DRUKUJ

 

Światło widzę

Publikacja:

 10-02-04

Autor:

 iosellin
Notka odautorska: W zasadzie, to nie zamierzałam umieszczać moich opowiadań na tym portalu, trafiłam tu całkowitym przypadkiem. Jednak po przeczytaniu kilku wysoko punktowanych w rankingu utworów, niestety nie mogłam powstrzymać się z ostrą krytyką, co poniektórzy zareagowali mocno impulsywnie i zostało mi zarzucone, że jestem jakims „ktosiem” który sam nic nie pisze i nie potrafi tylko anonimowo „zjeżdża” innych. Ponieważ piszę i to całkiem sporo, postanowiłam jednak zamieścić drobną próbkę własnej twórczości.
Prezentowane opowiadanie (a w zasadzie short) powstało na potrzeby forum Science Fiction Fantasy i Horror, gdzie z konieczności zostało okrojone do 3500 znaków. Tutaj przedstawiam wersje odrobinę dłuższą. Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe ;)


***

- Światło, widzę światło!
„Nic nie widzisz, idiotko, przecież jesteś ślepa!” – pomyślał ze złością.
- Widzę światło! – powtórzyła uparcie jeszcze parę razy i umilkła, wyczerpana.
Z niechęcią obmył ją i podłączył na chwilę kroplówkę.
- Nie tak miało być – westchnął, przyglądając się obrączce, z wygrawerowanym napisem „Nie opuszczę Cię aż do śmierci”.
Gdyby mógł, opuściłby ją natychmiast. Gdy pięć lat temu zdecydowali się na lot, byli młodzi, zakochani i pełni nadziei, że na innej planecie i samym luksusowym statku, czeka ich niezwykłe życie. Pierwszy rok spędzili na zabawach, korzystając obficie z niezliczonych atrakcji, jakie zapewniała „Droga do Raju”. A potem zdarzył się wypadek, ten przeklęty, bezsensowny wypadek i jego Alis zmieniła się w ślepą, sparaliżowaną zarówno ruchowo jak i umysłowo, kłodę. Nienawidził jej. Głównie dlatego, że czuł się winny, patrząc na to, co z niej zostało. To on miał zostać wciągnięty i połamany. Uratowała go, kosztem własnego zdrowia. Żałował, że nie zapłaciła za niego życiem i czuł się podle z tymi myślami.
- Światło widzę!
- Jakie światło? – zapytał ze zrezygnowaniem.
- Jak Słońce! Na zewnątrz, piękne! Musisz zobaczyć! – Wyciągnęła prawą rękę, jedyną w miarę sprawną kończynę i próbowała pochwycić jego dłoń.
- Nie ma tu żadnego światła – warknął.
- Jest! Chodźmy! – Ręka zaczęła wybijać nerwowy rytm. – Chodźmy!!!
- Dokąd?
- Musisz zobaczyć! Przez okno! Weź mnie, chodźmy!
Zaczęła jęczeć i powtarzać to w kółko, zupełnie jak podekscytowane odkryciem dziecko.
- Idiotka – syknął przez zaciśnięte zęby, ale posadził ją na wózek inwalidzki i powoli opuścili kajutę.
„Droga do Raju” tętniła życiem. Była balem z przepięknymi kobietami, cudowną muzyką, długimi dyskusjami, mocnymi drinkami. Oferowała niezliczoną ilość atrakcji, wszystko na wyciągnięcie ręki. Kusiła, żeby zatracić się w przyjemnościach, jak inni. Jak wszyscy. A on musiał opiekować się schorowaną i głupią żoną.
Na taras widokowy prowadziła jedna, z rzadka używana, winda. Obserwowanie czarnej przestrzeni, usianej zimnymi iskrami gwiazd było rozrywką tylko przez pierwsze miesiące. Później już tylko nieliczni, w rzadkich chwilach trzeźwej zadumy, patrzyli na czarne, obce niebo.
Winda zjechała, popchnął do środka wózek i wcisnął guzik oznaczony literą „T”
- Poziom zablokowany, podaj kod dostępu – rozległo się.
- No to nie zobaczę światła – burknął. Dłoń Alis uderzyła spazmatycznie w tarczę z cyframi, wciskając kilka na oślep.
- Kod przyjęty – Drzwi windy zasunęły się cicho.
- Jak to zrobiłaś? – zdziwił się. Winda ruszyła, po chwili zatrzymała się na żądanym poziomie i wysiedli.
Osłupiał.
Cały taras zalany był jasnym światłem, zupełnie jak po wschodzie Słońca. Zmrużył oczy od blasku, czując dziwny niepokój.
- Jak państwo się tu dostali?! – surowy głos wrócił go do rzeczywistości.
- Skąd to światło?! – wydusił z siebie.
- Nie powinien się pan tu znaleźć – odparł. - Tylko autoryzowany personel...
- Ale się dostalem! - ryknął. - I chcę wiedzieć, co się tu dzieje, gdzie my jesteśmy?!
– Mamy awarię. Zboczyliśmy z kursu. Za kilka dni statek wleci w atmosferę gwiazdy. „Droga do Raju” jest drogą do piekła – zauważył z gorzką ironią. – Ale są kapsuły hibernacyjne, które wystrzelone w odpowiednim momencie uchronią zawartość przed spaleniem. Ma pan szczęście, w zamian za milczenie, ofiaruję panu jedno miejsce.
- A pozostali pasażerowie? Nic przecież nie wiedzą! Oni... spłoną? Tak po prostu? – wyszeptał z przerażeniem.
- Nic się już nie da zrobić. Kapsuł jest niewiele. Wystarczy tylko dla wtajemniczonych.
Pokiwał głową, wszystko zaczęło do niego docierać. Spojrzał na Alis. Oficer zrozumiał.
- Trzeba być w pełni sprawnym, by móc skorzystać. Nie da rady – powiedział.
- Światło widzę! – zawołała.
- Decyzja należy do pana.
Zamknął oczy. Miał szansę. Przez te wszystkie lata musiał się nią opiekować, rezygnując z przyjemności, jakie były na wyciągnięcie ręki. Więziła małżeńską przysięgą. Odebrała młodość. Ale uratowała mu życie, a teraz po raz drugi… Musiał coś zrobić, dla niej.
- Podajcie jej zastrzyk, żeby nie cierpiała – wyszeptał obcym głosem.

Data:

 luty 2008

Podpis:

 ios

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=60657

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl