DRUKUJ

 

Terapia zapomnienia.

Publikacja:

 09-02-15

Autor:

 Ilonka=)
Zapomnienie nie jest sprawą ot taką. Chyba składa się na nie wiele czynników, kilka etapów, które musimy bądź, co bądź - przejść.
Hektolitry wylanych łez w poduszkę, ewentualnie rękaw przyjaciela z nadzieją, że będzie nam lżej. To chyba w tym wszystkim najgorsze. Te łzy, które lecą z oczu, najczęściej, w najgorszym momencie: na lekcji, w kościele, w autobusie, na mieście. I nie ma na nie żadnej rady. Musimy się wypłakać tu i teraz, bo im dłużej trzymamy w sobie wszystkie emocji, tym gorzej. Doprowadzają nas do szaleństwa wszystkie mieszane uczucia, z którymi nie umiemy sobie poradzić. Wspomnienia wyglądają jakoś wyraźniej, a zapach tamtych dni miesza się z drobinkami powietrza. Tylko naszego powietrza. I po raz n-ty dostarczamy do organizmu cząsteczki tlenu, połączonego ze szkodliwą substancję. Reakcja nie zajdzie. Strony się nie zgadzają. Nasz organizm nie wytrzymuje. Serce znowu łomocze. Mózg, zazwyczaj opanowany - nie ma pojęcia, co zrobić. Uspokoić serca, czy zając się rzewnie wylewającymi łzami. Wariuje, po prostu wariuje.
Kiedy jesteśmy już w stanie panować nad łzami, w naszej głowie nadal jest kocioł, do którego dokładamy materiały potrzebne, by temperatura była na granicy przekroczenia 'max'a'. Kolejny raz rozkładamy na czynniki proste każdą chwilę, rysujemy w sercu każdą nanosekundę, każde jego spojrzenie - nawet te przelotne, nic nie wyrażające. I już nas nie ma. Szkoła wiruje gdzieś daleko, ksiądz głoszący kazanie na ambonie, stał się kimś zupełnie innym - wytworem naszej wyobraźni, autobus wyrzucił pasażerów i ustąpił miejsca jednej, jedynej osobie, zaś zatłoczone ulice nagle stały się łąką, na której spędziliśmy długie godziny, marząc w bezpiecznych ramionach. O tak, ten etap jest chyba gorszy od łez. Te maleńkie kropelki, przynosiły chociaż nadzieję, że oczyszczą nie tylko oczy, ale i duszę. Cóż...
A kiedy wspomnienia straciły swą moc i nie dopadają nas sto razy w ciągu godziny - sami je prowokujemy. Szukamy tych miejsc, zamieniamy księdza, autobus, zatłoczoną ulice, klasę, a nawet rodziców! Wypędzamy wszystkich z świata rzeczywistego i wykorzystujemy jak pionki, w świecie marzeń. Kolejna partia w szachy między rzeczywistością, a fikcją. Niewiadomo, kto wygra, ani ile czasu tym razem będzie trwała niekończąca się gra. Pewnie znów rzeczywistość szenie "szach mach" i będzie po wszystkim... na jakiś czas. Łzy jeszcze niekiedy lecą, ale są już kontrolowane przy osobnika, poddanego terapii "zapomnienia". Wspomnienia nie uderzają do głowy jak przysłowiowa woda sodowa, czy sylwestrowy szampan. Jest już łatwiej. O wiele łatwiej.
Dostrzegamy, że świat utrzymuje na powierzchni osobników płci przeciwnej i wodzimy wzrokiem, marząc o wspólnych chwilach, tracąc kontrolę nad szybko bijącym sercem, nie słuchając rozumu. Mija dzień za dniem, który czasem zwalnia i zatrzymuje się na dobrze znanym przystanku. Wiadomo jakim.
Najważniejsze, że potrafimy jednak się zauroczyć na tyle, by stworzyć w sobie nowe marzenia. To bardzo, bardzo ważne. Jeden z przełomowych etapów, od których wszystko zależy...

A co dalej... Nie wiem. Jestem dopiero na tym etapie.
Dokończcie Wy, albo poczekajcie aż mnie fikcyjna rzeczywistość dopuści do następnego etapu.

Data:

 15.02.2009

Podpis:

 Ilona

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=51447

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl