DRUKUJ

 

The Ciuchcia

Publikacja:

 09-10-24

Autor:

 mz510
Wszystkie prawa do tekstu zastrzeżone.
Copyright © 2009 by Mariusz Zimoński. All rights reserved.

Warszawa 10 luty 2009r.

Mariusz Zimoński

„ The Ciuchcia ”


Kaszel zza ściany wyrwał mnie ze snu. Rozejrzałem się wokół siebie. Obskurny The Przedział klasy II pociągu pośpiesznego otaczał mnie z wszystkich stron, tak jak stłoczeni i śpiący w nim ludzie. Wciśnięty w swój mały obszar siedzący czułem, jak mój własny The Pot spływający po karku i plecach zaczyna bratać się poprzez koszule z potem poprzednich użytkowników tego miejsca. Brzydki nieokreślony zapach unosił się wszędzie i jeszcze ta przeklęta, gorąca nie do zniesienia The Noc.

The Kaszel, znów ostry kaszel zza ściany tak cienkiej jak żyletka, przez którą mógłbyś usłyszeć nawet przełykanie pitej wody. Mój wzrok utkwiony w mrok i migoczące gwiazdy za oknem przeniosłem nagle na postać młodej kobiety, bawiącej się przez cały czas telefonem, który oświetlał jej buzię. Wydawała się atrakcyjna, ale ciężko było dostrzec coś więcej oprócz twarzy. Trwało to chwilę.

- Co się kurwa gapisz?! - The Piorun z jej ust dotarł do mnie błyskawicznie.

Oderwałem wzrok i wstałem, właściwie to z ulgą. Skierowałem się do drzwi przedziału, przeskakując ostrożnie, jak tylko mogłem przez skłębiony ludzki nogopłot. Wyszedłem na wąski jak nora dżdżownicy korytarz i od razu The Ściana dymu papierosowego uderzyła mnie w czoło, tak samo jak uderzała w oznaczenia o zakazie palenia. Wszędzie faje, pety, kiepy. Właściwie wszyscy stojący lub siedzący na rozkładanych siedzeniach pasażerowie zaciągali się w stoickim spokoju. Żołnierze, studenci, dresiarze, starsze panie rozprawiające, że wszyscy na górze to złodzieje, a młodzież jest taka „be”, bo słucha Yoko Ono. Spróbowałem otworzyć The Okno.

- Mistrzu! - odezwał się jeden z wielu. - Zostaw to okno, bo komary nam nalecą do środka.

Zostawiłem i tak było zepsute. Przy prędkości trochę większej niż spacer człowieka, którą się właśnie nasz The Pociąg zajadał, komary faktycznie miałyby co robić. Chciałem pójść do toalety. Przeszedłem do przedsionka wagonu i ledwie postawiłem pierwszy krok, już poczułem ten cudowny The Fetor dobywający się z ubikacji.

- Mniam, mniam - powiedziałem do siebie.

Postanowiłem przejść do ubikacji w I klasie, która była obok. Przy wejściu do wagonu wyższej klasy, od razu zaskoczyły mnie obrotowe drzwi, trochę jak w hotelu, tylko o mniejszym promieniu. Przez chwilę patrzyłem na nie, ale unoszący się zapach popchnął mnie do czynu. Na początku drzwi nie chciały się ruszyć, były trochę zardzewiałe, ale przy mocniejszym nacisku drgnęły i obróciły się, lekko skrzypiąc. Mogłem spokojnie przejść. Znalazłem się w obszernym korytarzu, w którym było dość schludnie i unosił się ładny zapach. Nawet pociąg znacznie szybciej jechał. Nie namyślając się długo wszedłem do ubikacji, która okazała się też dość przestronna. Nagle usłyszałem pojedynczy krótki dźwięk, przypominający kasę fiskalną w sklepie. Pomyślałem że może to gdzieś, w jakimś głośniku zawieszonym nad przedziałami. Coś było jednak nie tak. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to krzywe lustra, zawieszone na ścianach wszędzie, nad i obok pisuarów. W każdym wyglądałem dość karykaturalnie. W jednym mały korpus, gruba ręka, ogromna szyja, w innym długie nogi i głowa jak kropka. Uśmiechnąłem się. Tak to mogę sikać. Coś mocno przykuło moją uwagę w lustrach. Gdy przyjrzałem się bliżej okazało się że w każdym z tych luster pływają żywe czerwone rybki. Oprócz tego coś dziwnego odbijało się jeszcze, ale nie potrafiłem od razu określić co to jest.

- Niech sika! - Dobiegł mnie niespodziewanie głos z prawej strony. Obróciłem głowę i spojrzałem zdziwiony - Co się patrzy? Niech sika. Przez bramkę przeszedł, to i tak trzeba będzie zapłacić.

Z okienka za ostatnim lustrem, z napisem „Kasa”, wyglądała kobieca głowa, w chuście i w okularach. Właśnie zaparzała sobie zieloną herbatę. Kasa była sprytnie umiejscowiona, nie rzucała się na lustra tak oficjalnie.

- A od kiedy to kasy są w toaletach, w pociągu? - Spytałem dość ironicznie.
- Od tygodnia, a co? - Odparła kobiecina, robiąc sweter na drutach w kropki - No niech sika, mówię.

Stanąłem przy pisuarze. Po chwili zauważyłem, że w jednym z luster odbija się moja pokręcona ręka, trzymająca dwa siusiaki, z których biły trzy strumienie. Co chwila ten obraz mąciły pływające wkoło tego odbicia rybki. Przeszło mi przez myśl, że może to jakieś lustra kwantowe, a rybki są wyświetlane, ale nie miałem pojęcia jak to wszystko funkcjonuje razem i czy to prawda. W tym samym momencie zauważyłem w lustrze, intensywnie wpatrującą się we mnie kobietę zza kasy.

- Jak mam sikać, jak się pani na mnie patrzy?! - Wkurzyłem się.
- A co mam robić? Książki czytać? Muszę patrzyć czy mi ściany nie zachlapie. Kto ma to potem sprzątać?

Zasłaniając się jak tylko mogłem, skończyłem swoją czynność. Umyłem ręce.

- Wie pani co? Ja myślę, że to jakiś żart z tą kasą i nie zapłacę! - Powiedziałem stanowczo, po czym skierowałem się ku drzwiom. Chwyciłem za klamkę, ale drzwi ani drgnęły. Poczułem się jakoś dziwnie i nieswojo, otoczony krzywymi lustrami, przez które babcia mogła mnie obserwować z każdej strony.

- Jak nie zapłaci, to nie otworze. Elektroniczne są - Usłyszałem z okienka, po czym dostrzegłem skierowany w moją stronę czarny rewolwer. Sprawiał wrażenie prawdziwego. Nie przestraszyło mnie to, ale poczułem, że mam już dość i zapłaciłem. Natychmiast potem starsza pani skierowała broń w stronę krzywego lustra, zawieszonego przy drzwiach i nacisnęła spust. Zamiast huku i kuli rozrywającej przestrzeń, z lufy wyleciała mała uśmiechnięta czerwona rybka.

- W końcu! - Zapiszczała i wbiła się w lustro, jak w wodę, powodując rozchodzące się okręgi i inne figury. Osłupiały spojrzałem za rybką w lustro, w którym moje odbicie układało się w symbol nieskończoności. Rybka tymczasem podpłynęła do ściany w lustrze i główką nacisnęła wystający klawisz. Od strony drzwi usłyszałem bzyczenie. Byłem wolny.

Na korytarzu od razu natknąłem się na dwóch konduktorów. Oboje mieli czarne okulary i sumiaste wąsy zakręcone na amen. Wyglądali dość tajemniczo.

- Dzień dobry, bileciki do kontroli!

Stojący bliżej konduktor wziął ode mnie bilet i zamiast go obejrzeć, utoczył z niego kulkę i wsadził go sobie do buzi. Otworzyłem szerzej oczy. Mieląc językiem w ustach, tak jak przy pierwszym doznaniu schabowego z ziemniakami, konduktor zaczął mlaskać i cmokać. W końcu bilet wyjął, rozprasował dłońmi i strzepnął dwa razy jak termometr. Wręczył mi go z powrotem. O dziwo, bilet był całkiem suchy.

- Ma pan bilet na drugą klasę, a znajduje się pan w pierwszej. Będzie dopłata - Stwierdził dość obojętnie.
- Ależ chciałem tylko skorzystać z toalety, w drugiej była zajęta.
- Poważnie? - Zapytał niewinnie - Przy takim smrodzie zajęta?
- Tak po za tym, to od kiedy w ubikacjach pociągów są kasy? - Dałem kontrę.
- Od tygodnia podnosimy standard i komfort podróżnych. Telewizji pan nie ogląda? Reklama leciała - Konduktor nagle wyciągnął grzebień i zaczął czesać wąsy.
- Nie oglądam - Westchnąłem.
- Szkoda, ale dopłata i tak będzie - Drugi konduktor wyciągnął wieczne pióro i zaczął wypisywać blankiet.
- Panowie nie róbmy jaj! - Zirytowałem się - To tylko ubikacja.
- A show z rybkami pan obejrzał? - Pierwszy spojrzał na mnie podejrzliwie. Po czym sam sobie odpowiedział
- Obejrzał, więc dopłata już obowiązuje.

Poczułem że tego też nie przejdę i zrezygnowany wyciągnąłem portfel. Po chwili, drugi konduktor wręczył mi wypisany blankiet, z uśmiechem na ustach, po czym też zabrał się za toaletę wąsów. Stojąc przygnębiony w korytarzu nagle zorientowałem się, że znów coś jest nie tak, i to było poważne nie tak. Świat za oknem z lewej strony się cofał, a z prawej wyprzedzał pociąg, jak dziki. Nie miałem pojęcia co się dzieje. Obracałem tylko głowę, to w lewo, to w prawo, żeby móc się w tym wszystkim odnaleźć. W połączeniu ze stukotem kół poczułem się jak taktomierz. Gdzie ja u licha byłem? Wyciągając średnią z dwóch stron, to pociąg właściwie stał w miejscu. Ale to było błędne odczucie, gdyż nagle pojazd zaczął hamować. Wjeżdżaliśmy na stację kolejową, ale właściwie była to nie stacja, a dwie stacje. Z jednej strony dostrzegłem tabliczkę z napisem "Toruń", a z drugiej tabliczkę z napisem "Lublin".

- Uniwersalny pociąg! - Zażartowałem, nie wiedząc do końca co powiedzieć.
- Gdyby pan oglądał naszą reklamę, to by pan wiedział, że za jednym zamachem docieramy w kilka miejsc naraz. Oszczędność czasu i środków.
- A gdzie Warszawa? Zapłaciłem do Warszawy - Ocknąłem się.
- Warszawa to w drugiej klasie - Odparł konduktor - Pewnie też już dojeżdża.

Konduktorzy stanęli z dwóch stron i otworzyli drzwi, kiedy pociąg się wreszcie zatrzymał. Niespodziewanie z korytarza nadeszło dwóch innych konduktorów, wyglądających podobnie do tych pierwszych, wynosząc na rękach śpiących jeszcze pasażerów klasy I. Pana w długich włosach i panią w krótkiej spódniczce, z gumką myszą na ramieniu, trzymających się razem za ręce.

Oszołomiony wróciłem do drugiej klasy. The Smród z wc był nie do zniesienia. Ludzie z bagażami przeciskali się przez korytarz do wyjścia. The Tłok był niesamowity. Cały naród pchał się do drzwi, do tego upał i jeszcze ten zapach nie do wytrzymania. Zacząłem się dusić, poczułem że mdleję. W ostatnim momencie dostrzegłem napis „Warszawa”, i to z dwóch stron pociągu. Próbowałem odetchnąć z ulgą. Nie zdążyłem. The Kamień lecący z mego serca, pociągnął mnie za sobą na podłogę.

Ocknąłem się o świcie w przedziale, prawdopodobnie moim. Czułem się cały połamany, do tego głowa mnie bolała. The Pociąg stał już chyba na bocznicy, ale nic się nie odzywał.

- "Jaka kasa w toalecie? Jakie rybki?” - Coś wbijało kołek w mój umysł.

Spojrzałem na spodnie, gdzie dostrzegłem cudownie porozcinane przednie i boczne The Kieszenie. Zniknęła komórka, portfel. Do moich nozdrzy znów dotarł zespół The Fetor WC.

- Ech, ech , PKPech - Westchnąłem.

Wstałem z siedzenia i ruszyłem do wyjścia. Spojrzałem jeszcze w lustro zobaczyć w jakim jestem stanie i przeraziłem się. W odbiciu wyrastały mi długie The Wąsy zakręcone na amen, a wokół pływały czerwone rybki. Gwałtownie zacząłem badać swoją ręką The Twarz, ale na szczęście nic nie poczułem. Wyszedłem jak najszybciej mogłem z The Pociągu. W końcu przytulił mnie orzeźwiający chłód poranka. Poczułem się lepiej, choć nagle zacząłem kaszleć.

Koniec
Mariusz Zimoński - Mariush
korekta J.R.
kontakt: Mariusz.zimonski@gmail.com

Data:

 10 luty 2009r.

Podpis:

 Mariush

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=57465

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl