DRUKUJ

 

Jedna chwila

Publikacja:

 11-12-04

Autor:

 Glafira
Spojrzałam na drugi koniec parku, na samotną postać Marcela siedzącego na ławce pod starą wierzbą w promieniach porannego słońca. Jak zawsze skupiony, z delikatnym uśmiechem na ustach siedział pogrążony w jakiejś lekturze. Jedno spojrzenie wystarczyło, aby na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Już zapomniałam, że w ogóle potrafię się uśmiechać!

Zapragnęłam podejść i jak zwykle usiąść na jego kolanach, zarzucić mu ręce na szyję i wtulić się w jego szerokie ramiona.Przez ostatni miesiąc, kiedy nie widzieliśmy się ani razu zdałam sobie sprawę ile tak naprawdę dla mnie znaczył. Odkryłam, że pomimo tak krótkiego okresu naszej znajomości stał się częścią mnie i teraz kiedy go nie było, czułam jakby tej części we mnie brakowało.
Tęskniłam za naszymi tajemnymi spotkaniami, pragnęłam jak dawniej pogrążyć się w długiej rozmowie w jakimś cichym miejscu, opowiedzieć mu o wszystkim co mnie ostatnio spotkało, o wszystkim co czułam... Wiele razy brałam do ręki telefon, próbując wybrać jego numer, jednak zawsze jakaś siła powstrzymywała mnie przed tym przypominając o wszystkim co się wydarzyło...
Czasem siadałam na parapecie okna przez które wkradał się niegdyś do mojego pokoju, spoglądając w dal rozmyślałam o chwilach, które razem przeżyliśmy. Z każdym jednak dniem stawało się to dla mnie coraz trudniejsze. Coraz ciężej było wykrzesać z pamięci łączące nas miejsca, zdarzenia, sytuacje. Obrazy stawały się niewyraźne, słowa traciły swój sens. Nienawidziłam się za to, że bywały chwile w których przynosiło mi to ulgę...
Jednocześnie wciąż nie mogłam pogodzić się z myślą, że nasze życie mogłoby wrócić do stanu z przed kilku miesięcy. Czy każde z nas potrafiło by jeszcze wrócić do swoich dawnych zajęć i obowiązków? Znając siebie, zapewne starałabym się z całych sił udowodnić mu, że nasze rozstanie nie sprawiło mi bólu. Być może upłynęłoby wiele czasu zanim zdałabym sobie sprawę, że nie ma już powrotu, że nasza miłość się skończyła, a my układamy sobie życie z dala od siebie. Czy umiałabym z tym żyć? Nie wiem.
Nie potrafiłam nawet wyobrazić sobie, co bym poczuła, gdybym kiedyś mijając go ulicą nie napotkała tego przeszywającego wzroku, nie zobaczyła tego obezwładniającego uśmiechu. Mimo wszystko, wciąż nie byłam w stanie przyznać się przed sobą, że to właśnie za tym ciepłym uśmiechem płakałam po nocach.
Wciąż wiele spraw zaprzątało mi głowę, była wśród nich myśl, która sprawiała największy ból. Choć sama prosiłam Marcela, aby się do mnie nie zbliżał, nie mogłam wybaczyć mu, że poddał się bez walki. Czyżbym tak niewiele dla niego znaczyła, a może było wprost przeciwnie?
Jedno co wiedziałam na pewno, to to, że nie mogłam spędzić bez niego ani minuty dłużej. Moje serce nie wytrzymywało już tej separacji, a obawa, że czas, w którym mieliśmy swoją szansę został zmarnowany popychała mnie do desperacji. Bałam się, że już nigdy więcej nie będę mogła go mieć, że nasza miłość, choć piękna, silna i prawdziwa skończyła się, minęła bezpowrotnie jak sen. Zrozumiałam, że jeżeli teraz nie pozwolę mu się wytłumaczyć, pewnego dnia obudzę się ze świadomością, że go straciłam...

Poderwałam się więc na nogi, porwałam leżący obok moich kolan zeszyt i wyszarpnęłam ze środka kartkę. Nakreśliłam na niej nierównym pismem kilka bzdurnych zdań, dzięki którym łatwiej było mi odszukać kłębiące się w głębi serca uczucia, a potem ze złożoną wpół karteczką na trzęsących się nogach ruszyłam w kierunku jego ławki. Zrozumiałam, że choć broniłam się przed tym z całych sił już dawno mu wybaczyłam...

W tym momencie Marcel podniósł oczy z nad książki, jego twarz rozpromienił uśmiech, ten sam, którym tak mnie oczarował. Poczułam jak serce zabiło mi szybciej, przyspieszyłam kroku, chciałam być już blisko niego, chciałam znów go dotknąć, przytulić! Poczułam jak łzy powoli ciekną mi po policzkach, wszystko stawało się coraz bardziej zamglone, tylko ten uśmiech sprawiał, że wiedziałam w którym kierunku mam iść...
I nagle świat się zatrzymał, przetarłam oczy roztrzęsioną dłonią. W czułych objęciach Marcela spoczywała długowłosa brunetka o srebrzystych oczach. Patrzyła z uwielbieniem w ciepły, kochający uśmiech mojego... jej ukochanego. Stałam osłupiała, nie wiedząc co zrobić. Mój świat właśnie się zawalił.
Wsunęłam niepostrzeżenie roztrzęsioną ręką kartę między przekręcające się swobodnie strony leżącej na ławce książki Marcela, a potem zaciskając z rozpaczy pięści odwróciłam się i rzuciłam w kierunku wyjścia.
To nie na mnie czekał na tej ławce, nie o mnie myślał! Czuły uśmiech, który był moim drogowskazem zniknął, teraz wskazywał drogę innej zabłąkanej duszy... wypełniał inne serce gorącymi uczuciami.
Pędziłam nie widząc nic przez łzy. Mijałam kolejne alejki, potrącałam ludzi, przewracając się - nic już nie miało dla mnie znaczenia. Nie wiedziałam czy Marcel mnie zauważył, nie wiedziałam czy za mną pobiegł, jedyne co wiedziałam, to że rozpacz zaraz rozerwie mi piersi jeżeli stąd nie ucieknę.
Biegłam więc coraz szybciej, wypadłam przez bramę na ulicę. Poczułam delikatny podmuch jesiennego wiatru we włosach, wokół rozległ się przeraźliwy huk. Coś przyciągnęło moją uwagę w bok, odwróciłam głowę. Jedyne co zdążyłam spostrzec to przeraźliwie żółte reflektory pędzącego w moim kierunku samochodu. Nie zdążyłam nawet zamknąć oczu. Strach, ból i przerażenie mieszały się w moim umyśle, tysiące ludzkich okrzyków szumiało w przestrzeni. Pośród nich wyłowiłam ten jeden ukochany głos powtarzający bez wytchnienia moje imię. Uchyliłam powieki, spojrzałam na jego smutne oczy i przerażoną minę, poczułam bolesne ukłucie w sercu...
W głowie wciąż brzmiało mi te kilka słów które nakreśliłam na niewielkiej karteczce przed kilkoma minutami:

„Chciałam w końcu znieczulić się na dźwięk Twojego głosu,
na twe spojrzenie i niesforną w deszczowe dni fryzurę,
na to wszytko co sprawiło że Cię pokochałam.
Lecz Ty wciąż znajdujesz mi nowe powody
dla których trwam w przekonaniu że jesteś idealny…”*







*Znalazłam ten cytat kilka miesięcy temu podczas przeglądania rożnych forów internetowych. Zainspirował mnie do napisania tego opowiadania, niestety nie udało mi się odnaleźć potem źródła, mam nadzieję, że jego autor nie obrazi się, że go tutaj zamieściłam.

Data:

 3.12.2011

Podpis:

 Glafira

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=70587

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl