DRUKUJ

 

Piętro wyżej - Rozdział IV

Publikacja:

 09-03-28

Autor:

 Nnadine
Rozdział IV:

Przysięgam, na wszystko co święte, że w życiu nie widziałam czegoś podobnego. Wiem, mówiłam to samo o recepcji całkiem niedawno, ale poważnie, przez całe osiemnaście lat nie natknęłam się na równie luksusową łazienkę połączoną z garderobą. Nawet do głowy mi nie przyszło, że takie mogą istnieć. To wszystko, co do tej pory tu widziałam, było na swój sposób dziwne, ale jeszcze nic nie sprawiło, że przestałam oddychać, kiedy przekroczyłam próg jakichkolwiek drzwi.
Te były ciężkie, mosiężne, tak samo bogate i pyszne jak wystrój całej recepcji. Mimo tego, drobne dziewczynki w bieli, szybkim ruchem odpychały je i wyskakiwały z luksusowego pomieszczenia. Za każdym podskokiem brałam kilka płytkich wdechów, żeby wciągać słodką woń, wylatującą porcjami za każdą białą panienką.
W końcu przez próg przemknęłam i ja. Niewiele brakowało, a wywróciłabym się na kamiennej posadzce, co z resztą było dla mnie pewnego rodzaju powrotem do rzeczywistości. Tak, za życia potykałam się częściej niż inni śmiertelnicy, a już na pewno z bardziej opłakanymi skutkami, niż oni. Było dla mnie normą, że robiłam sobie krzywdę zwykłą kartką papieru, i lądowałam w szpitalu, zaraz po tym, jak wyciągałam ubrania z szafy, z racji poluzowanych półek.
Zachwiałam się, a mniejsze pudło upadło z hukiem na gładką powierzchnię marmurowego kamienia. Srebrne wieczko odpadło i wylądowało zaraz obok moich stóp. Miałam świadomość, że wszyscy zgromadzeni nie odrywają ode mnie swoich oczu.
A stało tam może dziesięć panienek, w wieku od dziesięciu, do na oko dwudziestu kilku lat. Jedna w oknie, strzepując swoje długie do pasa wiewiórcze włosy, patrzyła na mnie jak na ostatnią kretynkę. Potwierdzenia nie musiałam szukać daleko. Dwie, fantazyjnie uczesane i umalowane na ciemno, żywo rozmawiające, nagle przerwały swoje ploteczki, żeby prychnąć w moim kierunku. Miały na sobie śnieżnobiałe spódniczki, obszyte długimi falbanami, sięgającymi kolan i delikatne bluzeczki z bufkami. Inna, dużo młodsza od pozostałych, niziutka zaczęła głośno chichotać, pokazując na mnie palcem wskazującym. Ruda z pod okna uderzyła ją we wskazującą mnie dłoń i dopiero wtedy zauważyłam, że są do siebie niesamowicie podobne. Mała miała na sobie krótkie spodenki, zupełnie jak jej starsza siostra, ta z pod okna. Proste rude włosy opadały jej niezdarnie na czoło. Starsza szybkim ruchem odgarnęła je, i siłą przysunęła małą do siebie.
Nachyliłam się. To był mój drugi raz w ciągu pięciu minut, kiedy zapłonęłam rumieńcem. Jak się chwilę potem okazało, nie ostatni.
Sięgnęłam ręką po przykrywkę, żeby zakryć śnieżnobiałe baleriny otulone srebrzystym papierem, kiedy poczułam, że coś mnie popycha.
Nie, najpierw usłyszałam pisk, a potem poczułam pchnięcie. Dalej wiem, że leżałam brodą na zimnym marmurze, i wiem, że coś leżało na mnie. Coś bliżej nieokreślonego przygniatało mnie swoim ciężarem do gładkiej posadzki.
Wszystkie panienki wstrzymały oddech. Mała – ruda, zatykała sobie buzię, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
- Przepraszam! – Poczułam, że coś ze mnie wstaje i woła w moim kierunku. – Naprawdę, bardzo przepraszam! – Z żalem wołała dziewczyna.
Obróciłam się na plecy, ogarnęłam wzrokiem pomieszczenie. Cztery pudła i ich zawartość zajmowały teraz całą podłogę garderoby. Już nie byłam czerwona, o nie, byłam purpurowa. Ze wstydu i ze złości. Pierwszy mój dzień, gdzieś tam, piętro wyżej, a ja już robiłam z siebie idiotkę masowego rażenia.
- Jejku, tak mi przykro! Potknęłam się… Och, ale ze mnie łajza… - Powiedziała marszcząc porcelanowe czoło. Podała mi drobną dłoń, i odchylając się do tyłu, chciała pomóc mi wstać. Przewidziałam, że nic dobrego z tego nie wyjdzie, więc podparłam się drugą ręką, wygięłam w łuk i już stałam o własnych siłach. – Naprawdę… Jak mogę Ci pomóc? – Mówiła szybko i nieskładnie. Niespodziewanie schyliła się i zaczęła wrzucać do pierwszego z brzegu pustego pudełka, wszystko, to, co leżało rozsypane.
- Spokojnie. – Wykrztusiłam. Byłam nieźle poobijana. To znaczy, powinnam być. Po takim ciężarze na barkach, i po byciu przyciśniętym do podłogi niczym naleśnik, nie znam nikogo kto by nie był.
A jednak. Nie czułam nic. Żadnego bólu. Przez chwilę nawet pomyślałam, że może mi się tu całkiem nieźle żyć, skoro żadne niebezpieczeństwa nie są w stanie uśmiercić mnie po raz drugi. Ale zaraz po tym, dotarło do mnie, że stoję naprzeciwko wariatki, a dziewczyny w bieli przyglądają nam się z dziwnym wyrazem twarzy. Już nie była to ta garstka prychająca w moją stronę. Nagle pomnożyły się razy dwa każda, i w pewnym momencie wszystkie zgromadzone w luksusowym pomieszczeniu damskie twarze przyglądały się nam z zaciekawieniem.
A dziewczyna stojąca naprzeciwko mnie, i co chwilę schylająca się po biały materiał, była niewątpliwie wariatką. Włosy w kolorze gołębim, przewiązane w stu miejscach wstążkami różnego koloru, idealnie pasowały do pastelowego wdzianka alla szmaciana laleczka. Różowe spodenki, przewiązane wstążką i kwiecista bluzeczka, właśnie takie skojarzenie przywarły mi na myśl. Miała jasnoróżowe usta, i wydawała się być ode mnie dużo młodsza, chociaż figurę miała nieskazitelną, wszystko na swoim miejscu, więc pomyślałam, że prawdopodobnie coś z nią po prostu nie tak.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam! – Jęczała pod nosem, ugniatając wszystko do jednego srebrnego pudła i na siłę domykając wieczko. Zauważyła, że dziwnie na nią patrzę, wstała i podała mi dłoń po raz kolejny. – Jestem Lu.
- Hę? – Uniosłam jedną brew. Wyglądałyśmy śmiesznie, wiem o tym.
- Lu Tomala. – Powtórzyła. W jej zielonych, dużych oczach widziałam zakłopotanie. – Och, czy musicie się tak gapić? – Dodała świdrując wzrokiem wszystkie zgromadzone panienki.
Nie wiem dlaczego, ale nikt już się na nas nie patrzył. Może sprawił to mój purpurowy kolor, a może fakt, że Lu użyła stanowczego tonu. Wszystko sprowadzało się do tego, że stałyśmy teraz we dwie, naprzeciw siebie, z czterema pudłami, pod nogami, w tym jednym przepełnionym.
- Gwen. – Powiedziałam. – Jestem Gwen.
Odruchowo rozmasowałam sobie plecy, a mój wzrok spadł niżej, na cały burdel zgromadzony pod moimi adidasami.
- Och! – Odniosłam wrażenie, że Lu miała chyba w zwyczaju ochać i achać na skalę światową.
Skuliła się i zaczęła wyciągać, to co wpakowała do srebrnego pudła. Pomięte sukienki wylądowały na zimnym marmurze. Jedna, krótka, delikatnie rozszerza ku dołowi, z biustem marszczonym w poprzek i przewiązaną grubą wstęgą zakończoną kokardą miała rozmiar trzydzieści osiem. Była trochę większa od plisowanej, z grubymi ramiączkami sięgającej kolan. Odruchowo złapałam pierwszą, i uniosłam, żeby jej się bliżej przyjrzeć. Była śliczna, i… biała, jak słusznie się spodziewałam. Te całe stada wystrojonych na biało dziewcząt, raziły w oczy. Lu oddzieliła jeszcze dwa komplety białych ubrań, złożyła w kosteczkę i zapakowała do oddzielnych pudełek, zasłaniając srebrną bibułka. Zamachnęła się i rzuciła w moją stronę parę balerinek marszczonych przy palcach.
- Ech, naprawdę mi przykro… - Mówiła wstając.
Dobra, myliłam się. Była super słodką mistrzynią nie tylko w ochaniu i achaniu, ale i w echaniu oraz w wydawaniu tym podobnych dźwięków.
- Dobrze, dobrze, wybaczam! – Rzuciłam na odchodne. Lokowałam się bowiem w pustej garderobie, i zasuwałam już kremowe drzwi wykończone złotymi zdobieniami.
Modliłam się, żeby ta dziwna dziewczyna się odczepiła. Żeby sobie stąd poszła, i już nigdy więcej się do mnie nie odezwała. Zdecydowanie wystarczyło mi, że sama potrafię przynosić sobie wstyd we wszystkich dziedzinach mojego życia, a przeczucie, mówiło mi.. nie, nie mówiło, ono wrzeszczało, że ta dziewczyna to jeden z gorszych pomysłów tego dnia.
Nieznajoma pojęczała, pojęczała, wpakowała swój różowy tyłek do pomieszczenia obok, i w końcu się zamknęła.
Odetchnęłam z ulgą. Rozłożyłam sukienkę, i wprawiona w dobry nastrój, pomimo niepowodzeń dnia dzisiejszego nuciłam sobie znane mi za życia ulubione piosenki. Byłam święcie przekonana, że nic gorszego mnie dziś nie spotka, więc z gardła wydobywało mi się cichutkie mruczenie mądrzejszych kawałków, których zwykłam słuchać, jak wpadałam w stan, w którym musiałam coś ze sobą zrobić. To było takie nowe, takie coś, czemu trzeba było sprostać i nie ma przeproś. Naładowana endorfinami obracałam sukienkę w rękach, stojąc naprzeciw lustra. Zdjęłam ubranie, i zsuwając z bioder spodnie, zatrzymałam wzrok na swoim odbiciu.
Byłam kryształowo blada, lekko mieniąca się, zupełnie jakby ktoś wrzucił mnie do wanny napełnionej oliwką dla niemowląt. Błyszczałam. Moje włosy połyskiwały w świetle zdobionych lamp. Skręcały się w regularne loki przy końcówkach i falowały od góry. Dostałam wytrzeszczu. Jejku, w życiu moje ciało nie było w tak dobrej kondycji, pomyślałam. Patrzyłam na siebie i nie mogłam oderwać wzroku. Moje oczy, jeszcze bardziej zielone niż zazwyczaj były wielkie ze zdziwienia. Usta malinowe, policzki zaróżowione. To okropne, ale podobałam się sobie po śmierci. O, ironio losu.
- Gwen, czy tobie też jest do twarzy w bieli? – Usłyszałam zza ścianki głos mojej dręczycielki. Automatycznie przestałam się gapić w lusterko.
- To będzie bardzo długi wieczór…- Powiedziałam sama do siebie. Rozłożyłam sukienkę, którą dotychczas trzymałam zwiniętą w dłoniach, i narzuciłam na nagie ciało.
Posłusznie ześliznęła się w dół, i zatrzymując na biuście dała się wyrównać moim dłoniom. Poprawiłam tu i ówdzie, obciągnęłam, wyrównałam biust, i musiałam szczerze przyznać, podobały mi się tutejsze mundurki.
Biały kolor podkreślał delikatność lśniącej, bladej skóry.
Chwyciłam swoje ubrania, przerzuciłam je przez ramię i już miałam wychodzić, kiedy poczułam, że paseczek pod biustem uwiera mnie w plecy. Pociągnęłam i nic.
Szarpnęłam, i nadal to samo. Obróciłam się tyłem do lustra, przekręciłam głowę, żeby widzieć jak najlepiej cały swój tył i zamarłam.
Z gardła wydobył mi się głośny krzyk. Mogłam to stwierdzić tylko po tym, że moje odbicie miało usta szeroko otwarte.
W przypływie adrenaliny chwyciłam krzesło i zanim cokolwiek przyszło mi do głowy, a konkretniej, zanim konsekwencje mojego czynu dopukały się do potylicy, z całej siły walnęłam nim w lustro.
Kaskada szkieł posypała się na kamienną podłogę.

Data:

 Marzec 2009

Podpis:

 Nadine

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=52486

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl