DRUKUJ

 

Idzie Wiosna, rozdział 20.

Publikacja:

 11-10-25

Autor:

 idzie_wiosna
Obojętnym wzrokiem przyglądałem się wchodzącym i wychodzącym co jakiś czas z budynku ludziom. Patrzyłem na zupełnie mi obojętne sylwetki zastanawiając się, czy może nie powinienem jednak wysiąść z samochodu i pójść tam do środka, do tego niczym szczególnym nie wyróżniającego się budyneczku.
…chociaż w zasadzie …no bo skoro Aśka nie chciała, to po co mam się tam pchać? Żeby znów na mnie warczała? Nie chciała, to nie...
...no i co z tego, że nie chciała? Mam tak siedzieć tu cały czas jak... jak jakiś... jak taksówkarz i czekać? …czekać nie wiadomo jeszcze ile?
Czułem jak to dzisiejsze ciepłe popołudnie sprawia, że staję się coraz to bardziej senny, jak z coraz większym trudem mi się myśli.
…no właśnie ile mam tak czekać? Poszła przecież tylko się zapytać a tu już prawie dwie godziny minęły jak jej nie ma? Może coś się stało? Nie, no... Zupełnie bez sensu... stoję tu nie wiadomo po co... Idę.
…albo nie... poczekam jeszcze 10 minut... o tak dokładnie o w pół, jeśli do tej pory nie wyjdzie to idę zobaczyć co się tam dzieje...
- Tylko byś spał i spał. - usłyszałem cichy, obojętny głos Wiosny chwilę po tym jak obudził mnie chrzęst otwieranych drzwi.
- Nie śpię... - odpowiedziałem spoglądając zaskoczony na wsiadającą do samochodu dziewczynę - Tak się tylko zdrzemnąłem troszkę...
- Widzę właśnie.
Z impetem usiadła i rzuciła torebkę pod nogi.
- A co w tym złego? - spytałem przekornie.
- Nic. - odpowiedziała wzruszając lekceważąco ramionami i z całej siły pociągnęła drzwi.
- Zwariowałaś? - spojrzałem na Aśkę podrażniony hukiem zamykanych drzwi.
- Bo?
- Bo? - powtórzyłem złośliwie i wpatrzyłem się w siedzącą nieruchomo tuż obok, w milczeniu, zupełnie mnie teraz ignorującą dziewczynę.
Udawała, że nie dostrzega tego jak uważnie na nią patrzę. Prześliznąłem się wzrokiem po różowym sweterku i jeansowych spodniach, tych samych, które miała na sobie wczoraj i pomyślałem, że szkoda, że nie założyła dzisiaj tych różowych sztruksów. Tych, które miała na sobie wtedy... w Kołobrzegu.
- Pojedziemy może w końcu? - spytała nawet się nie poruszywszy - Czy tak się będziesz gapił cały czas?
- Będę. - uśmiechnąłem się - Będę się tak gapić na ciebie aż do śmierci.
- Mojej, czy twojej? - spytała zdecydowanie już ciszej.
- Mojej... - odpowiedziałem i chciałem dotknąć palcami jej policzka.
- Jedź już może, co? - odsunęła się niemal niezauważalnie, odsunęła tak niespodziewanie jakby przeczuwała co mam zamiar zrobić.
- Gdzie? - spytałem urażony tym tak nieznacznym ale mimo wszystko wyraźnym jej ruchem - Już jadę, tylko jeszcze nie wiem gdzie.
- Maciek... litości... - westchnęła - Pić mi się chce jak cholera... umrę zaraz z pragnienia... wysiedziałam się tam jak idiotka a ty jak zwykle... tylko potrafisz se kpić.
- Nie kpię se, - odpowiedziałem przesadnie akcentując ostatni wyraz - tylko po prostu nie wiem gdzie. Nie znam przecież tego miasta. Skąd mam wiedzieć gdzie jechać?
- Trzeba by... - obejrzała się za siebie - Z powrotem do tej… no tej takiej trochę główniejszej i tam dalej jest już to centrum handlowe... I co? Od razu tak złośliwie musisz?
- Złośliwie? - spytałem zdziwiony.
Nie odpowiedziała. Uśmiechnąłem się. Patrząc na dziewczynę sięgnąłem ręką do stacyjki i przekręciłem kluczyk. Zaterkotał rozrusznik. Samochodem nieznacznie zatrzęsło ale już po chwili monotonnie pracujący silnik łagodnie, niewyczuwalnym niemal klekotem wypełnił wnętrze auta. Wiosna wyprostowując się spojrzała na mnie. Przez chwilę patrzyliśmy sobie prosto w oczy ale Aśka zaraz poprawiła się tak, by wygodniej siedzieć w fotelu i nie przejmując się już mną wpatrzyła się w przednią szybę.
- Lubię ten samochód. - powiedziała patrząc przed siebie - Szkoda tylko, że...
- Że? - spytałem zdziwiony tym, że tak nagle zamilkła.
- A nic... - westchnęła.
- Ale co, że? – spytałem po chwili.
- No, że nie zawsze nim jeździsz.
- Jak nie zawsze? - uśmiechnąłem się wyjeżdżając z parkingu - Prawie zawsze, a dla ciebie to zawsze.
- No myślę. - patrzyła obojętnie na widoczną przed samochodem drogę - Szkoda tylko, że wtedy tam... tym takim gratem. Bo ta ciężarówka… wtedy… to jakiś horror był...
- Ciężarówka? - zdziwiłem się.
- No to... takie olbrzymie pudło. – westchnęła z wyraźną dezaprobatą.
- Kiedy? – spojrzałem na nią ze zdziwieniem.
- Oj, no wtedy… co jechaliśmy do Szczecina... Szkoda. - mówiła cały czas zapatrzona przed siebie.
- Szkoda, - sam nie wiem po co to powiedziałem - że nie założyłaś dzisiaj tych różowych spodni co wtedy...
- Różowych spodni? - zdziwiona spojrzała na mnie.
- No tych, co miałaś wtedy... - skręciłem zgodnie z tym co wcześniej Wiosna mi tłumaczyła i niezbyt szybko jechałem teraz zabudowaną kilkudziesięcioletnimi domami ulicą - Wtedy w Kołobrzegu.
- Wtedy miałam spódniczkę. - popatrzyła na mnie - Jeansową.
- Oj, nie wtedy... - pokręciłem głowa z dezaprobatą - Dzień wcześniej. Jak byliśmy na latarni... i w ogóle. Takie fajnie dopasowane, sztruksowe...
- Wiem które. - powiedziała oschle - Takie to dla ciebie ważne?
- Eee, nie... - wzruszyłem ramionami - Tylko do tego sweterka jakoś by tak lepiej pasowało... może...
- A teraz to nie pasuje? - spojrzała na mnie tak, że aż poczułem jakiś dziwny, przeszywający mnie prąd.
- Nie, nie... - speszyłem się - Pasuje, tylko jakoś tak...
- Jakoś tak? - przerwała mi - Nic więcej cię nie interesuje tylko moje spodnie?
- A przestań... - powiedziałem bez przekonania.
- Przestań? - fuknęła - Jasne, jak zwykle to ja mam przestać!
- Asia, proszę cię, - jęknąłem - po co znów zaczynasz jakąś tą... durną jakąś awanturę.
- Durną? - urażona odwróciła głowę w stronę bocznej szyby - Nic nie zaczynam. Ty coś zaczynasz.
- Lepiej byś powiedziała, - odezwałem się po dłuższej chwili przerywając mąconą tylko monotonną pracą silnika ciszę - co ci powiedzieli.
- Powiedziała, co mi powiedzieli. - powtórzyła z nieukrywaną ironią - A co mieli mi powiedzieć?
- No nie wiem, co. – westchnąłem z rezygnacją.
- I myślałby kto, - Joanna pokiwała drwiąc sobie wyraźnie ze mnie głową - że akurat to cię tak bardzo obchodzi.
- Ale tam, przestań już Aśka, - zdenerwowałem się nagle - bo ja już sam nie wiem jak mam z tobą gadać.
- Nie wiesz? – spojrzała na mnie przesadnie zdziwiona.
- Nie. - poczułem się urażony - Jak nie chcesz to nie mów.
- Jasne, obraź się. – skwitowała to uśmiechając się z zaskakującym mnie zadowoleniem.
- Nie obrażam się, tylko mnie wkurza, że... - mówiłem coraz głośniej - że zamiast normalnie, jak człowiek rozmawiać to ty od razu zaczynasz jakieś idiotyczne awantury. Tak cię to bawi?
- Jasne. - Aśka uśmiechnęła się ironicznie - Pokrzycz sobie trochę.
Nie odezwałem się czując, że zaczynam się coraz bardziej denerwować tym jej dziwnym zachowaniem.
- A co mam mówić, - odezwała się po chwili - jak ciebie interesują tylko spodnie.
- Kurcze, Aśka... - popatrzyłem na nią z niechęcią - przestań już może.
- A ty może już przestań z tą Aśką? – spytała prowokującym tonem.
- A zresztą... - machnąłem z lekceważeniem ręką - Nie chcesz mówić, nie mów.
- Wypisała mi skierowanie. – Joanna pokazała mi koniuszek języka marszcząc jednocześnie zabawnie nos - Do kardiologa.
- Na kiedy?
- Nie wiem na kiedy. - wzruszyła obojętnie ramionami - Trzeba iść do przychodni specjalistycznej i się zarejestrować.
- To co nic nie mówisz? Przecież trzeba tam pojechać i od razu się zarejestrować.
- Od razu. - zaśmiała się ironicznie - Daj spokój, nawet nie wiem gdzie to jest. O tu się zatrzymaj, tu są te sklepy... co kiedyś w nich byłam...
- No tak. - spojrzałem na Wiosnę zaskoczony jej zachowaniem - Trzeba się było zapytać. W tej przychodni... tu...
- O co? - spytała wyjątkowo obojętnym głosem.
- No gdzie jest ta przychodnia... - popatrzyłem na Wiosnę.
- W tej przychodni, tu, - powtórzyła drwiąc sobie wyraźnie ze mnie - gdzie jest ta przychodnia?
- Aśka, nie wygłupiaj się. - wyrzuciłem z siebie ze złością - Przecież ty się zachowujesz teraz jak jakieś, jak takie małe dziecko...
- Co jak małe dziecko? - spojrzała na mnie wyraźnie urażona - Maciek, co ty się cały czas mnie czepiasz?
- Nie czepiam się, - speszyłem się - tylko mogłabyś trochę się zastanowić nad tym...
- Nad czym? - przerwała mi.
- Nad tym wszystkim. - dokończyłem stanowczym tonem.
- Wypchaj się. - powiedziała cicho i jakoś tak, jakby za chwilę miała się rozpłakać - Moja sprawa. Nie czepiaj się... a najlepiej to daj mi w końcu spokój.
- Ale tam... daj mi w końcu spokój. Przecież tak nie można... – westchnąłem bezradnie – Asia… przecież wcale się nie czepiam. Nie mówię tego złośliwie... To ty czasem jesteś złośliwa... i to bardzo.
- Coś się nagle tak uczepił? - Wiosna spojrzała na mnie oczyma, w których zalśniły całkiem niespodziewanie łzy.
- Nie uczepił, tylko... – westchnąłem zbyt może tym razem głośno - Tylko chcę ci jakoś... jakoś w tym wszystkim pomóc...
- Nie musisz. – warknęła – I nie sap mi tu może.
- Wiem, nie muszę. – starałem się mówić łagodnym tonem - Ale chcę.
- Posapać sobie? – spojrzała na mnie z nieukrywanym rozbawieniem.
- Przestań… Aśka… - jęknąłem z rezygnacją.
- Maciek, to może nie męcz mnie już, co? - dziewczyna sięgnęła dłonią do policzka i zrobiła nią taki ruch, jakby chciała, zbyt może szybko palcami otrzeć łzy - Czepiłeś się czegoś i mnie dręczysz... Spytam pani Tosi jak wrócimy, pewnie będzie wiedzieć.
- Dręczę? - spytałem cicho i nieco się nachyliłem chcąc pocałować ją w policzek – No co ty, Asiu...
Odsunęła się gwałtownie. Zbyt gwałtownie. Tak nagle i energicznie, że aż uderzyła głową o szybę.
- Zostaw mnie. – wyszeptała płaczliwym głosem.
- Asiu, zwariowałaś? - patrzyłem z niedowierzaniem na dziewczynę, która z całej siły walczyła z napływającymi do oczu łzami - Co ty robisz?
- Nic... - szepnęła cichutko, głosem bardziej pasującym do małej, wystraszonej dziewczynki a nie do niej.
- Tylko skierowanie ci wypisała? - spytałem po dłuższej chwili - I nic więcej?
- Zwolnienie. Do końca przyszłego tygodnia. - powiedziała obojętnie i otworzyła drzwi. Wysiadając dodała głosem zmienionym tak, jakby nie pamiętała już zupełnie całej tej naszej rozmowy - Tu była ta bluzeczka.




dalszy ciąg znajdziesz na:
http://www.idziewiosna.blox.pl
zapraszam

Data:

 sukcesywnie od 2005 r.

Podpis:

 Maciej K.

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=70111

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl