DRUKUJ

 

Bogactwo? To nie dla mnie.

Publikacja:

 13-06-11

Autor:

 cavelady
Kiedy dziś przypominam sobie, co myślałem kiedyś na temat pieniędzy, to wcale się nie dziwię, że ich nie miałem. Jeszcze dziesięć lat temu myślałem i mówiłem takie rzeczy jak: „Pieniądze szczęścia nie dają.”, „Pieniądze nie są takie ważne”, „Biednemu zawsze wiatr w oczy.”, „ W tym kraju nie da się uczciwe dorobić.”, „Pewnie kradł i oszukiwał, aby mieć taki dom. itp. itd. ” Zresztą nie ma się co dziwić, że miałem takie poglądy. Tak myśleli moi rodzice i moi koledzy i rodzice moich kolegów. I nauczyciele, którzy wmawiali nam, że tylko dzięki ciężkiej pracy (czytaj duuuużo nauki) możemy być kimś i mieć coś. Coś czyli M3 na kredyt, 5 letni samochód i dzwoniący budzik o 5.30 rano, aby iść do biura, sklepu, fabryki, czy gdziekolwiek tam gdzie pracujemy.

Na szczęście (jeszcze wtedy powiedziałbym, że głupi to zawsze ma szczęście) na mojej drodze pojawili się wspaniali ludzie, którzy wywrócili mój świat do góry nogami. Zaczęli od świata wewnętrznego: od moich myśli, przekonań, mojego nastawienia. Powiedzieli mi, że prawo zgodności ”Świat zewnętrzny jest zgodny z twoim światem wewnętrznym” jest nienaruszalne. Jeśli myślę, że pieniądze szczęścia nie dają, to pytanie po co mi one. Nie mam pieniędzy, bo po pierwsze szczęścia i tak mi nie dadzą, po drugie skoro bez nich też można być szczęśliwym, to nie będą się one do mnie pchać. Jeśli myślę o pieniądzach w sposób negatywny, to pieniądze ze mną nie będą. To tak jak z przyjacielem. Jeśli kogoś nie lubię, mam o nim złe zdanie, to czy mogę się z nim przyjaźnić. Spędzać z nim czas, korzystać z jego porad i pomocy? Nie, nie mogę. Dziś traktuję pieniądze jak mojego najlepszego przyjaciela, szanuje je (co nie znaczy, że każdą złotówkę oglądam 10 razy zanim ją wydam) i myślę o nich z czułością i troską. Wiem, ile chcę zarobić każdego miesiąca i planuję co zrobić, aby tyle zarobić. Tak, planuję. I tu was rozczaruję, samo marzenie o pieniądzach i pozytywne nastawienie do nich nie wystarcza, by je mieć. Brain Tracy (do wygooglowania) powiedział „Nie planując, planujesz porażkę.” Jednak bardziej przemawiają do mnie słowa Jima Rohn’a. Kiedy je czytam przed oczami zawsze staje mi śmiejący się klaun, albo paskudny Joker i moja krew zastyga – „Jeśli sam nie zaplanujesz swojego życia prawdopodobnie staniesz się częścią czyjegoś planu. A zgadnij co inni zaplanowali dla Ciebie?”. Na pewno nie zamek ze złota. Co najwyżej jedną komnatę w tym zamku, gdzie będę siedział zamknięty i szył złote szaty dla złego króla. Podobno życie to nie bajka, ale w życiu też zdarzają się cudowne zakończenia. Czego przykładem mogę być ja. No może nie do końca, bo do końca życia zostało mi jeszcze wiele, wiele szczęśliwych lat.
Wracając do tematyki pieniędzy, nie zadowalajmy się byle czym. Nie mówmy: „Och wystarczy mi taka praca, aby było mnie stać na zapłacenie rachunków i jedzenie”. Pamiętajmy, że życie, los czy jakkolwiek to nazwiemy słucha nas i to uważnie. Jeśli chcemy mieć tylko dwa tysiące, to je będziemy mieć, ale już ani złotówki więcej. Niech przykładem tego będzie wiersz Jessie Rittenhouse:

„Negocjowałam z życiem o pensa,
I życie nie dało mi więcej,
Wieczorami błagałam dalej,
Licząc mój skromny dobytek.

Jednak Życie to sprawiedliwy najemca,
Daje Ci to, o co prosisz.
Gdy już raz ustalisz cenę,
Nie musisz się trudzić więcej.

Pracowałam za nędzne grosze,
Tylko po to, by odkryć,
Że życie chętnie da tyle,
Ile od niego zażądam.”

Tak, często skarżymy się na nasz los, mówiąc, że jest niesprawiedliwy. Że „biednemu zawsze wiatr w oczy” i choćbyśmy stawali na głowie, nic z tego, co chcemy nie wyjdzie. I bardzo dobrze bo wcale nie trzeba stawać na głowie, a tylko myśleć i działać z głową.
Wielu z nas wie, że istnieje coś takiego jak samospełniające się przepowiednie. A na pewno wie o tym ktoś, kto jest z wykształcenia psychologiem. Ale mimo tego mówimy różne głupstwa, a potem dziwimy się, że to się stało. Przeczytałem gdzieś, kiedyś takie zdanie (jak najbardziej prawdziwe): „Cały tydzień czekamy na weekend, cały rok na urlop, a całe życie na szczęście.”. I właśnie o pierwszą część zdania mi się rozchodzi. Moja znajoma, notabene właśnie psycholog, przy każdej naszej rozmowie o pracy mówiła ”Jakby to było fajnie, gdyby weekend miał aż trzy dni, a pracowało by się tylko cztery.” I rachu ciach jej marzenie zostało spełnione. Przyszedł kryzys, ustawa antykryzysowa, i zmniejszyli etaty. Tak jak chciała cztery dni w tygodniu pracowała, a trzy wypoczywała. Jedynym minusem tego było to, że płacili jej o 20% mniej, bo tylko za cztery dni pracy a nie za pięć. To tak ku przestrodze, aby się dwa razy zastanowić, zanim wypowie się życzenie.

No dobrze, a wracając do konkretów. Najpierw są marzenia. Każdy z nas o czymś marzy i to od dziecka. Najpierw były to zabawki, potem coraz droższe gadżety, przyjaźnie, miłości, sukcesy. Marzenie to podstawa. Pomyślcie, jeżeli wasze dziecko nie ma żadnych marzeń, to nie wiecie co kupić mu na urodziny. Jeśli ma ich zbyt wiele, też jest problem, bo co jeśli wybierzecie to niewłaściwe, oczywiście w rozumieniu dziecka, marzenie. I np. kupicie mu kolejkę elektryczną (o której też przecież marzyło), a ono powie że wolałoby klocki Lego. Pamiętajcie w rozgrywce z życiem to wy jesteście dzieckiem, dlatego musicie dawać mu jasne wskazówki, co chcecie od niego dostać.
Robert Kiyosaki w jednej ze swoich wspaniałych książek pisze o pięciu rodzajach marzycieli:
1. To ten, który marzy o przeszłości (np. moja mama).
2. Ten, który ma tylko małe marzenia (2 pokoje z kuchni ą i weekendy na działce)
3. Ten, który zrealizował marzenia, a potem do końca życia jest znudzony
4. Ten, który ma wielkie marzenia, ale nie ma planu, jak je zrealizować, więc nie robi nic (zobaczcie jak ważny jest plan!!!)
5. Ten który ma wielkie marzenia, realizuje je, a potem marzy jeszcze o czyś większym! I to właśnie jestem ja!

Ja czyli kto? Nie warto się tu przedstawiać z imienia i nazwiska, bo i tak wam to nic nie powie. Ważne jest to, że jeszcze dziesięć lat temu nie miałem nic, co mógłbym uznać za ważne. Mając trzydzieści lat nadal mieszkałem z rodzicami, miałem kiepsko płatną, najczęściej dorywczą pracę, miałem dziewczynę, która już chyba nie była moją dziewczyną, bo wyjechała w poszukiwaniu lepszego życia. Ale jedno co miałem to chęć zmienienia mojego życia. Ciągle szukałem i byłem otwarty na nowe wyzwania. Ale naprawdę otwarty, a nie tak jak niektórzy: „Jestem otwarty na wszelkie propozycje, ale jeżeli mam coś sprzedawać to dziękuję”. Byłem tak otwarty, że niejednokrotnie się sparzyłem. Poznałem ludzi złych, niegodnych zaufania, ale mimo to nie straciłem wiary w człowieka. Nawysłuchiwałem się od mojego ojca wiele uwag, przykrych komentarzy. Oczywiście nie obyło się bez komentarzy w stylu „Ja w twoim wieku to już miałem rodzinę na utrzymaniu.”, „Ja ciężko pracowałem, to się dorobiłem mieszkania (M3), a wam młodym to się w głowie poprzewracało, zaraz chcielibyście mieć wille.” itp., itd. I kolejna sztandarowa pozycja w rodzicielskich pogawędkach „Popatrz na swoją siostrę.” – czyli stawianie rodzeństwa za wzór. Patrzyłem i płakać mi się chciało. Oczywiście rodzice byli zadowoleni: mąż, własne mieszkanie, no i oczywiście wnuki. Tylko co moja biedna siostra miała z tego życia, ona chyba sama nawet nie wiedziała, że ma jakieś życie. Ciągle tylko oglądała jakieś seriale „M jak miłość” czy „ Na dobre i na złe” i żyła życiem tych ludzi tzn. fikcyjnych postaci. Wyobraźcie sobie, że przy niedzielnym obiedzie, na który siostra przychodziła do rodziców razem ze swoją rodziną, rozmawiało się (czyli mówiły kobiety) o chorobach i potyczkach miłosnych lekarzy z Leśnej Góry! Horror. Na szczęście dziś siostra przejrzała na oczy i zaczęła świadomie żyć i budować swoją przyszłość.

Przypadek, albo raczej moje pozytywne nastawienie i otwartość sprawiły, że trafiłem na spotkanie do firmy VIP G. Uważnie słuchałem, co na spotkaniu było mówione. Nie zadawałem pytań, bo temat był mi obcy i budził jednak wątpliwości. Dochód pasywny, branża wellness. Co to jest i czym się to je. Mimo mej ufności obawiałem się wejść w jakiś podejrzany interes. W końcu trzydziestka na karku i wcześniejsze doświadczenia robiły swoje. Postanowiłem jednak przemyśleć sprawę. Osobie, która ze mną rozmawiała po spotkaniu (dziś jest to mój świetny kumpel), powiedziałem, że się zastanowię i zadzwonię. Staram się nie rzucać słów na wiatr, więc tak zrobiłem. Sprawdziłem to i owo. Przede wszystkim czym jest wellness i dochód pasywny i stwierdziłem, że może warto spróbować. W końcu pieniędzy mam mało, a czasu dużo.
Spotkałem się z moim obecnym sponsorem w kawiarni. Niestety słowo sponsor nie miało wiele wspólnego ze sponsorowaniem mi kawy, ale i tak wyszedłem z tego spotkania na wielki PLUS. Siedzieliśmy tam sześć godzin, aż kelnerka poprosiła nas o opuszczenie lokalu. Ale to było i jest w moim życiu najcenniejsze sześć godzin. Sponsor opowiedział mi o firmie, o biznesie, planie marketingowym, produkcie, własnym rozwoju i możliwościach, które w tamtych czasach wydawały mi się mrzonkami. Dziś są realne i jak najbardziej namacalne w postaci domu, samochodu, konta w banku itp.

Co mnie przekonało, aby wejść do tej firmy? Oto najważniejsze powody:
1. Wchodząc do firmy zobowiązuję się do przestrzegania kilku jasno określonych zasad.
2. Nie muszę inwestować własnych pieniędzy. Brak wpisowego. Na szczęście, mimo moich obaw, to nie była piramida finansowa typu: ja dam 5 tysięcy a za rok dostane 10. Tylko, że te 5 tysięcy, które stanowią mój czysty zysk, są wkładem innej osoby.
3. Świetny produkt dzięki technologii wytwarzania, która na szczęście została opatentowana, więc produkt jest unikalny na skalę światową.
4. No i plan do wykonania wydawał mi się całkiem przystępny. Po pierwsze co miesiąc muszę odsprzedać, odstąpić 15 produktów firmy – może to być moja rodzina, przyjaciele, znajomi, sąsiedzi. Ważne jest to, że jest to produkt, którego potrzebuje każdy i że nie kosztuje on 2 czy 5 tysięcy jak garnki czy cudowne materace. Po drugie muszę znaleźć tylko 5 osób, które będą chciały robić to samo co ja. Od tych 5 osób i kolejnych, które przyjdą do mojej grupy będę miał dochód pasywny. Po 10 latach mój dochód pasywny każdego miesiąca wynosi więcej niż moi rodzice zarabiali w ciągu roku.

Przy takim dochodzie pasywnym spokojnie mogę powiedzieć, że jestem rentierem. Ale to nie znaczy, że nic nie robię. Nadal działam aktywnie w VIP G. Nadal szukam partnerów do pracy, szerzę informacje o firmie, promuję produkt, no i szkolę ludzi. I najważniejsze, że lubię to co robię. Ktoś powiedział kiedyś, że jeśli w pracy lubisz to, co robisz, to znaczy, że w całym życiu nie przepracowałeś ani jednego dnia. Co znaczy, że ja od dziesięciu, no może dziewięciu lat nie pracuję. O czym wcale nie świadczy stan mojego konta.
Oczywiście, że początki były trudne. Ale zawsze kiedy coś mi nie wyszło, kiedy nie osiągnąłem zamierzonego celu, przypominałem sobie, że Edison zanim wynalazł żarówkę dokonał aż 11 tysięcy nieudanych prób. Mimo to nie załamał się i dopiął swego. Żarówka pewnie i tak by była, tylko że nie wiązano by z nią nazwiska Edisona. Tak samo będą ludzie bogaci. Pytanie tylko, czy Ty będziesz wśród nich?

Chciałbym jeszcze zwrócić waszą uwagę na różnice między ludźmi bogatymi i biednymi. I wcale nie chodzi tu o to, co jest widoczne gołym okiem: dom, samochód, ubranie. Chodzi tu o sposób myślenia i spostrzegania świata. Dla przykładu zobaczcie, co kupują ludzie biedni i tzw. klasa średnia, a co ludzie bogaci. Ludzie biedni kupują rzeczy. Kupują rzeczy potrzebne, mniej potrzebne i zupełnie nie potrzebne. Są obstawieni całą masą rzeczy. Mówią, że je kupili bo były tanie. Przykład: sąsiadka moich rodziców, miła lecz nieco dziwna kobieta ma ogromną ilość ubrań i butów. Powiecie: jak niejedna kobieta. Problem polega na tym, że w nich nie chodzi, bo na nią nie pasują. Stale chodzi ubrana w te same rzeczy, a pozostałe leżą w szafie albo na krzesłach, butów jest tyle przy drzwiach, że czasem aż trudno te drzwi otworzyć. Kupuje te rzeczy na rynkach, na ulicy, wyciąga z pudeł z myślą, że je przerobi i będzie je nosiła. Tylko, że nie ma czasu ich przerabiać, bo ciągle biega po rynkach i przynosi nowe rzeczy. A gdyby tak zamiast 10 niepasujących rzeczy, kupiła sobie 1 porządną rzecz normalnie, w sklepie z przymierzalnią. Jednorazowo wydała by więcej, ale za to z korzyścią dla niej. Ludzie z klasy średniej kupują pasywa. Są to domy, samochody, różne sprzęty. Czyli coś, co nie przynosi im zysku tylko stratę. Nie zarabiają na tym, a wydają pieniądze i wydają ich coraz więcej. Ludzie ci zamykają się powoli w błędnym kole. Jeśli kupili mieszkanie na kredyt starają się zarabiać coraz więcej, aby kredyt jak najszybciej spłacić. Kiedy już są blisko osiągnięcia celu marzy im się większe mieszkanie lub dom i znów zaciągają kredyt i znów ciężko pracują, aby go spłacić. Im ciężej ludzie z tej grupy pracują i im więcej zarabiają, tym większą mają potrzebę posiadania nowych, lepszych rzeczy i dlatego wydają na nie coraz więcej pieniędzy. Ludzie bogaci też kupują i to nawet to samo co pozostali. Z tą jednak różnicą, że oni kupują aktywa, czyli coś co przyczyni się do zwiększenia ich majątku. Nawet garnitur i dobrze dobrany krawat może być aktywem, jeśli wykorzystamy go w celu powiększania naszego bogactwa (ale nie tylko rozumianego jako pieniądze).

Ponad to ludzie biedni i ludzie bogaci myślą inaczej. Bogaci myślą w kategoriach jedno i drugie. Biedni „Albo…’ albo” wyznając zasadę, że nie można mieć ciastka i je zjeść. Bogaci „grają” (czyt. – żyją), aby wygrać, dla biednych życie, to gra defensywna Żyją, aby przetrwać. Dla biednych wszelkie trudności, to problem. Dla bogatych to wyzwanie. Każda przeszkoda, która pojawia się w życiu jest sprawdzianem. Zdasz go albo oblejesz. To zależy wyłącznie od Ciebie.

I ostatnia moja rada – jeśli się czegoś boisz zrób to! „Jeśli nie zrobisz tego, czego się obawiasz, strach będzie kontrolował Twoje życie.” (Glenn Ford – aktor)
Moje życie to historia oparta na faktach. Firma VIP G rzeczywiście istnieje i działa w Polsce. Zawsze można się do niej przyłączyć. Jeśli chcesz nauczyć się zarabiać pieniądze sięgnij po takich autorów jak: Brian Tracy, Kim i Robert Kiyosaki czy Harv Eker. Lecz pamiętaj, że ksiązki to tylko teoria, najważniejsze jest działanie. Ja zarządzać pieniędzmi nauczyłem się za pomocą Metody Słoików. Chcesz wiedzieć co to takiego. Napisz.

Data:

 czerwiec 2013r.

Podpis:

 cavelady

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=75204

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl