi dziewczynki. Otwiera klapę.
STRAŻNIK
Uciekaj dziecko. Jesteś wolna.

PL. PRZED KOŚCIOŁEM. DZIEŃ.
Kobiety targają mokre od deszczu ubrania Marii. Co po niektórzy plują na nią z pogardą na twarzy. Wzburzony tłum popycha ją coraz dalej od kościoła w stronę równiny. Słychać krzyki, jakiś młody mężczyzna uderza ją w twarz. Popychana, bita Marii wlecze się tam gdzie prowadzi tłum. Łzy ściekają jej po twarzy. Z daleka widać układany przez dwóch osiłków drewniany stos.

WN. KOŚCIÓŁ. DZIEŃ.
Wygłodzona próbuje niezdarnie, drżącymi rękami ocucić Księdza. Ksiądz otwiera oczy, mruży je z bólu. Przytomnieje.
WYGŁODZONA
(ze łzami w oczach)
Zamordowana, ktoś ją zabił. To chyba on. On to zrobił.
Ksiądz wścieka się, szybko wstaje. Wybiega razem z wygłodzoną z kościoła.
PL. GÓRZYSTA POLANA. DZIEŃ.
Marii przerażona próbuje się wyrwać z rąk oprawców. Kiedy spogląda na tłum dostrzega w nim córkę. Wyrywa się. Trzech mężczyzn łapie ją i przywiązuje do pala. Posiniaczona kobieta mówi półgłosem.
MARII
Nie. Nie róbcie tego.
PRZEŻARTY
Trzeba ją zabić, tylko wtedy jej magia przestanie działać! Giń wiedźmo.
Na twarzy Przeżartego widać półuśmiech szaleństwa. Przy palenisku pojawia się coraz więcej wiwatujących. Ludzie z wioski patrzą na widowisko z szeroko otwartymi oczami. Są zaintrygowani sytuacją.
Ksiądz przedziera się przez tłum ludzi. Zauważa z daleka Marii szarpiąca się na stosie.
KSIĄDZ
Zostawcie ją!
Marii zauważa go i kręci przecząco głową w jego kierunku. Ruchami głowy próbuje wskazać mu coś po prawej stronie. Ksiądz zauważa dziewczynkę wpatrującą się w matkę z daleka, wraca wzrokiem do Marii. Wpatrują się sobie w oczy. Ksiądz zmienia kierunek biegu.
Mały chłopiec stojący przy stosie trzyma zapaloną pochodnię. Skazana zaciska palce na drągu. Dumny ojciec małego stoi przy nim i z aprobatą potakuje głową.
Ksiądz łapie małą Vivien i zakrywa jej buźkę w habit. Marii kłania się do niego samą głową i bezgłośnie wymawia w jego kierunku „dziękuję”, łzy spływają jej po policzkach. Malec zapala pod nią stos. Tłum powoli milknie. Marii otwiera szeroko oczy. Porusza nerwowo nogami, ale z jej ust nie wydobywają się żadne dźwięki. Ksiądz ucieka z dziewczynką na rękach. Łzy niepowstrzymanie ciekną po jego bladej twarzy.
Ogień mimo deszczu roznieca się szybko. Pali skórę kobiety. Marii otwiera szeroko usta i ostatnim tchem jakby krzyczy z całych sił, jednak z jej gardła nie płyną żadne dźwięki.
KSIĄDZ
(łkając)
Mamo, Mamo...
Mieszkańcy nie zauważają oddalającego się Księdza. Wszyscy są zahipnotyzowani palącą się kobietą.
Wn. Kościół. Dzień.
Ksiądz z dziewczynką na rękach, „wpada” do komnaty, w której wcześniej przebywała Marii. Pakuje jej rzeczy do lnianego worka, razem z księgą. Zakłada zgniło zielony płaszcz znachorki. Wychodzi z komnaty. Wychodząc z kościoła przez ołtarz, zabiera z niego pismo święte i modlitewnik. Niesie ze sobą butelkę. Dziewczynka ciągle płacząc cichutko wtula twarz w płaszcz matki. Ksiądz klęka przed ołtarzem na jedno kolano ciągle z dziewczynką na sobie.
KSIĄDZ
Wybacz mi ojcze, bo zgrzeszyłem.
Rozbija butelkę o ambonę, zrzuca na ciecz palącą się świeczkę. Kościół zajmuje się ogniem.
KSIĄDZ
(do dziecka)
I ty Vivien wybacz mi. Nie udało mi się uratować twojej mamy. Przepraszam.

Pl. Przed kościołem. Dzień.
Ludzie wracając do domów zatrzymują się przy kościele, słysząc stamtąd niepokojące dźwięki. Ksiądz wychodzi przed kościół, ukazując przez wielkie drzwi szalejący we wnętrzu ogień.
KSIĄDZ
(do ludzi)
Nikt z was tu nie zasłużył na kościół. Bądźcie przeklęci za to, co zrobiliście. Bóg was ukarze.
Ksiądz odchodzi z dziewczynką ścieżką wiodącą na skraj lasu. Przy wejściu do lasu dogania go Wygłodzona, ciągle ze łzami na policzkach.
WYGŁODZONA
Panie weź i mnie.
KSIĄDZ
Zostań. Nie uratowałem jej, nie uratuję też ciebie.
WYGŁODZONA
Więc niech ksiądz mi pozwoli uratować siebie samą.
Ksiądz zgadza się ruchem głowy.

Pl. Ogród klasztorny. Dzień.
Biedronka drepce po listku uciekając przed cieniem, który się za nią wlecze. Mała Vivien ogląda biedronkę stąpającą po kwiatku. Nagle biedronka zatrzymuje się. Vivien mruży oczy ze zdziwienia.
VIVIEN
Co jest z tobą?
Vivien bierze biedronkę na swoją już troszkę większą dłoń. Podchodzi kilka kroków do otwartej bramy przy murach. Wyciąga rękę z biedronką do góry.
VIVIEN
Leć mała leć.
Biedronka ani drgnie.
VIVIEN
A tam. Rób, co chcesz.
Dziewczynka odkłada biedronkę słysząc dźwięk dzwonu. Biegnie do klasztoru.

Wn. Klasztor murowany. Dzień.
Vivien wślizguje się pod nakryty wielki stół. Męskie nogi pojawiają się w dziurze między obrusem a podłogą.
KSIĄDZ
Trzeba do jutra przygotować koszyczki nagietka, przyjdzie po nie ksiądz Beniamin. A gdzie Vivien?
Ksiądz obchodzi stuł dookoła.
KSIĄDZ
(ukrywając rozbawienie)
Szkoda, że jej nie ma. Ona najlepiej zna się na cięciu ziół. Pomogłaby ci wycinać Cecylio, a tak to chyba będziemy musieli to przygotować sami.
VIVIEN
Srocze piórka tnie się przy samych kwiatkach.
Ksiądz podnosząc obrus.
KSIĄDZ
Koszyczki nagietka Vivien. Koszyczki nagietka.
Ksiądz podaje Vivien rękę, ta ją przyjmuje i wychodzi spod stołu. Wygłodzona, już nie taka chuda, nakłada wszystkim jedzenie na talerze. Przy stole siedzi trzech zakonników, dwie kobiety i jedna mała Vivien. Wygłodzona dołącza do zebranych. Wszyscy składają ręce do modlitwy.
VIVIEN
Dziękujemy Ci Boże za te hojne dary na stole i w ogrodzie i za biedronki i za niebo. I za inne hojne dary, którymi nas obdarowałeś. Ślemy pozdrowienia dla mojej mamusi i wszystkich mamuś świata, które tam z tobą jedzą posiłki. Amen.
Zebrani śmieją się i zaczynają posiłek.

Koniec

Data:

 2008

Podpis:

 Vivian

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=51202

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl