DRUKUJ

 

Idzie Wiosna, rozdział 33.

Publikacja:

 12-12-06

Autor:

 idzie_wiosna
- Śpisz? - spytałem spoglądając na Joannę, która od jakiegoś już czasu nie odzywała się a teraz, gdy na nią spojrzałem sprawiała wrażenie, że nieznacznie, nieświadomie się uśmiechając smacznie sobie śpi.
- Co? - zaskoczona nagłą zmianą tonu mego głosu, zaskoczona tym pytaniem Wiosna popatrzyła na mnie zaspanymi ale i wyraźnie też zdziwionymi oczyma.
- Pytam, czy śpisz? - uśmiechnąłem się do niej ciepło.
- Zasłuchałam się… - uśmiechnęła się – Mówiłeś tak… że słuchałam cię, jakby to było jakieś słuchowisko w radiu.
- Słuchowisko? – uśmiechnąłem się zaskoczony tym porównaniem.
- Masz talent… - Asia powiedziała to tak, że nie potrafiłem rozpoznać czy kpi sobie teraz ze mnie czy mówi całkiem poważnie.
- Hahaha… - roześmiałem się niezbyt głośno czując, że to jednak jest jakaś drwina ze mnie.
- Nie śmiej się, poważnie to mówię. – Wiosna skwitowała to nagle oziębłym, nagle wyjątkowo rzeczowym głosem i niespodziewanie się uśmiechając spytała – Nigdy nie powiedziałeś Beacie, że ją kochasz?
- Co? – zdziwiłem się.
- Pytam… - uważnie mnie obserwowała – czy jej to powiedziałeś.
- Wtedy, tam w parku? – zdziwiłem się tą nagłą zmianą tematu – Czy może wtedy pod domem?
- Obojętnie gdzie… - Joanna patrzyła cały czas uważnie na mnie – Tak to opowiadałeś, że myślałam sobie …cały czas wydaje mi się, że zależało ci na niej.
- Zależało? – wzruszyłem obojętnie ramionami – Przecież jej nie kochałem…
- To po cholerę latałeś do niej? – coś niepokojącego zabrzmiało w głosie Wiosny.
- A jakoś tak… - wzruszyłem ramionami nie mając pojęcia o co jej chodzi.
- I nie przeszkadzało ci to wcale, że się temu... jak mu tam było... Andrzejkowi chyba, wpieprzyłeś... że szukając pocieszenia, taki biedny i nieszczęśliwy, niezauważany przez Agatę wpieprzyłeś mu się w paradę? - Joanna odezwała się tym razem zdecydowanie głośniej, ziewając przy tym tak sugestywnie, że i ja nie mogłem się powstrzymać przed tym by też nie zaziewać.
- …ale tam, zaraz biedny i nieszczęśliwy! - poczułem się urażony.
- A nie? - Joanna spytała cichym i obojętnym, dziwnie mnie drażniącym głosem.
- Aśka, ale daj spokój! - zdziwiony spojrzałem na Wiosnę - Akurat się tam wpieprzyłem Andrzejkowi... niby w co? jak on wcale… eee, a jakie to ma teraz znaczenie?
- Jakie? – Wiosna uśmiechnęła się ironicznie – Nie wiem jakie… Andrzejka wygryzłeś ale…
- Nikogo nie wygryzłem! – poczułem się dotknięty tym określeniem.
- …ale Beacie i tak nie powiedziałeś, że ją kochasz… - Wiosna dokończyła całkiem nagle rozbudzona, powiedziała to zastanawiając się nad czymś i cały czas się uśmiechając, jednak teraz nie do mnie a chyba do tych swoich myśli.
- Bo przecież jej nie kochałem… - wzruszyłem obojętnie ramionami – Mówiłem to przecież.
- A Justynie powiedziałeś? – Asia dopytywała się tak, jakby to dla niej było coś wyjątkowo ważnego.
- …że niby co? – czułem, że wzrok Wiosny zaczyna mnie peszyć.
- Że ją kochasz. – patrzyła uważnie na mnie.
- Daj spokój… - poruszyłem się nerwowo niebyt mile zaskoczony tą niespodziewaną zmianą tematu.
- A może trzeba było wtedy pójść za Beatą? – Wiosna odezwała się monotonnym, zdawałoby się, że jednak znudzonym głosem. Ignorując moje rozdrażnienie, zapominając tak szybko o Justynie, jak szybko i niespodziewanie o niej pomyślała pytała wyraźnie właśnie nad tym się zastanawiając.
- Ciekawe niby po co… - odburknąłem nagle tracąc ochotę na prowadzenie tej rozmowy.
- Choćby po to, żeby powiedzieć jej, że ją kochasz. – Wiosna powiedziała szybko wykorzystując to, że się zająknąłem i na chwilę umilkłem.
- Aśka… - wysyczałem z irytacją w głosie.
- To której w końcu chciałeś powiedzieć, że ją kochasz? – Joanna wyraźnie zignorowała moje niezadowolenie.
- Żadnej. – warknąłem zdecydowanie już pokazując swoją rozdrażnienie.
- No dobra, przecież nic chyba nie mówię takiego… - powiedziała cicho i choć już myślałem, że dała temu spokój spytała zastanawiając się jednak nad tym – Tylko co wtedy z Agatą?
- Co z Agatą? – patrzyłem zdziwiony na nią czując, że ta rozmowa nie ma najmniejszego sensu.
- No… co by z nią było, co by się stało, - Wiosna celowo chyba dręczyła mnie tym tematem – gdybyś wtedy poszedł z Beatą?
- No właśnie, - starając się dać Asi do zrozumienia, że wcale mnie to nie obchodzi obojętnie wzruszyłem ramionami – coś by się stało?
- Sama nie wiem… - patrzyła zdziwionymi oczyma na mnie.
- Jakoś nie chciały ani zostać razem, ani razem iść na przystanek. -uśmiechnąłem się z przekąsem – To co mogłem zrobić jak nie chciały być razem ze sobą …i ze mną? Zresztą z dwiema na raz i tak nie mógłbym się chyba ożenić…
- Ożenić…? – Asia pokiwała głową – A czemu akurat z Agatą się ożeniłeś a nie z Beatą, skoro już tego Andrzejka, tak…
- Dlaczego? – niepotrzebnie całkiem zaakcentowałem to słowo i starając się nie pokazać po sobie, że ta rozmowa zaczyna mnie wyjątkowo już teraz denerwować tłumaczyłem w miarę spokojnym jednak tonem – Po prostu. Bo ja byłem z Beatą na całkiem tylko koleżeńskich zasadach i nikogo…
- Na całkiem koleżeńskich? – Joanna ironicznie się uśmiechnęła – Przecież tak za nią rozpaczałeś.
- Ja rozpaczałem? – aż mnie na chwilę zatkało.
- Poszła sobie wtedy, po tym koncercie bo tak chciała, bo skoro była taką dobrą przyjaciółką Agaty, to chyba wiedziała o co jej chodzi i wiedziała, że jest tam do niczego nie potrzebna. Po co miała wam przeszkadzać?
- Przeszkadzać? – wzruszyłem ramionami.
- Przeszkadzać, przeszkadzać. – Wiosna mówiła wyjątkowo chyba teraz tym zaintrygowana – Poszła sobie bo tak chciała… i dobrze… Wiedziała co jest grane a ty to nawet teraz …no zupełnie już nie rozumiem po co to przeżywasz!
- Nic nie przeżywam. – poczułem się urażony tym określeniem.
- No. Widzę to właśnie. – Joanna powiedziała sarkastycznym tonem – Obie je kochałeś, czy jak?
- Ale tam… zaraz kochałem… - poczułem, że robi mi się duszno.
- A może nie kochałeś żadnej? – chyba już teraz złośliwie mnie tym męczyła – Co? Bałeś się, że zostaniesz sam i dlatego wmawiałeś sobie, że obie je kochasz? Że nie potrafisz bez nich żyć? A Andrzejkowi oberwało się całkiem przez przypadek?
- Nie ode mnie mu się oberwało. – warknąłem nie potrafiąc się pohamować – Nikogo, jak mówisz, nie wykopywałem, nie wygryzałem. Nie było takiej potrzeby …bo oni, Beata z Andrzejkiem przecież i tak całkiem nie pasowali do siebie.
- Taki jesteś tego pewien? – niespodziewanie opuszczając oczy spytała z ironicznym uśmiechem na ustach.
- Czego? – drgnąłem przestraszony tym niespodziewanym atakiem na mnie.
- Bo z taką pewnością twierdzisz, że nie pasowali do siebie. – pokręciła z niedowierzaniem głową.
- Bo nie pasowali. – obojętnie stwierdziłem chcąc już zakończyć ten temat.
- A ty skąd masz tą pewność? - Joanna spojrzała na mnie też już chyba znudzona tą bezsensowną rozmową, spojrzała jak mi się zdawało chyba nieco sennym już wzrokiem.
- Skąd? – zdziwiłem się nagle całkiem już niepotrzebnie o tym mówiąc - ...bo przecież znałem i Beatę, i Kulchawca ...zbyt dobrze ich przecież znałem.
- Zbyt dobrze... - Asia powtórzyła niczym echo - Zastanowiłeś się choć raz jak on to mógł rozumieć?
- A czy ja przez cały ten czas choć raz zrobiłem z Beatą coś złego? - spytałem po chwili.
- A myślisz, że Kulchawiec o tym wiedział? - najwyraźniej nie dawało to Wiośnie spokoju - Może akurat bał się, że jest całkiem inaczej? Może był na tyle nieśmiały, że wolał sobie odpuścić?
- A co ciebie ten Kulchawiec tak nagle zaczął obchodzić? – zdenerwowałem się.
- Szkoda, że nie obchodził ciebie, jak na okrągło przesiadywałeś u Beaty. – Aśka sarkastycznie pokręciła głową.
- Asia... daj spokój. - westchnąłem z rezygnacją - To wcale nie było tak, jak myślisz.
- Może. - Wiosna powiedziała znów cichym i zdecydowanie pozbawionym jakichś emocji, wręcz wyjątkowo teraz monotonnym głosem - Tylko jakoś mimo wszystko mi go szkoda.
- Przestań... - odczekałem chwilę ale widząc, że Joanna nie ma zamiaru mówić już nic więcej, że znów zamknęła oczy i siedziała nieruchomo sprawiając wrażenie, że śpi powiedziałem całkiem bez zastanowienie – Agata też mnie przecież zawsze wkurzała i… i w zasadzie to sam nawet nie wiem dlaczego to tak to wyszło.
- Jak? –Wiosna spytała nie otwierając nawet oczu.
- Bo Agata chciała mi zrobić na złość. – wzruszyłem ramionami – Zazdrosna może była o Beatę?
- Na złość... - Wiosna westchnęła cicho - Maciu... a nie słyszałeś, że kto się lubi, ten się czubi?
- Ta jasne... czubi... - pokiwałem głową z politowaniem - Nic innego nie robi, tylko czubi... bo nic poza tym... bo przecież... ten jeden... hmm... jakiś tylko epizod... epizod wtedy na balu maturalnym, jak mnie tak całkiem niespodziewanie pocałowała wtedy na estradzie przy wszystkich jakoś tak, sam nie wiem czy bardziej teatralnie, czy tak nie do końca szczerze... epizod, który przecież nie mógł o niczym przesądzać... bo... bo te pocałunki po "Stupid..." to chyba nic innego jednak nie było jak tylko taka zwyczajna ... taka zagrywka pod publiczkę...
- Zagrywka pod publiczkę... - Joanna odezwała się nieco zdziwionym głosem - Ślicznie to nazwałeś, nie ma co...
- A niby jakie to miało znaczenie? - popatrzyłem uważnie na zdawałoby się jeszcze przed chwilą, że śpiącą już i wcale mnie nie słuchająca Wiosnę - Jak inaczej miałem to nazwać skoro później, na tym koncercie w Zamku całkiem mnie olała. Jakie miałem prawo... jakie podstawy, żeby myśleć... żeby na coś liczyć?... żeby mieć nadzieję?... jak później całkiem gdzieś zniknęła na pół roku?





dalszy ciąg znajdziesz na:
http://www.idziewiosna.blox.pl
zapraszam

Data:

 sukcesywnie od 2005 r

Podpis:

 Maciej K.

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=73770

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl