DRUKUJ

 

Ballada o Juriju Gagarinie

Publikacja:

 10-11-08

Autor:

 Denzelon
Żył na Syberii Jurij gagarin w chatynce z brzozy karelskiej
Hodował żonę i córek pare, co buzie miały anielskie

Czasami żonie swojej się zwierzał: "Nuda",powiadał, "niezmierna"
Potem przed chatkę wynosił leżak, i czytał książki Żil Werna.

Raz wyniósł leżak, aż na pagórek, aby odpocząć po pracy
Tam go dobiegły wołania córek:"Tato,ach tato Kozacy!"

Patrzy-faktycznie, z kopyt tętentem kibitka przed domem staje
A zniej wysiada w burce rozpiętej ogromny Kozak z nahajem.

Jurij w trymiga jaszczyk spakował, pożegnał żonę i chatę
Potem raz jeszcze zasalutował, i w świat pojechał z sołdatem.

Długo jechali tak na trzy zmiany,Jurij i Kozak z jamszczykiem,
Kraj Rad łopotał transparentami, a lud ich witał okrzykiem.

W ciemnej ziemiance gdzieś za Uralem, do pracy zagnany z mety,
Siedem instrukcji przeczytać musiał, wypełnić cztery ankiety.

Na kark mu wdziali waciak kosmiczny, co złote miał epolety
Jurij wziął jeszcze puszkę tuszonki, i wsiadł do wnętrza rakiety.

W rękę mu dali nagan nabity, to torbę z lornetką i mapą
W kabinie wisiał portret Nikity, nad pozłacaną kanapą

Przyszedł sekretarz, dwóch generałów, i kilku cywilów z CZEKA
Jurij wlazł w środek, zamknęli włazy, i zanitowali wieka.

Jakiś marszałek nacisnął pedał, ogień pokazał się w rurze
Jurij się zdążył trzykroć przeżegnać, i poszybował ku górze.

Nad Ameryką jęki okropne wstrząsnęły jego uszami,
To kapitalizm lud tam katuje, ciskając weń dolarami.

Gdy nad Australią tuż przelatywał, widział przez lornetkę z góry
Jak akademik Miklucho-Maklaj tam obrączkuje kangury.

A nad Afryką fetor okrutny w nos syberyjski uderzył
to kolonializm gnije tam w dole, dobrze,ach dobrze cholerze.

Nad Antarktydą widział z orbity, pośrodku lodów krainy
Jak komsomolcy w ciepłych walonkach p......ą z nudów pingwiny.

Gdzieś nad Chinami wychodka użył, zapisał,że stolec zdrowy,
A że się zbliżał koniec podróży, przeszedł na lot docelowy.

Już w kukurydzy statek zlądował,w miejscu wybranym od dawna,
Jurij wyskoczył, zasalutował, "Gdie tu kamanda jest gławna"?

Na powitanie przybył Nikita, salutowali Kozacy,
"Hurra" krzyczała ludność spędzona z pobliskich obozów pracy.

Jakiś pop z brodą szczerze się wzruszył:"Chwała ci o Gagarinie!
Socjalizm zginie, komunizm zginie, ale twa chwała nie minie"

I tylko szkoda, że w noc kwietniową, wlokąc za sobą smród spalin,
Nie całe Sojuz wyleciał w kosmos, a tylko jeden Gagarin.

Data:

 to nie jest moje

Podpis:

 Jakub Knurek

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=65697

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl