DRUKUJ

 

BEORF. Król swego królestwa

Publikacja:

 04-06-16

Autor:

 chajr-ad-din


I
Pierwsze Miasto

Rok 4840 przed erą imperium. Na całej Kecie powstają niewielkie państewka rządzone przez starszą część społeczeństwa, jakie reprezentują. W owym roku, w północno - wschodniej części kontynentu powstała niewielka drewniana osada. Osadę tę wzniesiono u ujścia rzeki Naalh do Oceanu Demonów, pośród zielonych łąk Chemosu. Tam pomiędzy rozległymi wodami działy się, bowiem rzeczy tak dziwne i straszne, że posądzano o nie demony. Osadę wzniesiono na planie koła z ziemnego nasypu, wzmocnionego drewnianą palisadą, i naostrzonymi palami wokół wałów. Przy południowo - wschodniej ścianie umieszczono jedyną bramę do miasta, a obok wzniesiono koszary dla pięćdziesięciu strażników miasta. Pośrodku zostawiono niewielki placyk, na jakim znalazł się rynek, zaś przy nim wzniesiono największą budowlę w mieście nazwaną Liveb. Tam swą siedzibę znalazł Kunuga, człek który został okrzyknięty panem miasta, oraz Rada Starszych wioski. Kunuga był jednym z najstarszych ludzi w mieście. On bowiem był jednym z tych, jacy jako pierwsi z ludzi pojawili się na Ziji. Razem z wieloma narodził się w 4952 roku p.e.i., a tak jak i pozostali stworzony został przez sześciu bogów jako najliczniejsza rasa. Razem z osadą, Kunuga objął we władanie cały Chemos, tak bowiem zwała się ta kraina. Sam Kunuga zaś został ogłoszony Lordem Chemosu.
Osiem lat później do osady przybył młody 25 letni chłopak. Wysoki, szczupły z krótkimi ciemno - blond włosami, miły i uprzejmy o nieprzeciętnej inteligencji i woli walki. Nazywał się Beorf, nie mówił jednak skąd pochodził, ani dlaczego tu przybył. Wkrótce po przybyciu zasilił szeregi strażników miasta, gdzie widział możliwość wykorzystania własnych umiejętności. Chemos często napadały bandy rabusiów bądź też ghuli, małych pokracznych istot zabijających każde żywe stworzenie, jakie stanęło im na drodze. Beorf świetnie spisywał się w walce i należycie spełniał swe obowiązki dotyczące porządku w osadzie, poza tym był powszechnie przez wszystkich lubiany. Szybko zatem awansował, i wkrótce został zastępcą Dehona, Naczelnego Strażnika. Młody oficer odznaczał się również sporą pomysłowością i umiejętnościami organizacyjnymi, co zaowocowało znacznym polepszeniem bezpieczeństwa w osadzie. Strażnicy stali się lepiej wyszkoleni i ujmowali więcej przestępców.
Jesienią 4839 roku zdarzyła się tragedia. Podczas jednego z licznych ataków na osadę śmierć poniósł Dehon. Kilkudziesięciu bandytów wdrapało się na wały okalające osadę, Dehon ruszył w ich kierunku i po chwili został otoczony przez trzech z nich. Nie miał zbyt wielkich szans i poległ w walce zabijając wcześniej jednego z nich. Ujrzał to Beorf i prędko ruszył mu na pomoc, było jednak zbyt późno. Beorf wyciął zabójców Dehona, a strażnicy pod jego rozkazami pokonali najeźćców. Jako że Beorf był zastępcą Dehona, przejął po nim tytuł Naczelnego Strażnika i kontrolę nad bezpieczeństwem osady.
Wraz z przejęciem tak odpowiedzialnej funkcji przystąpił do reorganizacji strażników i powiększył ich liczebność do 100. W osadzie swe domostwa znajdywało coraz więcej ludzi ściągających z okolic, trzeba było więc sprostać nowym wyzwaniom. Do tej pory strażnika można było poznać jedynie po tym, że nosił włócznię. Beorf kazał przygotować dla nich mundury z czarnej skóry i wykuć z brązu krótkie miecze. Z tyłu i z przodu na mundurach znalazł się pierwszy symbol strażników, skrzyżowany miecz i włócznia wyszywane białą nicią. Wprowadził również hierarchię w oddziałach, co odpowiadało pierwszym stopniom wojskowym. Podzielił wszystkich strażników na 5 chorągwi którymi dowodził chorąży, a jedna chorągwie na 5 manipółów, każdy po 4 strażników. To był dopiero początek zmian, jakie chciał wprowadzić. Miał on jeszcze wiele pomysłów jak usprawnić handel, polepszyć warunki życia w osadzie, czy też magazynować zapasy. Pomysły dotyczące strażników pełni akceptował Kunuga jak i rada starszych z Xekarem na czele. Jednak pozostałych pomysłów Kunuga i jego zaufany przyjaciel Xekar już nie akceptowali. Zaczeli uważać Beorfa za nieco szalonego, a jego kolejne pomysły stawały się coraz bardziej nużące.
Następnego lata do osady ściągnęła kolejna grupa ludzi. Beorf jak zazwyczaj siedział na niewielkiej ławce w bramie i spoglądał na przybywających do miasta osadników. Zaś jego zaufany przyjaciel i zastępca Amex sprawdzał niektórych podejrzanych przybyszy czy nie posiadają broni. Jeśli chcieli wejść do osady musieli ją pozostawić w pobliskich koszarach, skąd mogli ją potem odebrać opuszczając osadę. Niepokój Beorfa wzbudził ubrany w prostą siwą szatę starszy, łysy mężczyzna z niewielkim tobołkiem na plecach.
Hej ty tam! - Krzyknął do niego Beorf, mężczyzna obejrzał się - Tak ciebie wołam podejdź tu - zaraz koło mężczyzny pojawiło się dwóch strażników i podprowadziło go do Beorfa - Kim jesteś?
Nazywają mnie Kiseaso - Postać była wyraźnie nieco wystraszona.
Czymże się zajmujesz? Waść Kiseaso.
Jestem architektem, planuję i wznoszę budowle- Beorf wydał się zainteresowany nowym przybyszem, machnął na strażników ci powrócili na swe stanowiska.
To wielce interesujące. Pozwól, zatem że się przedstawię - Beorf wstał z ławki - Jestem Beorf, Naczelny Strażnik tej osady. Usiądźmy, przeto i porozmawiajmy - Mężczyzna odłożył tobołek i usiadł we wskazanym przez Beorfa miejscu - Jakie budowle wznosisz?
Właściwie to wszelakie. Potrafię zaprojektować niemal, że każdą. Jednak najbardziej chciałbym budować z kamienia jak krasnoludy…
Budowle z kamienia? - szybko uciął mu Beorf - Nie wiedziałem, że można budować z kamienia. Kamień jest twardy, i jak go połączyć z drugim kamieniem. Powiedz mi, co te krasnoludy z niego budowały i jak się o tym dowiedziały?
Krasnoludy to przecie najstarsza rasa na Ziji, mieszkają pod ziemią, kują w skałach tunele i domostwa. Mimo to wznoszą na powierzchni wierze i bramy do swych domostw, a ponoć i pod ziemią wznoszą niesamowite budowle w ogromnych podziemnych salach. W Górach Sajsi pełno jest takich miejsc - Beorf przez chwilę milczał. W końcu rzekł
Jeśli mówisz prawdę … to będziesz tu niezwykle potrzebny. Pod warunkiem, że wiesz jak wznosić te budowle.
Wiem, krasnoludy mnie nauczyły.
Przybądź jutro do koszar i zgłoś się do mnie. Na razie znajdź jakieś spokojne loku. Jeśli zagrażałoby ci jakieś niebezpieczeństwo poszukaj jakiegoś manipółu i powiedz, że przysyła cię Beorf.
Kiseaso wstał z ławki i ruszył w osadę. Beorf zaś podszedł do Amexa i powiedział mu o swej rozmowie z architektem. Amex nie miał zbytniego zdania o kamiennych budowlach, więc Beorf ruszył do Liveb na spotkanie z Kunuga i Xekarem. Lord Chemosu chętnie przyjął lubianego i zdolnego oficera, choć Xekar wiedział, że przybył przedstawić kolejny ze swych szalonych pomysłów. Wysoki nieco już podstarzały z krótką siwą brodą, Kunuga siedział jak zawsze w swym wielkim fotelu a obok niego na mniejszym siedział podobny do niego Xekar.
Panie, bądź pochwalony - Beorf ukłonił się i złożył hołd lordowi
Witaj Beorfie. Czymże zawdzięczam twą wizytę w Liveb?
Spotkałem dziś nowego mieszkańca osady, architekta. Dowiedziałem się od niego wielu interesujących rzeczy. Szczególnie, iż można budować z kamienia - Kunuga zdziwił się na te słowa, ale Xekar wysłuchał ich ze spokojem.
To chyba jakaś pomyłka, z kamienia nie można budować, tylko z drewna - rzekł Kunuga
Podzielam zdanie lorda - odpowiedział Xekar - skąd ten architekt wie, iż można takie budowle wznosić.
Widział takie w Górach Sajsi u krasnoludów, one zresztą go tego nauczyły.
To wydaje się być interesujące nie sądzisz Xekarze - Kunuga wyraźnie zmienił swe nastawienie do pomysłu - Jeśli to prawda to jest to nieoceniona wiedza jaką należy wykorzystać. Beorfie.
Tak panie.
Dowiedz się o tym jak najwięcej. I jeśli to prawda przyjdź do mnie ponownie. Na razie wracaj do swych codziennych zajęć.
Beorf opuścił Liveb przekonaniem, iż ten pomysł znalazł aprobatę. Wiele jego pomysłów nie znajdywało poparcia a ten, choć przyjęty chłodno miał wielkie szanse powodzenia.
To może mieć wielkie znaczenie dla naszej osady Xekarze. Mury i budynki z kamienia pozwoliłyby nam się czuć pewniej w starciu z wrogami.
Nie wiem, co o tym sądzić Kunugo. Znasz Beorfa i jego dziwne pomysły - Xekar znał znacznie więcej niezliczonych i fantastycznych pomysłów Beorfa niż Kunuga. Prawie wszystkie mu się nie podobały, nie podobał mu się i ten - Poczekamy zobaczymy, na razie musi przedstawić jakiś dowód, że tak się naprawdę da.
Naczelny Strażnik powrócił do koszar przy bramie i swoich codziennych obowiązków. Dalszy dzień minął mu spokojnie, choć ciągle myślał o kamiennych budowlach.
Następnego dnia z samego rana przyszedł Kiseaso. Beorf jeszcze spał więc Amex kazał architektowi poczekać jeszcze godzinę. Jak tylko Naczelny Strażnik podniósł się z łoża przyjął z chęcią przybysza. Rozmawiali dość długo. Beorfa interesowało wszystko, co dotyczyło kamiennych budowli, sposobu ich wznoszenia, projektowania a nawet, jakich materiałów i narzędzi potrzeba. Interesowało go również, jakie budowle można było wznosić i jakie potrafił zaprojektować Kiseaso. Beorf zebrał wiele istotnych informacji, z których wynikało niezbicie, iż takie budowle można faktycznie wznosić. Budowa kamiennych murów okalających osadę znacznie ułatwiłaby obronę, a to wzmocniłoby pozycję całego Chemosu regionie. Wiele było jednak problemów na tej drodze. Chociażby skąd wziąć tyle potrzebnego kamienia i narzędzie do jego obróbki? Tym jednak Beorf się nie martwił. Najtrudniejsze było przekonanie do tego starszych, Xekar i samego Kunugę, choć ten wydawał się rozumieć znaczenie całego przedsięwzięcia.
Popołudniu Beorf udał się do Liveb na spotkanie z Kunugą i Xekarem. Ci jak zwykle siedzieli w głównej Sali.
Rozmawiałem z architektem Kiseaso i zebrałem wiele istotnych informacji - rozpoczął Beorf - Z tego, co usłyszałem jestem w stanie stwierdzić, iż da się zbudować kamienne mury i domy w osadzie. Ręczę za to swym stanowiskiem. Wiem, że z pomocą Kiseaso i mieszkańców Chemosu uda nam się wznieść kamienne miasto.
A jeśli jednak kłamie? - Zapytał Xekar
Przedstawił mi tak liczne dowody i opisy, że ja i Amex uznaliśmy je za wiarygodne.
Ile potrzeba będzie ludzi i kamienia do budowy? - Kunuga wydawał się być przekonany do pomysłu.
Tego nie mogę stwierdzić. Ale na pewno sporo, potrzebne również będą narzędzia.
A skąd weźmiecie kamień na budowę, góry leżą poza naszymi ziemiami? - Xekar ciągle nie dawał się przekonać.
Liczne skały znajdują się niedaleko osady. Z nich będziemy czerpać budulec.
A co z ludźmi, potrzeba będzie ich sporo - Xekar ponownie zajął głos.
Spokojnie przyjacielu - Kunuga rzekł cicho do przyjaciela - Ludzi jest u nas pod dostatkiem, a ja już postanowiłem. Beorfie będziesz odpowiedzialny za przebudowę osady i wszelkie związane z tym działania.
A co z Radą Starszych? - Zapytał Xekar choć i to samo pytanie chciał zadać Beorf.
Radą się nie przejmujcie. Przekonam ich, a na razie są ważniejsze rzeczy. Teraz pozwólcie, że się oddalę, muszę odpocząć. Nie chcę też więcej rozmawiać o jakimkolwiek sprzeciwie - Kunuga z ciężarem podniósł się z fotela i skierował do swej komnaty. Kiedy tylko wyszedł Xekar rzekł do Beorfa.
Mam tylko nadzieję że nie zrujnujesz naszego małego państewka swym kolejnym szalonym pomysłem - Xekar pośpiesznie opuścił salę i udał się do starszych wioski. Beorf stał w sali przez chwile aż wreszcie uśmiechnął się i krzyknął
Wygrałem! Ha! Nareszcie jakiś mój pomysł doczeka się realizacji
Odwrócił się i uśmiechnięty powrócił do koszar. Wracając przez osadę rozmyślał, co teraz ma robić. Lord Kunuga dał mu wolną rękę, mógł więc przy okazji wprowadzić wiele swoich poprzednich pomysłów jakie leżały bezczynnie. Uporałby się ze stworzeniem kadry wykwalifikowanych budowniczych, jak i światło dzienne mogło ujrzeć stworzone przez niego pismo. Zacząłby też budowę magazynów i to nie tylko na żywność. Kiedy powrócił do koszar czekali już na niego Amex i Kiseaso.
Przyjaciele - rzekł do nich podekscytowany - Rozpoczynamy budowę - na te słowa obaj się uśmiechnęli
To znaczy, że Kunuga się zgodził.
Tak Amexie, zgodził się. A co więcej dał nam pełną swobodę. Kiseaso bież się czym prędzej do roboty.
To nie takie proste. Minie jeszcze wiele czasu nim budowa się rozpocznie.
A to niby, dlaczego? - Entuzjazm Beorfa nieco osłabł.
Najpierw muszę obejrzeć dokładniej osadę, nakreślić plany, no i zebrać i przeszkolić robotników. Pozostaje również kwestia materiałów i organizacji…
Zajmij się więc tym co możesz zrobić teraz - przerwał mu Beorf - Amex zbierze ludzi i narzędzia ja zaś zajmę się materiałami i organizacją. Zatem bieżmy się do roboty. Jeśli Kunuga i rada nie zobaczą wkrótce efektów to możemy się pożegnać z naszym planami. A tego bym nie chciał.
Przez wiele kolejnych miesięcy trwały ostre przygotowania do rozpoczęcia budowy. Kiseaso oszacował ilość materiałów i nakreślił pierwsze plany murów, Amex zaś wraz z żołnierzami i robotnikami wydobywał i gromadził kamień. Beorf zajął się resztą, a prócz tego musiał jeszcze wielokrotnie przekonywać Radę do wprowadzania przy okazji "niezbędnych" pomysłów. W końcu nadeszła zima. Plany były gotowe a sterty kamieni, przed palisadami pokrył już śnieg. Ciągle brakowało jednak narzędzi i cementu, a Rada i sam Xekar wcale nie ułatwiali przygotowań sądząc że budowa doprowadzi do ruiny osadę. W dodatku ataki bandytów i ghuli nasilały się i choć Beorf powstrzymywał je bez problemu to rada wykorzystywała ten fakt przeciw niemu. Xekar twierdził że jeśli rozbierze się palisadę to dojdzie do katastrofy, zaś Beorf że jeśli nie zbudują murów to dużego ataku wroga osada nie wytrzymają.
Mimo to w połowie marca Beorfowi udało się zgromadzić wszystkie potrzebne materiały. A na początku maja 4836 roku przystąpiono do budowy pierwszego odcinka. Beorf kazał rozebrać bramę a z drwa uczynić rusztowania. Budowa szła powoli, ale mimo to ciągle miał poparcie Kunugi, a z nim i mieszkańców. Przez całą wiosnę i lato zbudowano zaledwie bramę i 20 metrów murów. Rada ciągle okazywała swe niezadowolenie, Lord Kunuga jednak nie reagował. Nie wszystko szło jednak tak powoli. Beorf wprowadził w użycie swój alfabet, dzięki czemu już wkrótce rozkazy zaczęły być przesyłane listownie, umożliwiło to na stworzenie całej sieci informacji i dokumentacji wszelkich działań. Beorf nie musiał już nigdzie podążać osobiście lub wysyłać tam Amexa. To był już jakiś sukces. Podczas gdy Rada spierała się z Kunugą, Beorf kazał na jesień rozebrać kolejny fragment palisady. Liczył, że jeszcze przed pierwszymi śniegami robotnicy zbudują kolejny fragment.
Wszystko sprzyjało Beorfowi, szczególnie, że przez całe lato nie zdarzył się żaden atak. Jednak tuż po rozebraniu kolejnego fragmentu palisady, pod osadą pojawiły się ghule. Nikt ich nie zauważył toteż rozebrany urywek nie był zbyt silnie strzeżony. Te zaś w połowie września, nocą uderzyły wprost na wyłom i wdarły się do osady. Nie było ich zbyt wiele toteż szybko zostały wybite przez strażników. Jednak wiele z nich dostało się do chat i pozabijało mieszkańców.
Czara goryczy się przelała. Starsi oskarżyli Beorfa i Kunugę o to, co się stało. Przyłączył się do nich również przyjaciel Lorda, Xekar który kazał zatrzymać prace budowlane. Rada zażądała jeszcze ustąpienia Beorfa ze stanowiska, tego jednak Xekar nie poparł. Wiedział, że on nie ustąpi, a nawet jeśli to strażnicy na pewno mu na to nie pozwolą. Kunuga natomiast odrzucił rozkaz Rady dotyczący wstrzymania budowy, co dolało tylko oliwy do ognia. Zresztą sam Beorf nie miał zamiaru zatrzymywać prac i kiedy otrzymał rozkaz od rady stwierdził, iż nie ma zamiaru go respektować, tym bardziej, że nie lubił Xekara. Tym samym sprawa wymknęła się spod kontroli.
14 października Rada wezwała do siebie Xekar i oznajmiła mu, iż został jednogłośnie wybrany nowym Lordem Chemosu. Xekar zebrał kilkunastu uzbrojonych mieszkańców i ruszył pod Liveb. Strażnicy widząc zbrojną kolumnę zamknęli się z Kunugą w środku, jednak poplecznicy Xekara, którzy byli wewnątrz obezwładnili dwóch ludzi Beorfa i otworzyli wrota. Xekar wszedł do środka i stanął przed Kunugą. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy, po czym Xekar rzekł do Kunugi, nie tak jak przyjaciel do przyjaciela, lecz jak wróg do wroga.
Rada jednogłośnie pozbawiła cię stanowiska, gdyż nie jesteś już w stanie sprawować rządów nad Chemosem. Wobec tego głosami Rady zostałem powołany nowym Lordem Chemosu, co przyjąłem do siebie.
Jak mogłeś!! - Kunuga wstał z miejsca i ryknął na Xekara - Byliśmy przyjaciółmi przez tyle lat. Zdradziłeś mnie - Xekar nie reagował.
Rada jednocześnie skazała cię na śmierć, co muszę wykonać jako nowy Lord Chemosu - Xekar nagle wyciągnął miecz i wbił w brzuch Kunugi. Ponoć nowy lord uronił łzę, kiedy zabijał dawnego przyjaciela, lecz nikt nie wie czy to prawda.
Wy dwaj idźcie do koszar i przekażcie Beorfowi moje następujące słowa - Xekar odwrócił się i rzekł do dwóch buntowników.
Powiedzcie mu, że jestem nowym Lordem i wzywam go przed swe oblicze. Niech Naczelny Strażnik pozna swe nowe zadania.
Panie, ale rada chce, aby Beorf ustąpił - powiedział jeden z nich
Wiem, lecz ma on pod sobą 100 najlepszych wojowników w osadzie. Jest lubiany i szanowany. Jak myślicie czyje rozkazy wykonają ci ludzie? Na pewno posłuchają Beorfa. Musi się podporządkować decyzji Rady, inaczej długo nie porządzimy. A teraz ruszajcie.
W rzeczywistości Beorf mógł liczyć na poparcie swych żołnierzy i nie tylko. Najważniejsi ludzie w osadzie byli jego dobrymi przyjaciółmi, kupcy, kowal, zarządca spichlerza i magazynów. Większość strażników patrolowała mury i osadę, a w koszarach było jedynie trzydziestu oraz Beorf i Amex. Była to jednak wystarczająco duża siła, ażeby powstrzymać działania Rady.
Wysłannicy Xekara przybyli do koszar i od razu zażądali, aby rozmawiać z Beorfem. Ten siedział za biurkiem, nad którym pochylał się Amex i Kiseaso. Kiedy strażnicy wprowadzili wysłanników, jeden z nich rzekł:
Naczelny Strażniku - powiedział pierwszy - Przynosimy ci wieści od Lorda Xekara, nowego władcy Chemosu. Dziś rada odwołała Kunugę i skazała go na śmierć.
Ty zaś zostałeś wezwany przed oblicze Lorda Xekara, aby poznać swe nowe rozkazy. Gdyż wbrew nakazowi Rady Lord Xekar utrzyma cię na twym obecnym stanowisku - odrzekł drugi. Beorf milczał przez chwilę. Jego główny oficer, Amex spoglądał na niego przez chwilę oczekując na decyzję. Kiseaso zaś odsunął się w kont przerażony wydarzeniami.
Cokolwiek postanowisz pójdę za tobą - rzekł szeptem Amex i dodał - Jeśli chcesz mieć przyjaciela musisz chcieć i walczyć za niego.
Wy zdrajcy - odpowiedział cicho Beorf, patrząc na stół. Podniósł głowę i kontynuował - Zasługujecie na śmierć - nagle podniósł się gwałtownie i wyciągnął miecz wskazując na wysłanników Xekara - Brać ich!!
Strażnicy!! Brać ich!! - Powróżył po Beorfie Amex, wyciągnął miecz i rzucił się na nich. Strażnicy szybko pochwycili oboje przerażonych wysłanników rozbroili ich.
To ty jesteś zdrajcą! - Krzyknął jeden z pojmanych. Beorf odwrócił się w jego stronę, podszedł do niego i rzekł.
Wyprowadzić za palisadę i zabić. Ciała wrzucić do rzeki, tylko tak, aby prąd poniósł ich ciała w Ocean Demonów. Niech ryby z Neki zeżrą ich ciała - Strażnicy bez słowa wyprowadzili więźniów kierunku bramy.
I co teraz Amexie? I cóż mam teraz uczynić? - Rzekł przygnębiony Beorf.
Nie wiem, … ale chyba już podjąłeś decyzję - Beorf milczał patrząc prze małe okno na miasto.
Zbierz zatem ludzi i zwalczmy tę rebelię, Kunuga musi wrócić na tron. Ty zaś Kiseaso pozostań tu.
Beorf wraz z Amexem i 30 strażnikami ruszyli ku Liveb. Po drodze zebrali jeszcze kilka manipółów i w sile 50 ludzi dotarł do Liveb. Przed budynkiem stało kilkoro ludzi Xekara, lecz widząc uzbrojonych i gotowych do walki strażników rzucili broń i poddali się. Beorf wraz ze swymi ludźmi wdarli się do głównej sali Liveb gdzie przebywał Xekar i Rada Starszych. Ci spojrzeli z przerażeniem na strażników. Przewidywania Xekara sprawdziły się.
Strażnicy stanęli w miejscu zaś sam Beorf ruszył bez słowa do przodu z wyciągniętym mieczem. Członkowie rady rozsunęli się nagle, pozostawiając wolną drogę do Xekara. Przez moment myślał, iż Beorf zamierza złożyć mu broń. Mylił się jednak. Beorf podszedł do siedzącego Lorda i wbił mu miecz z brązu w brzuch i zaraz wyciągnął. Buntowniczy Lord charcząc osunął się z tronu i upadł na podłogę.
Tak kończą zdrajcy! - Krzyknął do przerażonych członków Rady - Gdzie jest Lord Kunuga?
Kunuga … nie żyje - wyjąkał jeden ze starców
Kto zatem będzie nowym lordem - rzekł cicho do wściekłego Beorfa Amex, który nagle zjawił się przy nim - Teraz to my mamy władzę w ręku i oni o tym wiedzą.
Nie wiem. To wszystko jest zbyt skomplikowane
Nagle jeden ze starców chcąc zapewne ratować Radę krzyknął, aby to Beorfa powołać nowym Lordem Chemosu. Pozostali zaś podjęli temat i razem uznali go za nowego władcę. Sam Beorf próbował zaś zgłosić słowa sprzeciwu, nie chciał tego tytułu. Mimo to jeden ze starców wybiegł na rynek i ogłosił wszem i wobec iż oto Beorf został powołany na nowego Lorda Chemosu. Zatem stało się. Beorf choć niechętny, godzinę później uroczyście przyjął nowy tytuł, zwierzchnictwo nad osadą jak i całym Chemosem. Po czym wyszedł do zgromadzonego przed Livebem ludu i potwierdził słowa jednego z Radców. Teraz mógł realizować swe wszystkie pomysły. Nadchodził czas wielkich zmian.
Pierwsze, co zrobił następnego dnia to powołał w miejsce strażników, Armię Chemosu. Zaś na jej czele umieścił Amexa. Zwiększył również jej liczebność do 200, oraz wprowadził 50 osobową chorągwie poborowych, zmieniających się co trzy lata. 80 Żołnierzy skierował do nowo powstającej osady pod puszczą Hyron, której nadał nazwę Owhur. Pozbawił również wszelkich przywilejów Radę Starszych, i ograniczył jej zadania jedynie do celów doradczych, bez możliwości decydowania o czymkolwiek. Choć na początku miał zamiar skazać wszystkich na śmierć, Amex odwiódł go od tego zamiaru. Do budowy murów skierował dodatkowych robotników, a osadę kazał nazwać swoim imieniem. Prócz tego wprowadził wiele mniej lub bardziej znaczących pomysłów, co szybko odczuli mieszkańcy. Budowa murów ruszyła pełną parą. Prócz tego Beorf kazał rozebrać koszary i Liveb, aby wznieść nowe większe i połączone ze sobą obie kamienne budowle. Resztę pomysłów odsunął na później, aby poznać dokładniej sytuację i zaradzić bieżącym problemom.
Pod rządami Beorfa i jego zaufanych ludzi Chemosu zaczął błyskawicznie rosnąć w siłę. I w dwa lata później całość murów jak i nowe Liveb były już gotowe. Pałac Lorda był niewysoki, o pochyłych ścianach, lecz szeroki i długi, wewnątrz pełno było różnych pomieszczeń oraz otwartych przestrzeni z małymi sadzawkami. W głównej sali rozpościerał się las kolumn, ogromnych o zróżnicowanych głowicach. Wszystkie ściany tak zewnętrzne jak i wewnętrzne, oraz kolumny pokryte były licznymi malowidłami i płaskorzeźbami. Cała budowla była umieszczona na końcu miasta za murem a nie jak poprzednio zaraz przy rynku. Sam Kiseaso pozostawił w obrębie murów sporo miejsca, aby w przyszłości powiększyć pałac i koszary, jak również i całe miasto. Podczas gdy do Beorfu ściągały kolejne rzesze przybyszów, Kiseaso tworzył niepowtarzalną architekturę tego małego państewka.
Wiosną 4833 roku Beorf zwołał w Liveb pierwszą wielką naradę. Stawiły się na niej wszystkie najważniejsze osoby w mieście.
Budowa murów została ukończona - Rozpoczął - Jak zapewne zauważyliście obszar, jaki objęły jest znacznie większy niż zajmują domy. Kazałem tak zrobić, aby nie zabrakło miejsca dla nowych budowli. Ponieważ uporaliśmy się z tym przedsięwzięciem możemy przystąpić do kolejnych zadań.
Cóż, więc to będą za zadania? - Głos zabrał kowal Jikul
Musimy rozwinąć nasze małe państewko. Mamy już prawie kamienne miasto, lecz to jeszcze nie koniec. Trzeba zająć się handlem, który przyniesie nam siłę i pieniądze- Wśród zebranych widać było oznaki poparcia, Beorf więc kontynuował - Trzeba również zbudować więcej pół uprawnych i młynów, aby wyżywić nowych mieszkańców. Trzeba wznieść nowe kuźnie, aby produkować bron i narzędzia. W Owhurze potrzeba nowych cieśli i kowali, aby umocnić to miasto i wykorzystać drzewa z Puszczy Hyron. Trzeba również kolejnych magazynów, wsi, musimy nauczyć całą ludność pisać. Jak więc widzicie potrzeba jeszcze wiele innych budowli i działań. Każdy z was zajmie się jedną z tych najważniejszych dziedzin. Jeśli podołamy temu zadaniu nasz kraj stanie się silny i bogaty.
Ale jeśli któryś z nas nie podoła zadaniu? - Zapytał jeden z kupców
Wtedy zostanie zastąpiony przez kogoś innego - Beorf uśmiechnął się - Trzeba również wznieść szkołę, aby nauczać młodych chłopców ich przyszłych rzemiosł.
Skoro nasz kraj ma się rozwijać należałoby zwiększyć liczbę wojska.
Dobre spostrzeżenie Amexie. Zatem zwiększ liczebność do 700 żołnierzy, w tym 300 z poboru. Niechaj nasza armia będzie wyrazem naszej siły.
Generała Amexa wyraźnie ucieszyły te słowa. Armia była jego oczkiem w głowie, jak i również samego Beorfa, więc miał jego poparcie niemal przy każdej decyzji jaką podjął. Ataki ghuli i bandytów słabły, nowe mury skutecznie broniły dostępu do miasta i straty wrogów Chemosu były dość duże. Zresztą nie miało to większego znaczenia gdyż Beorf i Amex myśleli już poważnie, aby uderzyć na siedzibę bandytów za rzeką Keffu. Tam w Martwych Wzgórzach na terenie Ahadu bandycie mieli swe liczne kryjówki skąd atakowali okoliczne miasta i osady. Nie było to daleko, lecz te tereny pozostawały poza jurysdykcją Lorda. Beorf nie przejmował się tym jednak.
Martwe Wzgórza były najbardziej niebezpiecznym miejscem na Kecie, na północny - wschód od Lasu Cieni. Niezwykle strome, wysokie i śliskie wapienne skały tworzyły niesamowity krajobraz. Mało tam było drzew, pełno zaś wąskich, krętych i niebezpiecznych ścieżek. Zaś liczne groty i jaskinie dawały schronienie najbardziej poszukiwanym przestępcom, tak teraz jak i w odległej przyszłości. Poległo tam wielu ludzi i jeszcze więcej krasnoludów próbując spenetrować te niebezpieczne okolice. Nikt nigdy nie poznał wszystkich dróg, jakie tam kiedykolwiek istniały, oraz licznych i głębokich jaskiń. Ci zaś, którzy takie drogi tam znali byli nadzwyczaj cenieni. Dzięki nim przechodzenie tamtymi ścieżkami było dużo bezpieczniejsze.
Beorf o tym wiedział i dlatego kazał odnaleźć w Chemosie osoby, które znały owe przejścia. Ci zaś mieli poprowadzić jego małą ofensywę przeciw bandytom. Żołnierze Amexa odnaleźli trzech przewodników, którzy zgodzili się za pewna opłatą poprowadzić chorągwie przez Martwe Wzgórza. Jeden z nich stwierdził nawet, iż wie gdzie bandyci mają swą główną siedzibę i skarbiec. To była bezcenna informacja.
Postanowiłem, że osobiście poprowadzę działania przeciw bandytom - Stwierdził Lord podczas narady - Pierwej jednak przygotujemy plany rozwoju kraju, podczas gdy ja i Amex będziemy zajęci.
A kto przejmie władzę pod naszą nieobecność? - Pytał Amex
Główne zadania przejmie Kiseaso. Ale zanim jeszcze wyruszymy chciałem wznieść w mieście świątynię poświęconą któremuś z bogów. Niech ludzie znajdą oparcie w wierze, a my w łasce bogów - Zapadła cisza, Beorf zaskoczył wszystkich swym postanowieniem. Do tej pory wszyscy koncentrowali się na sprawach tego świata i nie myśleli o bogach, magach i kapłanach. To wyznanie Beorfa oznaczało ogromną zmianę w Chemosie - Widzę, że się zgadzacie. Nadszedł już czas na tak poważną decyzję.
Z chęcią wybuduję świątynię dla naszego miasta, ale najpierw muszę wiedzieć, któremu z bogów ją poświęcić - Rzekł Kiseaso
Praktycznie wszyscy mieszkańcy czczą Daaxa - odpowiedział kupiec Wamon - Mówią, że ponoć w okolicy pojawiają się dziwne postacie. Anioły tak się bowiem zwą. Rozmawiają z rolnikami i mieszkańcami okolicznych ziem. Ludzie w to wierzą i oddają cześć Daaxowi, który je przysyła.
A więc problem boga mamy już rozwiązany. Kiseaso zacznij budowę świątyni tak szybko jak się tylko da. Niechaj będzie ogromna i wspanialsza niż wszystko do tej pory. Ty Amexie zgromadź zapasy i gotuj żołnierzy do boju. Weźmiemy wszystkich poborowych i 100 zawodowych.
Lordzie, jeśli mogę wtrącić to nie lepiej by było wziąć samych zawodowych, zaś poborowych pozostawić w mieście - wtrącił Amex.
Muszą zdobyć doświadczenie. Zaś 8 chorągwi wystarczy, aby pokonać bandytów.
A co z Esunem, władcą Ahadu? W końcu wkroczymy na jego ziemie? - Jikul poruszył tą ważną kwestię.
Tym się nie martwcie. To będzie krótka, choć ciężka wyprawa. A kiedy Esun się o niej dowie m już będziemy w Chemosie.
Nawet jeśli dowiedział by się wcześniej damy mu znać iż nie mamy złych zamiarów, a naszym jedynym celem są bandyci - Dopowiedział Amex.
Lepiej żeby tak było, Ahad ma dużą armię.
Wyczuwam w tobie zwątpienie mój drogi Jikulu. Jeśli wszyscy tak byśmy podchodzili do wszystkich działań na pewno czekałaby nas klęska. Trzeba wierzyć w zwycięstwo. A teraz do dzieła nie ma czasu do stracenia. Szykujmy się do wojny.
Przygotowania do wyprawy zajęły jednak więcej czasu niżeli oczekiwał Beorf. Miał zamiar uderzyć jeszcze tego lata, lecz problemy z zapasami spowodowały, iż odłożył atak o rok. Tymczasem Kiseaso przystąpił do wznoszenia największej w tej części Kety Budowli - Świątyni Boga Daaxa.
W Środę 3 lipca 4832 roku trzech przewodników poprowadziło 8 chorągwi Chemosu do odległego o kilka kilometrów Ahadu a dalej do Martwych Wzgórz. Przeprawili się przez most na Naalh i ruszyli w dalszą drogę. Po trzech dniach dotarli do pierwszych skał Martwych Wzgórz. Dalsza wędrówka była już dużo cięższa. Tereny, przez jakie maiła przejść armia Chemosu były bardziej nieprzystępne niż przypuszczał Lord Beorf. Żołnierze ginęli i odnosili rany na stromych i śliskich skałach, a kręte i wąskie ścieżki znacznie spowalniały marsz. Dzięki temu bandyci szybko dowiedzieli się o wyprawie, postanowili więc działać. Zwarzywszy, że mieli przewagę w postaci znajomości terenu, zaatakowali podróżujące kolumny. Jednakże wojska Chemosu podzieliły się, a bandyci zaatakowali oddziały zawodowe pod komendą Amexa. Stu żołnierzy, jakimi dysponował było wystarczającą siłą, do odparcia ataku. O walce szybko dowiedział się Beorf i błyskawicznie skierował się na pomoc Amexowi. Bandyci zostali okrążeni i pokonani. Wielu z nich trafiło do niewoli zdradzając cenne szczegóły dotyczące głównego obozu. Dowiedział się, że znajduję się w pobliżu miasta Suyz, jaka jest ich siła i obrona.
Po czterech dniach morderczego marszu stanęli przed wejściem do jaskini bandytów z Martwych Wzgórz, zaś Amex zablokował wszelkie drogi ucieczki z kompleksu jaskiń. Przed grotą była niewielka ilość drewnianych fortyfikacji, nie były one jednak w stanie powstrzymać uderzenia dwóch chorągwi. Beorf nie wydał rozkazu wkroczenia do wnętrza. Kazał natomiast podpalić drewno z fortyfikacji i wrzucić do szczelin i szybów w jaskini. Wkrótce potem bandyci zaczeli wybiegać przez wyjścia bojąc się zaczadzenia. Tam zaś czekali na nich żołnierze. Na początku bandyci próbowali walczyć, lecz później widząc rzeź swych towarzyszy rzucali na skały broń i poddawali się.
Pierwsza duża bitwa została wygrana. Choć w całej podróży poległo stu żołnierzy, z czego połowa w drodze, to Beorf zdobył liczne cenne przedmioty i mnóstwo broni. Do miasta wrucił z licznymi skarbami i został przywitany z ogromną radością.
Ciągle jednak trwały prace nad Świątynią Daaxa, a postęp wskazywał, iż Kiseaso zakończy budowę dopiero za trzy lata. Mimo to nie przeszkodziło to Beorfowi w dalszym rozwijaniu Chemosu, wznosił kolejne murowane domy, młyny, kuźnie i kolejne wioski. Zwiększała się liczba mieszkańców Chemosu a co za tym idzie i pól uprawnych. Do miasta ściągało coraz to więcej kupców, a Beorf już myślał o budowie portu. Najważniejsza jednak dla rozwoju państwa okazała się krasnoludzka karawana z Gór Sajsi. Po raz pierwszy krasnoludy dotarły do miasta Beorf w maju 4830 roku.
Do komnaty w której przebywał Lord wpadł młodzieniec w stroju jednego z oficerów Chemosu, lecz nieco innym. Miał on bowiem dwie skrzyżowane białe przepaski na piersi, częściowo zasłaniające godło Chemosu. Był to Fagril, niedawno mianowany adiutant Beorfa, przynoszący mu wszystkie ważne wiadomości oraz zapisywał i wykonywał wiele ważnych zadań swego pana.
Przybyli krasnoludzcy kupcy! - Krzyknął podniecony Fagril
Nigdy nie widziałem krasnoluda - Krótko odpowiedział Beorf i wstał znad sterty pergaminów - Pójdźmy więc ich zobaczyć, może mają jakieś ciekawe towary.
Mają tego mnóstwo, a włoku nich kłębi się tłum gapiów
Jeśli faktycznie posiadają tyle cennych przedmiotów to handel z nimi będzie nieoceniony - Beorf wraz Fagrilem ruszyli na rynek, gdzie był już obecny Amex jak i całe multum gapiów.
Lordzie - Amex lekko się ukłonił na widok Beorf
Witaj Amexie. Ponoć do miasta przybyły krasnoludy gdzie więc one są?
Stoją tam i rozkładają stragan - Amex wskazał tłum ludzi, miedzy nimi nagle pojawiła się mała postać z brodą w ciężkiej żelaznej zbroi
To oni! - rzekł zdziwiony Beorf - Są bardzo mali
To krasnoludy panie, wyglądają zupełnie inaczej niż my ludzie - Odrzekł Fagril
Muszę ci przyznać rację, chodźmy zatem ich przywitać - Beorf wraz z Amexem i Fagrilem przedarli się przez tłum i podeszli do straganu - Witajcie zacni przyjaciele. Jestem Beorf, Lord Chemosu. Liczę na to iż dobrze będzie się tu wam handlowało, oraz zabierzecie stąd jak najmilsze wrażenia.
Na to liczymy - sucho odpowiedział jeden z nich
Jeśli handel będzie się dobrze rozwijał to przybędziemy tu ponownie - Dodał drugi nieco milszym tonem. I na to się zapowiadało. Towary krasnoludów cieszyły się ogromnym powodzeniem. W szczególności broń i biżuteria. Sam Beorf wziął do ręki miecz i podziwiał jego kunszt, pod bacznym okiem krasnoluda. W końcu wraz z Amexem odeszli kawałek dalej.
Ich oręż jest znacznie lepszy od naszego - powiedział Amex
Wiem. Ich miecze i topory są wykonane z dobrego żelaza, lecz nie będziemy ich kupować.
Dlaczegóż to? - Amex wyraźnie się zdziwił - z tą bronią byli byśmy największą siłą w tej części Kety. Moglibyśmy podbić każdą krainę.
Jeszcze nie przyszedł na to czas mój drogi przyjacielu. Pyzatym będziemy kuć własny oręż. Na razie dalej z brązu, potem jak się wzbogacimy pomyślimy o kupowaniu od krasnoludów żelaza. Wszak nie musimy walczyć z krasnoludami, aby potrzebować równie dobrej broni co oni. Zaś ta, którą sami wytwarzamy i tak jest lepsza od oręża naszych wrogów.
Krasnoludy były zadowolone z wizyty w Beorfie. Wkrótce więc powrócili liczniejsi a ich wizyty stały się bardzo częste i regularne. Do Chemosu przywozili głównie surowce, narzędzia, wiedzę oraz wbrew sugestii Beorfa również i broń bardzo chętnie kupowaną. Krasnoludy zaś z Chemosu wywoziły ogromne ilości zboża i innej żywności, której w Chemosie był już nadmiar, a której tak brakowało krasnoludom w Sajsi torf spod Owhur, no i oczywiście złoto. Wkrótce powstał również port, a pół roku później zawinął do niego pierwszy elfi statek. Ogromny i piękny, bogato zdobiony przykuł uwagę niemal wszystkich mieszkańców miasta. Same elfy wzbudziły jeszcze większe zainteresowanie niż krasnoludy. Ich wygląd i stroje oraz sposób poruszania się i mówienia rozbudziły niemałą sensację. Ci równie chętnie sprzedawali swe towary, lecz nie w takiej ilości jak przybysze z Sajsi. Szczególnym uznaniem cieszyły się piękne łuki, co zaowocowało późniejszy utworzeniem czterech chorągwi łuczników. Ale Beorf widział również inną korzyść płynącą ze współpracy z elfami. Mógł zbudować flotę, broniącą wybrzeży Chemosu oraz statków kupieckich. Planował zakupienie pięciu okrętów, jednak jego przyjaciele sprzeciwili się temu pomysłowi. Chemosu nie było stać na tak wielkie wydatki. Kazał więc elfom wybudować jedynie dwa małe okręty.
Jednak czas wielkiej chwały dopiero się zbliżał. W tym czasie Beorf zaczął się zmieniać, nie był już tym samym człowiekiem, którym był wcześniej. Najwyraźniej widzieli to Amex i Kiseaso oraz wszystkie osoby najbliżej jego otoczenia. Nawet mieszkańcy zmienili swój stosunek do niego. Władza zaczynała go odmieniać, lecz na razie nikt się tym nie przejmował.
8 Września 4829 roku p.e.i. Kiseaso zakończył budowę świątyni Daaxa. Świątynia została wybudowana zaraz obok bramy, tak że każdy przybywający do miasta musiał obok niej przejść. Była ogromna, wzniesiona na cztero metrowym podeście z kamienia składała się z trzech części. Pierwsza, do której prowadziły schody była niższa, miała ok.7 metrów wysokości. Była to budowla o pochyłych ścianach i sporą ilością kolumn między dwiema ścianami, podtrzymujących sufit. Jej ściany pokryte były licznymi malowidłami i zdobieniami, jak zresztą wszystkie ściany. Kolumny zaś były czarne i ogromne, sprowadzane specjalnie przez krasnoludy. W jej ścianach mieściły się pomieszczenia straży świątynnej. Dalej podest zwężał się i zamieniał w plac, na którym mieścił się basen, pośrodku którego znajdował się ogromny pomnik Daaxa. Dalej podest znów się rozszerzał do poprzedniej postaci i to właśnie w tym miejscu stała główna świątynia. Składała się ona z trzech elementów. Prostokątnej budowli kryjącej w sobie salę z ołtarzem wypełnioną lasem takich samych jak wcześniej kolumn, oraz liczne mniejsze i większe pomieszczenia tudzież małe podwórza i sadzawki. Ten element świątyni miał już 12 metrów wysokości Na jej dwóch rogach umieszczone były wierze również o pochyłych ścianach, z zapalonymi płomieniami widocznymi z daleka, aby oświetlić wędrówkę strudzonym wiernym. Obie miały 14 metrów wysokości. Na końcu świątyni była taka sama, lecz jeszcze wyższa wieża. Cała czarna i wzbijająca się na wysokość 18 metrów.
Cały dzień, w którym otwarto Świątynię Daaxa zamieniono w wielkie święto, które Beorf kazał powtarzać co roku, na pamiątkę tego wielkiego wydarzenia. Tuż po przemówieniu Lorda kapłani Daaxa przystąpili do poświęcania świątyni. Wtem niebo rozbłysło potężnym, oślepiającym każdego blaskiem. Po chwili blask znikł a na niebie pojawiły się 4 postacie, anioły boga Daaxa. Wysokie, w białych, świecących zbrojach z niezwykłym orężem u boku, miały długie białe włosy i ogromne skrzydła, których jednak nie używały. Stanęły przed drzwiami do świątyni zwróceni ku tłumowi, za nimi znaleźli się Beorf, Amex, Kiseaso, oraz kapłani. Beorf wraz z pozostałymi szybko dołączył do zadziwionego ludu Chemosu. Jeden z aniołów trzymał niewielki, zielonkawy, poszarpany kamień, wyglądał tak pospolicie że wzbudzał zdziwienie iż znalazł się pośród tak niezwykłych postaci.
Jesteśmy aniołami Boga Daaxa. Nasz pan i stwórca wysłuchał waszych próśb i przyjmie nad wami pieczę - Anioł przemawiał cicho i spokojnie, lecz niewiadomo jak jego głos był słyszalny w całym mieście doskonale.
Oto Boski Kamień - Anioł trzymający go wystąpił i rzekł do zgromadzonych. - To jest bowiem dowód miłości naszego boga do was - uniósł go w powietrze a potem położył na ziemi. - Umieśćcie go na centralnym ołtarzu. Będzie on oznaczał, iż jesteście dziećmi Daaxa i pod jego znajdujecie się opieką. Dzięki niemu nasz pan i władca będzie mógł zstępować do tej pięknej świątyni i przekazywać wam swą wolę, jako ojciec przekazuje swym dzieciom. Nie dotykajcie go jednak. Skończyć się to może dla was tragicznie. I pamiętajcie, chronicie Kamień, jest to bowiem najpotężniejszy artefakt jaki można sobie wyobrazić. A jego utrata będzie dla was oznaczała klęskę po wsze czasy.
Anioły uniosły się ponownie w powietrze i znikły w tym samym blasku. Beorf zaś kazał zbudować drewniane nosze dla niezwykłego artefaktu. Szybko przeniesiono Kamień do świątyni. Jak tylko Święty Artefakt został umieszczony na ołtarzu niewiadomo skąd pojawił się osobnik wyglądający jak człowiek, lecz jednak inny. Cerę maił białą i świetlistą, jak i całą długą szatę, którą nosił. Długi białe włosy i czarne, głębokie niczym haramidzkie oczy.
Witaj mój ludu - jego głos zabrzmiał mocno pośród kolumn, wypełniając całą świątynię i wylewając się na zewnątrz niczym wzburzona fala. - Jam jest Daax. Jeden ze stwórców ludzi. Pragniecie mnie jako swego boga i opiekuna duchowego? Niechaj i tak się stanie. Daliście temu wyraz budując tą wspaniałą świątynię. Jako że pierwsi z ludzi poprosiliście mnie o opiekę nad wami, z chęcią spełnię tą prośbę. Zatem niechaj będzie wiadomo że od dziś cały lud Beorfa i Chemosu znalazł się pod mą protekcją!! Od dziś ja będę wam wskazywał drogę pośród ciemności Ziji. Pamiętajcie więc że jeśli godnie będziecie wypełniać me wskazówki i prawa, czekać na was będzie mój raj. Jeśli jednak zawiedziecie mnie, czekają was wieczne katorgi jakich nikt na Ziji nie zaznał i nigdy nie zazna. Zatem Beorfie, niechaj twój lud wzrasta ku chwale, bowiem od dziś ja, moi aniołowie i dżiny wspierać będą waszą siłę i o latach nieurodzajów możecie już zapomnieć. Kroczcie po Ziji ku chwale Daaxa!!
Daax zniknął równie szybko, co się pojawił. Ludzie zgromadzeni w świątyni nie mogli zaś wyjść z podziwu dla tego, co tego dnia się stało. Wydarzenia były tak niesamowite, iż każdemu zapisały się w pamięci. Beorf zaś zyskał najpotężniejszego sojusznika. Boga. Nowa wiara podniosła na duchu mieszkańców Chemosu. Ingerencja dżinów nie była widoczna lecz państwo szybciej wzrastało w siłę, a pola uprawne dawały od siebie znacznie więcej. Do miasta Beorf jak i do Owhur ściągały kolejne rzesze nowych obywateli dodatkowo zachęconych istnieniem Świątyni. Handel rozwinął się jeszcze bardziej, w szczególności z elfami, dla których przyjęcie wiary było sygnałem stabilności i siły tej krainy. Dzięki budowie licznych strażnic wzdłuż granicy, ataki bandytów już się nie zdarzały, zaś ghuli już nikt w Chemosie nie uraczył. W 4827 roku całkowicie zakończono budowę pierwszego w historii murowanego miasta. Cały zaś Chemos stał się największą potęgą w tej części Kety. Silna armia, handel i spore zaplecze gospodarcze czyniły z Chemosu pod władzą Beorfa, małe lecz potężne państwo.
Jednak czas Beorfa dopiero nadchodził, a nad okoliczne ziemie zaczynał padać cień nowych dni.

Koniec rozdziału pierwszego.
01.06.04

Data:

 01.06.04

Podpis:

 Chajr-Ad-Din

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=7320

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl