DRUKUJ

 

Do Krainy Wiecznych Łowów

Publikacja:

 12-10-29

Autor:

 AvaWolf
Po ciezkiej chorobie utracilam mojego ukochanego psa Filipa, ktory byl czlonkiem naszej rodziny przez 7 lat.
Bardzo to przezylam i nadal jego prochy stoja w moim domu, na miejscu gdzie codziennie sypial.
Zamierzam je zaniesc do psiego parku, gdzie codziennie biegal luzem, bez smyczy i tam je rozsypac, ale jeszcze do tego nie dojrzalam.

W zwiazku z jego smiercia wydarzyla sie bardzo niezwykla historia.

Mozna ja tylko wytlumaczyc, jesli ktos wierzy w "Kraine Wiecznych Lowow" i inne indianskie legendy i mity.
W jednym z tych mitow indianskich, przedstawiciel z Krainy Wiecznych Lowow przybywa do chorego i daje jemu znak aby za nim podazyl w zaswiaty.
Zreszta takie wierzenia powtarzaja sie w kazdej religii i czesci swiata. Wiekszosc ludzi na swiecie jest przekonana, ze ktos po nich przbedzie. Po kazdego przychodzi ktos inny, niektorzy dostaja list lub maja cos wypisane na scianie, a po polsku - "czarno na bialym".

Ci ktorzy byli juz po drugiej stonie, twierdza, ze widzieli czlonka rodziny w jasno oswietlonym tunelu, kto na nich juz czekal, ale zostali powiadomieni, aby powrocic do zycia i spelnic to co maja wyznaczone.

To samo bylo z Filipem.
Pytalam go wiele razy, czy go uspic, aby go uwolnic od cierpien, ale oczywiscie niczego sie nie dowiedzialam, bo takich umiejetnosci jeszcze nie posiadam.

Pytalam wielu ludzi, lacznie z weterynarzem, ale wszyscy odpowiadali, ze dostane jakis znak. Czekalam wiec, patrzac jak Filip cierpi, dawalam jemu proszki przeciwbolowe, i nadal mialam nadzieje, ze stan jego sie poprawi.
Filip tez nie odchodzil, bo byl wierny (jak pies) i robil to, co ja od niego oczekiwalam. Jak podchodzilam to odwracal glowe i nie patrzyl na mnie jakby dajac mi znak, ze juz nie chce mnie sluchac.
Jak go sparalizowalo, to nie chcial byc wniesiony do domu i tak lezal na trawniku, jakby chcial polaczyc sie z Matka Ziemia. Utworzyl sie pod nim dolek, Filip zrobil sie plaski i cialo jego nie wywyzszalo sie sponad trawnika. Nie chcial jesc.
W nocy wstawalam kilka razy, aby zobaczyc czy jeszcze zyje. Podswiadomie oczekiwalam, ze po prostu zapadnie sie pod ziemie i nie bedzie po nim zadnego sladu.

Koty ukrywaja sie, aby zdechac, inne zwierzeta uciekaja w gleboki las. Indianie i Eskimosi tez oddalaja sie od wioski kiedy czuja nadchodzaca smierc, nawet starzy gorale w Polsce odchodzili na wierchy i tam umierali, aby uwolnic rodzine od smutku i klopotow z pochowkiem.

Po dwoch dniach jednak Filip nie odszedl, kazalam mu wstac i zaczal znowu chodzic i jesc.

Chcialam bardzo aby poczekal, az moj maz i syn wroca z wakacji w Polsce, aby nie myslal, ze oni go opuscili. Jak przyjechali cieszyl sie bardzo, ale potem stan jego sie zacznie pogorszyl i bylo wiadomo, ze koniec jest blisko.

Nadal czekalam na ten znak.
Do tej pory, wszystko wydaje sie, ze byly to moje przypuszczenia i trace poczucie rzeczywistosci.
Wtedy to glowny Lowczy z Krainy Wiecznych Lowow postanowil dac mi znak, ktorego nie moglam juz zignorowac.
Po prostu przyslal wilka, aby Filipa zabrac, i abym ja w koncu zawiozla go do weterynarza, aby go uspic i pozwolic odejsc.

Ponizsze wypadki zaszly 3 wrzesnia.

Filip lezal w budzie na dworzu, ja wyszlam na podworko, aby dac jemu kostki lodu.
Nie mogl podniesc pyska aby sie napic, ale byl w stanie gryzc lod i to jemu dostarczalo wody.
Wtedy zobaczylam tego wilka biegnacego truchtem po naszej ulicy. Bieg wilka jest bardzo charakterystyczny, w tym momencie on nikogo nie goni, przed nikim nie ucieka, nie szweda sie kolo smietnikow czy rozglada za kotami. Nie obsikuje rowniez slupow i drzew, bo nie zaznacza swojego terenu. Nie ma takiej potrzeby, bo nie ma innych wilkow, ktore zagrozilyby odebraniem terenu. Po prostu biegnie, aby gdzies dotrzec i zalatwic jemu tylko wiadoma sprawe.

Mozna powiedziec, ze mnie zatkalo, bo w miescie nie ma zadnych wilkow, oprocz kilku w zoo. W parku kolo rzeki jest rodzina kojotow i nawet jest tablica, zeby na ich terenie prowadzic male psy na smyczy, ale prawie nikt ich nie widzial.
Ja je widzialam, bo poszlam tam z ciekawosci. Jak wiadomo gdzie diabel nie moze lub nie chce, to babe posle. Filip chcial sie z nimi bardzo zaprzyjaznic. Byl duzym psem, potrafi sie obronic, i byl szczepiony na wscieklizne.

Kojoty jednak atakuja cala rodzina i ja nie bylam szczepiona na wscieklizne, a wiadomo, czym to grozi. Podnioslam tak straszny wrzask, ze Filip powrocil, a kojoty uciekly. Potem go kapalam w rekawiczkach i masce, bo kojoty Filipa dosych porzadnie obslinily, nawet mial naderwane ucho. Tak na wszelki wypadek, aby sie nie zarazic. Bylam tez u lekarza pod obserwacja przez dwa miesiace, bo zarazenie wscieklizna od sliny jest mozliwe i wyleganie choroby trwa ponad 30 dni.

Wracajac do wilka. Na pewno nie byl kojotem.

Otworzylam bramke i wilk natychmiast wbiegl na nasz trawnik, jakby na to czekal.
Podbiegl do lezacego Filipa i balam sie, ze moze go zagryzc. Uslyszalam, ze cos skomla do siebie, ale chyba tyko rozmawiali.
Wtedy zobaczylam, ze wilk ma obroze. Byl dosyc chudy i przynioslam jemu psie jedzenie, bo myslalam, ze go zlapie i zadzwonie po hycla.

Nic nie chcial jesc, ale stanal naprzeciw mnie i wpatrywal sie intensywnie w moje oczy.
To juz bylo bardzo dziwne, bo psy, albo sie boja, albo sie lasza, albo sa agresywne.

Nigdy w zyciu zadne zwierze tak sie na mnie nie patrzylo, bo zwierzeta raczej nie patrza sie w oczy. Na pysku mial ciemne znaki, przypominajace barwy wojenne Indian.

Po chwili takiego patrzenia zwiedzil reszte ogrodka, wycofal sie i przelecial przez plot.
Nie przeskoczyl, ale przelecial, jakby zostal przeniesiony niewidzialna i niezwykla moca.
Plot mamy wysoki, z mocnej siatki, zbudowany dla Filipa, a byl on duzym psem, okolo 40 kg. Nidgy nie zdarzylo sie, zeby przeskoczyl taka wysoka przeszkode, pomimo, ze potrafil wbiec na drzewo na wysokosc okolo 1.5 m (oczywiscie nie dlatego, ze chcial sie pokazac, ale po prostuaby zapoznac sie z wiewiorka).
Psy rasy Catahoula Leopard bardzo znane sa z takich umiejetnosci.
Myslalam, ze mam przywidzenie, ale cala sytuacje widzial moj maz i nasz sasiad, ktory wlasnie w tm momencie opowiadal jakies niezwykle historie zwiazane ze smiercia jego kota.

Nastepnego dnia, 4 wrzesnia zawiezlismy Filipa do uspienia. Zamiescilam jego ostatnie zdjecie na Facebook z weterynarzem i jej pracownikami. Wszyscy plakalismy.

Wydaje sie teraz, ze koniec tej opowiesci, ale tak nie jest.

Bylam tak wstrzasnieta, ze natychmiast wszystko opisalam.
Na Internecie szukalam zdjecia wilka, ktory byl podobny do tego, ktorego widzialam. Zaden wizerunek nie bylo podobny do niego.
Dopiero jak wprowadzilam haslo "duch wilka w wierzeniach Indian" (spirit of the wolf in native legends") wyskoczylo nie zdjecie, ale rysunek wilka, najbardziej podobny do tego, ktory przyszedl po Filipa.
Ten rysunek wstawilam do mojego opowiadania.

Opisalam rowniez rozne momenty z zycia Filipa, tak jakby on to mowil i wstawilam jego zdjecia. Pisalam jak szalona, tak jakby sam Filip mi dyktowal, a ja tylko tlumaczylam z psiego jezyka na angielski. Wyszlo tego 18 stron.

Po zakonczeniu opowiadania, o 4 w nocy, dostalam zawalu. Moj maz zadzwonil po karetke i zawieziono mnie do szpitala universyteckiego, ze wszystkimi honorami - reanimacja, monitory, tlen, kroplowka, rozne zastrzyki i zabiegi itp.
Myslalam, ze wtedy dolacze do Filipa, jednak udalo mi sie zostac tutaj.
Mam do wypelnienia jakies zadanie w obecnym zyciu - jeszcze nie wiem jakie. Czekam na znak.

Cala noc i nastepny dzien bylam pod monitorami, tlenem, itp. Mialam kilkakrotnie badanie krwi, rdjecie klatki i serca. Pielegniarki i lekarze biegali kolo mnie jak na filmach z Hollywood.
Chcieli mnie zatrzymac w szpitalu na dalsze badania, ale byl to piatek, wiec poprosilam o przepustke na weekend. Wrocilam w poniedzialek na dalsze badania i mnie wypuscili. Napisali do moich lekarzy i teraz czeka mnie mnostwo roznych ciekawych zajec z przedmiotu kardiologia stosowana.

Opowiadanie o Filipie zatytulowalam "Filip and The Great Wolf", wydrukowalam i pokazywalam roznym ludziom. Wszyscy mowily, ze opowiadanie jest bardzo dobre i mam wspaniala wyobraznie. Nawet nie probowalam wyjasniac, ze to wszystko prawda. Nie chcialam sie narazac, na to, aby za moimy plecami ludzie pukali sie w glowy.

Wszyscy mnie namawiali, abym to gdzies opublikowala. Jestem jednak realistka i wiem, ze nalezaloby to oddac do edycji komus, kto wie jak to poprawic, aby nadawalo sie do druku. Nadal tez robie bledy w angielskim, nie w ortografii, ale gramatyczne i stylistyczne.

Przypadkowo przypomnialam sobie o mojej znajomej. urodzila sie w Kanadzie, ukonczyla tutaj filologie i literature angielska, byla profesorem jezykoznawstwa i literatury na uniwersytecie w Edmonton. Do tego edytuje artykuly i ksiazki.
W dodatku mowi lepiej po polsku niz wiekszosc Polakow.
Rowniez jest uwazana za osobe "dziwna", miala kontakt z Indianami i wierzy w rozne mitologie, wiec nie bedzie miala problemu z trescia opowiadania.

Odnowilam z nia kontakt i poprosilam o edycje tekstu. Dalam jej ten wydruk, lacznie z ilustracjami.

Po kilku dniach przyszla do nas na kolacje. Zaczela cos opowiadac o jakims wilku. Poza jej plecami dalam znac mezowi, ze jest malo delikatna, aby to wszystko mi przypominac.
Wyszlam z jadalni placzac i schronilam sie w kuchni, aby jej nie sluczac.
W koncu zorientowala sie, ze popelnila gafe, przestala gadac i poszla do domu.

Po dwoch tygodniach ta sama pani dzwoni do mnie, ze wie, gdzie jest ten wilk. Wtedy to juz myslalam, ze to ona zwariowala i zapytalam z glupia frant, czy moze go przywiezc.

Bylam wtedy w domu, ktory chce odnowic i sprzedac. Byly ze mna dwie dziewczyny, ktore zatrudnilam, bo nie moglam znalezc zadnego faceta, ktory mialby czas i sluchal moich polecen. Wszyscy wiedza, ze mam zawsze racje i nie lubie jak ktos sie ze mna sprzecza.

Za godzine byla profesorka przyjechala ze swoim znajomym Polakiem i z tym wilkiem.

Znowu mnie zatkalo i myslalam, ze albo mam halucynacje, albo drugi zawal.
Na szczescie te dwie dziewczyny uratowaly mnie, mowiac, ze one tez widza tego wilka.
Przypadkowo mialam aparat przy sobie i zrobilam kilka zdjec, bo chyba juz wtedy zaliczono by mnie do kategorii nieuleczalnych wariatow i ze szpitala nie wyszlabym zbyt szybko.

Po rozmowie ze znajomym profesorki okazalo sie, ze rzeczywiscie to wilk, ktorego kupil od hodowcy wilkow i probowal z niego zrobic psa domowego. Wilk jednak czesto uciekal i probowal wrocic do lasu, bo jak wiadomo tam go ciagnie bardziej niz do jakiejs budy w miescie.
Dom tego Polaka jest w miescie okolo 3.5 km w linii prostej. Wilk musial przekroczyc 20 ulic mniejszych i trzy glowne ulice z czterema pasmami ruchu, gdzie jezdzi bardzo duzo samochodow i autobusow.
Do tej pory zawsze lapal go hycel i odstawial do aresztu, a wlasciciel musial go wykupic, bo hyclom trzeba przeciez zaplacic. Areszt psi tez kosztuje sporo, bo raczej mozna nazwac go hotelem.

Nie tak latwo jednak wydostac sie z naszego miasta, bo jest 8 razy wieksze od Paryza, pomimo, ze mieszka tutaj mniej niz milion ludzi.
Jednak ten wilk ciagle probowal.
Otrzymal tez polecenie od sily wyzszej, aby zawiadomic naszego Filipa, ze musi juz podazyc do Krainy Wiecznych Lowow, z czego wywiazal sie bezblednie, bo nie tylko zawiadomil Filipa, ale rowniez mnie. Na wszelki wypadek zrobil to przy swiadkach, bo ja sama moglabym te wiadomosc ukryc i nadal utrzymywac Filipa przy zyciu.

Tego dnia, kiedy wilk przybyl do mnie (przy pomocy swojego wlasciela - po co biegac jak jest samochod?). Wlasciciel zdecydowal, ze nie uda sie jemu trzymac dzikiego zwierzecia w miescie i zawiezie go poza miasto na farme, gdzie jest podobno szkola dla wilkow i tam adaptuja je do zycia w niewoli. Tak jak Indianskie dzieci zamykano w internatach i probowano odzwyczajac od natury, jezykow indianskich i starych obyczajow.

Czesto jednac sie zdaza, ze uczniowie uciekaja z tej wilczej szkoly i wracaja do lasow laczac sie z kuzynami. I nikt nie ma pretensji, ani do wlascicieli szkoly ani do wilkow i chyba jest to normalne.
Indian tez nie udalo sie wyszkolic. Nauczyli sie tylko alkoholizmu, narkomanii i nalogowego grania. Teraz rzad musi im placic miliony odszodokowan, a wilkow broni tylko garstka dzialaczy zajmujacych sie ochrona zwierzat.

Ksiazka Londona "Zew Krwi" wyjasnia to bardzo przystepnie. Profesorka napewno te ksiazke czytala, ale jej znajomy Polak to chyba nie, bo jakby ja czytal, to by wilka nie kupowal.
Jesli chodzi o ciagle wykupywanie wilka od hycla, to musial tez za kazdym razem placic kare za to, ze pozwolil jemu biegac luzem po miescie, $500 za kazde wykroczenie.

Filip jest juz w Krainie Wiecznych Lowow, ja sobie nie wyrzucam, ze go uspilam za wczesnie, a wilk zwiastun byc moze jest juz na wolnosci.

Ten wilk jest napewno jakims szefem w Krainie Wiecznych Lowow i rzadzi wszystkimi wilkami i psami, ktore tez przeciez pochodza od wilkow. 10,000 lat temu jakis chory wilk polaszczyl sie na kosci wyrzucone do smieci. Od tej pory ludzie wychodowali 400 roznych ras i miliony kundli.
Nasz wilk probuje pewno rzadzic wiewiorkami i kotami, ale nie wiem czy odnosi sukcesy w tej dziedzinie.

Jesli nie bylby tym Wilkiem Nad Wilkami, to chyba jest przypadek, ze na imie mial Zeus, ktory jest najwyzszym z bogow w mitologii greckiej jak rowniez jest uwazany za ojca wszystkich ludzi.
Osobiscie Zeus jest moim ulubionym bogiem greckim. Nawet nie wiedzialam, ze Zeus co 9 lat byl nazywany Wilk-Zeus (Zeus Lykaios) w zwiazku z jakims festiwalem na Wilczej Gorze w poludniowej Grecji.
Dopiero teraz doszlam dlaczego od 18 lat mam ten sam e-mail - avawolf -, i dlaczego wykupilam prywatna rejestracje AVAWOLF, ktora przenosze na kazdy nastepny samochod.

Rasa Filipa, czyli Catahoula Leopard Cur, jest jedna z najbardziej zblizonych genetycznie do dzikich wilkow ze stanu Luizjana, na poludniu Stanow Zjednoczonych.

Chyba tez przypadek!

Wszystko co opisalam zdarzylo sie naprawde, ale gdybym nie miala tekstu, zdjec i swiadkow to nie wiem czy bym sama w to uwierzyla.

Data:

 4 wrzesnia, 2012

Podpis:

 Ava Wolf

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=73443

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl