DRUKUJ

 

Efemeryczność

Publikacja:

 10-05-12

Autor:

 Yada
Śmierć stała, oparta o drzewo, obserwując unoszącą się z wielkim trudem klatkę piersiową Patryka. Każdy kolejny oddech był dla niej niczym mijające sekundy. Ze spokojem czekała, aż przyjdzie określony czas. Odsunęła z policzka pasmo jasnych włosów, ukazując piękną, dziewczęcą twarz. Zaglądała przez strzaskaną szybę do wnętrza samochodu. Na przednim siedzeniu siedział młody mężczyzna. Na moment odzyskał świadomość. Rozejrzał się dookoła, a pierś pobudzona strachem, zaczęła unosić się szybciej. Źrenice rozszerzyły się z przerażenia, twarz wykrzywiła grymasem bólu. Spróbował poruszyć nogami tylko po to, aby stwierdzić, że nie jest w stanie wykonać żadnego ruchu. Dotknął dłonią lewego boku i poczuł, jak krew przepływa pomiędzy jego palcami. Właśnie wtedy Śmierć zaczęła wychodzić z cienia.
Usłyszał szelest i odwrócił się w jego kierunku. Nie mógł zdobyć się na okrzyk. Początkowo nie był w stanie nic dostrzec, ale po chwili ujrzał postać wynurzającą się z mroku. Podeszła bliżej i otworzyła wklęśnięte drzwiczki. Gdy pochylała się nad nim usłyszał, jak szepce jego imię. Podniósł wzrok, a gdy ujrzał jej twarz dziwny dreszcz przeszedł przez całe jego ciało.
– Pamiętam cię – powiedział.
Przyłożyła chłodny palec do jego warg, nakazując milczenie. Potem ujęła jego głowę w obie dłonie i złożyła na czole pocałunek. W jednej chwili poczuł, jak cały ból opuszcza ciało, a jego miejsce zajmuje podniecająca przyjemność. Odnalazł jej dłoń i ścisnął przyzwalająco. Śmierć uśmiechnęła się do niego prosto i niewinnie jak dziecko. Odwzajemnił uśmiech i pozwolił wyprowadzić się z samochodu. Po raz kolejny usłyszał, jak woła go po imieniu. Potem szli razem, bok przy boku, ze splecionymi dłońmi. Patryk nie odczuwał potrzeby odwrócenia się. Wszystko, co zobaczyłby, to wrak samochodu i jego własne ciało spoczywające nieruchomo w fotelu kierowcy.

Pierwsze promienie wschodzącego słońca wdarły się do małego pokoju, przez przestwory w brudnej, zniszczonej firance. Oświetliły mały stolik, parę krzeseł i stare łóżko, u którego wezgłowia siedziała starsza kobieta. Jej twarz, poprzecinana głębokimi zmarszczkami wyrażała cierpienie, ale delikatny uśmiech miał dodawać otuchy ciężko choremu mężowi. Siedziała tak już od trzech miesięcy. Dzień i noc karmiąc, pielęgnując i obserwując ukochanego człowieka, którego stan pogarszał się z każdą upływającą godziną. Teraz również czuwała, wsłuchując się w urywany, niespokojny oddech Leona pogrążonego we śnie. Nagle otworzył on oczy i uśmiechnął się, po raz pierwszy od tak wielu tygodni.
-Moja piękna pani- powiedział słabym głosem.- Piękna pani z moich snów…
Po policzku Elżbiety spłynęła łza, którą spiesznie wytarła wierzchem dłoni. Wiedziała, że śmierć czeka na jej męża, nie zdawała sobie jednak sprawy, jak blisko się już znajduje. Wzrok Leona nie był bowiem skierowany na twarz żony, ale dalej, w głąb pokoju, gdzie światło słoneczne odbijało się od włosów Śmierci, nadając im złocisty blask. Od pewnego czasu razem z Elżbietą przysłuchiwała się oddechowi staruszka, a teraz zaczęła bez pośpiechu podchodzić do łóżka. Leon lekko uniósł głowę z poduszki, a żona chwyciła jego dłoń, aby choć trochę wesprzeć go w cierpieniu. Do Leona nie docierały jednak żadne sygnały ze świata, nawet delikatny dotyk kochającej kobiety. Śmierć pochylała się nad nim i jedynym, co czuł, była ulotna pieszczota jej dłoni na starym policzku. Błękitne oczy wpatrywały się w splecione dłonie małżonków. Położyła na nich swoją rękę i nie spiesząc się rozdzielała ich palce, nie napotykając żadnego oporu. Leon objął dłoń Śmierci, jakby nie dostrzegając różnicy pomiędzy nią, a swoją żoną. Prowadzony, posłusznie wyszedł z łóżka.
– Widziałem cię w moich snach – powiedział, gdy wychodzili z mieszkania. – Gdzie mnie zabierasz? – zapytał, gdy nie odpowiedziała.
– W inne miejsce
– Nie byłem dobrym człowiekiem…
Na moment przystanęli. Śmierć spojrzała na niego wzrokiem szczerym i czystym.
– Nie obawiaj się – powiedziała, wyczuwając jego strach. – Będziesz wiedział, dokąd iść.
– Nie pójdziesz ze mną?
– Tam dla mnie nie ma miejsca.
Przez moment znowu kroczyli w milczeniu. Wyszli na ulicę i Leon po raz ostatni poczuł świeżość letniego poranka.
– Zobaczę jeszcze moją żonę? – Przypomniał sobie o ukochanej Elżbiecie, leżącej teraz u podnóża łóżka, którego nie opuszczała na krok od kilku miesięcy. Leżała i płakała nad ciałem swojego męża. Śmierć nie odpowiedziała. Zamiast tego uśmiechnęła się delikatnie i puściła dłoń Leona, pozwalając, aby wybrał swoją dalszą drogę.

Jaskrawe, białe światło jarzeniówek rozlewało się po całym szpitalnym korytarzu. Śmierć szła niezauważona przez nikogo. Mijała kolejne sale i oddziały. Ból, cierpienie i strach przed odejściem otaczały ją ze wszystkich stron... Zmierzała w kierunku porodówki, goniona jękami i skomleniami chorych, które zlewały się w jedną, błagalną prośbę, skierowaną do niej. Dzisiaj nie przyszła jednak nikogo zabrać.
Stanęła przed jedną z sal. Zza uchylonych drzwi rozległ się krzyk, zagłuszający wszystkie pozostałe odgłosy. Śmierć przekroczyła próg i zobaczyła, jak spomiędzy rozchylonych ud kobiety półleżącej na fotelu, wynurza się mała główka. Uśmiechnęła się i podeszła do lekarza, który trzymał noworodka. Ukradkiem spojrzała na twarz jego matki, pokrytą kropelkami potu, zmęczoną i jednocześnie promieniującą szczęściem. Potem pochyliła się nad dzieckiem, składając na jego ustach pocałunek życia, który jednocześnie skazywał je na śmierć. Maleństwo krzyknęło po raz pierwszy, witając się ze światem. Krzyk ten był także bez łzawym płaczem, oszołomienia i trwogi. Śmierć podniosła się, a po jej policzku spłynęła łza, zawierająca w sobie wszystkie niewysłowione uczucia młodego człowieka. Przyszły ból, choroby, miłość i zdradę, szczerą przyjaźń, porzucenie, samotność i troskę, krótkie chwile złudnej radości, prawdziwe szczęście i strach przed upływającym czasem. W małej pomarszczonej buźce dostrzegła całą tajemnicę ludzkiego istnienia. Kruchość tego życia, nadającą mu sens.
Małe rączki, zwinięte w piąstki, wyciągnęły się w jej kierunku w geście pocieszenia oraz dodania sił. Potem objęły matkę, a dziecięca główka oparła się na pełnej piersi. Śmierć zapłakała.

Data:

 kilka miesięcy temu

Podpis:

 Yada

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=62545

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl