DRUKUJ

 

Kryzysowe małżeństwo

Publikacja:

 12-10-19

Autor:

 Zoja
Staż małżeński mamy tyci - tyci, takie tam ot sobie... trzy miesiące. Nie jest to okres, który uprawniałby do stwierdzeń - rutyna, zmęczenie materiału, coś się wypaliło itp., a jednak muszę nasze małżeństwo nazwać kryzysowym. Skąd słowo „muszę” – o dziwo z przyzwoitości, albo przynajmniej, bo tak wypada.

Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że słowo kryzys jest słowem kluczowym, używanym przez wszystkich i wszędzie. Wielkimi smutno-szarymi literami bije do mnie np. z gazet. Nawet jeśli, tak się zdarzy, że akurat nie ma go, w którymś z gazecianych nagłówków, to już w poukładanych skrupulatnie redaktorskich kolumnach jest go co nie miara. Sączy się nawet z między wierszy. Złowieszczym okiem, a nawet ślipiem, łypie na czytającego i sukcesywnie, systematycznie, krok po kroku mości sobie miejsce w jego głowie. Może i wystarczy troszkę odporności i optymizmu, by ów proces zatrzymać, lecz z drugiej strony, czym jest opór skały, wobec siły delikatnego, lecz stałego w swym trwaniu, maleńkiego strumyczka wody? Każdy chyba tę zależności z lekcji geografii zna. Co gdy strumyczek się powiększa? Strumyk, strumień, potok, rwąca rzeka?

To ostanie określenie pasuje nawet do wczorajszego dodatku do Gazety Wyborczej – Europa. Przeczytałam – czy słusznie? Z tych powiedzmy piętnastu stron ciężko wybrać coś, co mówiłoby o czymś innym niż kryzys. W połowie wydania moja irytacja sięgała już niemalże zenitu, przeradzając się powoli w złość, ale chciałam być „dzielna”, nie ulegać emocjom, bo może gdzieś znajdę coś pozytywnego, coś w innym świetle niż ciągle drożejące światło kryzysowe. Niestety większość informacji to swoisty „kryzysowy witraż” – strużkę nawet czystej wiadomości przepuszcza się, lub ogląda przez pryzmat „kryzysowej szyby”. Nadzieja moja żywa była do ostatniej strony – może tu, może coś z innej beczki. Zamarłam – nagłówek – „Kryzysowe menu” – szefowie europejskich restauracji polecają dania za najwyżej pięć euro na osobę!! Jedynym pocieszeniem jest fakt, że przez te piętnaście poprzednich stron byłam tak mocno i dobitnie bombardowana kryzysowymi informacjami, iż wypada mi stwierdzić, że po przeliczeniu euro na złotówki, proponowane obiady nie są aż tak kryzysowe dla przeciętnego Polaka jakby się mogło wydawać. Czyżbym poddała się kryzysowym utyskiwaniom? Sic!
Z całego dodatku chciałabym zapamiętać tylko jedno (dosłownie jedno) zdanie Pana Grzegorza z Lubelszczyzny, który tłumaczy, że kryzysu nie ma. Amen. A czy ja go odczuwam? Po co wyliczać koszta i dogłębnie się zastanawiać spoglądając w portfel? Życie ma to do siebie, że w różnych jego momentach żyje się… różnie. Niestety otaczająca mnie rzeczywistość jest tak bardzo „kryzysowa” w każdej dziedzinie, że dla przyzwoitości muszę stwierdzić kryzysowość domowego budżetu, kryzysowość dalszych życiowo-finansowych perspektyw oraz to, że mam kryzysowe małżeństwo. W zgodzie z tym stwierdzeniem zauważam, że po przeliczeniu zysków i strat ograniczyliśmy z mężem import małżeńskich wartości, ponieważ importerzy są tak „zakryzysowieni”, że grozi to zarażeniem. Eksportujemy też już niewiele, ponieważ trend na rynkach jest zupełnie odwrotny, więc ciężko się przebić choćby z jednym kontenerem pozytywnego towaru, a gdzie by tam mowa o eksporcie na szerszą skalę!

Na szczęście w dobie kryzysu stać nas jeszcze w naszej dwuosobowej firmie na wzajemny „handel” takimi towarami jak myśli, uśmiechy, wsparcie i cały arsenał pozytywnych produktów, a co najważniejsze – stać nas w naszym kryzysowym małżeństwie na filiżankę porannej, smacznej „przegadanej wspólnie” kawy. Pewnie do momenty, póki zaczną nam wmawiać, że to też zbyteczny luksus.

P.S. Panowie i Panie Redaktorzy (Redaktorki – jak ktoś woli) polecam wgłębienie się w sens definicji słowa „placebo”, bo nie śmiem marzyć o skromnym przeciwdziałaniu, czy przykładowych receptach na jakkolwiek działający lek. Społeczeństwo jest Wam tak ufne, że tylko patrzeć jak po kilku artykułach staniemy się znów Zieloną Wyspą.

Data:

 19.10.2012

Podpis:

 Zoja

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=73377

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl