DRUKUJ

 

Idzie Wiosna, rozdział 36.

Publikacja:

 13-08-24

Autor:

 idzie_wiosna
- A ty co taki obładowany tymi reklamówkami jak wielbłąd? - matka przywitała nas wychodząc z kuchni jak tylko zamknąłem za sobą wejściowe drzwi.
- Jak juczny wielbłąd. - poprawiłem ją cicho zbyt przecież dobrze pamiętając matki ulubione powiedzenie, choć zazwyczaj stosowane tylko wtedy, gdy to matka musiała coś nieść i dopowiedziałem znacznie już głośniej - A już miałem nadzieję, że nie ma cię w domu.
- Co to? - matka najwyraźniej zignorowała zupełnie to co powiedziałem bo spojrzała na trzymany przez Asię w ręku długi, czarny parasol i spytała za zdziwieniem - Padało w Szczecinie?
- Nie, nie padało. Byliśmy na zakupach. - Joanna odpowiedziała w dziwnym nagle pośpiechu wyrzucając z siebie te dwa zdania i spojrzała na mnie karcącym wzrokiem po czym odwracając się w kierunku szafy postawiła parasol opierając go wygiętą, drewnianą rączką o ścianę i dopowiedziała w normalnym już tempie - Połaziliśmy sobie trochę w Szczecinie po takim sklepie, po "Geant'cie".
- Boże, jak ja dawno nie byłam w Szczecinie na zakupach... - matka powiedziała z wyraźnym niedowierzaniem i po chwili, normalnym już głosem spytała uważnie cały czas przyglądając się otwierającej właśnie szafę i stojącej już bokiem do niej dziewczynie - A co z lekarzem?
- Też byliśmy. - Joanna wyciągnęła swoje, czy może raczej te, które pozostały tu po Agacie kapcie i pochylając się zaczęła ściągać kozaki - Z samego rana.
- I co? - matka spojrzała na mnie takim wzrokiem jakby miała zamiar powiedzieć mi coś niezbyt miłego - Bo jakoś tak mówisz Asiu, jakby to zakupy były najważniejsze.
- Przestań... - wymamrotałem pod nosem niezadowolony z matki zachowania - Już zaczynasz?
- Zaczynam? - matka uśmiechnęła się ironicznie - Chcę po prostu wiedzieć, czy to co niby Asi jest to coś poważnego.
- Ta... chcesz wiedzieć co to niby jest. - odburknąłem rozdrażniony matki obecnością - Jasne. I od razu zaczynasz gadać... te swoje...
- Nic nie zaczynam. - matka znów wpatrzyła się w Joannę najwyraźniej całkowicie mnie już teraz ignorując - Po prostu chciałabym wiedzieć, no ale...
- Żeby zaraz polecieć z tym do Kondziółkowej? - chciałem choć w ten sposób dokuczyć matce.
- Lekarz... ten profesor w Szczecinie, co ta wasza sąsiadka go poleciła... - Joanna zaczęła mówić pochylona, wpatrzona z zaskakującą uwagą w czubki swoich butów, które wciąż jeszcze z mozołem zdejmowała - Ta lekarz, co to byliśmy u niej wczoraj... z Maćkiem... i co umówiła mnie z tym profesorem... w Szczecinie...
- No przecież wiem. - matka ponagliła Wiosnę gdy dziewczyna biorąc głębszy oddech na chwilę umilkła.
- Ale nic mi szczególnego nie powiedział. - Asia wyraźnie speszona wyrzuciła to zdanie z siebie jednym tchem.
- Jak nie powiedział? - matka zrobiła niezadowoloną minę - Nie miał czasu czy co, że nic nie powiedział? Aha, że nie przyjął, znaczy się? A bo Maciek to mógł zadzwonić i umówić się z nim na jakiś konkretny termin a nie tak na wariata... Wiedziałam, że to tak będzie ale przecież jak się mu nie powie to sam już nie pomyśli...
- Daj spokój. - przerwałem matce stanowczym choć wyraźnie rozdrażnionym głosem - I po co tyle gadasz? Może posłuchaj uważniej tego co Asia mówi a nie gadasz niepotrzebnie i gadasz, chyba tylko po to, żeby sobie pogadać...
- Nie, nie... - Wiosna spojrzała na mnie zdziwiona najwyraźniej moim nagłym wybuchem - Przyjął mnie przecież. Zbadał. Musiałam zrobić rezonans, może jeszcze jakieś badania będą potrzebne i dopiero wtedy może będzie wiadomo skąd te cholerne bóle głowy się biorą... może wtedy powie mi co to jest, bo jak na razie to powiedział tylko, że niczego nie można wykluczyć...
- Aha. - matka pokiwała ze zrozumieniem głową i nagle, całkiem niespodziewanie zmieniła temat - Będziecie teraz jeść? Zrobiłam kotlety... no i rosół przecież jeszcze jest, ten wczorajszy.
- W zasadzie to jedliśmy tam... - Joanna odstawiła w końcu swoje buty do szafy, delikatnie, jakby bała się narobić jakiegoś, najmniejszego choćby tylko hałasu zasunęła jej drzwi i popatrzyła w moją stronę najwyraźniej we mnie szukając teraz wsparcia - Tam, w tym całym "Geant'cie" jest KFC.
- Matko święta. KFC... - matka westchnęła z rezygnacją - To trzeba było powiedzieć, zrobiłabym przecież kurczaka.
- Nie chodzi o kurczaka. - wpatrywałem się obojętnym wzrokiem jak Joanna wciąż jeszcze zakłada kapcie i coś tam przy nich uparcie poprawia, jak się w końcu wyprostowuje patrząc na mnie nieco chyba wystraszonym wzrokiem - Czasem trzeba gdzieś wyjść, gdzieś pójść i wcale nie ma to znaczenia czy można coś zrobić w domu.
- A ty co tak stoisz i czekasz na coś, nie wiem na co, jak żyd na skórki? - barwa matki głosu nagle zrobiła się zimna i wyjątkowo apatyczna - Na co czekasz z tymi butami?
- Na co? - zaskoczony tym pytaniem nie wiedziałem w pierwszej chwili co mam powiedzieć - Bo... zaraz wychodzimy.
- Wychodzimy? - Wiosna zaskoczona tym co usłyszała spojrzała na mnie zdziwionymi oczami.
- Chyba nie masz zamiaru mi tu człapać po domu w buciorach. - mama dokończyła swoją kwestię tak, jakby nie usłyszała tego co powiedziałem.
- Chyba stoję w miejscu, nigdzie nie człapię. - odpyskowałem przybierając jej styl mówienia.
- Ale przestań Maciek się wydurniać i ściągaj mi zaraz te buty.
- Jasne. - nie schylając się zacząłem zdejmować swoje obuwie - To jest priorytetowa sprawa.
- No tak... bo jakbyś choć raz się wziął za porządki to może nabrałbyś trochę szacunku do tego co inni robią. Ale ty oczywiście wolisz sobie bimbać i nic nie robić. - matka z rezygnacją machnęła ręką.
- O co ci chodzi? - spytałem prowokująco.
- O co ci chodzi... Bo gadasz coś niepotrzebnie. Wychodzimy! Akurat. - zamruczała z wyraźną niechęcią pod nosem - Ledwo przyszli a już od razu niby gdzieś wychodzą.
- Jedno drugiemu nie przeczy. - powiedziałem stanowczym tonem - Chyba mi nie zabronisz wyjść jak mamy na to ochotę?
- To co tam, w tym "Geant'cie" kupiliście ciekawego? - matka zmieniając ton głosu na znów miękki i w tej swojej nagłej łagodności nie do końca szczery przeniosła wzrok na stojącą wciąż przy szafie Joannę zostawiając moje pytanie bez odpowiedzi.
- No... - Joanna uśmiechnęła się do niej i poruszyła niezbyt pewnie, sprawiając tym ruchem wrażenie, że chce już chyba pójść do swojego pokoju by może trochę odpocząć po tej całej wyprawie do Szczecina - Takie tam różne... Bo tak sobie pomyślałam... bo wczoraj rozmawialiśmy o tej skórzanej spódniczce Agaty... no i właśnie... i kupiłam tam do niej... w Orsey'u... taki właśnie czarny sweterek... golfik taki i do tego jeszcze... bo jak miałabym ją założyć i gdzieś może w niej wyjść... takie fajne botki... też czarne, bo te moje białe kozaki to przecież całkiem by już nie pasowały...
- O matko. - mama spojrzała na mnie ze zdziwieniem ale szybko, jakby nagle o czymś sobie przypomniała przeniosła wzrok niżej i wpatrzyła się w reklamówki, które cały czas trzymałem w rękach - Wszystko tylko czarne?
- Agata też ubierała się na czarno, - nie wiem po co to powiedziałem - i to nie tylko wtedy gdy zakładała tą spódniczkę.
- Agata. Jej to akurat dobrze było w czarnym. - matka wyrzuciła z siebie - Bo Agata umiała się ubrać. Zawsze miło było na nią popatrzeć.
- Hahaha... - roześmiałem się głośno - No co ty nie powiesz? Szkoda, że jakoś nigdy jej tego nie powiedziałaś. Przestań już bredzić, bo aż głupio cię słuchać.
- A ten parasol to sobie kupiłaś? - matka nie zareagowała na to co powiedziałem - Czy to może Maćka? Czarny i taki... wygląda mi na męski...
- Spodobał mi się. - Wiosna wzruszyła ramionami.
- Przez tą długą metalowa szpilę? - spytałem uśmiechając się do niej - Dłuższą nawet niż obcasy tych twoich białych kozaków?
- Oj, daj Maciek spokój... - Joanna nieco się speszyła ale mówiła dalej - Pomyślałam, że może czas już coś zmienić. Dać sobie spokój z tymi różami i zobaczyć jak będę wyglądać... spróbować może jak się będę czuć w czarnych ciuchach... bo skoro mam założyć tą spódniczkę Agaty, to...
- Eee... Myślę, że na pewno o wiele lepiej. - mama uśmiechnęła się do niej ciepło - I co? Też tak całkiem na czarno chcesz się Asiu teraz ubierać?
- Też? - nie mogłem się opanować - Nie rozumiem do czego mamo teraz pijesz?
- Przecież Asia sama powiedziała, że wszystko kupiła sobie tylko w czarnym kolorze. - matka uśmiechnęła się wyraźnie zadowolona, że zadałem to pytanie, że celowo mnie sprowokowała a ja odezwałem się właśnie tak jak tego oczekiwała.
- Nie wszystko czarne. - ruszyłem w stronę schodów chcąc zakończyć tą, prowadzoną w przedpokoju zbyt już chyba długo rozmowę - Rajstopy na przykład kupiliśmy beżowe, cieliste... nie czarne.
- A co ty z tymi rajstopami tak? - matka przerwała mi zadając pytanie znów tym, zbyt dobrze mi już znanym, wyraźnie niechętnym mi głosem - Kapcie weź załóż a nie łazisz mi tu w samych skarpetkach.
- Z rajstopami? - zdziwiony spojrzałem na nią.
- Dwie pary już leżą na górze przecież.
- To będą teraz leżeć cztery. - odparłem z naciskiem - Tamte niezbyt się Asi podobały.
- A to czemu? - mama spojrzała zdziwiona na Wiosnę - Fajne przecież takie, szykowne i ze szwem z tyłu, zawsze mi się takie wyjątkowo podobały... jak u kogoś na nogach widziałam.
- Nie no... - Wiosna odezwała się cicho wciąż jeszcze stojąc przy szafie i przyzwalając w ten sposób matce stojącej na wprost niej na to, by ta cały czas nieprzerwanie gadała - Też mogą przecież być ale do tej skórzanej spódniczki... Agaty... to pomyślałam sobie, że lepiej będzie jak założę jakieś jasne. żeby nie całkiem już tak na czarno to może taki właśnie akcent... A tamte... te ze szwem, to akurat będą mi pasowały do takiej spódniczki co ją sobie we Wrocławiu kupiłam i mam zamiar ją założyć jak pójdziemy w Lądku na wesele...
- A co ty tak cały czas podkreślasz, że to Agaty spódniczka? - w głosie matki słychać było zdziwienie - Skoro Maciek ci ją dał, to teraz jest już chyba twoja...
- Maciek ci ją dał... - powtórzyłem z wyraźną ironią - Bo jak zaczęłaś wczoraj nie wiem po co paplać coś o niej cały czas to... to niby czemu miałem nie dać?
- No tak... - Joanna opuściła głowę i odezwała się nieśmiało - ale Maciek kupił ją przecież... nie mnie tylko... Agacie.
- Agacie, Agacie... - matka wyrzuciła z siebie z jakąś zaskakująca niechęcią - Tylko Agaty przecież...





dalszy ciąg znajdziesz na:
http://www.idziewiosna.blox.pl
zapraszam

Data:

 sukcesywnie od 2005 r

Podpis:

 Maciej K.

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=75584

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl