DRUKUJ

 

Lekarstwo na miłość

Publikacja:

 09-02-13

Autor:

 cavelady
Iwona siedziała w kuchni sama. Mroźny, niedzielny poranek w ciepłej i przytulnej kuchni znaczony ciemną kawą i bułką z prawdziwym masłem był dla Iwony spełnieniem marzeń. Owinięta w ciepły, frotowy szlafrok w grubych, bawełnianych skarpetach na stopach czytała sobotni dodatek dołączony do Dziennika. Z prawdziwą przyjemnością popijała ciemną kawę przegryzając ją bułką. Z łazienki dobiegał przytłumiony szum wody. To Robert zażywał niedzielnej kąpieli nie zważając na koszty zużywanej wody. Często irytowało to Iwonę, że Robert nie potrafi oszczędzać, ale nie dziś, nie w taki poranek jak ten. I wszystko byłoby dobrze gdyby nie Natalia, która właśnie wsunęła się do kuchni. Właśnie - wsunęła się, bo przecież nie weszła. Ledwo odrywając stopy od podłogi zbliżyła się do lodówki i otworzyła ją. Długo wpatrywała się w jej zawartość z rękoma smętnie zwisającymi wzdłuż ciała. Iwona obserwowała ją kątem oka, próbując jednocześnie skupić się na czytanym tekście. Wreszcie zirytowana wciąż otwartą lodówką i brakiem zdecydowania u siostry odezwała się.
- Nat, jeśli jesteś głodna, to weź sobie coś. Ale zamknij tę lodówkę, bo to jej szkodzi.
Natalia nie odezwała się ani słowem, tylko jak robot wyciągnęła rękę i zatrzasnęła lodówkę. Chwilę jeszcze postała twarzą przodem do lodówki, jakby nadal się zastanawiała, co wybrać z jej wnętrza. Iwona zupełni zniechęcona do czytania odłożyła gazetę i patrzyła na szczupłe plecy siostry. Zupełnie jej nie poznawała. Ta trzpiotka, pełna werwy i wigoru, zawsze skora do śmiechu i robienia dowcipów zmieniła się w ciągu jednej nocy nie do poznania. Iwona miała nadzieję, że jest to tylko chwilowa i pozorna zmiana, że Natalia nadal jest tą mało odpowiedzialną osóbką jaką była do tej pory. Taką siostrę kochała i akceptowała, mimo iż ona sama była zupełnie inna. Ale ją zmusił do tego po części los, a Natalia miała więcej szczęścia, między innymi dlatego, że miała taką siostrę jak Iwona.
- Może zrobię ci kawy. Albo herbatę. Jak wolisz, Nat?
- Wszystko mi jedno. – odpowiedziała Natalia i skromnie przysiadła na brzeżku
krzesła przy kuchennym stole. Jej włosy były skołtunione, a twarz blada.
- Ale może to tylko brak makijażu. – pomyślała Iwona wsypując do kubka granulki
herbaty. – Kto w lutym może się pochwalić piękną opalenizną?
- No może tylko te, które chodzą do solarium. – dodała sobie w myślach i postawiła
przed siostrą kubek z parującą herbatą.
Natalia objęła kubek z herbatą obiema dłońmi i zapatrzyła się w dal. Iwona wróciła na swoje miejsce, ale gazety już do ręki nie wzięła. Bułka przestała jej smakować, a chłodna kawa miała gorzkawy smak. Natalia wciąż siedziała nieruchomo i patrzyła gdzieś ponad ramieniem siostry na ścianę w oliwkowym kolorze.
- Natalia. – odezwała się Iwona.
Żadnej reakcji.
- Natalia.- powtórzyła jeszcze raz i dotknęła jednej z dłoni okalających kubek w różyczki, ulubiony kubeczek Nat.
Natalia na ten niespodziewany dotyk drgnęła i odruchowo cofnęła rękę, przewracając tym samym kubeczek. Brązowy płyn natychmiast popłynął szerokim strumieniem po kuchennym blacie i począł spływać na podłogę głównie w tym miejscu, gdzie siedziała Natalia. Dziewczyna zerwała się z krzesła na jej bluzie oraz spodniach od pidżamy widoczne już były brązowe plamy.
- Natalia, przepraszam. Ja przecież nie chciała. – Iwona po krótkim osłupieniu zerwała się z krzesła. Chciała pomóc siostrze, dowiedzieć się, czy herbata jej nie poparzyła. Przecież dopiero co zalała ją wrzątkiem. Ale Natalia nie dała szansy na pomoc. Wybuchła płaczem i wybiegła z kuchni. O mały włos nie zderzyła się z zmierzającym w stronę kuchni Robertem. Wpadła do opuszczonej przez szwagra łazienki i zamknęła się w niej.
- Co się stało pokłóciłyście się? – spytał Robert. A widząc rozlaną herbatę, uśmiechnął się i dodał. – A może to była walka. Szkoda, że tego nie widziałem.
- Nie żartuj sobie. – powiedziała Iwona zła na cały świat. I tak prysła wspaniałość niedzielnego poranka. – Tylko pomóż mi z tą rozlaną herbatą. Ten obrus trzeba od razu namoczyć, bo inaczej plamy nie zejdą.
Wcisnęła w ręce męża poplamiony obrus, by zaniósł go do łazienki i namoczył w proszku, a sama zajęła się zmywaniem podłogi. Czołgając się pod stołem w poszukiwaniu rozlanej herbaty usłyszała głośne chrząknięcie męża.
- Zamknęła się. – powiedział Robert.
- Co? – Iwona z rozpędu uderzyła się czubkiem głowy o spód stołu, wyczołgała się tyłem i zaczęła masować głowę.
- Lepiej przyłóż sobie czymś zimnym, bo będziesz miała guza. – poradził Robert.
- Obejdzie się. – odburknęła. Nie lubiła ponosić porażek, nawet tych drobnych. Perfekcjonistka do przesady, bardzo wyczulona na swoim punkcie, nawet w oczach męża chciała uchodzić za ideał.
- Dlaczego wciąż trzymasz ten obrus?
- Bo Natalia zamknęła się w łazience i nie chce otworzyć.
Iwona bojowym krokiem ruszyła w stronę łazienki.
- Natalia! – załomotała do drzwi. – Otwórz natychmiast. Mamy małą awarię.
- Nie otworzę. - dobiegł przytłumiony głos zza drzwi.
- Natalia nie bądź dzieckiem. – przekonywała Iwona. – to tylko herbata. Nic się przecież nie stało.
- To po co chcesz tutaj wejść. Mnie nic nie jest.
- Obrus jest cały zalany. Muszę go namoczyć, żeby nie było plam.
Cisza.
- Natalia, proszę. Wiesz przecież jak go lubię.
- A ja go nie lubię. Dajcie mi święty spokój.
- Ale...... – rozpoczęła Iwona, lecz Robert nie dał jej dokończyć. Wciągnął ją do sypialni i zamknął drzwi.
- Słuchaj. A może Nat rzeczywiście coś jest. Wczoraj wieczorem nawet do nas nie zajrzała jak wróciła do domu. A jak żyję i jak długo was znam, nigdy wcześniej nie miało to miejsca. Natalia jest przecież towarzyskim stworzeniem i za wszelką ceną szuka kontaktu z drugim człowiekiem. Czy ty niczego nie zauważyłaś?
- Owszem zauważyłam i nawet chciałam z nią o tym porozmawiać. Ale ten incydent z herbatą przeszkodził mi w tym.
- Więc porozmawiaj z nią teraz. Nawet jak siedzi zamknięta w łazience.
- A obrus?
- Daj spokój z obrusem. Obrusów możesz mieć tysiąc, a siostrę masz tylko jedną.
Iwona westchnęła i rzuciła jeszcze raz okiem na nieszczęsny obrus.
- Natuś. – zastukała cicho w drzwi łazienki. – Możemy porozmawiać?
- Nie chcę. – odburknęła Natalia po chwili ciszy.
- Ale ja cię proszę. Jestem twoją siostrą i nie mogę patrzeć jak coś cię gryzie.
- Natalia.
Iwona z uchem przy drzwiach nasłuchiwała tego, co dzieje się w łazience. Bała się o Natalię. Wiedziała, że jest impulsywna i porywcza, nie zawsze do końca przemyślała jakąś sprawę, tylko działała pochopnie. Co prawda czyniła różne rzeczy w dobrej wierze, ale efekt tych działań nie zawsze był zadowalający. Teraz też mogła popełnić jakieś głupstwo i to być może tragiczne w skutkach, bo jej nastrój był wisielczy.
Iwona jeszcze raz bez przekonania cicho zastukała w drzwi. Najpierw usłyszała chrobot przekręcanego zameczka, a potem uchyliły się drzwi w taki sposób jakby mówiły „Jeśli tak bardzo chcesz, to wejdź.”. Iwona mocniej zawiązała sznurek od szlafroka i weszła do łazienki. Teraz już nie było odwrotu, musiała szczerze porozmawiać z siostrą.
Robert już całkowicie ubrany od pół godziny krążył między sypialnią a kuchnią, nerwowo spoglądając na zegarek. Kiedy przechodził obok drzwi łazienki, zatrzymywał się przy nich, postał chwilę nasłuchując odgłosów dobiegających z wnętrza łazienki. Ale widocznie siostry rozmawiały bardzo cicho, bo nie usłyszał ani słowa. Owszem inne odgłosy było słychać. Szum wody, zamykanie szafki, w szybce w drzwiach czasem udało mu się zobaczyć jakąś postać. I gdyby nie to, że miał już kupione bilety na południowy seans dla siebie i Iwony nie przeszkadzałoby mu, że dziewczyny tak długo tam siedzą. Robert był osobą tolerancyjną, potrafił wiele wybaczyć, a Natalię bardzo lubił, a nawet kochał, tak jak kocha się własną siostrę.
Wreszcie drzwi się otworzyły. Pierwsza z łazienki wyszła Natalia ubrana w seledynowy szlafrok Iwony. Przyciskając go do piersi szybko przeszła obok Roberta i znikła w swoim pokoju. Iwona wciąż nie wychodziła z łazienki, więc Robert zajrzał tam. Jego żona w piżamie w groszki siedziała na brzegu wanny całkowicie zadumana. Na dźwięk głosu Roberta drgnęła i od razu powróciła do rzeczywistości.
- Daj mi dwadzieścia minut, kochanie. A będę gotowa.
Umyła zęby, rozpuściła włosy i poszła się ubrać do sypialni. Zrobiła sobie lekki makijaż, trochę pudru, tusz na rzęsy i bladoróżowa szminka na ustach tylko podkreślały jej urodę. Robert już na nią czekał w przedpokoju. Szybko założyła kozaczki i włożyła podany przez męża płaszcz.
- Może powinniśmy powiedzieć Natalii, że wychodzimy? – spytała Robert, kiedy już trzymała klamkę w ręce.
- Ona wie. Mówiłam jej o tym. – odparła Iwona i wyszła na korytarz.
W drodze na przystanek mroźne powietrze szybko zabarwiło ich nosy i policzki na buraczkowy kolor. Z ich ust buchała para, co zawsze bawiło Iwonę. Kiedy była mała razem z Natalką bawiły się w pociąg, Iwona była lokomotywą, z której pucha para, a uczepiona z tyłu Natalka udawała wagon. Obie naśladowały głos konduktora „Proszę wsiadać, drzwi zamykać” lub głos pani zapowiadającej odjazd pociągu. Kiedy podrosły zabawa ta nadal je bawiła, ale znacznie rzadziej do niej wracały.
- Długo rozmawiałyście. – przerwał milczenie Robert.
- Długo. – potwierdziła Iwona.
- I czego się dowiedziałaś?
- Czegoś, co było łatwe do przewidzenia.
Robert spojrzał się na Iwonę z niemym pytaniem.
- Niespełniona miłość.
- Jak to niespełniona. Przecież kochają się z Pawłem. Chyba, że pojawił się ktoś nowy i Nat w nim się zakochała.
- Raczej odwrotnie. To Paweł zostawił ją dla innej. No i Natalia się załamał.
- Ale dlaczego. Przecież byli ze sobą już półtora roku.
- A co ty myślisz, że jak się jest ze sobą kilkanaście miesięcy, to już to oznacza, że będzie się na zawsze.
- No nie. Ale przecież dobrze im się układało, no i Natalia miała przecież już plany na ich wspólne życie.
- Natalia zawsze robi plany i to za innych. Pamiętasz, nam też planowała życie.
- Ale ona go naprawdę kochała. Inni chłopcy, to były przelotne miłostki. A z Pawłem to było na poważnie.
- No właśnie i dlatego to ją tak boli.
- I co teraz będzie.
- To co zawsze bywa w takich sytuacjach. Poboli, poboli i przestanie. Przyjdzie zapomnienie, nowa miłość. A nam za chwilę odjedzie autobus.
Oboje rzucili się biegiem w stronę przystanku, gdzie właśnie podjeżdżał autobus mający zawieść ich pod samo kino. W autobusie już nie rozmawiali o Natalii. Robert jeszcze raz sprawdził, czy wziął bilety do kina i razem zatopili się w widokach przesuwających się za oknem. W autobusie było przytulnie i ciepło, aż omal nie przegapili przystanku na którym mieli wysiąść.
Po kinie wstąpili do cukierni, kupili pączki, ptysie i rożki. Wiedzieli, że słodycze poprawią Natalii humor. Z paczką ciastek i uśmiechem na ustach weszli do mieszkania. Kiedy się rozbierali z wierzchnich okryć z kuchni wyjrzała Natalia. Jej twarz już wcale nie była taka smutna i blada. Włosy związała w koński ogon, w pasie miała zawiązany kuchenny fartuch a w dłoni trzymała łyżkę.
- Chodźcie. - zwołała radośni. - Rosół już gotowy. Pewnie bardzo zmarzliście.
Robert z Iwoną tylko wymienili zdziwione spojrzenia, ale posłusznie podreptali do kuchni, gdzie unosił się aromatyczny zapach rosołu. Robert położył paczkę na stole, a Natalia wydając odgłos zachwytu, zaraz zajęła się słodkościami. Obiad upłynął im bardzo przyjemnie, rozmawiali na temat pogody, obejrzanego filmu, zakończonej sesji na uczelni Natalii. A kiedy Robertowi raz wyrwało się z ust imię Pawła, Iwona wykazując się szybkim refleksem i zarazem dużą siłą kopnęła go pod stołem. Natomiast Natalia zupełnie zignorowała ten fakt, jak gdyby zupełnie tego nie usłyszała lub imię to nic dla niej nie znaczyło. Po deserze Robert i Iwona usiedli w salonie na fotelach, a Nat zamknęła się w swoim pokoju. Robert przeglądał dodatek sportowy, a Iwona robiła na drutach szalik. Co prawda zima miała się ku końcowi, ale pierwsze dni wiosny też mogą być chłodne i cienki szaliczek będzie wtedy jak znalazł.
Kiedy tak oboje byli pochłonięci każde swoim zajęciem, Natalia zastukała we framugę.
- Wychodzę. – oznajmiła, a do nozdrzy małżonków doleciał słodkawy zapach jej perfum.
- Dokąd idziesz? – spytała Iwona, która nie spodziewała się takiej przemiany u siostry.
Natalia znów była tą dawną Natalią. Pełną życia i energii, a w jej głosie było słychać radość. Ubrana była w kusą spódniczkę i mięciutki, fioletowy golfik, ciasno przylegający do ciała. W uszach miała kolczyki – duże koła i była starannie umalowane.
- Mam randkę.
Robert spojrzał na Iwonę, a do Natalii powiedział.
- Ubierz się cieplej. Na dworze jest minus dziesięć. Zmarzniesz w takiej spódniczce.
- Nic się nie bój, szwagier. Założę długi płaszcz i wszystko będzie cacy. – odparła Natalia z uśmiechem i wycofała się do przedpokoju.
Kiedy drzwi za Natalią się zamknęły Iwona i Robert nadal siedzieli na swoich miejscach. Robert złożył gazetę i odłożył ją na stolik, Iwona co prawda nie wypuszczała drutów z rąk, ale przestała na nich dziergać. W pokoju panowała cisza, którą pierwszy przerwał Robert.
- Coś bardzo szybko twoja siostra wyleczyła się z nieszczęśliwej miłości.
- Tak. – odparła Iwona. – Nawet powiedziałbym, że za szybko. Ale widać takie są już prawa młodości. Gdy ma się dwadzieścia lat można zakochiwać się ciągle od nowa i od nowa.
- No, ale takim starym zgredom jak my to już chyba nawet nie wypada być zakochanym, co? – i Robert spojrzał na żonę z błyskiem w oku.
- Wiesz co, mój ty staruszku, ty to nawet nic nie mów na temat miłości, bo jeszcze ci zaszkodzi.
- Eee, nie powiedziałbym, ale skoro moja starowinka tak mówi, to na pewno ma rację.
Iwona roześmiała się, bardzo lubiła przekomarzać się z Robertem. W ten sposób mogli sobie wiele powiedzieć, nawet rzeczy niezbyt przyjemnych, ale forma w jakiej to mówili nikogo nie raniła. Czasem w swoje słowne pojedynki wciągali też Natalię, ale ona nie zawsze rozumiała pewne aluzje i szybko się denerwowała.

Dochodziła już dwunasta, a Natalii ciągle nie było. Po drugiej stronie łóżka chrapał Robert, pogrążony w sprawiedliwym śnie. Iwona nie mogła zasnąć. Wciąż nasłuchiwała, czy Natalia nie wraca. Zawsze tak było, kiedy tylko siostra długo nie wracała. Chociaż tłumaczyła sobie, że nic złego jej się nie stało, że już jest dorosła i nie musi być przed dziesiątą w domu, to poczucie odpowiedzialności za młodszą siostrę nie pozwalało jej zasnąć z czystym sumieniem. I choć było jej nie wygodnie, to starła się jak najmniej kręcić, by nie obudzić śpiącego męża. I kiedy wreszcie po nieskończenie długiej ciszy w przedpokoju zapaliło się światło i zaczął się niewielki ruch Iwona odsapnęła, przytuliła się do męża i zasnęła kamiennym snem.

W poniedziałek rano w kuchni nie było już tak spokojnie jak wczoraj. Szli do pracy, więc każda minutka była cenna. Krojenie chleba, robienie herbaty nie mogło już przebiegać w ślimaczym tempie. Kiedy Iwona kończyła zawijać kanapki, a Robert brał ostatni łyk kawy do kuchni weszła Natalia.
- Cześć rodzinko. – zawołała jak zawsze, kiedy miała dobry humor.
- Cześć. Późno wczoraj wróciłaś. – powiedziała Iwona, ale nie patrzyła na siostrę.
- Tak jakoś wyszło. – powiedział Natalia i wbiła swoje drobne ząbki w soczyste jabłko.
- Tyle razy ci powtarzam, żebyś myła owoce przed jedzeniem. – Iwona wyjęła jej z dłoni jabłko i wsadziła pod wodę.
- I jak tam randka. Udała się? – spytał Robert.
- No. – powiedział Natalia, która już odzyskała swoje jabłko z rąk siostry.
- Ale muszę ci powiedzieć, że trochę mnie zaskoczyłaś.
- Czym? – Natalia ze zdziwieniem spojrzała na szwagra, nie mając zielonego pojęcia czym mogła go zaskoczyć.
- Że tak szybko zapomniałaś o rozstaniu z Pawłem.
- No co ty nie znasz przysłowia „klin, klinem”. Na żal po straconej miłości, jest nowa miłość.
- A ty już znalazłaś tę nową miłość. – spytała Iwona.
- Jeszcze nie, ale szukam i będę szukać tak długo jak trzeba.
Iwona odetchnęła z ulgą. Jednak jej siostra jest mądrą dziewczyną i może jej zaufać. A z tym lekiem na zawiedzione uczucia musi przyznać jej rację. Bo obolałe serce i zranione uczucia może wyleczyć tylko inne serce bijące w rytm naszego.

Data:

 sierpień 2006

Podpis:

 cavelady

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=51415

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl