DRUKUJ

 

Na krawędzi chwały---Rozdział1:Niewinna

Publikacja:

 12-12-27

Autor:

 AnneDeVill
17.września.2003r., NY

Ta noc wydawała się taka sama jak wszystkie. Lato już się skończyło, więc kiedy słońce zaczynało chować się za horyzontem, robiło się coraz chłodniej.
Dziewiętnastoletnia dziewczyna siedziała na dachu klubu Night Clubu. Dym z jej papierosa tworzył cieniutką zasłonkę, która zakrywała tożsamość dziewczyny. Jej idealnie pomalowane małe usta idealnie oplatały papieros, zostawiając przy tym ślad na nim.
Wiatr muskał delikatnie odsłonięte w połowie ciało dziewczyny.
Ciemnowłosa kobieta miała na sobie krótką spódniczkę, ledwo zasłaniającą jej zgrabny tyłek, czarny biustonosz i skórzane kozaczki sięgające ponad jej kolano. Był to strój, który zakładała coraz częściej. Niektórym ludziom mówiła, że ta praca to dla niej świetna zabawa, lecz, być może nie przyznając się nawet przed sobą, była dla niej miejscem zapomnienia i źródłem zysku. Wszystko, o czym do tej pory marzyła, i co udawało się jej z czasem osiągnąć, traciła.
-Stephanie! Idziesz?-zapytała, pojawiająca się nagle w drzwiach na dach, Sylvia.
Sylvia była dużo bardziej doświadczona w tej pracy niż Stephanie. Dla niej ta praca była naprawdę przyjemnością i chętnie pozwalała się zapraszać na randki po "występie". Nigdy nie przyznała się Stephanie, że sypia z klientami baru za drobną opłatę, ale Stephanie wiedziała swoje. Stephanie patrząc na rozrywkowe życie Sylvii, przysięgła sobie, że nigdy nie stanie się taka jak ona. Właśnie to stało się żelazną zasadą w jej życiu.
-Taaa... Już schodzę-odpowiedziała jej Stephanie.
Wstała z murku, na którym przez dłuższy czas gościło jej ciało, rzuciła niedopałek
z papierosa i zgniotła go obcasem.
Schodziła powoli po schodach, a odgłos stawianych przez nią kroków roznosił się po całej klatce schodowej.
Weszła do swojej garderoby, w której znajdowała się stara szafa, wieszak, krzesło, malutkie lustereczko i torba z ubraniami, w których miała wrócić do domu.
-Steph... Gorące portfele naszych klientów czekają żebyś pokazała im swoje cycuszki- powiedziała, ponownie pojawiająca się z zaskoczenia, Sylvia. Trzeba przyznać, że ciągłe niespodzianki, szykowane przez Sylvię, coraz bardziej irytowały Stephanie.
-Już!- krzyknęła.
-Wyluzuj, laska!-odparła Sylvia i opuściła pokój.
Stephanie szła długim korytarzem prowadzącym na scenę.
Zawsze wyobrażała sobie, że idąc takim korytarzem dotrze na scenę, gdzie będzie mogła czarować swoich fanów swoim głosem. Niestety rzeczywistość okazała się dla niej wielkim rozczarowaniem.
Wiedziała, że na końcu trafi na scenę, lecz jej fanami będą starsi, żonaci faceci, którzy lata swej świetności mają już dawno za sobą, lub okazjonalnie pojawiające się w klubie lesbijki.
I to właśnie w przypadku tych drugich łamała swoją żelazną zasadę i rozmawiała z nimi po występie. Oczywiście, z żadną z nich nie miała żadnych doświadczeń seksualnych.
Wyszła na scenę i stanęła na jej środku. Pozostawało jej tylko czekać na muzykę. Tego wieczoru miała tańczyć do "In Da Club" 50 Centa. Był to przebój sprzed pięciu miesięcy, lecz prawie nigdy nie tańczyła do obecnie lubianych utworów.
Kiedy tylko rozległy się pierwsze takty, obróciła się plecami do widowni i powoli rytmicznie zaczęła poruszać biodrami, wprawionymi już w te ruchy. Powoli zaczęła obracać się twarzą do publiczności, delikatnie bawiąc się ramiączkami od swojego stanika. Jej ręce zjeżdżały teraz coraz niżej. Jeżeli ktokolwiek myślał, że pozbędzie się spódniczki, nie znał jeszcze Stephanie Gates. Zjechała do zapięcia swoich kozaków i powoli zaczęła je zdejmować, rzucając je następnie w różne części sceny. Zdejmując drugiego buta delikatnie przybliżyła się do jednego z widzów. I poschyliła się nad nim. Powoli przejechała palcem wskazującym po jego twarzy, oblizując się jednocześnie. Chwilę potem za jej spódniczką wylądowało 100 dolarów. Ponownie poszła na środek i wróciła do tańca. Zaczęła bawić się zapięciem od spódniczki, usuwając studolarówkę.Z miejsca jej poprzedniego pobytu. Po rozpięciu spódnica wylądowała na parkiecie. Piosenka kończyła się, więc trzeba było zafundować troszkę emocji, więc Stephanie od razu zaczęła bawić się zapięciem od stanika. Wykonywała jednocześnie piruety na scenie, aby zainteresować bardziej widza. Na koniec, obróciła się plecami do widowni i gdy muzyka się skończyła rozpięła biustonosz uwalniając swoje piersi. Gdy tylko światła zgasły, ubrała stanik i zeszła boso ze sceny. Spojrzała jeszcze raz w stronę publiczności zebranej w barze i ujrzała wśród tłumu zwiastun zbliżającej się kłótni.

Pobiegła do swojej garderoby i zaczęła się szybko ubierać. Wtedy do pokoju wkroczyła Sylvia.
-Mam złe wieści- oznajmiła od progu.
-Widziałam.
-Co zrobisz?
-Chcesz wiedzieć, co teraz zrobię!?- Krzyknęła Stephanie.- Wyjdę stąd jak każdej nocy. Trzymając głowę uniesioną do góry. Bo nie mam się, czego wstydzić. Nie pokazuję na scenie cycków jak inne dziewczyny. Nie sypiam z obcymi facetami. Nie robię niczego złego. To jest moje życie i mam prawo o nim decydować-oznajmiła nieco spokojniej.- I to im powiem- dodała.
-Daję stówę, że tego nie zrobisz - powiedziała Sylvia i wyszła.


Stephanie wychodziła jak zawsze głównym wejściem. Na początku pracy bała się, że ktoś ją rozpozna, lecz okazywało się, że dziewczyna ze sceny całkowicie różni się od tej opuszczającej klub. Była ona zwyczajną, niczym niewyróżniającą się kobietą. Wciąż miała rozpuszczone, ciemne włosy, lecz jej twarz pozbawiona była już ostrego makijażu, a jej ciało skąpego ubioru.
-Powinnaś się wstydzić!- Oznajmiła znajoma jej twarz.- Jak możesz robić coś takiego?
-Nie po to płaciliśmy tyle pieniędzy na twoją szkołę muzyczną, żebyś robiła coś takiego!- Oburzonym głosem, oznajmiła około czterdziestoletnia kobieta.
-Mamo, tato...-Chciała coś powiedzieć, ale niestety jej przerwano?.
-Masz natychmiast odejść z tej pracy!- Rozkazał Jake Gates.
-Nie!- Krzyknęła Stephanie.- Czy możecie mnie wysłuchać, choć raz?
-Mów- odparła matka Stephanie.
-Mam siedzieć w domu i oglądać telewizję, w której są te wszystkie gwiazdy, którymi ja chciałam być, tak? Nie rozumiecie, że moja płyta to klęska. "Grey" sprzedała się tylko w dwustu egzemplarzach, co jest najgorszą rzeczą, jaka mogła się wydarzyć! Wierzyłam, że mogę coś osiągnąć, ale to już nie ma sensu- powiedziała.
-To znajdź inną pracę- powiedział jej ojciec.
-Przecież piszesz scenariusze. Spróbuj może ci się uda-zachęcała ją matka.
-Nie wiem, czy zauważyliście, ale odbywamy taką rozmowę każdego miesiąca i ja wciąż tutaj pracuję- oznajmiła Stephanie.- Ja już po prostu nie mam siły próbować - powiedziała i wyszła, zostawiając rodziców w klubie.


Idąc ulicą zastanawiała się, co powinna zrobić. Wrócić do domu czy iść do jakiegoś baru
i napić się czegoś mocnego. Zdecydowała się na to drugie.
Po wejściu do baru od razu poprosiła o whisky i poinformowała barmana, że będzie później potrzebowała podwózki do domu.
Zalewała swoje smutki kolejnymi szklaneczkami brązowego płynu do czasu aż cały jej świat uległ natychmiastowej poprawie dzięki alkoholowi.
Po kilku minutach dwóch silnych mężczyzn pakowało do auta mocno pijaną Stephanie.

Data:

 2012

Podpis:

 Anne DeVill

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=73931

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl