DRUKUJ

 

U nas ten numer...

Publikacja:

 04-05-19

Autor:

 palik
Ceremonia trwała w najlepsze. Spektakl na scenie skończył się, otrzymał należyte oklaski z głośników aplauzowych i wyniósł się w bliżej nie określone miejsce Sieci. Miliony, ba, setki milionów widzów skupiło swoją uwagę na podium. Czekali w swych wirtualkach na kulminacyjny punkt uroczystości. Oto bowiem Prezydent Zjednoczonych Narodów, Harry Morgan, miał dziś wręczyć najwyższe odznaczenie tej organizacji istocie spoza Ziemi!

To bezprecedensowe wydarzenie, chociaż oczekiwane i naturalne (jeśli brać pod uwagę zasługi Marsjan dla naszej społeczności) poruszyło całym światem. Niektórzy nawet postanowili obejrzeć je z bliska i wybrali się na nie, uwaga, osobiście! W dobie bezpłatnych przekazów sieciowych i taniutkich wirtualek dla całej rodziny, było to niespotykane Podobno, choć to z pewnością tylko plotka, pewne małżeństwo, państwo nr.2482154, przyjechali do stolicy z sąsiedniego kwadratu, oddalonego jakieś 27 mil od Sali Ceremonialnej! Obłęd.

W końcu pojawił się Prezydent. Wyglądał jak zwykle wyśmienicie - idealne połączenie Clintona i młodego Kennedy'ego. Wyszczerzył śnieżnobiałe zęby do kamer i zaczął przemówienie. Jak można się domyśleć mówił o kontakcie, szczęściu, Nowym Ładzie, Marsjanach, dobrobycie i podobnych sprawach. Ale przede wszystkim dziękował. Dziękował za to, za tamto, a w szczególności za owo. Podziękowaniom nie było końca, a skierowane były oczywiście do Istot.

Wtedy też dał się zauważyć pierwszy zwiastun nadciągającej katastrofy. Otóż mówca przerwał w pół zdania (dziękował właśnie za tamto) i zrobił minę głęboko zamyślonego człowieka.

Wiele lat trwały spekulacje: nie mógł domyśleć się dalszego ciągu, czy może był to chwyt przedwyborczy. Pojawiły się nawet najmniej prawdopodobne interpretacje, na przykład taka, że prezydent naprawdę myślał. Gdyby nie dalsze wydarzenia, z pewnością uznano by to za miłą niespodziankę zgotowaną publice. Ale niespodzianki miały dopiero nadejść.

Najnowszej generacji Mistrz Ceremonii, cały pozłacany i kapiący świeżą oliwą, szybko przeanalizował sytuację. W końcu, gdy cisza się przedłużała rzekł:

- Wspaniale, dziękujemy panie Prezydencie.

Z głośników dobyły się gromkie oklaski, które szybko ucichły. Oczekiwano ostatniego punktu ceremonii.

- Teraz - zaczął uroczyście Mistrz - nastąpi wręczenie Błękitnego Globu Grhkhngdkowi, przedstawicielowi naszych Kosmicznych Braci. Narody Zjednoczone wyrażają tym gestem najwyższe uznanie dla zasług jakie ...

Mistrz gadał dalej a Prezydent myślał głęboko, trzymając w ręku holograficzną statuetkę przedstawiającą niebieskawą sferę.

- Panie i Panowie! - zagrzmiał w ekstazie robot. - Powitajmy Grhkhngdk'a!!

Szum oklasków jak morski sztorm uderzył z głośników, odbił się od ścian sali i wrócił przez mikrofony do uszu setek milionów uczestników. Prezydent myślał dalej.

Na podium pojawił się Marsjanin. Jego wygląd był tak dziwaczny, że z najwyższym trudem przychodzi opisanie go: miał po dwie kończyny na dole i na górze, średnio dużą głowę, pokrytą w połowie włosami i tułów w kształcie jajka. Wrzawa nasiliła się, aż membrany głośników wpadły w rezonans i poczęły pękać, a mikrofony szlag trafił.

Wtedy zdarzyło się to. Coś tak niepojętego, że przyjazd pana 2482154 z małżonką był niczym w porównaniu do ... tego czegoś.

Prezydent rzucił Globem w istotę.

- Co to ma być, do ciężkiej cholery!? - zawył przerywając definitywnie swoje myślenie.

- brrriiip? - bripnął kompletnie zaskoczony gość.

Na sali zapanowała absolutna cisza. Taka jak przed burzą, ale jeszcze bardziej absolutna i przedburzowa. Po pięciu koszmarnie długich sekundach Prezydent podjął:

- To wszystko jest bez sensu! Ja, Prezydent Narodów Zjednoczonych, najważniejszy obywatel Ziemi, mam płaszczyć się przed jakimś zielonym, oślizłym, śmierdzącym ufolem?!

- Ale... - zaczął Marsjanin chcąc pewnie wytłumaczyć, że wcale nie jest taki zielony, że to tylko takie światło, lecz nie dane mu było skończyć.

- Cicho! Teraz ja mówię!! Mam tego dosyć, słyszysz zieleniaku, słyszysz?! - szef NZ cały się już oślinił, ale dzielnie kontynuował swój samotny, bohaterski atak. - Dosyć, dosyć, dosyć!!!

- Odkąd przybyliście wszystko się udaje. Głód zlikwidowany. Bezrobocia - nul. Nie ma już niezadowolenia, wszyscy mają domy, ogrody, ogromne rodzinne wirtuale i co tylko jeszcze chcą! Dupy nie można ruszyć bez pomocy maszyn, urządzeń, robotów i komputerów!! Nie ma wojen, policji, sądów. Nie ma niesprawiedliwości społecznej, chorób, klęsk żywiołowych. Brak biednych, bezdomnych, odrzuconych i normalnie nienormalnych! Środowisko jest czyste jak siki niemowlaka! Po cholerę nam to wszystko?! Po cholerę ja się pytam !? - tu prezydent zadyszał się trochę, ale zanim Marsjanin podjął wyzwanie, zaczął znowu.

- Po co mi państwo, którym nie trzeba rządzić?? Po co mi społeczeństwo bez problemów? Po kiego grzyba mam siły wojskowe, którymi nikomu nie można sprać tyłka, bo wszyscy są po naszej stronie? Gdzie się podziały dawne, dobre czasy z faszyzmem, fanatyzmem religijnym? I rasizmem i wrednymi, zmutowanymi komuchami czającymi się na każdym rogu?!

- Przyznaj się, ty ohydny, zakłamany, zielony wypierdku, po co daliście nam to wszystko? - kontynuował niezmordowanie mówca. W tle puszczono odpowiedni podkład muzyczny, światła przygasły a kamery zrobiły fachowy najazd na wykrzywioną grymasem zdrady Marsjanina. - Tę waszą wiedzę, doświadczenia, osiągnięcia kultury, techniki, nauk społecznych, gospodarczych, ścisłych? Jesteście niby tacy ekstra-super-hiper, ale ja przejrzałem wasze krętactwa! Wiem co tu jest grane! - Tu kamery pokazały milionom widzów budzące się z apatii twarze widzów na sali, natchnione słowami przywódcy ludzkości. Niektórzy już wstawali, nie wiedząc jeszcze dlaczego, ale czując że tak trzeba. - O tak, wiem doskonale! Chcecie nam zamydlić oczy, stępić czujność, osłabić podejrzliwość!! O nie, to wam się nie uda! U nas ten numer nie przejdzie!! Nie damy się tak łatwo jak inni, których z pewnością oszukaliście! Do boju Ziemio! Za mną, do boju!!! - z dzikim okrzykiem wybiegł z sali.

- Hurrraaaaaaaa!!!! - zakrzyknęli wszyscy obecni ziemianie i pobiegli za nim, porwani nową ideą.

Marsjanin, choć nie był zielonym wypierdkiem, po prostu zgłupiał. Postał chwilę na środku sali, potem sobie usiadł i zaczął gwizdać jakąś melodię z reklamy. Obok niego usiadł, zgrzytając cicho, Mistrz Ceremonii.

- Nie łam się - rzucił przyjacielsko. - Ludzie już tacy są. Jak coś sobie wbiją do głowy to koniec. Chodź, zaprowadzę cię zawczasu do muzeum, zaczniesz się przyzwyczajać do gablotki

- Gablotki? - zapytał zdziwiony Grhkhngdk i oboje wyszli


* * *

Prezydent w tym czasie nie próżnował. Jak to w takich sytuacjach bywa wsiadł w kosmiczny myśliwiec (był kiedyś pilotem oczywiście) i ruszył na Marsa z doborową eskadrą, trzymaną na takie właśnie okazje. Rozbił w drobny mak niczego nie spodziewającą się, pokojowo nastawioną cywilizację Kosmicznych Braci, a potem, wśród fanfar i sztucznych ogni, witany przez tłumy ludzi, powrócił na Ziemię w glorii i chwale. Warto nadmienić, że cała wyprawa trwała niecałe dwadzieścia minut. Akurat tyle, aby wprawić w osłupienie tamtejszych fizyków, gdyby mieli o tym okazję usłyszeć.

Zaraz po południu nasz bohater przywrócił dawny stan rzeczy. Podzielił Ziemię na państwa, dał się wybrać na prezydenta USA, nałożył kilka embarg, wznowił wojnę gospodarczą z resztą świata i odświeżył kilka podupadłych i zakurzonych wojenek. Wieczorem zaś, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku i poparciem ponad 100 procent społeczeństwa, usiadł wygodnie w fotelu, przed starym telewizorem, chrupkami, piwem i skrętem.


* * *

A Grhkhngdk? Można go oglądać codziennie, od 10 do 18, oprócz śród, w Muzeum Zdrady i Podstępu, w dziale Cywilizacje Kosmiczne. Jest ostatnim ze swojej rasy, tak samo jak pokazywany obok niego stary Tuflok z Alfa Centauri i porcja budyniu z planety Skyron. Jako najświeższy nabytek ośrodka jest żywym (choć trochę podupadłym psychicznie) dowodem na to, że obcym nigdy nie wolno ufać. Tak jak Żydom, komunistom i barmanom "U Ricka". A więc najlepiej nie ufać nikomu.

Data:

 1997.04.22

Podpis:

 palik

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=6645

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl