DRUKUJ

 

Warszawskie OPIUM 1/2

Publikacja:

 12-09-14

Autor:

 hanu7
WARSZAWSKIE OPIUM

Sc. 1. Wn. PKP. Dzień.
Ania i Jasiek wysiadają z pociągu. Ania to ładna, wysoka dziewczyna, z długimi kasztanowymi włosami o rudawym odcieniu. Jasiek jest od niej trochę niższy, ubrany jest w sportowe adidasy, czarne spodnie i sportową cienką kurtkę. Ania rozgląda się po peronach z entuzjazmem. Chłopak z obojętnym wyrazem twarzy, patrzy ciągle w jeden punkt.
Ania
Kurcze jakie to wszystko… Duże.
Jasiek nie reaguje. Wyprzedza dziewczynę, wchodzi na ruchome schody. Ania z małą torbą noszoną na boku dobiega do niego. Stoi na schodach obok chłopaka blokując ludziom przejście. Jasiek spogląda tylko leniwie na biznesmena za Anią, który niecierpliwie przebiera nogami.
Ania
To szukamy jakichś autobusów, czy coś?
Jasiek
No.
Ania
Ej, będziemy jechać metrem, nie?
Jasiek
(złośliwie)
Wiesz Anka, w końcu kiedyś musi być ten pierwszy raz.
Ania
(z przekąsem)
Ha, ha, ha.
Przechodzą przez korytarz z peronami i wchodzą na kolejne schody ruchome.
Jasiek
Stań za mną na schodach. Lewy pas ruchu zostaw Warszawiakom.
Ania
(stając posłusznie za Jaśkiem)
Czemu?
Jasiek nic nie mówi tylko wskazuje głową na prawie biegnących do góry po ruchomych schodach ludzi. Większość z nich ubrana jest na czarno lub szaro. Prawy pas ruchu przesuwa nieruchomych ludzi ku górze, lewym ludzie pchają się na siebie pędząc do wyjścia.
Jasiek
Temu.

Sc. 2. Ulica. Dzień.
Ania idzie z otwartą mapą, pomiędzy blokami. Przy niej włóczy się Jasiek. Ania ogląda wysokie budynki z zaciekawieniem.
Ania
Dobra skręćmy tu.
Dwójka przyjaciół skręca w ulicę ze starymi kamienicami. Przechodzą obok jednej z nich. Kamienica zupełnie się rozsypuje, z wybitych okien słychać krzyki małego dziecka. Przy wejściu do kamienicy, dwóch dresów pali papierosy. Jasiek stara się na nich nie patrzeć. Ania obserwuje wszystko zapamiętale.
Jasiek
(złośliwie)
Może to tu.
Ania zerka przez ramię na Jaśka mrużąc oczy.
Ania
(zmieniając temat)
W ogóle poznajesz okolicę?
Jasiek
(z lekkim uśmiechem, zaciskając usta)
Nie, mieszkałem w centrum.
Ania
Jakoś nigdy nie mówiłeś, że mieszkałeś z mamą w Warszawie?
Jasiek
Nie ma o czym.
Ania
Eh, taka rozmowa z tobą.
Jasiek
Matka dostała tu pracę, więc musieliśmy się tu przeprowadzić. Na szczęście nie na długo.
Ania uśmiecha się promiennie do Jaśka.
Jasiek
(po pauzie)
Nie wiem jak możesz wybierać TO COŚ.
Ania uśmiecha się tajemniczo. I ogląda z zaciekawieniem ulicę.
Ania
Nie jest tak źle, nie przesadzaj.
Jasiek kręci powoli głową. Ania zaciska usta.
Jasiek
Mam nadzieję, że w twoim przypadku nie będzie.
ania
Nie będzie. Zobaczysz, że świetnie sobie poradzę.
Mijają kolejną kamienicę, z której wychodzi młoda, zaniedbana matka opierająca niemowlę na biodrze. Mierzy Anię wzrokiem od góry do dołu.
Ania
Dzień dobry.
Kobieta na ten powitalny tekst prycha i mija naszych bohaterów. Kamienica z której wyszła matka jest równie zniszczona co inne, ale przyglądając się jej dokładniej, można zauważyć jej dawną świetność. Kwieciste reliefy okalają wejścia do kamienicy. Brudne stare okna są ozdobione klasycznym wzorem greckich świątyń. Linia kończąca dach jest doskonale profilowana. Pomiędzy oknami „płynie” w dół wbijająca się w mur latorośl. Zdarte drewniane drzwi ukazują geometryczne płaskorzeźby. Ania widząc to wszystko staje przed budynkiem olśniona.
Ania
Widzisz?
W głowie dziewczyny pojawiają się nowe obrazy. W jej wyobraźni kamienica zmienia się powoli. Zaczynając od drzwi, które nagle staja się odrestaurowane i piękne. Cała kamienica jakby zmieniała się w lata swojej świetności, tylko latorośl pozostaje na swoim miejscu. Ania podziwia zmiany jakie się dokonały w kamienicy. Jasiek zniecierpliwiony chwyta ją za ramię.
Jasiek
No spoko, ale chodźmy już bo tu chyba nie jest zbyt bezpiecznie.
Ania wyciąga telefon z torby.
Jasiek
Anka, chcesz stracić dziś życie?
Ania nastawia funkcję aparatu w telefonie i robi jedno zdjęcie. Jasiek ostro ciągnie ją w kierunku sąsiedniej ulicy. Dresiarze wraz z matką, która do nich dołączyła patrzą za oddalającą się parą.

Sc. 3. Wn. Mieszkanie na Pradze. Dzień.
Ania stoi zdenerwowana pod drzwiami.
Jasiek
Może nikogo nie ma.
Ania
(w zadumie)
Hmm.
Ania puka energicznie w drewniane porządne drzwi. Słychać z wnętrza głosy. Drzwi otwiera CZARNA, dwudziesto kilkuletnia szatynka. Włosy ma związane w kucyk. Jest trochę przysadzista. Tylko zerka na przybyłych, po czym zwraca się do dwóch dziewczyn ubierających buty w korytarzu. Jednej anemicznej, ledwo dostrzegalnej ciemniej blondynki, drugiej ubranej na czarno z kolczykami w uszach i wargach.
Czarna
No to dzięki, muszę zastanowić się jeszcze. Także będę jutro rano dzwonić. To miło było was poznać.
Dziewczyny wymieniają się uściskami dłoni i wychodzą patrząc zawistnie na przybyłych. W mieszkaniu zostaje tylko Czarna, która dopiero teraz mierzy wzrokiem Anię i Jaśka.
Czarna
Przepraszam za zamieszanie. Wy w sprawie mieszkania?
Ania
Tak, cześć. Rozmawiałyśmy na gg. Jestem Ania… z Oświęcimia.
Czarna
A, to ty. Cześć! Wchodźcie.
Ania
To mój kolega, przewodnik.
Jasiek
(podając rękę)
Jasiek.
Czarna wita się z chłopakiem i wszyscy wchodzą do mieszkania. Ania rozgląda się łapczywie po przedpokoju z którego wychodzą wszystkie drzwi. Oboje z Jaśkiem rozbierają buty i wchodzą za Czarną do jednego z pokoi. Wnętrze pokoju jest pomalowane na niebiesko, widać, że był niedawno malowany.
Czarna
No, tak jak pisałam, to byłby nasz pokój. Jest tu mały balkon, dwa łóżka, a za tydzień rodzice dowiozą mi telewizor. A, no i Internet będzie za dwa tygodnie, bo ty byłaś chętna na opłacanie netu, tak?
Ania
No tak.
Czarna
No. Ja też chciałam kupić laptopa, ale w końcu brat mi przywiezie ze Stanów. Także na razie twój będzie podłączony, ale od razu zrobię łącze na dwa kompy.
Ania
To już na pewno będę mogła tu mieszkać?
Czarna
Tak. Wiesz tamte to tylko tak na wszelki wypadek, jakbyś zrezygnowała, albo coś. Ale wyglądasz spoko, poznałam cię już w necie, także możesz się za tydzień wprowadzać. A widziałaś tę anorektyczkę co była przed tobą? Przecież ona się do szpitala nadaje. A ta druga, to jakby mój tata ją zobaczył, że mam taką współlokatorkę to by mi kazał wynająć mieszkanie i do domu wracać. Było jeszcze kilka ale…
Czarna kręci głową niezadowolona.
Ania
No to super. A trzecia współlokatorka?
Czarna
Trzecia też spoko. Kończy studia na SGGW na podobnym kierunku. Taka zwykła laska. Macie może papierosa?
Ania
Nie.
Czarna
No trudno. To obejrzyj sobie resztę mieszkania jak chcesz i podpiszemy umowę. Sama rozumiesz, rodzice mi kazali się zabezpieczyć umową, w razie różnych sytuacji. Ale to taka zwykła umowa.
Ania
(rozglądając się)
No dobra, to podpiszmy. Będę miała dwa lata na oglądanie reszty.
Jasiek prawie niezauważalnie krzywi się na te słowa.

Sc. 3. Pl. Budynki przy ulicy. Dzień.
Ania Przegląda na stojąco mapę. Jasiek rozgląda się dookoła. Ania zaczepia kobietę przechodzącą w pośpiechu przez ulicę.
Ania
Przepraszam! Przepraszam, czy nie wie Pani, gdzie tutaj gdzieś jest szkoła reklamy?
Przechodzień
Nie. Tu jest jakaś szkoła?
Ania
No tak gdzieś tu. No nic, tak czy siak dziękuję.
Kobieta odchodzi pośpiesznie.
Ania
Kurcze nie pamiętam numeru. Ale na stronie internetowej pisali, że to ten przystanek.
Jasiek
Było napisane, Anka.
Ania
(rozglądając się)
Nie wiem. Nic tu nie ma!
Jasiek
Wpłaciłaś im już jakąś zaliczkę?
Ania
No raczej. Za tydzień zaczynam.
Jasiek
O ile ta szkoła naprawdę istnieje.
Ania
(zaniepokojona)
Kurcze. Nie no musi istnieć!
Jasiek
Taa…
Ania
Fryzjer, poczta, kuśnierz. Ej, tam jest jakaś tabliczka. Widzisz co tam pisze?
Jasiek
(mówiąc sylabami)
Anka, JEST NAPISANE.
Ania rusza biegiem w kierunku tabliczki. Jasiek idzie za nią szybkim krokiem. Staje pod małym banerem z napisem „Warszawska Szkoła Reklamy”. Budynek nie jest atrakcyjny. Szkoła znajduje się na pierwszym piętrze. Na parterze znajdują się liczne usługi zupełnie ze sobą niepowiązane. Reklamują się starymi tabliczkami z ręcznie wypisanymi nazwami, co wygląda odpychająco.
Ania
(z uśmiechem)
Noo… to teraz wiem czemu na stronie nie było zdjęć szkoły.
Jasiek
Zawsze możesz się jeszcze wycofać.
Ania
Żartujesz?
Jasiek
No tak, racja, podpisałaś już cyrograf z diabłem.
Ania śmieje się, jednak Jasiek jest ciągle poważny.
Jasiek
Dobra Anka, Ja spadam. Spotkamy się w pociągu.
Ania
No co ty? Nie pójdziesz ze mną zobaczyć szkoły?
Jasiek
Miałem Ci tylko pomóc ją znaleźć, nie? Poza tym muszę cos załatwić na mieście. To cześć.
Jasiek odchodzi szybkim krokiem.
Ania
Jasiek!
Ania zostaje sama pod szkołą i patrzy za oddalającym się Jaśkiem.
Sc. 4. Wn. Mieszkanie Czarnej. Dzień.
W niebieskim pokoju, na komodzie dzwoni budzik w telefonie. Ania obraca się na boki i próbuje zaspana wyłączyć telefon bez patrzenia na niego. Czarna przewraca się w swoim łóżku i jęczy niezadowolona. Ania w końcu siada na łóżku i sięga po telefon.
Ania
Wiem, wiem.
Ania wyłącza dzwonek. Sprawdza godzinę w telefonie. Odkłada aparat i rzuca się z powrotem na łóżko. Mija kilka sekund i wstaje energicznie. Wychodzi z pokoju.
Sc. 5. Pl. Dworzec Wschodni. Dzień.
Zaspana Ania powoli przechodzi przez korytarz dworca zachodniego z torbą przewieszoną przez ramię. Na jednej ze ścian na zegarze wybija godzina 7 rano. Ania robi wielkie oczy i zaczyna biec. Przebiega przez podziemne korytarze, w których już rozstawili się sprzedawcy wszystkiego co popadnie. Ania wybiega przed dworzec, gdzie znajduje się zajezdnia autobusowa z kilkoma przystankami. Jeden z autobusów (nr 136) właśnie rusza. Ania macha z oddali rękami, żeby zwrócić uwagę kierowcy. Biegnie w kierunku coraz bardziej oddalającego się autobusu wymachując rękami. Zatrzymuje się zdyszana i zrezygnowana. Patrzy za autobusem i spuszcza wyciągniętą rękę. Autobus powoli zatrzymuje się. Ania uradowana biegnie w jego kierunku jak najszybciej umie.
Sc. 6. Wn. Autobus 136. Ranek.
Ania wpada do autobusu ostatnimi drzwiami i zdyszana krzyczy przez cały autobus.
Ania
DZIĘKUJĘ, BARDZO DZIĘKUJĘ!
Zaspani ludzie patrzą na nią zdziwieni. Jedna starsza Pani kręci głową poirytowana okrzykami dziewczyny. Autobus rusza. Ania uśmiechnięta, nieco już przytomnieje, rozgląda się i siada na fotelu przy oknie. Obserwuje widoki za szybą.
Sc. 7. Wn. Szkoła Reklamy. Dzień.
Szkoła w środku jest pomalowana na różne kolory. Niebieskie pufy przy sekretariacie oblegane są przez modnie ubranych uczniów, którzy trzymają brązowe kubki z kawą. Przy automacie do kawy stoi dwóch wysokich chłopaków. Jeden z nich o bujnej postawionej fryzurze zauważa Anię. W ręku trzyma dwa brązowe kubki z kawą opróżnione do połowy.
Zło
(cedząc słowa)
O, zbliża się Siniorita. Czy piłaś już niewiasto kawę dziś?
Ania
Ja?
Zło
Nie, twoja stara. Pewnie, że ty.
Grupka młodych osób siedzących na pufie śmieje się głośno.
Ania
Nie, nie piłam.
Zło
A więc.
Zło wywija rękę w teatralnym geście. Pokazuje dziewczynie, aby poczekała chwilę. Wrzuca do automatu drobne monety.
Zło
(Milutko do Ani)
Jaką kawę pijesz? Z mlekiem i cukrem?
Ania
(nieco zdezorientowana)
Tak.
Zło schyla się razem z drugim nieco bardziej przysadzistym chłopakiem. Oboje czekają na kubek z kawą. Ludzie na kanapie także próbują dostrzec co wypadnie. Z automatu wypada czerwony kubek.
zło
(triumfalnie)
Ha!
Zło uśmiecha się nienaturalnie i kłania się uczniom na kanapie. Kilku z nich zaczyna klaskać. Przysadzisty kręci się z niezadowoloną miną.
Zło
No, stary nie ociągaj się.
Przysadzisty wyciąga z kieszeni portfel. Wyciąga dwie pięćdziesiątki i wręcza Złu. Zło chowa kasę do kieszeni. Z sekretariatu wypada starszy nauczyciel i bardzo miło zagania ludzi do Sali lekcyjnej.
Nauczyciel
Zapraszam drugi rok, grafikę i strategię do dwójki. Bez ociągania się. Ciebie też i ciebie.
Zło wyciąga z automatu napełniony czerwony kubek i patrzy na Anię. Czeka, aż ludzie wejdą za nauczycielem do Sali lekcyjnej. Podchodzi do dziewczyny, wręcza jej kawę i wyciąga rękę.
Zło
Maciek, dla znajomych Zło.
Ania
Mam się bać.
Zło
(z półuśmiechem)
Jak chcesz. Kubek wymienisz w sekretariacie na prawdziwy nescaffe.
ania
Ty go wygrałeś.
Zło
Przyniosłaś mi szczęście więc jest twój. Ja już mam swoją nagrodę.
SC. 8. Pl. przystanek autobusowy. dzień.
Ania siedzi na przystanku i przygląda się czerwonemu kubkowi, który trzyma w rękach. Wyciąga z torby komórkę i zerka na wyświetlacz. Rozgląda się dookoła. Nadjeżdża autobus nr 142. Ania siedzi nadal na przystanku. Przygląda się mrówce idącej po ławce, dźwigającej na plecach kawałek chleba. Odwraca od niej wzrok. W ostatniej chwili wbiega do autobusu. Ledwo unika zamykających się automatycznie drzwi.
Sc. 9. Wn. Autobus nr 142. Dzień.
W autobusie jest sporo ludzi. Ania staje na środku autobusu i przygląda się pasażerom. W większości wszyscy wlepiają wzrok w szybę autobusu i milczą. Ciszę zakłóca warkot autobusu i dwie dziewczynki bardzo podobnie ubrane, rozmawiające o szkole. Obok Ani siedzi starsza, siwa Pani, a naprzeciwko niej zadbana kobieta z dwójką dzieci. Siwa uśmiecha się serdecznie do dzieci, a one odwzajemniają uśmiech.
Siwa
Jedziecie z Mamą na spacer?
Syn
Tak, do Łazienek.
Zadbana zaniepokojona chwyta chłopca za ramię.
siwa
Do Łazienek. Tak, piękne miejsce na spacer. A to wasz pierwszy raz?
syn
Już byliśmy i Ewka goniła kaczki.
Córka
Wcale, że nie! To on je gonił.
syn
Ty też.
Siwa
A pawie widzieliście?
Syn
Tak!
Zadbana uśmiecha się do Siwej sztucznie. Wstaje i ciągnie córeczkę za rękę.
Zadabana
Już wysiadamy.
Siwa
Ale to jeszcze jeden przystanek Proszę Pani.
Zadabana
Tak, wiem. Adaś pożegnaj się z Panią.
Syn macha Siwej na pożegnanie. Zadbana wysiada z dziećmi. Ania również decyduje się wyjść.
Sc. 10. Plener. Ulica przy Łazienkach. Dzień.
Zadbana prowadzi dzieci przed sobą i mówi coś do nich sykiem. Ania ogląda się we wszystkie strony i rusza za Zadbaną i jej dziećmi. Kiedy dochodzi do bramy Łazienek, staje zauroczona pięknymi widokami. Zielone alejki, poprzedzielane wybrukowanymi ścieżkami łączą się co jakiś czas w maleńkie skrzyżowania, przez które przechodzą tłumy ludzi. Ania wchodzi w bramę i nie może znaleźć wzrokiem Zadbanej. Porzuca nadzieję na odnalezienie jej i ogląda wszystko jeszcze raz z uwagą.
Sc. 11. Pl. Łazienki. Dzień.
Ania siedzi przy amfiteatrze zbudowanym na sztucznym jeziorku i patrzy uważnie na zbliżającego się do niej pawia.
Ania
Cześć piękny. Gdzie się wybierasz?
Ptak na kilka sekund zatrzymuje na niej wzrok po czym odchodzi pusząc się pięknie.
Ania
Książę nie odchodź.
Ania uśmiecha się do ptaka i zaczyna się śmiać. Idzie za nim kilka kroków, ale paw wskakuje na pomost i idzie w kierunku amfiteatru.
Ania
Występ?
Ptak wydaje z siebie pawie wołanie i znika za kolumnami. Ania siada na półkolistej widowni i obserwuje park, roztaczający się przed nią. Uśmiecha się rozmarzona.
Ania
(do siebie)
Brakuje tylko ciebie Książe.
Ania rozgląda się po innych ludziach siedzących na ławeczkach widowni. Są tam w większości starsi ludzie w parach, lub całe rodziny zwiedzające park. Ania robi krzywą minę.
Sc. 11. Wn. Autobus nr 115. Dzień.
Ania siada niedaleko drzwi. W autobusie jest tym razem więcej młodych ludzi. Śmieją się do siebie i przekrzykują. Przy barierkach stoją studenci w grupie. Obok nich Ania zauważa wysokiego, przystojnego bruneta, który w jednym uchu ma słuchawkę od odtwarzacza Mp3. Druga słuchawka zwisa sobie swobodnie przy jego koszuli. Chłopak jest nieco starszy od studentów obok. Ania przygląda mu się z uwagą.
Ania zaczyna sobie wyobrażać w głowie kolejne sceny. Chłopak zamyka na chwilę oczy. Ania przygląda się zwisającej przy jego piersi słuchawce. Dziewczyna próbuje usłyszeć z niej muzykę. W szumie głosów autobusu i warkotu silnika coś cichutko gra. Ania skupia się na tym dźwięku i słyszy muzykę coraz wyraźniej. Muzyka Mozarta rozbrzmiewa Ani w głowie. Wszystko wokół milknie. Brunet otwiera oczy i wpatruje się w Anię. Ta delikatnie uśmiecha się do niego. Brunet wpatruje się w Anię zauroczony. Podchodzi do niej nie zważając na kołyszący się autobus. Kiedy jest już blisko uśmiecha się.
brunet
Zatańczysz?
Ania
(głośno)
Z przyjemnością.
SC. 12. Krakowskie przedmieścia. Wieczór.
Ania zderza się z kobietą w szarym płaszczu.
Kobieta pracująca
Słucham?
Ania jest zdezorientowana w jednej ręce trzyma czerwony kubek. Przed nią stoi zdziwiona kobieta i czeka na wyjaśnienie.
Kobieta pracująca
Coś Pani do mnie mówiła.
Ania rozgląda się dookoła po ulicy.
Ania
A, przepraszam. To nie do Pani.
Kobieta patrzy podejrzliwie na Anię i odchodzi niezadowolona. Ania zmartwiona próbuje odnaleźć się na ulicy. Z torby słychać zagłuszony dźwięk dzwoniącego telefonu. Ania podchodzi do tabliczki na budynku, gdzie widnieje napis „Krakowskie Przedmieścia”. Dziewczyna śmieje się. Wyciąga ze swojej torby telefon i odbiera.
Ania
Halo… Cześć mamuś!... A, spaceruje sobie właśnie po Warszawie. … Jak to? Co się stało?
Ania siada na schodach, przy wejściu do restauracji „7 grzechów”. Minę ma grobową.
Ania
To, to jest nie możliwe…. Nie zamierzam wracać. Mamo nie martw się proszę Cię. Po co by to wszystko było w moim życiu, żeby teraz to skończyć na starcie? Szkoła jest opłacona za cały rok, nie? No, to ja sobie resztę jakoś zorganizuję… Spoko mamo pójdę do pracy. Tu wszyscy pracują, praca czeka na ciebie na ulicy... Mamo dla mnie to nie jest problem, ja spokojnie dam sobie radę. No, dobra. Ok. Cześć.

Ania przestraszona spogląda na kubek w swoich rękach. Naprzeciwko, za ulicą, stoi przy aptece bezdomny. Zarośnięty, ubrany w sprane łachmany mężczyzna zaczepia ludzi prosząc o pieniądze. W ręku trzyma plastikowy kubek.
SC. 13. Wn. Mieszkanie czarnej. Wieczór.
Ania przychodzi do mieszkania. W niebieskim pokoju siedzi czwórka mężczyzn i współlokatorki. Wszyscy kierują wzrok na Anię. Na stoliku stoi opróżniona do połowy litrowa wódka.
czarna
(głośno)
Słuchajcie to jest Ania, trzecia współlokatorka.
Ania podnosi tylko rękę do zebranych. Minę ma smętną.
czarna
To są znajomi z mojej wsi. Też studiują na SGGW. Hubert, Długi i Michał.
Mężczyźni odsuwają się od siebie robiąc Ani miejce.
Długi
Dajcie Ani kieliszek.
Ania uśmiecha się blado i spogląda na kieliszek napełniany przez Huberta do pełna.
Długi
No to do dna.
Wszyscy oprócz Ani biorą do ręki swoje kieliszki.
długi
No, koleżanko! Bo ci wystygnie.
Ania uśmiecha się do Długiego. Wzrusza ramionami. Bierze kieliszek do ręki i wszyscy wznoszą kieliszki do góry, uderzając o ścianki. Wszyscy piją w tym samym momencie. Dziewczyny krzywią się od smaku wódki. Ania przepija, stojącym na stole sokiem i krzywi się jeszcze bardziej.
Ania
(krzywiąc się ciągle)
Co to jest?
hubert
Sok z wódką.
Ania zaczyna się śmiać. Reszta dołącza do niej.
Ania
W Krakowie nie brudzimy tylu kieliszków.
Mężczyźni patrzą na Anię.
Michał
Jesteś z Krakowa?
Ania
(machając ręką)
Nie z Oświęcimia. Ale w Krakowie mieszkałam dwa lata.
Cisza.
długi
To jak piją wódkę Krakusy?
Ania
Wszyscy piją z jednego kieliszka.
hubert
Na raz?
Ania
(ze śmiechem)
Nie no jak? Przykładowo mój kieliszek to ten jedyny.
Ania bierze butelkę wódki i nalewa do swojego kieliszka po brzegi.
Ania
Podaje się pełny kieliszek w koło. Nalewa ten kto właśnie wypił, osobie którą ma obok. Proszę.
Ania podaje kieliszek Długiemu, który siedzi z jej lewej strony. Długi bierze kieliszek do wypicia. Ale Ania go zatrzymuje.
Ania
(wskazując na Huberta obok)
Pijesz do niego. Przed wypiciem musisz ustalić do kogo pijesz, czyli komu później nalewasz. Jeśli Marek się zgadza to mówi ci „zdrowie”.
Hubert
(wesoło)
Zdrowie!
Ania
Teraz czasem pije się za coś. Czyli wypowiadasz na głos jakieś życzenie. Nie wiem, może być czyjeś zdrowie, albo możesz pić za to żeby zdać egzamin.
Długi
Piję za to żeby częściej pić w towarzystwie takich pięknych kobiet.
Reszta mężczyzn wiwatuje. Długi wlewa sobie wódkę do gardła. Bez zastanowienia nalewa kieliszek Hubertowi i podaje mu. Ten spogląda na Trzecią unosząc kieliszek.
Trzecia
(wytrącona ze swoich myśli)
Aaa, zdrowie.
Hubert
No to, ja nie wiem. Może zdrowie dziewczyn.
Hubert wypija wódkę i nalewa Trzeciej. Trzecia pokazuje nalany kieliszek Michałowi.
Michał
No, zdrowie, zdrowie.
Trzecia
To ja piję za to, żeby skończyć pracę magisterską i dostać super ocenę.
Wiwat. Operacja się powtarza do Czarnej.
Czarna
Zdrowie.
Michał
To ja za prawko. Co by było za pierwszym razem.
Wiwat. Sytuacja się powtarza.
Ania
(z uśmiechem)
Zdrowie Aga.
Czarna
To ja chcę super laptopa.
Wiwat. Kieliszek trafia z powrotem do Ani.
Długi
No, to mistrzu ceremonii. Za co pijesz?
Ania
(Ania uśmiecha się nieśmiało)
Żeby przetrwać i nie dać się złamać.
Ania wypija małymi łykami wódkę z kieliszka i odstawia go na stół. Sięga po szklankę z drinkiem i przepija nim wódkę. Krzywi się tak jak za pierwszym razem.
Reszta się śmieje.
Długi
Nie no, spoko to picie, ale za wolno się człowiek upija. Chociaż dwa kielony niech lecą.
Wszyscy się śmieją. Czarna wstaje.
Czarna
To przerwa na fajka.
Czwórka wstaje i wychodzi na balkon. Długi i Ania zostają w pokoju. Długi wyciąga papierosy i częstuje Anię. Ania patrzy na niego z uśmiechem.
Sc. 14. Wn. Szkoła Reklamy. Korytarz. Dzień.
Ani siedzi po turecku na niebieskich ławkach przy wejściu do szkoły. Na nogach ma rozłożona gazetę, w ręku pisak. Ania nie wygląda najlepiej. Podkrążone oczy i blada cera wydaje się wręcz chorobliwa. Wpatruje się w mały gazetowy druk. Z sali wylewają się uczniowie, niektórzy wychodzą na zewnątrz zapalić. Do Ani podchodzi Zło. Dziewczyna go nie zauważa wpatrzona w gazetę. Zło kuca przed Anią tak aby go nie było widać i od dołu stuka opuszkami palców w rozłożoną gazetę. Ania przygląda się ruszającym się miejscom, ale nie reaguje. Przewraca kolejną stronę gazety.
Zło
Nie uważasz, że ruszającej się gazecie należało by się trochę uwagi.
Ania
(wybita z zamyślenia)
Co? O, cześć.
Zło
Bejbe, coś ty robiła w nocy.
Ania
Aż tak to widać?
Zło
Jeśli ja jestem samo zło, to ty sama rozpacz.
Ania
(rozbawiona)
Mam kaca.
Zło
To widać. Pytanie brzmi, czy to kac fizyczny czy moralny.
Ania wpatruje się w gazetę i milczy. Zło uśmiecha się do Ani i dosiada się obok.

Zło
Co tam czytasz?
ANia
Przeglądam ogłoszenia o pracę.
Zło kpiąco unosi brwi.
Zło
I co znalazłaś coś…
Zmieszany nie wie jak to ująć więc tylko powtarza.
Zło
Coś?
Ania
Tysiące ogłoszeń o dziewczyny do klubu, praca dla emerytów, ale spoko zawsze zostają w ostateczności ulotki lub Mc’donald.
Zło krzywi się na te słowa. Ania się uśmiecha.
Zło
(kpiąco)
Potrzebujesz kasy, czy to tak dla zabicia nudów?
Ania
(smutno)
Kasa.
Zło
(łobuziarsko)
Ile potrzebujesz? Coś tam w kieszeni mam. Oddasz w naturze przy okazji.
Ania
Nie potrzebuje jałmużny tylko pracy.
Zło
(śmiejąc się)
To w którym Mc’donaldzie cię szukać na przyszłość?
Ania
Nie no. Mama prowadzi u nas w mieście bar… To znaczy prowadziła. I właśnie się spalił, także muszę sobie na razie radzić sama. W każdym razie trochę tam kiedyś pracowałam, więc może w tym kierunku. Jest nawet jakieś ogłoszenie na dziś, o barmankę, ale już na tę rozmowę chyba nie zdążę.
Ania spogląda na zegarek.
Zło
No to na co czekasz? Leć.
Ania patrzy na niego przez chwile niepewna. Po czym wstaje i potakuje głową. Zło zatrzymuje ją gestem.
Zło
Albo poczekaj chwilę.
Zło podchodzi do drzwi wejściowych i woła koleżankę.
Zło
Maja! Choć tu słońce.
Zwraca się z powrotem do Ani.
Zło
Majka cię trochę podszlifuje.
Ania
Nie no…
Zło
Podziękuj. Albo nie. Jak dostaniesz pracę oblewamy to razem.
Ania zastanawia się nad odpowiedzią. Przechyla głowę. Dołącza do nich wysoka blondynka z pytającą miną. Ania uśmiecha się do dziewczyny i spogląda na zegarek. Podaje jej rękę na powitanie.
Ania
Cześć, Ania.
Zło uśmiecha się do Ani zadowolony. Kilka razy podnosi i opuszcza brwi.
15. Wn. Klub OPIUM. Popołudnie.

23-letnia dziewczyna siedzi w klubie przed małym okrągłym stolikiem. Jest ubrana w ciemną bluzkę z dużym dekoltem. Niecierpliwi się. Stuka długimi niebieskimi paznokciami w drewno. Mężczyzna siedzący naprzeciwko, trzyma w rękach białą zadrukowaną kartkę - jej CV. W prawym górnym rogu dokumentu, widnieje uśmiechnięte zdjęcie szatynki.
krzysztof
Opowiedz coś o sobie.
Odkłada dokument. Dziewczyna otwiera szerzej oczy z zaskoczenia. Zagryza wargę.
szatynka
No to mam 23 lata. Nazywam się Madzia, ale znajomi mówią do mnie Madzik. Znam OPIUM, często tu bywam ze znajomymi. Bardzo lubię ten lokal. Zobaczyłam ogłoszenie w gazecie i pomyślałam, że spróbuję. Co prawda nie mam doświadczenia, ale chciałabym je zdobyć.
16. Wn. Klub OPIUM. Popołudnie.
Za stolikiem siedzi już inna dziewczyna. Młodsza od tamtej. Ma blond włosy sięgające do ramion. Jest bardzo zadbana, uśmiecha się całym uzębieniem. Na rękach trzyma małego pieska opatulonego w różowy futrzany kombinezon.
pupilka
(kładąc pieska na stole)
To mój kochany psiaczek, nazywa się Pikuś. Zdobył ostatnio wyróżnienie na konkursie w Łodzi. Moje maleństwo. Prawda, że śliczny. Proszę go pogłaskać i zobaczyć, jaką ma mięciutką sierść. (dziewczyna potakuje zapraszająco głową)
17. Wn. Klub OPIUM. Popołudnie.
Zmienia się osoba. Tym razem dziewczyna jest ubrana w granatowy żakiecik. Pod spodem ma białą bluzkę z kołnierzykiem. Siedzi wyprostowana wypinając do przodu klatkę piersiową. Mruży oczy w uśmiechu. Mówi bardzo szybko. Głośno zaciąga się, co jakiś czas powietrzem.
amelia K
Dzień dobry. Nazywam się Amelia Kusztyk. Mam 22 lata. Jestem świadoma swoich obowiązków, pracowałam w okresie letnim i wiem jak to wszystko wygląda. Nie będzie więc to dla mnie nowość. I Pewnie może to być nawet ciekawym zjawiskiem. Wiem, jakie są relacje pomiędzy mną a klientem i wiem jak sprostać jego wymaganiom. Nigdy się nie spóźniam do pracy. Jestem zawsze odpowiedzialna i zaangażowana w to, co robię. Dodatkowo...
Kiedy bierze kolejny oddech zmienia się osoba przy stoliku.
18. Wn. Klub OPIUM. Popołudnie.
sympatyczna
Wiec proszę Pana nie pracowałam jeszcze w tym zawodzie, wiadomo, że od czegoś trzeba zacząć, szybko się uczę, także nie powinno być problemów. (telefon dzwoni w torebce kandydatki) Przepraszam na chwilkę. (odbiera i siada bokiem do mężczyzny) Aaach, cześć Marlenka, tak, tak. Naprawdę? Nie no nie gadaj!
No, ja to jestem na rozmowie o pracę. No tak, przecież Ci mówiłam, że idę. Nieeee. (śmieje się)
19. Wn. Klub OPIUM. Popołudnie.

Znowu pokazana jest pierwsza z dziewczyn. Szatynka zagryza paznokieć małego palca wpatrując się w podłogę. Spogląda pytająco na mężczyznę z obawą w oczach.
szatynka
Mam takie małe pytanie. Będę musiała coś zmywać? Szklanki czy coś takiego? (prostuje rękę i spogląda na swoje paznokcie).
20. Wn. Klub OPIUM. Popołudnie.

sympatyczna
(odkładając telefon na stolik)
Przepraszam. Na czym to ja skończyłam. A, jestem bardzo komunikatywna, otwarta, lubię poznawać nowych ludzi i nowe miejsca. (na stoliku wibruje telefon dziewczyna patrzy na niego przez chwilę, nie może się powstrzymać, chwyta za aparat i odbiera.
21. Wn. Klub OPIUM. Popołudnie.
Stolik jest pusty. Podchodzi do niego Anna w czerwonej wiązanej z boku bluzce. Ma ładnie spięte włosy i ma na sobie naturalny makijaż. Nie ma śladu po podkrążonych oczach. Siada z uśmiechem i poddaje mężczyźnie swoje CV.
Ania
Dzień dobry. Nazywam się Anna Kiszkowska, mam 19 lat i nie ukrywam, bardzo chciałabym u Pana pracować.(dziewczyna uśmiecha się). Wcześniej pracowałam w Oświęcimiu za barem, i tam też się urodziłam. Potem wyjechałam do Krakowa do liceum i pracowałam jako hostessa, a w wakacje byłam barmanką w Stalowych magnoliach na rynku. Teraz przyjechałam do Warszawy uczyć się w szkole reklamy. Uwielbiam poznawać nowych ludzi i z nimi rozmawiać. Nie biorę narkotyków, jestem pracowita. Mam też skończony kurs pierwszej pomocy, także jakby komuś coś się działo to zawsze mogę wyskoczyć z zza baru i odratować jakiegoś klienta. (uśmiech) Bardzo mi się tu podoba, wystrój jest naprawdę czarujący. Szczególnie te malowidła przy barze - bardzo nastrojowe.
Na stoliku leży CV Ani. Męska ręka zapisuje czarnym długopisem 4+ w kółeczku, obok przyklejonego zdjęcia.
22. Wn. Klub OPIUM. główna Sala. wieczór.
W dużej sali baru słychać głośne rozmowy czekających kandydatek. Dookoła ściany są czerwone. Z małych okienek przy barze w połowie przysłoniętych mosiężnymi bordowymi zasłonami, pada uliczne światło. Podłoga jest drewniana, przy drzwiach jest antresola z drewnianymi stolikami. Pod nią widać schody do dolnej części w piwnicy, teraz zapieczętowanej barierkami. Atmosfera jest gorąca. Dziewczęta czekają na werdykt.
Pod długim niskim stolikiem widać po kolei różne kobiece buty. Przeważnie wysokie szpilki różnych kolorów. Wszystkie wykonują niespokojne ruchy - rytmiczne uderzanie o podłogę, albo kiwanie. Obraz zatrzymuje się na stopach Ani. Ma ubrane czarne płaskie sandałki. Dziewczyny czekają na wyniki castingu na barmankę klubu OPIUM. Mężczyzna w szarej marynarce podchodzi do dwóch dziewczyn. Wskazuje Anię palcem.
krzysztof
Ty i ty, zostańcie. Reszta może już iść.
Ania uśmiecha się promiennie. Inne dziewczyny powoli wstają patrząc na nią z zawiścią i powątpiewaniem. Wszyscy wychodzą z sali oprócz dwóch wskazanych dziewczyn. Druga – Kasia - ma związane w kucyk, krótkie blond włosy. Jest ubrana w dżinsy i czarną bluzkę z kołnierzykiem. Uśmiecha się do Ani nieśmiało jest od niej dużo niższa.
Z dolnej części knajpy po schodach wychodzi do głównej sali trzech mężczyzn. Jeden z nich to mężczyzna, który prowadził rozmowy. Jest ubrany w szary garnitur. To on wskazuje na dziewczyny.
Drugi jest wielki (ma chyba z dwa metry wzrostu). Jego opasły brzuch wylewa się ze spodni - to Zbyszek.
Trzeci ubrany jest w elegancką ciemno bordową koszulę i czarne spodnie. Jest szczupły. Czarne gęste włosy na głowie odmładzają twarz. Wygląda trochę jak Latynos. Ma około 40 lat. W jednym ręku trzyma CV dziewcząt, w drugim papierosa. Jest menadżerem knajpy. Nazywa się Marek.
Krzysztof
(Wskazuje na dziewczyny)
Oto one.
Marek
Witam Panie. Krzysia już poznałyście. To jest Zbyszek. A ja jestem od dziś waszym szefem. Usiądźmy. (wymieniają się imionami ściskając sobie dłonie).
Menadżer Wskazuje gestem na kanapy przy stoliku. Wszyscy się rozsiadają. Dziewczyny uśmiechają się nie wiedząc, czy się odezwać.
Ania
(Wypala nagle)
To, kiedy zaczynamy?
Marek
(Z pobłażliwym uśmiechem)
Jutro oczywiście. Pracujemy tu od czwartku do soboty. Jutro przychodzicie do pracy na 17-tą.

Ania
OK.

Marek
No dobrze. Powiedzcie mi dziewczyny jeszcze ile chcecie zarabiać.
Ania
A ile Pan może zapłacić.
Marek spogląda na Anię z zainteresowaniem. Ona robi niewinne oczy.
23. WN. Opium. Godzina 17.10.
Opium jest jeszcze zamknięte. Modnie ubrane trzy kelnerki sprzątają lokal. Jedna z nich, czarnowłosa Becia krzywiąc się odkleja od niskiego, okrągłego stolika gumę do żucia. Ania stoi za barem razem z ANDRZEJEM, z zawodu marynarzem. Chłopak jest nieco niższy od świeżo upieczonej barmanki. Ania przygląda się uważnie ruchom marynarza.
Andrzej
Ok. Wszystko, czego ci potrzeba masz tu za barem.
Chłopak otwiera różne półki i pokazuje, co w nich jest. Do baru podchodzi szef.
Marek
(do Ani)
I jak tam samopoczucie.
Ania
A w porządku, dziękuję. Zawsze mam tremę przed pierwszym dniem nowej pracy. Ale dam radę.
Marek
(mierząc dziewczynę wzrokiem z góry na dół) (jak to możliwe, skoro ona stoi za barem? Może raczej patrzy jej wdekolt)
Na pewno. Możesz zacząć od zrobienia mi espresso.
Ania
(potakuje i pyta cienkim wycofanym głosem w stronę barmana)
Andrzej, gdzie jest kawa?
24. WN. Opium. Godzina 21.15
Biała mała filiżanka napełniła się kawą z ekspresu. Ania stawia ją na spodku, dodaje łyżeczkę, dwie kostki i podaje na tacę Kasi. Na sali jest już sporo ludzi, hausowa muzyka głośno wyje z głośników. Becia stoi przy barze z kolejnym zamówieniem.
Becia
(tańcząc w miejscu przy barze)
Dwa razy żywiec duży. Raz wódka z redbulem i raz mokito.
Ania przygotowuje zamówienie. Andrzej ją pośpiesza machając rękami. Na sali robi się coraz większy tłum. Ludzie stoją przy barze, żeby szybciej dostać swoje zamówienie. Ania nalewa trunki coraz szybciej. Spogląda, co jakiś czas na zegarek. Andrzej pokazowo miesza drinka wysoko w blenderze.
Klient
Poproszę trzy razy żywca i dwie szarlotki.
Ania
Nie sprzedajemy szarlotek.
Andrzej
(Wywraca oczami)
Przepraszam Panowie za moją koleżankę, pierwszy dzień w pracy.
(do Anki) Ty lej piwa ja naleje szarlotki. Czyli jabłko z żubrówką.
Ania
Jasne.
Pod bar podchodzi chudy wysoki blondyn. Jest modnie ubrany. Ania nabija na panelu dotykowym zamówienie. Blondyn zwraca się do Anki.
GRZESIEK
(Przeciągając słowa)
Hej, ty pewnie jesteś nową barmanką.
Ania
(rozgląda się po kolejce do baru)
Na to wygląda.
Ania uśmiecha się, cały czas skupia się na nabijaniu zamówienia.
Grzesiek
Cześć. Grzesiek, selekcjoner, nalej mi kieliszka wiśniówki i dopisz do kreski. Chyba, że macie jakąś wódkę górką?
Ania
Górką?
Podchodzi Andrzej. Stawia dwa kieliszki i wypełnia je przeźroczystym płynem.

Andrzej
(Podnosząc kieliszek do Grześka)
Twoje zdrowie.

Andrzej odwraca się w stronę baru i wypija swój kieliszek. Grzesiek uśmiechnięty wypija swój. Ania patrzy na ludzi w kolejce czekając na reakcje. Ludzie przed barem nawet tego nie zauważają.
Grzesiek
Dzięki Andrzejku od razu mi lepiej.
Grzesiek odchodzi tanecznym krokiem. Ania zerka na Andrzeja.
Ania
O co tu chodzi?
Andrzej
Później ci powiem.
Andrzej zwraca się do blondynki z długimi włosami, stojącej przy barze.
Andzrzej
Czego Ci trzeba?
Dziewczyna uśmiecha się do niego zalotnie.
Sc. 25. Wn. OPIUM. Godz. 23.
Opium zapełnione jest ludźmi, przy barze stoi około dwudziestu osób trzymając w wyciągniętych rękach banknoty. Muzyka i gwar ludzi jest tak głośny, że mężczyzna zamawia drinka krzycząc w kierunku Ani. Andrzej nalewa właśnie kieliszki wódki z zapamiętałą szybkością.
Ania
(Krzycząc do mężczyzny przy barze)
Co chcesz?
Mężczyzna znowu coś krzyczy jej do ucha, ale gwar wszystko zagłusza. Ania wyciąga kartkę papieru, na której ma wypisane wszystkie drinki. Do baru tanecznym krokiem przez tłum ludzi przedziera się Beata z tacą wysoko uniesioną nad głowami gości.
becia
Nalaliście mi te trzy Piwa? Teraz jeszcze dwa Johny Worker-y.
Ania patrzy zmieszana na Becię, po czym wraca do czytania karty z drinkami.
Ania
Andrzej zrobisz drinka Kosmo dla Pana? Nie ma go w karcie.

Andrzej nie reaguje. Ania podchodzi do niego bliżej. Beata niecierpliwi się stukając ręką o blat baru. Ludzie za barem próbują złożyć kolejne zamówienie.
Ania
Andrzej proszę cię. Zrób Kosmo dla gościa, ja nie wiem jak.
Andrzej
Za chwile teraz jestem zajęty.
Ania
(Do klienta chwytając kufel do piwa)
Musi Pan chwilę poczekać.
Potężny mężczyzna przy barze krzyczy w kierunku Ani.
Potężny
Ej, Dziewczyno, co tak wolno! Ja bym szybciej lał te piwa.
Ania leje trzecie piwno dla Beci, która już czeka z dwoma na tacy. Nie patrzy w kierunku kolejki. Kiedy podaje Becie kolejne piwo, ta rusza szybko w głąb sali.
Mężczyzna
Co z tym Kosmo?
Ania zmieszana ogląda się na Andrzeja. Ten właśnie kładzie drinka na stół.
Andrzej
(do mężczyzny)
Dwadzieścia dwa.
Potężny
(do Ani)
Nalej mi cztery browce.
Ania krzywi się na twarzy i podchodzi do panelu nabić poprzednie zamówienie.
Potężny
No, szybciej ile tu kurwa można stać!
(zaczyna krzyczeć)
Dajcie piwa, dajcie piwa!
Do Potężnego dołączają się inni zniecierpliwieni przy barze. Kilka osób krzyczy w kierunku barmanów „dajcie piwa”. Ania zdenerwowana, patrzy na nich nienawistnym wzrokiem.
Andrzej
(do Ani)
Idź powiedz Beci, żeby przyniosła kufle z dołu!
Ania wychodzi z zza baru. Potężny odwraca się za nią.
Potężny
A ty gdzie?! To jest bar, czy samoobsługa!?
Ania szuka Beci wzrokiem. Jest trochę jak w transie. Gubi się w tłumie.
Sc. 26. opium. Noc.
Ania wyłania się z tłumu. Przy barze stoją już inni klienci. Potężny zniknął. Ania z ulgą wchodzi za bar. Andrzej otwiera energicznie cztery butelki coli po kolei. Jest wściekły.
Andrzej
Gdzieś ty była!
Ania
Przecież kazałeś mi szukać Beci!
Andrzej
Jasne kurwa, a ty jej szukałaś.
Ania krzywi się.
Andrzej
Dobra nie stój jak pajac, zrób dwa kamikadze.
Gwar ciągle wszystko zagłusza. Ania wyciąga po kolei składniki. Nie może się połapać w robieniu Kamikadze. Andrzej kończy robić swoje drinki. Odwraca się zdenerwowany w kierunku dziewczyny.
Andrzej
Musisz to robić szybciej!
Ania
(do Andrzeja)
Na ile kieliszków rozlewacie?!
Andrzej
(mieląc lud)
Na cztery!
Ania
A ile kosztuje?!
Andrzej
Sprawdź sobie w karcie!
Ania zmęczona i zrezygnowana wyciąga kartkę z drinkami. Podchodzi bliżej oświetlonej ściany żeby odczytać cenę.
Młody klient
No dawaj już te kieliszki!

Ania zaciska usta, ale nie odpowiada. Zabiera kieliszki i stawia na bar. Zdenerwowany Młody rzuca jej pieniądze. Ania zabiera je, wkurzona i oddaje chłopakowi resztę- dwa złote.
Młody Klient
(zgarniając dwa złote)
Napiwku Ci na pewno nie dam.
Ania mocno zdegustowana wstukuje zamówienie na panelu. Przez pomyłkę wstukuje inny kod.
Ania
Andrzej pomożesz mi? Coś się zacięło!

Andrzej wywraca oczami, nie patrzy w kierunku Ani. Podchodzi do kasy, coś szybko przyciska. Ania spogląda na zegarek i robi zdziwioną minę. Andrzej nabija swoje cztery ostatnie zamówienia i zwraca się krzykiem do dziewczyny.
Andrzej
Zapamiętuj sobie więcej! Potem nabijaj! Teraz ja idę na przerwę!
Ania otwiera usta żeby zaprotestować, ale chłopak znika błyskawicznie w tłumie.
Ania
(do siebie, zła na Andrzeja)
Super, TERAZ on!
Beata zostawia Ani zamówienie na blacie. Kelnerka podnosi tacę wysoko do góry. Ania chwyta ją za ramię.
Ania
Gdzie ty byłaś?
Becia
Chyba gdzie TY byłaś?
Ania zniesmaczona kręci głową.
Ania
O której kończymy?!
Becia
Jak wszyscy wyjdą!
Ania
(Z powątpiewaniem, żartobliwie)
Jak ludzie wyjdą dopiero o siódmej, to do tej godziny musimy pracować?!
Becia
Nie! Jak ludzie wyjdą o siódmej to wy dopiero o ósmej, albo o dziewiątej po zrobieniu rozliczenia!

Resztki energii gasną na twarzy Ani. Krzyżuje ramiona na piersiach i próbuje rozmasować obolałe mięśnie.
27. WN. Mieszkanie czarnej. Dzień.

Ania otwiera cichutko drzwi. Wchodzi do swojego pokoju. Światło poranka rozświetla wnętrze. W pokoju nie ma śladu po imprezie. Ania ledwo widzi na oczy. Czarna wychodzi z łazienki.
Czarna
O cześć. Gdzie byłaś?
Ania
(Wykończonym głosem)
W pracy.
Czarna
Do 9 rano?
Ania
Na to wygląda.
Czarna
(Susząc głowę ręcznikiem)
Wiesz, nie dostałam od ciebie ciągle pieniędzy za ten miesiąc…
Ania
(zagryza wargę)
Ale mówiłaś, że płacimy do dziesiątego.
Czarna
(prostuje się)
No, najpóźniej do dziesiątego.
Ania siada wykończona na swojej złożonej kanapie.
Ania
Spoko, dam Ci kasę. Najpóźniej do dziesiątego.
Czarna
Ale masz pieniądze?
Ania
(kładąc się twarzą do kanapy)
Czekam tylko na przelew od Mamy.
Czarna wychodzi z pokoju. Wykończona Ania kładzie rękę na czole i krzywi się. Przymyka oczy. W tle słyszymy jak w jej głowie narastają rozmowy ludzi z baru i szum połączony z głośną muzyką. Ania zaciska mocniej powieki i gwar powoli zaczyna cichnąć, aż zamienia się w idealną ciszę.
28. Wn. Mieszkanie czarnej. Późne popołudnie.
Budzik w telefonie rozbrzmiewa na cały pokój, wskazuje godzinę 16.00. Zaspana Ania w końcu wyłącza go szybko. W pośpiechu myje zęby i ubiera się. Ma ponury nastrój. Podkrążone oczy i zmęczona twarz odbijają się w lustrze. Ania rozgląda się po łazience. Odnajduje w kosmetyczce podkład. Nakłada go gąbeczką szybkimi ruchami.
29. WN. OPIUM. Wieczór.

Ania wchodzi do baru. Wita się z kelnerkami, które już sprzątają.
Ania
Cześć wszystkim.
Ania wchodzi za bar. Becia i Kasia machają jej smętnie.
Ania
Zrobić wam kawkę?
Kasia z Becią podchodzą pod bar ożywione.
Kasia
(wyciągając papierosy)
Im szybciej tym lepiej.

Kelnerki palą długie białe papierosy. Ania podaje im kawę. Uśmiecha się patrząc na nie.
Ania
Kawa i papierosy - upojny Jim Jarmusz.
Dziewczyny patrzą na nią ze zdziwieniem. Becia wzrusza ramionami. Barmanka macha na to ręką i zostawia temat.
Kasia
Ciekawe, kiedy w końcu przydzielą nas niżej. Trzeci dzień powinien być na dole.
Ania
Ja tam wolę na górze. Przynajmniej muzyka ci tak w uszy nie wali. Już tutaj pytam czasem po trzy razy, co podać: „Co? Może Pan powtórzyć?!”
Becia
Na dole więcej zarobisz.
Ania smutnieje.
Kasia
No mam nadzieję. Wczoraj dostałam 12 zł napiwku przez całą noc. Jak tak dalej pójdzie to długo tu nie popracuję.
Ania
Becia, ty tu pracujesz jakiś czas?
Becia
Nie, weszłam tydzień przed wami.
Ania
Zastanawiam się, czemu tu panuje ciągła wymiana pracowników.
Kasia
(Śmiejąc się)
Bo po miesiącu już nie dają rady wstać z łóżka.
Ania
Mi kręgosłup już wysiada.

Ania uśmiecha się, ale tylko na chwilę. Popija kawę.
Becia
Zawsze jak chcesz więcej zarabiać możesz brać przykład z Karolinki. Jej szef płaci ekstra. Za dodatkowe minuty w magazynku.
Ania
Jak to?
Becia
Normalnie. Dostaje wyższą stawkę niż wszystkie kelnerki. Nieźle to sobie wymyśliła.
Kasia
Zwykła dziwka i tyle.
Dziewczyny milkną na moment. Do OPIUM wchodzi szef. Zbliża się do baru.
Marek
(zwraca się do kelnerek)
Już wszystko posprzątane?

Dziewczyny wstają bez słowa, gaszą papierosy i wracają do swojej pracy. Ania uśmiecha się do Marka przyjaźnie.
Ania
Jest dziś jakiś nowy towar? Skończyło się wczoraj Martini i Absolut.
Marek
Nie twoja w tym głowa. Dziś pracujesz z Mateuszem na dole. Jeden z barmanów nie mógł przyjść. Andrzej poradzi sobie sam na górze.
SC. 30. WN. Dolny bar opium. wieczór.

Ania schodzi do dolnego baru w piwnicach. Zapala światło i ogląda nowe miejsce pracy. Pomalowane ściany między blatem baru ukazują obrazy z Kamasutry. Poustawiane wszędzie indyjskie posążki, wymalowane na złotawy kolor nadają temu miejscu tajemniczy charakter. W Sali tanecznej dookoła parkietu poustawiane są czarne pufy i stoliczki. Czerwone ściany odbijają się w lustrach. Dziewczyna podchodzi do malowanej na ścianie sceny z Kamasutry i dotyka ręką po zdobieniach dookoła pary kochanków. Jest skupiona na ich wyrazach twarzy. W jej głowie miga jej obraz.
Wn. Opium. Kantorek. Noc.
Marek przywiera sciśle od tyłu do Karoliny. Mężczyzna przydusza dziewczynę zaciskając jej swoje ramię na szyi. Drugą ręką trzyma jej obie ręce. Karolina próbuje się wyrwać, ale Marek trzyma ją mocno. Oboje mają spuszczone spodnie. Marek wbija się mocno w dziewczynę od tyłu, Karolina krzyczy.
Wn. Dolny bar. Wieczór.
Ania nie zauważa Mateusza, który stając przy niej zaczyna machać jej ręką przed twarzą. Przestraszona Ania cofa się gwałtownie o krok do tyłu. Ma przyspieszony oddech i szeroko otwiera oczy. Przystojny, wysoki brunet z lekkim zarostem, patrzy nieprzychylnie na barmankę. Odzywa się chropowatym głosem.
Mateusz
Jesteś na haju?
Ania
Co? Nie!
Mateusz
Słyszałem, że dzisiaj pracujemy razem.
Ania tylko potakuje znów spoglądając na scenę z Kamasutry. Mateusz mruży oczy.
Mateusz
W ogóle mi to nie pasuje. Gadałem z Andrzejem i postawię sprawę jasno: albo nauczysz się jak się tu „robi”, albo od razu się zwolnij.
Ania
Ale, o co chodzi? Znam już kasę na pamięć, z drinkami jakoś sobie tam radzę. Nie wiem, co nagadał ci Andrzej, ale…
Mateusz
(Przerywa jej ręką w pół zdania)
Słuchaj…
Mateusz ogląda się w stronę schodów.
mateusz
Nie obchodzi mnie gdzie wcześniej pracowałaś, czy w ogóle byłaś barmanką. To jest Warsav, pracujemy tu jak woły za gównianą kasę. Rozumiesz?
ania
No to akurat świetnie.
mateusz
Są pewne zasady w klubach takich jak ten. Chodź.
Mateusz wchodzi za bar. Ania dołącza do niego. Chłopak trzyma w ręku butelkę wódki z lejkowatą końcówką do nalewania.
Mateusz
Zasada jest prosta. Na każdym drinku, każdym piwie, każdym małym kieliszku oszczędzasz coś dla siebie.
Ania patrzy na niego zdziwiona. Mateusz wyciąga końcówkę z butelki i sięga do kosza na śmieci po pustą butelkę po wódce. Nalewa do niej wody. Nakłada końcówkę. Ania jest zaniepokojona.
mateusz
Musisz nauczyć się lać wódkę z butelki do drinków. Policz sobie ile sekund potrzeba ci żeby przechylona butelka nalała kieliszek.
Mateusz stawia cztery kieliszki obok siebie. Nalewa do nich po kolei, po równo wodę z butelki patrząc kpiąco na Anię. Ania otwiera szerzej oczy i uśmiecha się do Mateusza.
mateusz
(zimno)
Kiedy już będziesz miała to obcykane, zawsze lejesz czterdziestki. Do kieliszków nie znaczonych. Tak żeby po pięciu rozlanych kieliszkach jeden był górką, ciągle w butelce. Następny klient zamawia kieliszek, ty lejesz mu czterdziestkę, nie nabijasz zamówienia, a pieniądze bierzesz do kieszeni. Dzisiaj możesz to robić lejąc miarką.
Mateusz wyciąga z pod blatu metalową, dwustronną miarkę na wódkę. Okręca ją sobie w rękach.
Mateusz
Tylko, musisz być zajebiście pewna, żeby żaden gość nie uznał, że go ściemniasz.
ania
To znaczy mam oszukiwać klientów?
mateusz
(prycha)
Chyba jednak jesteś na haju. Oszukiwanie to norma. W Warszawie to jest jakby już wliczone w cenę.
Ania
A co jeśli się nie dostosuję? Co, jeśli będę lała normalnie?
Mateusz
Drinki będą się różnic ilością wódki. Poza tym utargi będą się od siebie różnić. I tylko wtedy, kiedy TY będziesz w teamie. Nie chcemy tu takich akcji. OK? Jest dobrze tak jak jest i nikt się nie skarży.
Ania
Sory, ale nie.
mateusz
(śmiejąc się)
Nie chcę cię tępić, ale jeśli trzeba będzie to nie będziesz tu miała życia.
Mateusz poważnieje, spogląda zegarek.
mateusz
Nie rób z siebie matki Teresy, bo nikt ci klaskać nie będzie. To ty do nas przyszłaś. Chcesz zostać, musisz zrozumieć, że tu szef robi nas na kasę, a my jego. Jak kogoś nie będziesz oszukiwać, to ktoś oszuka ciebie. Im szybciej to zaakceptujesz, tym lepiej dla ciebie. W zasadzie szef zawsze dostaje tyle kasy, ile sprzedaliśmy jego alkoholu. Po prostu nadwyżkę bierzemy my. Dzielimy się po równo.
Ania odwraca twarz od Mateusza i zagryza wargę. Mateusz patrzy na nią z ledwo dostrzegalnym uśmiechem. Wyciąga z kieszeni spodni dwieście złotych w pięćdziesiątkach.
Mateusz
Mam tu dla ciebie na zachętę, kasę od Andrzeja. Odłożył ją bo nie wiedział, czy wytrzymasz. Niestety bez twojej interwencji, nie jest to tyle, ile mogło by być.
Mateusz podchodzi do Ani i wkłada w jej przednią kieszeń od jeansów banknoty. Ania nie reaguje.
SC. 31. Pl. ulica Przed opium. wieczór.
Ania wychodzi z Opium i oddycha głęboko urywanym oddechem. Przed nią rozpościera się piękny widok na oświetlony budynek Teatru Wielkiego. Anię urzeka ten widok. Uśmiecha się blado do budynków. Przechodzi przez ulicę, siada na schodach budynku znajdującego się naprzeciwko teatru. Patrzy w górę, na niebie widać tylko jedną jasno świecącą gwiazdę. Prawdopodobnie satelitę.
Ania
Babciu i co ja mam zrobić?
Ania patrzy z powrotem na teatr. Wkłada rękę do kieszeni spodni, dotykając palcami banknoty.
ania
Najgorsze, że nie czuję, że to jest złe, czy nie.
Ania wyciąga ręce i kilka razy przyklepuje spodnie. Podciąga kolana pod brodę i tak skulona siedzi patrząc w stronę teatru.
Sc. 32. opium. Dolny bar. Noc.
W sali na dole jest mnóstwo ludzi. Muzyka wyje z głośników. Kilka osób tańczy na parkiecie. Nie ma już wolnych stolików. Kelnerka Karolina - szczupła, ciemnowłosa dziewczyna - kręci się miedzy stolikami. Mateusz szybkimi ruchami obsługuje tłum. Ania posłusznie przypatruje się chłopakowi lejąc piwo do kufla. Ludzie wykrzykują swoje zamówienia. Ania daje trzy piwa dziewczynie, która je zamówiła. Zabiera kasę i wydaje resztę. Zwraca się do stojącego najbliżej szczupłego mężczyzny ubranego w skórzane spodnie i białą koszulkę.
Ania
Co podać?!
Wysoki
Two wodka with coke please.
Ania odwraca się od wysokiego i wyciąga dwie szklanki pod blat, tak, że klienci ich nie widzą. Mateusz nie patrzy na Anię, ale uśmiecha się do siebie. Ania wyciąga wódkę i wlewa do miarki. Miarka jest metalowa więc tylko barman widzi ile jest w niej płynu. Ania rozlewa wódkę do dwóch szklanek. Otwiera dwie cole i wlewa do pełna. Podaje wysokiemu i zabiera od niego pieniądze. Wyciąga z kasy resztę, ale zauważa, że chłopaka już nie ma. Uśmiecha się i wrzuca sześć złotych do szklanki stojącej pod blatem. Odwraca się do baru i nabija zamówienia. Podchodzi do niej - już z poważną miną - Mateusz i wlewa niebieski płyn do coolera.
Mateusz
(donośnym głosem)
Jeśli ktoś zamawia sok, ty lejesz mu soku, ale najpierw dajesz do szklanki przynajmniej 4 kostki lodu. Lejesz dokładnie tak, żeby płyn docierał półtora, lub dwa centymetry do brzegu szklanki. Nie do pełna tak jak przed chwilą. Po czterech sokach za jeden bierzesz sobie do kieszeni. Tak samo jak z wódką.
Jeśli ktoś zamawia wódkę z redbulem nie dajesz mu całej puszki. Lejesz tyle ile normalnie nalałabyś soku. Jeśli jest tam pięćdziesiątka, albo setka to zostaje ci spory zapas w puszce. Zostaw wtedy puszkę pod barem, na pewno jeszcze się dziś przyda. A jeśli tak to kasa za nie zużytą puszkę trafia do kieszeni.
Ania nalewa coraz to nowe drinki. Płyny i ich kolory mieszają się raz za razem. Ludzie przy Dj-ce, tańczą jak opętani.
SC. 33. opium. Dolny bar. Noc.
Ania i Mateusz ciągną razem z małego pomieszczenia przy barze ciężką kegę z piwem.
Mateusz
Jeśli chodzi o piwo musisz lać je z pianą. Tak żeby kreska na kuflu była w połowie piany. Kiedy ta opadnie, piwa będzie mniej niż powinno być. Tylko zanim zarobisz tak na piwo, spokojnie z 10 musisz nalać. Możesz też liczyć na mniej wylanego piwa, gdy ktoś sobie zażyczy je z sokiem.
Ania nalewa drinki ludziom. Wyciąga wódkę, wkłada ją do lodówki. Wybiera alkohole na prezentujące się na barze. W głowie rozbrzmiewa jej chropowaty głos mateusza.
Mateusz
Z coca-colą robisz podobnie jak z napojem bogów. Z innymi drogimi alkoholami w drinku, jak z wódką. Na koniec dnia dzielimy się kasą. I tyle. A, w soboty przynosimy jedną lub dwie nasze flaszki. Wtedy cała kasa za nie idzie do nas. To nawet sporo wychodzi, sama sobie policz ile. Najważniejsze jest wtedy, żebyś nie nabijała nic na kasę przy nalewaniu. Taką wódkę dajemy na początku lub na końcu, żeby szef się nie pokapował. To chyba tyle na dobry początek. Jakbyś czegoś nie wiedziała pytaj w trakcie.
Muzyka dudni. Karolina macha do Mateusza kartką z zamówieniem. Ania wydmuchuje powietrze z płuc i podchodzi do zniecierpliwionych klientów. Mateusz przekazuje jej kartkę z zamówieniem.
Mateusz
Zaniesiesz wódkę do trzeciego stolika?
Ania potakuje głową. Za bar wchodzi Karolina i ustawia na tacy kieliszki. Ania przygląda się jej z bliska. Mateusz podaje Ani kubełek z lodem i wódką w środku. Ania wychodzi z za baru. Niesie wysoko dużą wódkę w kubełku z lodem. Przedziera się przez tłum ludzi. Jeden z tańczących mężczyzn zaczepia ją. Chwyta ją za biodra i próbuje wciągnąć w wir tańca. Ania wyrywa się i szybkim krokiem podchodzi do czarnego stolika. Stawia wódkę na stół, przy którym siedzi pięciu rosłych mężczyzn.
Ania
Kieliszki za raz przyniesie kelnerka.
Karolina właśnie wyłania się z tłumu. W ręku trzyma tacę z kieliszkami. Stawia je na stoliku i przestawia z tacy na blat. Jeden z mężczyzn, najbardziej zarośnięty wstaje i wyciąga dwadzieścia złotych.
Zarośnięty
(głośno)
Rozlej nam jeszcze kotku.
Ania robi kpiącą minę.
Ania
(kręci przecząco głową)
Mam za duży ruch przy barze.
Mężczyzna ocenia wzrokiem barmankę i łapie Karolinę w pasie. Śmiejąc się kładzie ją silnymi ramionami na swoich kolanach.
Zarośnięty
(do Karoliny)
To ty nam pomożesz!
Karolina wyrywa się nieudolnie, ale silne ramiona trzymają ją w żelaznym uścisku.
Karolina
(piskliwie)
Puść!
Zarośnięty zaczyna błądzić rękami po ciele Karoliny. Ania błyskawicznie wyciąga butelkę wódki z wiaderka. Chwyta wiaderko i wyrzuca cały lud z wodą na twarz Zarośniętego. Ten zdezorientowany wzdryga się. Karolina wykorzystuje sytuację i wyrywa się. Wbiega w tańczący tłum. Ania także się odwraca, ale wściekły Zarośnięty chwyta ją za rękę. Błyskawicznie Mateusz zjawia się przy nich i kładzie rękę zarośniętemu na plecach. Ania stoi bez ruchu.
Mateusz
Przepraszam za dziewczynę, jest nowa.
Zarośnięty przenosi gniewny wzrok na chłopaka.
Mateusz
Na przeprosiny, dla całej piątki kolejka gratis. Nie chcemy tu toczyć bitew.
Zarośnięty puszcza Anię i zwraca się do Mateusza.
Zarośnięty
To nauczcie swoje kobiety wychowania.
Mateusz
Jasne.
Zarośnięty siada na swoje miejsce i otwiera wódkę. Ania i Mateusz wracają do baru.
Ania
Gość rzuca się na Karolinę z łapami, a ty go przepraszasz?
Mateusz
Albo jesteś taka naiwna, albo cholernie głupia. Ci goście roznieśli by naszą ochronę w sekundę. Zdajesz sobie w ogóle sprawę co by się tu działo gdyby nie odpuścili?
Ania
(nieustępliwie)
Ciekawe, co by szef na to powiedział?
Marteusz
Nic by nie zrobił.
Ania
Nawet w obronie Karoliny?
Mateusz
Ona go gówno obchodzi.
Ania zaciska usta. Jest wściekła.
Mateusz
Dobra idź się przewietrz. I żadnych głupot już dziś! Bo wyślę cię na górę.
Ania wychodzi z baru. Odwraca się do Mateusza. Chce coś powiedzieć, ale tylko otwiera usta i wchodzi w tłum. Mateusz patrzy za nią wzdychając.
SC. 35. Wn. opium. Ubikacja damska. 6 rano.
Ania jest w kabinie toalety i patrzy na deskę klozetową na którą ktoś naharkał. Zielono-żółta kula gluta odrzuca Anię w konwulsjach do tyłu z obrzydzenia. Ania próbuje złapać oddech. Sprawdza drugą toaletę i wchodzi do środka. W łazience jest też Kasia i jakiś dużo starszy od niej facet. Całują się wtuleni w siebie, wydając ze swoich gardeł jęki rozkoszy. Ania spuszcza wodę i stoi zmieszana w kabinie. W końcu chrząka głośno i otwiera drzwi. Para odrywa się do siebie leniwie i kelnerka uśmiecha się do Ani. Barmanka z grobową miną podchodzi do umywalki i myje ręce. Na blacie zlewu jest rozsypana odrobina białego proszku. Facet zataczając się niezdarnie układa kartą kredytową resztki proszku nie zważając na barmankę. Ania staje do niego przodem i otwiera szeroko oczy ze zdziwienia. Mruga kilkukrotnie.
Ania
To damska toaleta, znaczek jest na drzwiach! Za trzydzieści sekund zejdzie tu ochroniarz i lepiej żeby was oboje już tu nie było. A jeśli jeszcze raz was tu zobaczę z dragami, to wzywam policję.

Ania wychodzi zbulwersowana, a para patrzy na siebie ze zdziwieniem.
Chłopak
(mrużąc brwi)
Co jej odbiło?
Kasia
(zdziwiona)
Nie wiem. To jakaś skończona wariatka.
46. Pl. Opium. Dzień.
Przy stolikach w górnej sali siedzi Andrzej, Ania, Mateusz i Becia. Na sali panuje cisza. Nie ma nikogo, prócz pracowników. Na blacie baru znajduje się puste pudełko po pizzy. Becia gryzie powolutku mały kawałek, rusza się ciągle jakby w rytm muzyki. Cała czwórka trzyma nogi wyciągnięte na stoliku.
Mateusz
Becia, a nie zastanawiałaś się czy szef nie pozwolił by ci tu zamieszkać?
Wszyscy się śmieją.
Becia
(z pełną buzią)
Ty wiesz, że nawet by mi to odpowiadało.
Ania
Nie mogę z nią.
Becia się śmieje się. Wstaje, podchodzi do baru i zabiera papierosy. Otwiera je przy pracownikach i częstuje ich. Na końcu podchodzi do Ani.
Becia
Are you Polisz?
Ania uśmiecha się. Bierze jednego papierosa.
Ania
A, raz na rok chyba można.
Andrzej zaczyna się głośno śmiać. Mateusz podnosi się do Ani i podpala jej papierosa z uśmiechem.
Mateusz
Coś z ciebie będzie.
Ania
Bo palę?
Mateusz
Ha, ha. Nie, radzisz za barem. Szybko łapiesz, jak na dziewczynę.
Becia
No, słyszałam, że niezłą akcję zrobiłaś na dole.
Andrzej
Już wszyscy o tym słyszeli.
Ania spogląda na Mateusza z wyrzutem.
Mateusz
O nie, nie patrz tak na mnie. Ja tylko potwierdziłem.
Becia
Ja bym się chyba nie odważyła.
Andrzej
No ja tym bardziej.
Mateusz
Odwagi to Ci nie brakuje, trzeba to przyznać.
Ania
Dzięki Mateusz. Za pomoc tam.
mateusz
(do Andrzeja)
Jest taka miła, bo myśli, że zmięknę.
Andrzej
A nie?
Wszyscy się śmieją, Mateusz uśmiecha się do Ani.
Andrzej
Ania, skoro taka odwaga w tobie drzemie, to idź zapytać szefa czy długo jeszcze nas tu będzie trzymał.
Ania bez słowa gasi papierosa, wstaje. Z szatni wychodzi Marek. Ania siada. Reszta ściąga nogi ze stołu.
Marek
Nie wiem jak to zrobiliście, ale brakuje jednej kegi.
Mateusz
W którym barze?
Marek
Waszym.
mateusz
Co?! Nie żartuj sobie. Żeby nas rolować na całą kegę to już przegięcie.
Marek
(twardo)
Odliczam wam po 160 zł z wypłaty na koniec miesiąca.
Mateusz
Jasne, tak sobie ktoś wyniósł kegę, niezauważalnie. Marek słyszysz w ogóle siebie?
Marek
(rzucając rozliczenia na stolik)
Możesz sobie sprawdzić, ja sprawdzałem trzy razy.
Mateusz
Pewnie, że sprawdzę!
Mateusz chwyta kartkę z rozliczeniem. Marek kipi ze złości.
Marek
Ale na zewnątrz bo zamykam.
PL. Ulica przed opium. przed południem.
Ania i Mateusz siedzą razem na schodach do Opium. Oboje wpatrują się w kartkę od szefa. Słońce pięknie świeci na ich zmęczone twarze. Ania ma szeroko otwarte oczy. Gdyby nie cienie pod oczami nie było by widać, że nie przespała nocy. Mateusz już się uspokoił. Zerka na Anię.
Mateusz
Ania jedź się wyspać.
Ania
Nie no, razem w tym siedzimy.
mateusz
O 18 musisz tu wrócić.
Ania
(śmiejąc się)
Ty też.
Mateusz uśmiecha się niemrawo. Patrzy na kartkę i poważnieje.
Mateusz
Obawiam się, że nic się nie da z tym zrobić.
Ania patrzy długo z uśmiechem na Mateusza. On patrzy w ziemię z zaciśniętą szczęką. Ania smutnieje. Wstaje żwawo i poklepuje go po plecach.
Ania
Trudno, świat się przecież nie skończy.
Mateusz potakuje i wstaje. Robi niewyraźną minę.
Mateusz
Trafisz do metra?
Ania patrzy na niego mrużąc oczy.
Ania
(kpiąco)
No nie, nie trafię.
Mateusz
Wolałbym cię nie odprowadzać.
Ania obrusza się.
Ania
Nikt cię o to nie prosił.
Mateusz potakuje.
Mateusz
To na razie.
Mateusz odchodzi szybkim krokiem. Ania siada z powrotem na schodach i patrzy za chłopakiem.
46. WN. Opium. Godz. 3 rano.

Na dole w piwnicach tłumy tańczą w rytm ogłuszającej muzyki haus. Dwie kelnerki z dołu - Kasia i Beata - tańczą razem z ludźmi. Mateusz woła je przez tłum. Kasia do niego podbiega. Barman krzyczy coś do niej. Wciska jej w ręce tacę. Kasia wychodzi z nią do góry po schodach. Zatrzymuje się przy znajomym. Kładzie mu rękę na szyi, przysuwa się i szepce mu coś do ucha. Chłopak kiwa głową i uśmiecha się szeroko. Kelnerka przedziera się przez ludzi na schodach. Dociera do baru na górze. Podchodzi do Ani i zmienia jej się wyraz twarzy. Z kpiącą miną patrzy na barmankę.
Kasia
(głośno)
Chłopakom zbrakło czystych kufli.
Ania kiwa głową. Podaje dziewczynie przygotowane już wcześniej na tacy kufle od piwa.
Ania
Jak u was na dole?
Kasia
Zapieprz. Nic nie ubywa.
Ania jeszcze raz kiwa głową. Kasia odchodzi. Jakaś kobieta w krótkiej mini i wysokich, czarnych butach na obcasie wchodzi na bar i tańczy na blacie. Andrzej stojący obok Anki patrzy na nią z dołu z uśmiechem. Ania uśmiecha się widząc minę Andrzeja. W miejsce Kasi przy barze wciska się Grzesiek z jakimś diabelnie przystojnym facetem. Ania nalewa piwo patrząc nieprzychylnie na tańczącą pijana kobietę na barze. Grzesiek widząc, że barmani mają dużo pracy wchodzi za bar i sam sobie nalewa soku. Ania zauważa przystojniaka, którego przyprowadził Grzesiek i uśmiecha się do niego. Ten odwzajemnia uśmiech.
Grzesiek
Hello. Zapiszcie mi sok jabłkowy. Ania jak samopoczucie?
Grzesiek podrzuca kciukiem białą tabletkę do góry i łapie ją w usta.
Ania
(z uśmiechem kręci głową)
Idź mi już stąd.
Grzesiek
To mój chłopak. Jeszcze go nie poznałaś.
Grzesiek wskazuje na chłopaka z którym przyszedł. Ania ze zdziwienia otwiera usta. Zamyka je zaraz zażenowana.
Ania
(machając w stronę chłopaka)
Hej. Anka.
Grzesiek wchodzi na bar, kilka sekund kręci tyłkiem i zeskakuje. Barmani śmieją się do niego łobuzersko.
Ania
(do Andrzeja)
Grzesiek jest gejem?
Andrzej
No pewnie. Nie wiedziałaś?
Ania
Nie. Spoko. Tylko żeby go szef nie wyczaił.
Andrzej
No co ty! Przecież szef wie. Pewnie, dlatego go wybrał.
Ania
Bo jest gejem?
Andrzej
No i ma styl. Wie jak się ubrać. I kogo wpuścić.

Z dolnej Sali wchodzi po schodach długi „pociąg” ludzi trzymających się za ramiona lub talię. Wszyscy śpiewają tekst piosenki. Kasia wyłania się z spomiędzy nich. Stoi przy barze i macha do Ani tacą. Mówi ruszając ustami bezgłośne „jeszcze”. Ania patrzy na bawiących się ludzi zaczarowana. Kobieta tańcząca na barze, nieudolnie próbuje zeskoczyć, aby dołączyć do pociągu. Rozbija wazę z ozdobnymi kamieniami, które wysypują się pod blat na barmanów. Ania patrzy na to nieruchoma - ciągle trwa z otwartymi ustami jak zaczarowana.
SC. 34. Wn. Opium. bar na górze. Noc.

Zmęczona Ania siedzi na krzesełku przed swoim barem. Jest inaczej ubrana. Jest bardzo blada na twarzy. Odchyla głowę do tyłu. Andrzej zza baru daje jej kieliszek do wypicia.
Andrzej
I jak idzie?
Ania
(zawstydzona)
No nieźle. Mam już ponad dwie stówy w kieszeni.
Andrzej
Napij się, dopiero szósta. Wyglądasz jak śmierć.
Ania wypija kieliszek krzywiąc się.
Andrzej
Może chcesz coś mocniejszego. Biały proszek na pewno dodałby ci mocy.
Ania
Nie, dzięki. Nie tykam dragów.
Andrzej
(śmiejąc się, kpiąco)
Taa.

Barmanka patrzy na niego z rozgniewaną miną.
Ania
Jest luz, to idę do kibla.
Andrzej
(kiwa głową)
Niedziele zawsze są spokojne.
SC. 36. Wn. Mieszkanie Czarnej. Popołudnie.

Ania śpi na nie rozłożonej kanapie w ubraniu i makijażu z poprzedniego dnia. W jej głowie dudnią rozmowy z baru. Donośny gwar jest coraz głośniejszy. W końcu zamienia się w dzwonek budzika w telefonie. Ania wyłącza go zaspana.
Ania
Kurcze.
Dziewczyna powoli wstaje i szybkim krokiem idzie do łazienki. W pokoju wiszą na krzesłach porozrzucane ubrania. Na stoliku przy drzwiach leżą zaschnięte brudne talerze. Na podłodze walają się brudne skarpetki. Ania wychodzi z łazienki ubrana w te same spodnie i stanik. Ubiera czystą bluzkę na siebie. Wraca do łazienki i przez otwarte drzwi widać, jak nakłada pastę na szczoteczkę do zębów. Wychodzi myjąc zęby i opróżnia kieszenie na stolik. Ciągle myjąc zęby wyciąga z szafy czterysta złotych i dokłada je na stolik. Dokłada jeszcze drobne wyciągane z torby. Dzwoni jej telefon. Ania na wyświetlaczu widzi kto dzwoni i biegnie do łazienki. Wypluwa pianę i płucze błyskawicznie usta. Biegnie z powrotem do pokoju i odbiera. Siada na kanapie.
Ania
(zmęczona, powoli składa słowa)
Mama? Cześć. Co? No tak, bo wczoraj byłam w pracy. O kurcze, zapomniałam złożyć mu życzenia. No wiem. Dobra, zadzwonię do niego. No. W szkole? (krótka przerwa, jakby chciała sobie przypomnieć co to właściwie za słowo) Tak sobie. Nie, nie, wszystko w porządku. (Rozgląda się po pokoju, wykrzywia twarz w grymasie) Nie no, mamo wiem. Przecież staram się jak mogę. No, dobra, tak. Musze kończyć. Zadzwonię do ciebie później, ok? No, to kończę. Pa. Dobrze. Wiem. Pa.
Dziewczyna siedzi jeszcze przez jakiś czas, wpatrując się w pustą przestrzeń przed nią. Ściska w ręku telefon. Wstaje.
Sc. 37. Wn. Szkoła reklamy. Dzień.
Ania siedzi w ławce na wykładach. Głowę ma opartą na rękach, zasłaniając twarz. Wykładowca żywo gestykuluje i mówi do uczniów z przejęciem.
Nauczyciel
Dobrze zapamiętajcie te dzisiejsze zagadnienia z reklamy prasowej bo one na pewno znajdą się na egzaminie. A teraz już was puszczam na przerwę, tylko rozdajcie to między sobą.
Nauczyciel daje dziewczynie z pierwszej ławki kilka plików stron A4 do rozdania. Dziewczyna w czerwonej opasce, siedząca przed Anią, budzi ją dyskretnie.
Dziewczyna z opaską
Ania. Wstawaj.
Nauczyciel zauważa tę scenę, ale nic nie mówi. Ania budzi się i rozgląda. Dziewczyna w opasce podaje Ani kartkę papieru z ćwiczeniami. Ania potakuje dziewczynie głową i przesuwa wzrok na Nauczyciela, który patrzy na nią zmieszany. Ania wstaje powoli i podchodzi do niego.
Ania
Przepraszam, Panie Sławku. Byłam na noc w pracy… i …
Ania kończy zdanie nie wiedząc co jeszcze może powiedzieć. Nauczyciel Patrzy na nią wyrozumiale.
Nauczyciel
Dobrze już, zmykaj. I przyjdź następnym razem wyspana.
Ania kiwa głowa na zgodę i zabiera swoją torbę z krzesła na którym siedziała. Wychodzi z sali. Przechodzi przez wąski korytarz na końcu którego powoli wyłania się Zło. Chłopak przygląda się dziewczynie z zainteresowaniem, bez uśmiechu. Ania zbliża się do niego, chłopak blokuje swoją osobą wyjście. Ania uśmiecha się do niego blado.
Ania
Cześć.
Zło
(całując ją w policzek)
Cześć.
Ania stoi zmieszana. W końcu chłopak rusza w kierunku większego korytarza. Zmęczona dziewczyna idzie za nim. Zło zatrzymuje się przy ścianie i odwraca do Ani.
Zło
I jak tam? Mamy co oblewać?
Ania
No chyba tak. Pracowałam cały weekend.
Zło uśmiecha się dyskretnie. Lustruje ją wzrokiem od stóp do głów.
Zło
No to o której po ciebie wpaść?
Ania
Przepraszam cię, ale chyba muszę trochę odespać.
Zło
To jutro po szkole. Zarezerwuj sobie cały wieczór. Jeśli nie pracujesz?
Ania zmieszana, kiwa głową na zgodę.
Ania
No nie, jutro mam wolne. A gdzie idziemy?
Zło
To tu, to tam. Przydało by się, żebyś poznała trochę miasta.
Ania
No tak. Fajnie. Pójdziemy na rynek?
Zło
(prycha)
Jeśli chcesz. To ja spadam, do jutra.
Ania
Już dziś nie masz zajęć?
Zło
A czy to ważne?
Ania wzrusza ramionami. Chłopak powoli przysuwa się do Ani i całuje ją w policzek. Stoi tak nad nią o sekundę za długo. Ania robi krok do tyłu.
ania
To pa! Zmykam na photoshopa.
Ania odchodzi od Zła.
SC. 38. Wn. mieszkanie czarnej. Wieczór.
Ania stoi w kuchni. W garnku gotuje się makaron do spaghetti. Ania zmęczona wyciąga z lodówki do połowy opróżniony słoik z gotowym sosem do spaghetti. Miesza makaron i wychodzi. Przynosi do zlewu brudne zaschnięte naczynia ze swojego pokoju i dokłada do całej sterty w zlewie. Jest wśród nich czerwony kubek Nescafe. Do kuchni wchodzi Czarna i stawia sobie wodę na herbatę.
Czarna
Co słychać?
Ania
(z przytłumionym uśmiechem)
Oprócz chronicznego zmęczenia?
Czarna uśmiecha się do współlokatorki.
Czarna
Nie no ja tez miałam dzisiaj meksyk w szkole.
Ania potakuje głową.
Ania
Przepraszam cię, za ten syf. Zaraz to ogarnę.
Czarna
Nie no spoko. Tylko się trochę dzisiaj wstydu najadłam, bo mnie rodzice odwiedzili, i te twoje brudne skarpetki na podłodze…
Ania
Sorki, naprawdę. Byłam nieprzytomna rano.
Ania odlewa wodę z makaronu, wrzuca do garnka sos ze słoika i miesza nad ogniem.
Czarna
Umyłabyś naczynia?
Ania
No pewnie. Zaraz pozmywam, tylko zjem.
czarna
A masz dla mnie kasę?
Ania odwraca się do niej zszokowana.
Ania
Przecież zostawiłam Ci wczoraj na stole w pokoju.
Czarna
Nic mi o tym nie wiadomo.
Ania wychodzi z kuchni poirytowana. Czarna spogląda wścibsko do garnka na kuchence i odrywa od niego wzrok z obrzydzeniem. Ania wraca do kuchni.
Ania
No to nie wiem, zostawiłam tam wczoraj odliczoną kasę dla ciebie.
Czarna
Może i tak, ale to nie zmienia faktu, że ciągle nic od ciebie nie dostałam, a już jedenasty. Wiesz ja nie mam odłożonych pieniędzy na płacenie za innych.
Ania
No, raczej chyba, te pieniądze nie wyparowały.
czarna
No to jak zjesz to ich poszukaj, bo ja nie będę się wiecznie ciebie prosić o kasę. Muszę jakoś zapłacić za czynsz.
Czarna wychodzi z kuchni. Ania spogląda za nią beznadziejnie. Siada na krześle i odchyla głowę do tyłu. Garnek zaczyna dziwnie charkotać. Ania wstaje szybko i wyłącza gaz. Miesza makaron energicznie. Ania podchodzi do zlewu. Spogląda na stertę brudnych naczyń z miną cierpiącego. W oczach ma łzy. Wyciąga widelec z szuflady i chwyta za czysty talerz z suszarki przy zlewie. Zmienia zdanie i zostawia talerz na suszarce. Wyłącza kuchenkę, bierze garnek za uchwyt i siadając na krześle wbija widelec w makaron. Powoli kręci widelcem w kółko.
Sc. 39. PL. Wyjście z metra. Dzień.
Zło wychodzi z Anią z metra na stacji „plac bankowy”. Ludzie wylewają się z wagonów i szybkim krokiem zmierzają do ruchomych schodów. Zło także się spieszy. Ania próbuje za nim nadążyć. Do ruchomych schodów ustawia się kolejka, Ania widząc to wybiera zwykłe schody. Wychodzi na górę. Zło już przy niej stoi. Skręcają w podziemiach i są kolejne ruchome schody, przy których nie ma już takiego ruchu. Ania tym razem zachęcona przez chłopaka gestem staje po prawej stronie ruchomych schodów. Uśmiecha się blado. Chłopak staje za nią i odwzajemnia uśmiech. Po lewej stronie ludzie wychodzą w pośpiechu wyżej.
Sc. 40. Pl. Stare miasto. Dzień.
Ludzie, w większości obcokrajowcy, przechadzają się po wąskich uliczkach na małym rynku. Ania i Zło idą w kierunku barbakanu.
Ania
Nie leć tak, bo nie nadążam za tobą.
Zło zwalnia trochę. Oboje przechodzą przez wybrukowaną ulicę. Dochodzą do małego rynku, na którym stoi warszawska syrenka w fontannie.
Zło
I jak ci się podoba taka Warszawa?
Ania
Podoba. Trochę to wszystko wygląda jak filmowa scenografia z papieru.
Zło rozgląda się zdziwiony po kamienicach. Jest trochę poirytowany.
Ania
Wiesz mieszkałam przez chwilę w Krakowie i tam stare mury wyglądają tak… tajemniczo. Tym, jakby brakuje duszy.
Zło
Tak, ale Kraków nie był bombardowany podczas wojny. I nie musiał się odbudowywać. A tu widać historię.
Ania
(smutno)
No pewnie tak…
Zło
Co ci bejbe jest?
Ania
(zmieniając temat)
To gdzie się tu młodzież spotyka?
Zło
W centrum, w klubach. A ty gdzie mieszkasz?
Ania
Przy dworcu wschodnim.
Zło
Co?
Ania
(zdziwiona reakcją chłopaka)
Co, Co?
Zło
No, nie boisz się tam sama chodzić po ulicach.
Ania
Czemu?
Zło
Nie zauważyłaś, że tam same dresy chodzą?
Ania
Ja też tam chodzę i nie jestem dresem.
Zło
No już gorszej dzielnicy nie mogłaś wybrać w Warszawie. To teraz będę cię musiał odprowadzać do samych drzwi.
Ania
Nie no na ulicy nie mam problemów. Tylko właśnie za tymi drzwiami.
Zło
No to mów co cię gryzie.
Ania
Okradli mnie z ostatnich pieniędzy.
Zło
No, to co się dziwisz. To jest Praga. Po co nosisz kasę przy sobie.
Ania
No tak, tylko okradli mnie w mieszkaniu.
Zło
Weszli do mieszkania?
Ania
Nie. Nie wiem. Zostawiłam kasę za czynsz na stole, i zniknęła. A jakoś nikt się nie chce przyznać, niewiadomo czemu.
Zło kręci głową zgniewany.
Zło
Ja tam się nie dziwię. To znaczy, wiesz dziewczyny z Pragi i tak dalej.
Ania
Ale, one też tu przyjechały na studia. Z resztą już sama nie wiem.
Zło wyciąga z kieszeni spodni plik banknotów.
Zło
To ile Ci potrzeba?
Ania patrzy na niego smutno.
Ania
Pięć stów. Ale, przecież nie mogę tak…
Ania kręci głową.
Zło
(nieustępliwie)
No nie dramatyzuj. Ja mam to ci pożyczę, jak ty będziesz miała to mi oddasz. Proste.
Chłopak odlicza pięćset złotych i daje Ani.
Zło
Masz sześćset, na wszelki wypadek. Tylko dajesz się dziś odprowadzić. Szkoda by było, gdyby znowu ktoś cię okradł.
Ania bierze od zła pieniądze. Oddaje mu sto złotych. Zło zabiera stówkę i wkłada do kieszeni. Ania chowa pieniądze i kręci głową.
Ania
Wszystkim tak pożyczasz na prawo i lewo? Przecież prawie mnie nie znasz.
Zło
Lepiej podziękuj, zamiast się rzucać.
Ania
Dziękuję. Bardzo.
Zło
I buzi.
Ania staje w miejscu i patrzy zaskoczona na chłopaka. Zło śmieje się do niej.
Zło
No w policzek.
Ania uśmiecha się do niego zakłopotana i całuje w policzek. Zło patrzy na nią, zadowolony. Ania spuszcza głowę.
Zło
Nie pożyczam pieniędzy nieznajomym, ale dla ciebie zrobiłem wyjątek.
Ania
(poważnieje na twarzy)
Czemu?
Zło
(uśmiecha się)
Powiedzmy, że cię lubię. I chciałbym cię poznać. Lepiej.
Ania uśmiecha się zawstydzona. Odwraca wzrok w drugą stronę ulicy. Oboje idą w milczeniu. Ania wraca wzrokiem do Zła.
Ania
(uśmiecha się)
To chodź pokażę Ci gdzie pracuję.
Zło
A jak się klub nazywa?
Ania
Opium.
Zło
To wiem, gdzie to jest. Byłem tam kiedyś z koleżanką.
Zło przypatruje się dziewczynie z uwagą. Ania uśmiecha się.
Ania
Fajny mają wystrój, nie?
Zło
Nie pamiętam. A jak ci się tam pracuje?
Ania
Na początku było ciężko, ale ludzie są fajni.
Zło
Aha.
Zło zawraca i bierze Anię pod rękę.
Zło
To pozwól, że to ja ci coś pokażę. Niedaleko twojej pracy.
Ania
Co takiego?
SC. 41. Pl. Okrągły budynek. Wieczór.
Na zewnątrz zrobiło się ciemno. Ania i Zło stoją przy okrągłej fontannie, otoczonej okrągłym budynkiem. Fontanna nie ma zbiornika wodnego. Woda z niej wyrzucana wpada przez kratkę w głąb ziemi. Przy fontannie rosną dookoła liściaste drzewa, a pod nimi poustawiane są ławeczki. Na fontannie stoi kilka osób z baletu. Obcokrajowcy ubrani są w kolorowe spodnie i bluzki. Wszyscy się uśmiechają i robią na tle fontanny różne figury baletowe. Dziewczyny robią piruety. Panowie je łapią. Wygląda to absolutnie niesamowicie. Grupa tańczy jakby słyszeli muzykę. I Ania stojąca przy ławeczce też zaczyna ją słyszeć. Podświetlona fontanna, która od czasu do czasu wytryskuje trochę wody, rzuca na twarze tańczących piękne, jakby sceniczne światło. Ania stoi urzeczona ta sceną. Uśmiecha się szeroko i patrzy co jakiś czas na Zło.
Ania
Dziękuję ci, że mnie tu przyprowadziłeś.
zło
(zadowolony z siebie)
No to napatrz się, i idziemy dalej.
Ania potakuje niemrawo cały czas chłonąc scenerię.
44. Pl. przed Opium. Wieczór.

Na zewnątrz nie jest jeszcze całkiem ciemno. Ania dochodzi do Opium. Otula się szczelniej marynarką. Przy drzwiach stoi Karolina i Grzesiek.
Ania
Cześć.
Grzesiek
Hej.
Karolina
Cześć.
Ania
Co się dzieje?
Grzesiek
Zamknięte jeszcze, szef dzwonił, ze się spóźni. Andrzej też.
Ania
(ironicznie)
No to super.
Grzesiek
To chodźmy obok na herbatę.
Ania
Nie wzięłam portfela.
karolina
Ja też nie mam kasy.
grzesiek
Przecież nas nie skasują. Pracujemy w tej samej kamienicy. Chodźmy. Nie będziemy tu przecież marznąć.
45. Wn. Klub szlafrok. Wieczór

Dziewczyny siedzą same przy okrągłym stoliku. Sączą herbatę. Na sali nie ma nikogo więcej. Grzesiek rozmawia z kelnerem przy barze.
Ania
Naprawdę sypiasz z szefem?
Karolina
(zdziwiona)
Co?
Ania
Dziewczyny mówią, że sypiasz z Markiem.
Karolina
(smutnieje i wpatruje się w podłogę)
A gówno was to wszystkich obchodzi. Mogę sobie robić, co mi się żywnie podoba.
Ania
Co do tego nie ma wątpliwości. Tylko, że szef nie jest chyba zbytnio… wierny.
Karolina
Przecież nie jesteśmy parą.
Ania
(żartobliwie)
No tak, to wszystko wyjaśnia.
Karolina
(wrogo)
Nie każdy ma mamę, która zawsze pomaga. Moja nie żyje od 3 lat. Zostałam sama, wyjechałam ze wsi i muszę sobie teraz jakoś radzić. Nie jestem w tym względzie jakaś wyjątkowa. Mam wiele koleżanek, dla których to jest norma.
Ania
Karolina, ja cię nie potępiam. Chciałam tylko zrozumieć twoje… powody.
Karolina
Nie robię tego z pierwszym lepszym. Szef nie jest taki zły. Kiedyś nawet mi się podobał. (uśmiecha się) Po prostu daje mi to, co ma, a ja mu daje to, co ja mam.

Szef wchodzi do restauracji. Barmanka patrzy na niego osobliwie, potem przenosi wzrok na Karolinę, która się do niego obraca. Szef wychodzi bez słowa. Ania zamyślona wpatruje się w swoją herbatę.
Sc. 47. opium. 10 rano.
Ania z Andrzejem schodzą do dolnego baru. Oboje palą papierosy. Na parkiecie tańczą jeszcze tylko trzy osoby. Dwóch tańczących młodzików ma założone takie same białe bluzy świecące rażącym blaskiem w ultrafiolecie, a na nosie okulary przeciwsłoneczne. Tańczą jakby w ogóle nie zauważyli braku innych. Przy ścianie kołysze się niska czarnowłosa dziewczyna. DJ-je ciągle dobrze się bawią, zmieniają co chwilę dźwięki. Mateusz za barem waży butelki na wadze elektronicznej i zapisuje ich wagę w zeszycie. Zauważa Anię i Andrzeja i szczerzy zęby w uśmiechu.
Mateusz
Zamknęliście już bar?
Ania
Na górze pusto.
Andrzej
A gdzie Jacek?
Mateusz
W kiblu.
Ania i Andrzej siadają na krzesełkach przy barze. Ania wydmuchuje powoli dym z ust. Mateusz wyciąga na blat trzy kieliszki i nalewa je do pełna złotą Tekilą. Podaje barmanom kieliszki.
Mateusz
Przyjaciele, napijcie się ze mną w ostatnim dniu pracy. Oby mi się udało za granicą. W tym kraju nie widzę dla siebie przyszłości.
Ania
(smutno)
Zwalniasz się?
Mateusz
(uśmiecha się na ten ton Ani)
Tak. Jadę z dziewczyną do Irlandii. Gadałem już z szefem.
Ania
Czemu nic nie mówiłeś?
Mateusz
(zmieszany)
Wypijesz to moje zdrowie czy nie? (śmieje się) Tu macie pomarańcze, cynamon. Życzycie sobie jeszcze jakiś rewelacji?
Wszyscy sypią sobie cynamon na dłoń. Ania w drugą rękę bierze pomarańcze. Posypaną ręką podnosi kieliszek do góry.
Andrzej
Żeby Ci się udało!
Mateusz
Tak jest!
Wszyscy liżą swoje ręce, wypijają kieliszek tekili i przegryzają pomarańczą. Ania krzywi się strasznie.
Ania
Ohydztwo! Nie wiem jak możecie to pić!
Mateusz
Ok, czyli rozumiem, ze mam postawić po jeszcze jednym.
Mateusz ponownie rozlewa złoty napój. Z łazienki wychodzi Jacek - bardzo niski, ubrany w koszulkę bakardi - czwarty barman. Pociąga nosem i zdziwiony spogląda na resztę często mrugając. Za nim pojawia się szef schodzący ze schodów. Patrzy na tańczącą trójkę na parkiecie. Przenosi wzrok na bar.
Marek
Kończymy na dzisiaj. Wyproście ich już dziesiąta. Remanent do góry.
Przypatruje się z obrzydzeniem Jackowi, który ciągle pociąga nosem. Szef przesuwa wzrok na Anię i ściąga usta. Ani na spodnie kapie krew z nosa. Wszyscy teraz patrzą na nią. Dziewczyna próbuje zatrzymać nieporadnie krew rękami.
Marek
Widzę, że się zaaklimatyzowałaś na dobre.
Marek spogląda to na Ankę to na Jacka nienawistnym wzrokiem.
marek
Przynieście mi na górę remanent i spadać do domu.
Szef odwraca się i wychodzi szybko po schodach na górę. Ania spogląda to na Jacka, to na szefa. Krew zaczyna kapać na podłogę.
Sc. 48. Wn. Opium. Ubikacja. 10 rano.
Anka stoi w ubikacji i próbuje wytrzeć z twarzy krew. Odchyla głowę do tyłu i uciska sobie ręką nos. Do ubikacji wchodzi Mateusz. Staje w otwartych drzwiach.
Mateusz
Nic ci nie jest?
Ania
Spoko, chyba musze trochę odpocząć, bo inaczej ta praca mnie wykończy na dobre.
Ania próbuje zetrzeć krew ze spodni. Mateusz patrzy na nią troskliwie. Ania zauważa ten wzrok i przestaje trzeć.
Ania
Szkoda, że już jedziesz. Chociaż byłeś na początku dla mnie paskudny…
(Ania grozi mu palcem, jak dziecku)
To teraz wydajesz mi się najbardziej prawdziwy w tym całym syfie. Będzie mi tu ciebie brakować. Serio.
Mateusz uśmiecha się do dziewczyny. Przez chwilę stoją patrząc się na siebie. Ania podchodzi bliżej chłopaka i przytula się do niego ciągle uciskając sobie nos. Mateusz odwzajemnia uścisk.
Mateusz
Oj Anka, Anka. Jesteś tu najdziwniejsza ze wszystkich.
Ania uśmiecha się do niego figlarnie i przenosi wzrok na lustro. Niepewnie puszcza nos. Krew już nie leci. Mateusz patrzy na jej odbicie.
mateusz
Nie siedź tu za długo. To nie jest miejsce dla ciebie.
Ania potakuje powoli do lustra.
49. Wn. Mieszkanie czarnej. Przedpołudnie.

Ania zmęczona i wyczerpana siedzi na łóżku i zdejmuje z siebie zakrwawione ubranie. W pokoju panuje bałagan. Na nie pościelonym łóżku Ani, jest sterta rzeczy- ubrania, kosmetyki, kartki. Czarna wchodzi do pokoju i staje w drzwiach. Ma niewyraźna minę i łzy w oczach.
Czarna
Przykro mi, ale musisz się wyprowadzić.
Ania odwraca się do niej zaskoczona.
Czarna
Ten burdel w ogóle się nie zmienia. Ja tak nie mogę.
Ania
Aga, Nie rób mi tego. Wiesz, że teraz mam ciężki okres, przecież wiesz. Nie mam chwili dla siebie, ale chcę to sobie wszystko ułożyć.
Czarna
(niewzruszona)
Znalazłam nową współlokatorkę. Możesz zostać do końca miesiąca, później musisz się wyprowadzić.

Czarna wychodzi z pokoju i z mieszkania. Ania pada na łóżko. Zakrywa ręką twarz. Oddycha ciężko.
11. Int. Ulica przed barem „Lustra”. Ranek.

Ania, Marek i Andrzej idą w kierunku klubu „Lustra”. Przy wejściu siedzi dwóch spasionych ochroniarzy.
Ania
A gdzie Karolina?
Becia
A Skąd mam niby wiedzieć.
Andrzej
Nie chciała przyjść.
Andrzej sam podchodzi do ochrony.
Andrzej
(do ochroniarzy)
Ile dzisiaj wstęp?
Spasiony
Dychę na głowę.
Andrzej potakuje i odwraca się do Beci i Ani.
Andrzej
To jak wchodzisz z nami?
Ania
Nie no wejdę, wypiję zdrowie Grześka i spadam.
Ania podaje Andrzejowi dziesięć złotych. Andrzej zabiera banknot także od Beci i wręcza Spasionemu. Ochroniarze przy wejściu przybijają całej trójce po pieczątce na ręku.
12. Int. Lokal „lustra”. Ranek.
Trójka nowoprzybyłych wchodzi do środka. Duża, wysoka dwupoziomowa sala wypchana jest po brzegi ludźmi. Przez czerwone potargane kotary na oknach, gdzieniegdzie przebija się światło słoneczne. Lokal wygląda jak najgorsza speluna. Na środku wokół ekipy z Opium przewijają się naćpani ludzie. Wszyscy pchają się na siebie i patrzą niewidzącym wzrokiem. Andrzej kieruje się w stronę baru. Anka patrzy przerażona na to, co się tu dzieje. W połowie drogi do baru spotykają Grześka. Tańczy na środku z podwiniętą koszulką. Macha do przybyłych.
Grzesiek
(pijany)
Kochani! Super, że jesteście. Stolik jest na górze. Chodźcie tańczyć.
Grzesiek porywa Becię do tańca. Becia ściąga kurtkę i rzuca ją Andrzejowi.
Andrzej
Zostawimy tylko kurtki.
Ruchy wszystkich obecnych ludzi na parkiecie są jakby spowolnione magiczną różdżką. Tylko Ania i Andrzej wydają się jakby obcy w tym świecie.

Ania z Andrzejem kierują się w stronę szatni. Z prawej strony jest wejście do kolejnej Sali, z której słychać inną muzykę. Ania zaciekawiona idzie w tamtym kierunku opatulając się kurtką. Andrzej zostaje w kolejce.

W mniejszej sali ludzie zachowują się tak samo wolno jak w poprzedniej. Tu pada na tańczących niebieskie światło lamp. Wyglądają jak wielkie stado zombi. Ania zadziwiona ogląda to wszystko. Tłum zombiaków pcha ją dalej w głąb mniejszej sali. DJ stojący nad tłumem upaja się muzyką. Stoi wygięty do tyłu i odchyla ręce w bezruchu. Ania zapatrzona w tą scenę potyka się o kogoś na podłodze. Kieruje wzrok pod nogi. Tam siedzi rozkraczony mężczyzna z kobietą między nogami. Mężczyzna ma opuszczone spodnie, a kobieta w czarnej krótkiej sukience pręży się i wygina na nim w rytm muzyki. Kochająca się para jęczy głośno, nie zwracając uwagi na nikogo. Ania traci równowagę i pada przy nich na ziemię. Para nie zwraca na nią uwagi. Ania przerażona próbuje jak najszybciej wstać. Jakiś młody chłopak pomaga jej wstać. Ania wstaje z jego pomocą. Chłopak jednak nie puszcza dziewczyny, tylko wolną ręką zaczyna błądzić po jej piersiach. Ania wyrywa się, uderzając mężczyznę łokciem w brzuch. Szybko przeciska się z powrotem w kierunku szatni. Dostrzega Andrzeja, który właśnie oddaje swoją kurtkę. Ania przesuwa się do niego.
Ania
Tu wszyscy są naćpani!
Andrzej rozgląda się nieobecnym wzrokiem po sali. Mówi zmienionym głosem.
Andrzej
Przesadzasz.
Ania
Andrzej wszyscy ci ludzie to ćpuny. Jak w ogóle może coś takiego istnieć. Tu jest okropnie. Czemu Ci ludzie tu przychodzą?
Andrzej
A co mamy robić Anka? Powiedz mi, co innego mamy robić w tym zasranym mieście? (śmieje się chorobliwie). Myślisz, że jesteś od nich lepsza? Bo co, bo chowasz się z tym w kiblu?
Ania
O czym ty mówisz Andrzej?
Andrzej zaczyna się trząść ze śmiechu.
Andrzej
Nasza Ania - niewiniątko.
Andrzej śmieje się do rozpuku. Ania zaczyna się wycofywać. Odrywa wzrok od Andrzeja i rusza ku wyjściu. Przeciska się z obrzydzeniem przez tłumy zamulonych młodych ludzi. Wpada na nią Grzesiek. Chłopak próbuje utrzymać równowagę.
GrzesiEk
Ania umieram. Jestem chory.(na haju śmieje się przez łzy). Rozumiesz. Chory.
Ania
Jak wszyscy tutaj.

Wyrywa się z objęć chłopaka. Zostawia selekcjonera samego w tłumie tańczących ludzi.
13. Int. Mieszkanie czarnej. Popołudnie.
Na stoliku wibruje telefon dziewczyny. Widzimy napis pojawiający się „ Mama”. W końcu telefon po kilku sygnałach przestaje dzwonić.
14. Int. OPIUM. Noc.
Ania stoi za barem. Jest w wisielczym nastroju. Andrzej uśmiecha się do blondynki przy barze. Przez idącą z głośników muzykę przedziera się krzyk Karoliny. Ania próbuje zobaczyć przez ludzi co się dzieje. Karolina otwiera szarpnięciem drzwi od szatni i próbuje z niej wybiec. Marek łapie ją za rękę i wciąga z powrotem do pomieszczenia. Dziewczyna krzyczy piskliwie. Klienci nie reagują na to zdarzenie. Anka przedziera się przez ludzi w stronę szatni. Otwiera drzwi i wpada do środka. Karolina leży przy ścianie szlochając. Z nosa cieknie jej krew. Marek kopie w drzwi zdenerwowany. Nie zwracając uwagi na Anię, podchodzi do dziewczyny i chwyta ją za szczękę, podnosząc lekko do góry. Teraz widać, że dziewczyna ma zakrwawioną sukienkę przy kroczu.
Marek
Nie waż się sprzeciwiać. Zrozumiałaś!
Ania łapie Marka za koszulę i odciąga od dziewczyny szlochającej na podłodze. Szef odtrąca ją na ścianę obok. Do pomieszczenia wchodzi ochroniarz. Próbuje uspokoić Marka. Ania wstaje z podłogi z nienawistną miną. Podbiega do Karoliny i podnosi ją ostrożnie z podłogi. Karolina krzyczy z bólu. Ania odwraca głowę i woła do ochroniarza.
Ania
Wezwij Karetkę! Szybko!
Ochroniarz wyciąga telefon i przedziera się przez ludzi na zewnątrz. Do szatni wchodzą klienci baru. Becia wysuwa się na przód i patrzy na Karolinę przerażona. Ania oddycha głęboko. Karolina traci przytomność.
Ania
Mam dość tego baru. Tych pieprzonych pozorów i udawania, że to wszystko, co tu się dzieje jest normalne. Bo nie jest. Nic tu nie jest takie, na jakie wygląda. Zwalniam się! Nigdy więcej nie zarobię dla ciebie ani grosza.

Marek wciąga głęboko powietrze przez nos. Patrzy na tłoczących się w drzwiach. Wychodzi powoli. Ludzie robią mu przejście.
16. Int. Nowe mieszkanie Ani. Dzień.

Ania wypoczęta i „świeża” maluje bezbarwną szminką usta. Zabiera torbę na ramię i wychodzi. Jej nowy pokój jest starannie wysprzątany.
Sc. 42. Wn. Mieszkanie filmowców. noc.
Zło dzwoni dzwonkiem do mieszkania. Ania jest nieco zaniepokojona. Przenosi ciężar ciała z jednej nogi na drugą.
Ania
(przestraszona)
Ale wchodzimy tylko na chwilę?
Zło
Jak będziesz chciała wyjść, to po prostu mi powiedz.
Ania potakuje kilka razy. Drzwi otwiera wysoki chłopak Właściciel. Ponagla przybyłych ręką.
Właściciel
No wchodźcie, wchodźcie.
Ania wchodzi ostrożnie, zza niej przebija się Zło. Podaje rękę Właścicielowi.
Zło
Cześć, my się chyba jeszcze nie znamy, Zło, a to Ania.
Panowie ściskają sobie dłonie.
Właściciel
Cześć Zło, Witaj w domu.
Oboje wybuchają śmiechem. Właściciel idzie w stronę pokoju, mówi odwracając się do nowych gości.
Właściciel
Chodźcie dalej. Jestem Kuba.
Ania i Zło idą za właścicielem. Ania rozgląda się po dużym mieszkaniu, które jest umiejscowione na poddaszu. Meble i dodatki są nowoczesne i dobrze dopasowane. Właściciel z pewnością jest bogatym człowiekiem. Zło wchodzi do dużego pokoju, który jest połączony z następnym. Ania idzie za nim krok w krok. W pokoju jest kilkanaście osób. Na stołach porozstawiane są małe kanapeczki, niektóre z kawiorem. W rogu stoi obszerna szafka z barkiem, a w niej najlepsze alkohole. Z głośników sączy się przyjemna jazzowa muzyka. Właściciel podchodzi do nich z drinkiem, wskazuje głową na barek.
Właściciel
Częstujcie się.
Zło
To może zrobisz mi jakiegoś dobrego drinka?
(Zwraca się do właściciela)
Ania jest barmanką.
Ania
Byłam.
Właściciel
Super, to ja też poproszę coś dobrego.
Ania uśmiecha się słabo i podchodzi do barku, ogląda alkohole. Chwyta za butelkę czarnego Johnego Walkera i unosi brwi. Odwraca się, ale Zła nie ma w pokoju. Wyciąga szkło, nabiera lodu z wiaderka z wódką i wsypuje po dwie kostki do każdej ze szklanek. Nalewa trzy drinki z Martini i colą. Dodaje cytrynkę. Bierze do ręki dwie szklanki i idzie do kolejnego pokoju. Tam Właściciel stoi ze Złem przy przytytym chłopaku i rudowłosej piękności. Ania podchodzi do nich.
Ania
Wasze drinki.
Cała grupa spogląda na nią. Właściciel i Zło odbierają swoje drinki i upijają łyk.
Właściciel
Dobre. Co to?
Ania
Zwykłe Martini z colą.
Ruda dziewczyna
Zawsze Martini, pije się ze spritem.
Ania
Z colą smakuje lepiej. Przynajmniej mi.
Właściciel
Z colą lepsze.
Zło
(do przytytego)
To jest ta Ania, o której Ci opowiadałem.
Przytyty
(ściskając Ani rękę)
Miło mi Cię w końcu poznać.
Ania
W końcu?
Przytyty
No, Zło o tobie opowiada od tygodnia. Jestem Stef.
Ania zdziwiona patrzy na Zło.
Ania
Idę po drinka.
Ania wraca do pokoju, jej drink stoi tam, gdzie go zostawiła. Zabiera go i siada po turecku na jednym z pustych foteli. Upija łyk. Potem kolejne dwa. Dołącza do niej Nieznajomy.
Nieznajomy
Hej. Piękna.
Ania nie odpowiada, patrzy tylko na Nieznajomego śmiejąc się.
Ania
Odpuść sobie.
Nieznajomy
Masz już kogoś na wieczór?
Ania
Słucham?
Nieznajomy
Może się zaprzyjaźnimy.
Ania
Raczej nie. Dzięki.
Ania wstaje z fotela i wraca do pokoju, gdzie zostawiła Zło. Jednak nie zastaje go tam. Szuka go po reszcie mieszkania. W końcu znajduje w pokoju, gdzie Właściciel puszcza na ścianie z projektora slajdy z planów zdjęciowych filmów, przy których pracował. Siedzi tam kilka osób na dywanie.
Właściciel
No, to w Berlinie, kręciliśmy tam taki szmatławiec. Widzicie tą łódkę, musieliśmy ją sami zdewastować, żeby było zgodnie ze scenariuszem. Był z tego fan.
Ania idąc w ich kierunku zatacza się. Zdziwiona rozgląda się po pokoju. Na stole, gdzie leży projektor, są poukładane różne narkotyki. Do wyboru do koloru. Jest trawa, amfetamina, kilka rodzajów tabletek. Dziewczyna podchodzi powolutku, krok po kroku do Zła siedzącego na podłodze. Ania kuca przy nim. Zło uśmiecha się kiedy ją zauważa. Chwyta ja w pasie i przyciąga do siebie. Ania nieporadnie wyrywa się mu.
Ania
(przyciszonym głosem)
Maciek musimy spadać.
Zło
No co ty, Ania, dopiero co weszliśmy.
ania
Ja tu nikogo nie znam i nie wiem, ale ktoś chyba…
Zło
Ja też nikogo nie znam, tylko Stefa.
Ania robi zbolałą minę. Rozgląda się po ludziach w pokoju. Wszystkie kształty jej się wydłużają. Spogląda na chłopaka, który jest nienaturalnie szczęśliwy i szczerzy zęby jak nigdy.
Zło
(szepcze jej do ucha)
Zostaniemy i będziemy się razem zajebiście bawić. Będzie bosko.
Ania mruga kilka razy. Po czym potakuje gwałtownie. Wstaje nieporadnie.
Zło
(gniewnie)
A gdzie się znowu wybierasz?
Ania
(przeciągając słowa)
Zaraz tu przyjdę. Muszę do łazienki.
Ania powolutku, śmiejąc się wstaje i wychodzi z pokoju. Przechodzi chwiejnie przez resztę pokoi śmiejąc się trochę histerycznie. Kiedy trafia do przedpokoju, zaczyna szukać nieporadnie swojej kurtki. Wszystko się jej przewraca przed oczami. Opiera się o stos kurtek i bierze pierwszą z brzegu męską kurtkę. Zabiera swoją torbę z ziemi i wychodzi.
Sc. 43. PL. ULICE Warszawy. Dzień.
Ania chwiejnym krokiem idzie pośpiesznie przez osiedle kamienic. Jakaś ciemna postać wychodzi zza budynku i zaczyna iść w stronę Ani. Dziewczyna przewraca się. Wstaje i zaczyna biec przed siebie. Płacze. Biegnie i słyszy jakieś wołanie za sobą. Nie przestaje biec. Okoliczne lampy rzucają złowrogie cienie na chodniku. Ania patrzy na swój nienaturalny cień i zaczyna zwalniać. Jej cień powiększa się i odrywa się od jej osoby. Ania kuca zmęczona. Patrzy na niebo w poszukiwaniu przyczyny cienia. Rozgląda się, niebo jest czarne, nie widać gwiazd. W Ani głowie zaczyna dudnić muzyka. Słyszy gwar ludzi z baru. Ania kręci głową i zatyka uszy rękami. Słyszy głosy w głowie. Wracają do niej sceny z jej życia.
PL. Ulica na Pradze. Dzień. [Retrospekscja]
Jasiek
Nie wiem jak możesz wybrać TO COŚ.
Ania
Nie jest tak źle, nie przesadzaj.
Jasiek
Mam nadzieję, że w twoim przypadku nie będzie.
ania
Nie będzie. Zobaczysz, że świetnie sobie poradzę.
Wn. Szkoła Reklamy. Korytaż. dzień. [Retrospekscja]
Zło
Maciek, dla znajomych Zło.
Ania
Mam się bać.
Zło
(z półuśmiechem)
Jak chcesz.
Wn. Opium. Bar na górze. Noc. [Retrospekscja]
Andrzej
(do Ani)
Musisz to robić szybciej!
Andzrzej
(do blondynki)
Czego Ci trzeba?
Potężny
Ej, Dziewczyno, co tak wolno! Ja bym szybciej lał te piwa.
Tłum klientów z Potężnym na czele głośno krzyczą, „Dajcie piwa, dajcie piwa”. Ania znika w tłumie ludzi, obija się o postacie jak w transie. Na jednym ze stolików leżą otwarte papierosy z zapalniczką. Ania zgarnia je szybko. Panowie przy stoliku nie zauważają kradzieży, zajęci zamieszaniem przy barze.
Ania zamyka się w kabinie łazienki. Uderza plecami o drzwi. Zsuwa się na dół. Zapala jednego papierosa, po drugim. Zaczyna kaszleć. Podchodzi bliżej muszli i wymiotuje do ubikacji.
Ania stoi przed lustrem. Wpatruje się w swoje odbicie. Jak?
Wn. Opium. Bar na górze. Noc.
Beata zostawia Ani zamówienie na blacie. Kelnerka podnosi tacę wysoko do góry. Ania chwyta ją za ramię.
Ania
Gdzie ty byłaś?
Becia
Chyba gdzie TY byłaś?
Ania zniesmaczona kręci głową.
Wn. Opium. Bar na górze. Dzień.
Becia podsuwa paczkę papierosów Ani pod nos. Ania uśmiecha się. Bierze jednego papierosa.
Ania
A, raz na rok chyba można.
Wn. Opium. Bar na dole. Noc.
Zarośnięty kładzie Karolinę silnymi ramionami na swoich kolanach. Karolina wyrywa się nieudolnie, ale silne ramiona trzymają ją w żelaznym uścisku. Zarośnięty zaczyna błądzić rękami po ciele Karoliny. Obleśny uśmieszek rozjaśnia jego twarz.
Wn. Opium. Ubikacja. noc.
Ania stoi przed lustrem wpatrując się w swoje odbicie.
Wn. Opium. Ubikacja. Noc.
Ania wciąga z Kasią nosem biały proszek. Starszy od nich mężczyzna stoi między nimi i masuje je po plecach. Ania uśmiecha się nieprzytomnie do Kasi.
Ania zamyka się w kabinie łazienki. Uderza plecami o drzwi. Zsuwa się na dół. Zaczyna głośno kaszleć. Podbiega do klozetu. Kaszle zajadle. Wypluwa na deskę klozetową zielono- żółtą kulę gluta. Ania patrzy na nią przez chwilę. Widok odrzuca ją w konwulsjach do tyłu z obrzydzenia. Ania próbuje złapać oddech. Przez drzwi słychać czyjąś obecność w ubikacji. Ania wychodzi i widzi kelnerkę Kasię w objęciach ze starszym facetem. Para całuje się napierając na siebie ciałami. Wydają ze swoich gardeł jęki rozkoszy. Ania stoi zmieszana w kabinie. W końcu chrząka głośno. Para odrywa się od siebie leniwie. Kelnerka uśmiecha się do Ani. Barmanka z grobową miną podchodzi do umywalki i myje ręce. Na blacie zlewu jest rozsypana odrobina białego proszku. Facet zataczając się niezdarnie układa kartą kredytową resztki proszku nie zważając na barmankę. Ania staje do niego przodem i otwiera szeroko oczy ze zdziwienia. Mruga kilkukrotnie.
Ania
(do mężczyzny, oburzona)
Co ty wyprawiasz?
Wn. Klub Lustra. Dzień.
Andrzej stoi nad Anią w tłumie naćpanych młodych ludzi. Ich twarze przypominają zombie.
Andrzej
Myślisz, że jesteś od nich lepsza? Bo co, bo chowasz się z tym w kiblu?
Andrzej zaczyna się trząść ze śmiechu.
Andrzej
Nasza Ania - niewiniątko.
wn. Opium. ubikacja. noc.
Ania patrzy na swoje odbicie w lustrze. Jej ubranie jest poplamione krwią. Palce prawej dłoni zaciska na nosie. Przez dłuższą chwilę stoi bez ruchu, odchylając głowę do tyłu. Odrywa rękę od nosa. Krew zaczyna jej lecieć na spodnie z obu dziurek. Ania próbuje zasłonić lejącą się krew drugą ręką. Krew przechodzi przez szpary pomiędzy palcami. Za sobą dziewczyna zauważa jakiś ruch. Patrzy na odbicie w lustrze. Obok niej stoi Zło i patrzy na nią z półuśmiechem. Pochyla się nad dziewczyną.
Zło
(szepce jej do ucha)
Będzie bosko.
Gwar ludzi i muzyki z Opium staje się nie do wytrzymania. Zmienia się w coś podobnego do krzyku.
pl. ulice warszawy. noc.
Ania leży na betonowym chodniku. Przeraźliwie krzyczy. Z jej nosa cieknie krew. Dziewczyna składa ręce do modlitwy poruszając się w przód i w tył.
Ania
(lamentuje łamiącym się głosem)
Aniele Boży stróżu mój ty zawsze przy mnie stój, Rano wieczór we dnie, w nocy bądź mi zawsze ku pomocy. Strzeż duszy i ciała mego. Ciała i duszy. I duszy. I zaprowadź mnie do żywota wiecznego. Amen.
Ania przypatruje się swojemu cieniu. Zaczyna bardzo szybko oddychać. Cień powiększa się i przypomina poświatę anioła z rozłożonymi skrzydłami. Machająca skrzydłami postać odrywa się od dziewczyny i przelatuje nad nią. Ania śledzi cień anioła wzrokiem. Cień oddala się. Ania oddycha bardzo ciężko. Na końcu chodnika staje męska postać. Mężczyzna podchodzi do Ani szybkim krokiem. Ania zaczyna się dusić. Zaciska ręce i próbuje bezskutecznie złapać oddech. Mężczyzna pochyla się nad twarzą dziewczyny. Ania rozpoznaje w nim twarz Mateusza.
Mateusz
(z przejęciem)
Ania? Aniu!
Ania robi się na twarzy trupio blada. Patrzy nieprzytomnie przed siebie. Mateusz bierze zakrwawioną twarz dziewczyny w dłonie i przysuwa do swojej twarzy.
Mateusz
Oddychaj Aniu. Proszę, oddychaj.
Ania powoli przesuwa wzrok na chłopaka. Mateusz oddycha szybkim urywanym oddechem. Ania charkocząc bierze krótki oddech.
Mateusz
Tak kochanie. Właśnie tak.
Ania bierze kolejny oddech. I kolejny. Dziewczyna wpatruje się w Mateusza załzawionymi oczami. Zaczyna szybko oddychać. Przymyka oczy zmęczona. Mateusz bierze ją na ręce. Ania wtula się w chłopaka. Mateusz rusza w kierunku świateł z Anią na rękach.
Ania
(szeptem)
Jesteś halucynacją, prawda?
Mateusz milczy i przyspiesza kroku.
Wn. Mieszkanie Mateusza. Ranek.
Ania budzi się w miękkim łóżku. Słońce wlewa się do mieszkania przez duże okno. Rozświetla twarz Ani. Dziewczyna otwiera powoli oczy i rozgląda się po pokoju. Na parapetach poustawiane są rośliny w donicach. W oknach nie ma firanek. W szafce naprzeciwko łóżka piętrzą się książki fantasy. Kiedy Ania orientuje się, że nie wie gdzie jest, z powrotem zamyka powieki. Składa ręce do modlitwy.
Ania
Proszę.
Z kuchni wygląda do pokoju lekko uśmiechnięty Mateusz.
Mateusz
O kawę, czy o wodę?
Ania siada na łóżku zdziwiona. Na sobie ma dużą sportową koszulkę. Patrzy przestraszona na Mateusza. Nagle uśmiecha się promiennie.
Ania
A, to znowu ty. Mogłabym całymi dniami tak marzyć. O tobie. Właśnie tak.
Ania rozgląda się po pokoju. Mateusz staje w drzwiach i zastanawia się nad tym co powiedziała Ania. Uśmiecha się do niej. Patrzy na nią z tkliwością.
Ania
(smutno)
Tylko, gdzie teraz naprawdę jestem. I co robi w tym czasie moje ciało.
Mateusz
(mateusz marszczy brwi)
Widzę, że jeszcze cię trzyma.
Ania smutnieje jeszcze bardziej. Łzy napływają jej do oczu. Mateusz podchodzi do niej. Nie wie jak ma zareagować. Siada obok niej i przyciąga ją do siebie ręką, przytulając się.
Mateusz
Co się znowu dzieje?
Ania wtula się w chłopaka. Oddycha powoli i głęboko.
Ania
Boże. Tak ładnie pachniesz.
Ania całuje Mateusza po szyi. Zamyka oczy i wdycha jego zapach. Mateusz też zamyka oczy i zaciska ręce. Ania podsuwa się bliżej, żeby pocałować go w usta, ale chłopak odsuwa ją od siebie.
Mateusz
Może, pogadamy jak wytrzeźwiejesz.
Ania patrzy na niego rozbawiona.
Ania
Nawet w halucynacjach jesteś taki… niedostępny. To nie sprawiedliwe.
Mateusz
(uśmiecha się)
Anka, to nie jest halucynacja. He he. Jest nowy dzień, nie wiem co wczoraj brałaś. Znalazłem cię leżącą na ulicy. Nie mogłem cię odwieźć takiej naćpanej do szpitala. Nie wiedziałem, gdzie mieszkasz, a raczej nic nie dało się z ciebie wyciągnąć. No to przywiozłem cię do siebie.
Ania rozgląda się jeszcze raz po pokoju.
Mateusz
To było strasznie głupie tak się naćpać i wyjść na ulicę. Ktoś mógł Ci zrobić krzywdę. Zabić, zgwałcić. To nie jest małe miasto w którym wszyscy się znają. Miałaś strasznego farta, że natrafiłaś na mnie.
Ania
I skąd mam niby wiedzieć, że to, tu i teraz jest prawdziwe?
mateusz
(śmieje się)
Ania, nie bądź niemożliwa. Przecież ci właśnie mówię…
Ania
(przerywając chłopakowi, poważnym tonem)
Jestem wariatką, wiesz.
Mateusz
(uśmiechając się szeroko)
No w końcu mówisz coś do rzeczy.
Ania
(ożywiając się)
Nie Mateusz, naprawdę. Muszę już iść, gdzie są moje rzeczy?
Ania przełyka ślinę.
Mateusz
Musiałem je wczoraj wrzucić do prania. Były całe we krwi. Chyba jeszcze nie wyschły.
Ania wstaje z łóżka. Koszula sięga jej tylko za pupę, więc szybko siada z powrotem i zakrywa się kołdrą.
Mateusz
(zadowolony i rozmarzony)
Ania jesteś…
Ania
(przerywając mu)
Tak wiem. Najdziwniejsza z wszystkich. Już teraz widzę to wyraźnie. Pożyczysz mi jakieś spodnie?
Mateusz
Nie to chciałem powiedzieć.
Oboje milczą.
Mateusz
Co powie właściciel kurtki, jak spotka cię w męskich spodniach?
Ania
Nie wiem kto jest właścicielem. Ukradłam ją.
Mateusz
(rozbawiony)
O to bym cię nie podejrzewał.
Ania
(poważnie)
Jest więcej takich rzeczy, których o mnie nie wiesz. Uwierz mi. Dużo gorszych. Ale to mój problem. Muszę sobie poradzić z nim sama.
Mateusz potakuje zamyślony.
Ania
Dziękuję ci za pomoc. Przepraszam, za kłopot. I, że zajęłam ci tyle czasu. Nie chciałam ci wchodzić buciorami w życie. Będę spadać.
Mateusz
(powoli i poważnie)
Wiesz, cała przyjemność po mojej stronie.
Ania patrzy na chłopaka zimno.
Ania
Pożyczysz mi te spodnie? Potem obiecuję, że zniknę z twojego życia.
Mateusz krzywi się na twarzy. Wychodzi z pokoju do przedpokoju. Ania zostaje sama w pokoju.

zapraszam po końcówkę do części 2/2

Data:

 2010

Podpis:

 Vivian

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=73116

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl