DRUKUJ

 

haiku głupcze

Publikacja:

 11-01-21

Autor:

 coca monka
^

Natknęłam się na haiku (japońską sztukę pisania wierszy) dawno temu, w książce Deana Koontza „Fałszywa pamięć”. Forma wiersza jednak na krótko w myśl zapadła i do głowy mi nie przyszło szukać zasad i zagłębiać się w ten skondensowany koktajl. Bynajmniej nie było czasu na encyklopedię, hasła i testy. Minęło sporo czasu i wiele się zmieniło. Dziś mogę powiedzieć, że uwielbiam haiku - uporządkowany, jednak pełen emocji, świat. Chaos spięty w ład i rytm 5/7/5 złożony z 17 sylab z puentą, cięciem. W trójwersie wszystko jest wiadomo, rządzą pory roku i filozofia zen. Jak ma być zima, to ma być, jak lato, to ono boso przez łąki ściele kwiecie. Jak alkowa i zmięte prześcieradło; przyśpieszony oddech; oczy z masła, trzeba tylko porę dnia wcisnąć w treść, albo kaprys pogody i da się nazwać, napisać wszystko; kiedy zaciskamy dłonie, wprawiając ciało w osobliwą medytację z wydobywającym się ust:(…). Wszystko tkwi w chwili zwanej czasem „aha”.

Zasady, stare jak Japonia, z których haiku wzrosło. A do tego ład i wybuch tożsamo; wyrzut kolorów lub szary kadr; przejaskrawienie i próżnia; dźwięk i pęknięte struny; przenikające emocje, albo zupełne nic... Poniekąd zasady są jak więzienie, dla wolnego człowieka szczególnie. Haiku zaskakuje. To wzór na to, jak pogodzić ze sobą niemożliwe w prostym, wymownym i nieskomplikowanym trójwersie. (Czyż to nie przykład na ową różnorodność, o którą tak w Europie się zabiega; czyż nie transparentność i tolerancja, która ma ramy, szkielet, wymogi pozostawiające jednak swobodę. ) I nie, nie jestem hurraentuzjastką Japonii, (raz do roku za kwitnienie wiśni całkowitą). Spina mnie jak słyszę, że gejsza to zaszczyt; (od kiedy wykorzystywanie kobiet do posługiwania panom z pełną kiesą może być zaszczytem i sztuką – stawianą - o zgrozo - na równi z ikebaną.) Moje wiadomości o wyspach zamykają się w kilku, w zasadzie, każdemu znanych faktach: ich uwielbienia dla Holendrów; wulkan Fuji-san, Hiroszima, Nagasaki, Sony, kamikadze, karłowate drzewka i tak dalej. Nikt tu jednak przecież nie skazuje nikogo na uwielbienie bezgraniczne bynajmniej, ale na uporządkowanie i dyscyplinę warto zwrócić uwagę.

Wybiórczość względem haiku cementuję bardzo, albo jeszcze bardziej, kiedy raz na jakiś czas śledzę miejscowe (rdzenne) dokonania bezbarwnych postaci z tv i nie tylko. Z jednej strony natłok informacji, a z drugiej strony bełkot dla bełkotania. Traf chciał, że dzisiaj wypadło śledzenie; że trafiłam na pogodę, z pogodynką ubraną od stóp do głów poprawnie, bez szału. (Jak się ma takie ciało, to w lnianym worku i szyk się znajdzie). Europa mnie zaskoczyła. Proszę, coś się stało w nowoczesnej, że styczeń w listopadową pogodę nogi włożył i moczy w misce z ciepłą wodą odmrożenia. U nas nawet „przebiśniegi” kwitną na drogach, nazbyt wcześnie. Przyprawiają sobą drogowców o ból głowy. Jakby nie wystarczyło, że zima ich zaskakuje w środku przetargu na odśnieżanie, albo co gorsza, zakup sprzętu. W załamaniach „przebiśniegów” utrącają się miski olejowe, spojlery i wahacze; gną felgi; klną jak szewcy kierowcy.

W szarówce, mgle, bezpardonowej, błotnej, pośniegowej wilgoci emocje trudno utrzymać na wodzy. Albo apatia, senność do zaniku ruchu; albo próby pobudzeń, i agresja, która przez mgłę niesie dźwięki klaksonów daleko w przestrzeń. Na drodze trwa walka. Czasem wygląda to tak, jakby bitwa pod Grunwaldem nigdy się nie skończyła. Ewoluował przez lata tylko oręż. Rycerze dysponują elektrycznymi przyłbicami , podgrzewanym siodłem, lusterkami, ESP, ABS, GPS. I wciąż są w zwarciu, na ogonie przeciwnika, w ciżbie, w ciągu wyrywni na trzeciego. To nic, że widoczność spod przyłbicy mają ograniczoną. Zakuci w lśniące od wosku zbroje wciąż zdobywają przyczółki, atakują z flanki i przemykają przez martwe pola.

Pomyśleć, ile romantyzmu znalazłby Mickiewicz w tej desperacji i marzeniu o przestrzeni; mógłby napisać: Ruszyłem na szerokie pasma wyasfaltowania / przestrzeń mnie pochłania, nikt mi nie przeszkodzi / przyczepności nie mam, lecz to nic nie szkodzi / omijam nieustannie, mów do mnie: mistrz wyprzedzania. Za Mickiewiczem wespół podążyłby Słowacki: „Anioły stoją na rodzinnych polach / I chcąc powitać lecą w nasze strony, (…) Idą i szyki witają podróżne,/ I o miecz proszą tak jak o jałmużnę. / - Postój, o postój, hułanie czerwony! / Przez co to koń twój zapieniony skacze? / (…) Koń dobył iskier na grobie z marmuru / I mściwa szabla wylazła z jaszczuru”. I skąd obaj wiedzieli(by), że na drodze nie można nie być zaangażowanym, a prowokacjom opiera się mało kto, mało kiedy. Zafascynowani byliby rycerzem słońca, który rankiem z szarością na twarzy, szarym dwustukoniem, na szarym tle wyrusza bez świateł na pojedynek; szarżuje na szosie. Obowiązuje zasada: wygrywa lepszy; silniejszy; szybszy; głupszy; pijany, który ma szczęście. Jakkolwiek nie nazwany, któremu udaje się wyprzedzić i przeżyć. Nerki, wątroba, serce; oczy, skóra i więcej, arterie wszelakie, dłonie w całości.

Dosyć jednak na tym. Bo nie wyliczać ze spisu medycznego przyszłam, co można człowiekowi przyszyć i podmienić, jeśli i tak głupi zostanie. Bowiem chaos mnie ów niepokoi w Polaku, z telewizorem przez 4 godziny dziennie pod pachą, ciągle potęgującym frustrację, bo nawet tu nie możemy być najlepsi i pokornie ustępujemy miejsca Amerykanom. W Polaku, co czyta statystycznie 1 (słownie: jedną) książkę w roku. Coś się stało, że nie potrafimy żyć w spokojnych czasach. Obciążeni syndromem rodziny dysfunkcyjnej, dysfunkcyjnego państwa. Dorosłe Dzieci Czegokolwiek zagubione pośród wielu możliwości rozwoju. Źle się czujemy, kiedy wypuszczeni w przestrzeń nie musimy walczyć; kiedy mamy jasne zasady. Albo walczymy nie tam gdzie potrzeba. Bo w walce o wyzwolenie, o ojczystą mowę, sens wolności przepadł, skoro książka po macoszemu jest traktowana i niejedna tęga głowa się łamie nad kwestią: co tu zrobić, żeby czytelników przybyło.

Może Gutenberg nas skrzywdził, sprowadzając książkę do błyskawicznego druku, czyniąc ją tym samym mało atrakcyjną… Przydającą mniej emocji, niż wyprzedzanie. A może potrzebujemy ujścia dla ułańskiej fantazji, bynajmniej nie w rytmie 90/120/140 i przepisów innych; bo kto by się nim przejmował i kto mi zakaże. I nie ma co zwalać na złą jakości dróg, lecz przede wszystkim upatrywać należy problemu w braku wyobraźni. Której nie regulują przepisy. Wyobraźnię rozwija czytanie. Czytanie, że powtórzę, najlepiej ze zrozumieniem. Pozwala bowiem obcować bezpiecznie z nieskończoną liczbą rozwiązań; jeśli krwawych to tylko w druku. Wraz z bohaterem możemy przekraczać granice możliwości człowieka, być niedoścignionym, zwycięskim i najlepszym. Zadrukowane stronice zmuszają do myślenia, bez podanych na tacę rozwiązań, bez skrótów i wyprzedzania faktów. Niektóre treści swoim rytmem przywodzą na myśl haiku i wymagają od czytelnika trzeźwości i(lub) lotności umysłu w ocenie faktów i wydarzeń, niemniej przynoszą ogrom satysfakcji dla złaknionej przeżyć głowy.

Haiku jak książki, książki jak haiku, potęgują moją wybiórczość względem siebie, która jest (jest faktem niezbitym) cementowana jeszcze bardziej, kiedy zapinam pasy i ruszam w drogę. Chciałabym, żeby przepisów przestrzegano jak konwencji trójwersu. Mam w domu wiele książek nieprzeczytanych, odkładanych z pietyzmem na półkę, bo wciąż się pojawiają nowe. Chciałabym do nich wrócić, wrócić bezpiecznie.

Przed świętami Bożego Narodzenia, ledwo wcisnęłam się do Empiku. Jakże mnie ucieszyła ciżba okupująca każdą wolną przestrzeń. Byłam wniebowzięta, a nawet lekko przestraszona, że moje upatrzone kilka tytułów zniknie, (a mogłam kupić je wczoraj). Biegłam do regału z duszą na ramieniu: Są, są, od wczoraj, jak odłożone, tak nie ruszane. To mnie znów zabolało. Wtedy przyjrzałam się bacznie kolejce. Trzymali w dłoniach nie książki bynajmniej, ale bibeloty, gadżety i inne przydające się na prezent; a książkę w rękach posiedli niektórzy, tacy, co wstydliwie odwracali wzrok, jakby czuli, że wyróżniają się w tłumie. Byłam i wczoraj w Empiku, pustym jak ulice Izraela w święto Jom Kipur. Izraelska pustka dodaje splendoru (choć nie ze wszystkimi zasadami towarzyszącymi świętu się zgadzam), pustka wśród regałów z książkami może, musi, powinna i napawa - tylko smutkiem.

Data:

 19-20.01.2011

Podpis:

 głupiec

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=66697

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl