DRUKUJ

 

Normandia 1944, czyli co?

Publikacja:

 04-06-16

Autor:

 tomekzhp
Normandia 1944, czyli co?

Dźwięk syreny wdarł się do sypialni jak zawsze bez ostrzeżenia. Długi, przeciągły ryk wrzynał się bezlitośnie w uszy śpiących żołnierzy.
Jak automaty wstawali z łóżek, zakładali mundury i biorąc broń ze stojaka przy wejściu ruszali biegiem na stanowiska.
Po korytarzu bunkra jak oszalały biegał jeden z oficerów drąc się na całe gardło:
- To nie jest alarm! To jest prawdziwa inwazja! Ruszać tyłki!
Nikt mu nie wierzył. Obsada Wału Atlantyckiego była w pogotowiu od dwóch miesięcy, alarmy zdarzały się co drugi dzień. Żołnierze rutynowo ustawiali się na zbiórkach i drużynami ruszali na wyznaczone pozycje.
Dopiero na miejscu: w okopie na szczycie klifu lub pobliskim bunkrze artyleryjskim, gdy dowódcy drużyn wyjęli lornetki, zobaczyli. Nieprzebrana masa statków płynęła w stronę wybrzeża.
W oddziałach liniowych - przerażenie, w lokalnych sztabach – zaskoczenie, w sztabach dywizji – wielki problem: czy to jest prawdziwa inwazja, czy tylko próba odciągnięcia uwagi od prawdziwego miejsca ataku, od Pa de Calais.

...

Przez kilkanaście minut trwa wyczekiwanie. W końcu plutonowi informują żołnierzy:
- Oni tu naprawdę płyną!
Cały Normandzki odcinek wału ściska mocniej kolby, poprawia oporządzenie, przegląda armaty i moździerze.
Lecz nie tylko oni to robią. W bezpiecznej odległości, poza zasięgiem nadbrzeżnych baterii, do barek schodzą tysiące żołnierzy pierwszego rzutu. Kapelani odmawiają ostatnie modlitwy, dowódcy powtarzają instrukcje:
- Dopóki jesteście na plaży, jesteście zagrożeni. Musicie jak najszybciej ją pokonać i dopaść umocnienia boszów! Macie ich nie oszczędzać, bo od nich też tego nie zaznacie! God save the Queen!
Barki ruszają w stronę brzegu. Rozładowane transportowce odchodzą na tył konwoju, będą czekać na rannych. Teraz do akcji wchodzi ciężki sprzęt: pancerniki, monitory, krążowniki, niszczyciele i wszystko, co ma na pokładzie broń. Podchodzą na odległość strzału, oddają salwę, odpływają. Artyleria Niemców jest wciąż skuteczna.

...

Olbrzymi ryk lecącego pocisku wyrywa przysypiających żołnierzy z letargu. Po chwili następuje wybuch. Pociski najcięższego kalibru roznoszą w pył po kilkanaście metrów okopu lub odłupują olbrzymi kawał bunkra. Piekło właśnie się zaczyna.
Zza pierwszej linii umocnień odzywają się ciężkie kolejowe działa. Zaczynają wstrzeliwać się w podpływające okręty. Lekka artyleria zaczyna ostrzeliwać podpływające coraz bliżej barki desantowe.
Obsługi karabinów maszynowych po raz ostatni przeglądają zamki i zapas amunicji. Fala barek jest coraz bliżej. Wreszcie nadchodzi rozkaz:
- KM-y ognia! Tylko oszczędnie!
Z całego klifu wyskakują języczki ognia. To lufy MG-42 zachłystują się pierwszymi seriami w wojnie na froncie zachodnim.

...

Nagłe zwroty rzucają płynącymi w stronę brzegu żołnierzami. To sternicy usiłują omijać wybuchające pociski. Co chwilę któraś z barek otrzymuje trafienie. Pociski wybuchają wewnątrz lub tuż przy burtach. Są pierwsi ranni.
W końcu nagły wstrząs obwieszcza koniec jazdy. Opada przednia rampa i dowódca barki drze się w niebogłosy:
- Na ląd! Wszyscy na ląd! Ale gazem, bo mi barkę rozwalą!
Pierwszych zbiegających z barki skosiła seria z CKM-u. Pozostali stanęli. Dowódca wciąż krzyczy, żeby wybiegali na ląd. Rusza pierwszych dwóch. Za nimi pozostali. Jakimś cudem udaje im się wyjść i schronić za metalowe zapory przeciwczołgowe. Marna to osłona, właściwie daje tylko komfort psychiczny.
- Strzelać do nich! – woła zza jednej z osłon dowódca którejś drużyny.
Ktoś wychyla się zza przeciwczołgowego jeża i przymierza. Natychmiast trafia go snajper. Kolejnemu udaje się oddać kilka strzałów, jednak też pada.

...

Do brzegu podpływa coraz więcej barek. Obsługi KM-ów nie nadążają z ostrzeliwaniem wszystkich. Celowniczy moździerzy też nie są w stanie podołać. Amerykanie i Anglicy zaczynają podchodzić coraz bliżej. W ruch idą granaty. Lecz atakujących jest tak dużo, że obrońcy nie są wstanie ich powstrzymać.
Dochodzi do walki wręcz w okopach.
Bunkry wciąż się bronią.

...

Do sztabów obydwu armii zaczynają napływać informacje z frontu. Dowodzący desantem generał Eisenhower dowiaduje się o dużych problemach na plażach. Nie ma potwierdzenia skuteczności przeprowadzonych równocześnie z desantem morskim zrzutów spadochroniarzy.
Marszałek Gerd von Rundstedt jest zdezorientowany. Od kilku godzin trwa atak na Normandię, który nie powinien, zdaniem niemieckiego sztabu głównego, w ogóle nastąpić. Uderzenie miało nastąpić w rejonie Pa de Calais, najwęższym przesmyku kanału La Manche. W głębi Francji, o około dwie doby drogi od plaż, czekają pancerne odwody, mające zdławić jakąkolwiek próbę inwazji. Aby je uruchomić potrzeba zgody samego Führera. A Hitler w tym czasie śpi i nikt nie odważy się go obudzić.

...

Na ląd zaczyna docierać ciężki sprzęt. Na piasek wyjeżdżają czołgi, armaty, samochody. Pojawia się coraz więcej żołnierzy. Walki przeniosły się już w głąb lądu. Kolejne barki desantowe podpływają na brzeg, a żołnierze prosto z wody ruszają przez plażę w kierunku wskazanym przez kierujących ruchem żołnierzy żandarmerii.
Saperzy rozminowują i szykują wygodny dla czołgów i innych pojazdów wyjazd z plaż.
Załogi ostatnich niemieckich bunkrów kapitulują po odcięciu od reszty własnych sił i podciągnięciu przez aliantów ciężkiego sprzętu: armat i czołgów.
Wojska niemieckie cofają się na całej linii.

...

- Nie może go pan obudzić?! Jest dziewiąta rano, a ja tu od trzech godzin mam piekło! –darł się do słuchawki Rundstedt
- Führer był wczoraj do późnej nocy na odprawie w sztabie generalnym. Wrócił bardzo zły i poprosił o środki uspokajające. Teraz śpi. Zabronił się budzić – odpowiedział rzeczowo Hans Linge, kamerdyner Hitlera.
- Linge kanalio! Ja mam tutaj inwazję! Jak poczekasz jeszcze pół godziny, to stracimy całą Francję!
- Wódz zabronił się budzić.
- Nie obchodzi mnie to! Ma go pan natychmiast sprowadzić do telefonu! Od tego zależy los rzeszy!
Kłótnia trwała dłuższą chwilę. W końcu jednak Linge poszedł i obudził Hitlera. Na odchodnym dodał tylko:
- Jakby co, to pan kazał go obudzić.
Po kilku minutach w słuchawce odezwał się złowrogi głoś wodza rzeszy:
- Hitler. Słucham?
- Main Führer! Marszałek Gerd von Rundstedt z północnej Francji. Mamy inwazję.
- Co?!
-Alianci zaatakowali w rejonie Normandii.
- O której zaczęli?
- Około trzy godziny temu.
- I ja nic o tym nie wiem!!! Jak mógł pan dopuścić do takiego uchybienia!
- Dzwonię do pana, Main Führer, od dwóch godzin. Jednak Linge dopiero teraz pana obudził.
- Aż by go... Dlaczego nie atakują w Pa de Calais? Przecież tam mieli uderzyć!
- To był blef. Doskonale przygotowany blef, Main Führer.
- Macie ich powstrzymać!
Hałas opadającej słuchawki uwięził kolejne pytanie w piersi marszałka. Trzeba działać bez zgody Hitlera mimo, że grozi to strasznymi konsekwencjami.
- Łącz z dwudziestą pierwszą pancerną. – woła do telefonisty w sąsiednim pokoju.
Po chwili dzwoni telefon.
- Rundstedt.
- Tu sztab 21 dywizji pancernej. Sierżant sztabowy Horst przy telefonie.
- Nie gadaj bzdur, tylko dawaj dowódcę!
Przez chwilę w słuchawce trwa trzask.
- Generał Feuchtinger. Słucham.
- Rundstedt z tej strony! Wie pan co się dzieje?
- Tak. Mamy inwazję. Czołowe oddziały mojej dywizji są związane walką od samego rana.
- A główne siły?!
- Czołgi czekają na rozkaz z Berlina.
- Rozkazu z Berlina nie będzie. Polecam panu wprowadzenie dywizji do walki.
- Nie mogę bez rozkazu sztabu generalnego...
- Ma pan natychmiast wprowadzić dywizję do akcji w rejonie Caen!
- Mam rozkaz ruszać tylko z polecenia Führera.
- Nie obchodzi mnie to. W północnej Francji dowodzę ja! Rozkazuję panu zepchnąć lądujących amerykanów do morza!
- Nie ruszę.
- W takim razie, jest mi bardzo przykro, będę musiał odwołać pana ze stanowiska.
Groźba poskutkowała. Czołgi ruszyły. Było jednak już za późno.
Caen zostało okrążone.

Alianci otworzyli sobie drogę w głąb kontynentu.
Otwarty został drugi front w zachodniej Europie.

Data:

 2004

Podpis:

 Tomek

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=7324

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl