DRUKUJ

 

INNA

Publikacja:

 12-10-17

Autor:

 Zoja
Oplata mnie, uciska, krępuje ruchy, czasami całkowicie nade mną panuje, nie pozwalając na jakiekolwiek działanie. Niekiedy jednak są dni, gdy uścisk się lekko zwalnia, luzuje, daje możliwość głębokiego oddechu... Może odeszło? Może nie wróci? Robię krok do przodu, potem drugi, ośmielona i zachęcona swobodą wyrywam się przed siebie i gdy zaczynam w nieśmiały sposób wierzyć, że odeszło... z impetem odbijam się od muru.

Dotykam go, badam w górę i w dół, niedbale i w bezładzie szukam w nim jakiś luk, choćby maleńkich otworów dających jedynie cień nadziei na stworzenie drogi ucieczki. Mur jest szczelny... szyderczo doskonały... bezwzględnie zimny. Wiem, że moja szamotanina skończy się tak jak zwykle - rezygnacją, zamarciem w bezruchu.

Kolejny raz dałam się nabrać, kolejny raz czuję jak zimne ściany zbliżają się do mnie, zacieśniają swój perfekcyjny uścisk.Nie reaguje paniką, ich chłód mnie wycisza, już nie płaczę - tak dobrze znam ten mechanizm - łzy nic nie zmieniają w jego działaniu.
Znów czuję ucisk, niekiedy palący ból. Jego natężenie jest różne - czasem jest to szybkie ukłucie, czasem długotrwały proces pozbawiający energii. Zawsze jednak zostawi mi jej na tyle, żebym była jeszcze w stanie ukryć przed światem swój stan. Starczy mi jej na "wytworzenie" uśmiechu, przeżycie codzienności kolejnych dni, czasem mam jej na tyle, że stać mnie na żarty i głośny śmiech w towarzystwie. Lecz kiedy jestem sama ze sobą energii brak mi na jakiekolwiek działanie prowadzące do zmiany. Mam jej tylko tyle, żeby zbudować jak z klocków rzeczy i kolory każdego dnia, lecz nie na tyle, by wprawić wszystko w ruch, a potem w tym ruchu uczestniczyć.
Czasem gdy kątem oka spoglądam na innych widzę, ile to daje satysfakcji i radości. Ono mi na to nie pozwala, zakładając ciężkie kajdany wstydu, krępując łańcuchem braku odwagi. Gdy mimo tego próbuję się jeszcze poruszać, buduje mi szczelny mur - zimny, wysoki, potężny, nie do przebycia.

Nauczyłam się już z nim żyć, stało się moją codziennością, raczej nie przyjacielem i kompanem w podróży. Towarzysz - to też zbyt pozytywne słowo. Ono jest trochę jak cień - czasami dumnie kroczy przede mną, czasem stoi przy moim boku, niekiedy pozwala mi przewodzić, trzyma się z tyłu, jednak na tyle blisko, by nie dać o sobie zapomnieć. Są momenty, że chce żyć moim życiem - cholerne poczucie winy, że nie jestem tym, kim mogłabym być!! Ono wie o mnie wszystko...

Data:

 2012

Podpis:

 Zoja

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=73351

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl