DRUKUJ

 

Ostatni świadkowie

Publikacja:

 04-07-14

Autor:

 Mordred
Ostatni świadkowie

... Czy to on?...
... Niemożliwe. Ten słaby starzec?...
... Ależ tak, to on. Poznaję po oczach...
... Rzeczywiście. Dużo przeszedł, ale oczy pozostały te same...
... To oczy...

Nie chciał tego słuchać, ale wiedział, że musi stanąć z przeszłością twarzą w twarz. Przez ponad sześćdziesiąt lat te głosy nie dawały mu spokoju. Gdziekolwiek próbował przed nimi uciec, tam zawsze go prześladowały. Postanowił tutaj powrócić, aby je uciszyć. Lecz teraz oskarżenia wydawały się głośniejsze niż kiedykolwiek. Raniły niczym tysiące ostrych igieł.

... To oczy kata... ludobójcy... BESTII
... Myślałeś, że zapomnimy?!...
... Morderca zawsze wraca na miejsce zbrodnii...
... OPRAWCO... ZABÓJCO... SKĄPANY W LUDZKIEJ KRWI....
.... MORDERCOZBRODNIARZUBESTIO!!!...

Ostatnie wyrazy zlały się w jedno oskarżenie. Głowa niemal eksplodowała mu z bólu. Walczył ze sobą, żeby nie upaść na ziemię. Był głupcem licząc, że uzyska cokolwiek wracając w to miejsce. ONE ciągle pamiętały. Drzewa katyńskie... Były w tutaj wiosną 1941 roku. Widziały wszystko dokładnie... Ostatni świadkowie... ONE nie pozwolą mu zapomnieć...

- Wysłuchajcie mnie- zdołał wyszeptać, pomimo ogromnego bólu jaki czuł pod czaszką- Ostatni raz...

Nie sądził, by jego prośby coś wskórały. A jednak. Ból zelżał na tyle, że mógł spokojnie myśleć. Musiał raz na zawsze zmierzyć się z widmami przeszłości... Ciągle widział wszystko bardzo wyraźnie...
Najpierw kazali wykopać więźniom doły. Następnie powiedzieli, aby uklęknęli. Każdy z żołnierzy strzelał w tył głowy. Wystarczyła jedna kula. Lekkie pociągnięcie za spust i ledwie słyszalny przy ogólnym zamieszaniu odgłos wystrzału. Ofiary wpadały do wykopanych własnoręcznie grobów. Szybka, łatwa i dobrze wykonana robota... Żaden z więźniów się nie bronił... Było dla nich bez różnicy czy zginął na miejscu, czy podczas próby ucieczki...
Ilu dokładnie zabił? Dziesięciu? Pięćdziesięciu? Stu? Nieważne. I tak był mordercą. Nie pamiętał liczby ofiar, ich imion, ani twarzy. Poza jedną...
Podszedł by strzelić do kolejnego więźnia i wtedy usłyszał cichy głos, który powiedział: Przebaczam. Ofiara patrzyła prosto w oczy swojego oprawcy, a po jej policzku spłynęła niewielka łza. Łza litości. Wiedział, że więzień płacze właśnie nad jego zbrodnią. Strzelił szybko. Tym razem dwukrotnie, aby zagłuszyć ostatnie słowa zabitego...
Do końca życia zapamięta tę twarz, to pełne litości spojrzenie i wylaną za niego łzę.
Przebaczam...

Nie. On nie zasłużył na przebaczenie. Mógł się tłumaczyć, że takie były rozkazy, że musiał zabijać... Jednak czuł, iż to nie do końca prawda. Zawsze jest inne wyjście, ale on nie chciał z niego skorzystać.
Od kiedy stał się mordercą, nie było dla niego miejsca, gdzie mógłby się ukryć. Wszędzie dostrzegał pełne wyrzutów spojrzenia. Wydawało mu się, że wszyscy wiedzieli o jego zbrodni. Niemal każdej nocy budził się z krzykiem na ustach, słysząc obwiniające szepty. To były te same głosy, które dziś wypełniały jego myśli. Szmery katyńskich drzew...
Kilka razy chciał się zabić. Podciąć sobie żyły lub powiesić się. Jednak był zbyt wielkim tchórzem. Przecież tylko tchórz strzela do niewinnych i bezbronnych ludzi. Ale teraz przestał bać się śmierci. Czuł, że może mu ona przynieść jedynie ukojenie. Nie lękał się również piekła, bo nie mogło być ono większą udręką, niż ta, która przeżywał każdego dnia przez ostatnie sześćdziesiąt lat. Teraz nadeszła pora, aby wyrównać rachunki z przeszłością.

- Chcę oddać coś, na co nie zasłużyłem. Coś, co należy do ludzi, których skrzywdziłem- szepnął otaczającym go drzewom, a łza która wypłynęła z jego oka, padła na przesiąkniętą krwią ziemię- Oddaję wam wasze łzy. Nie jestem ich godny. I chcę powiedzieć, że żałuję...

To wszystko. Zwrócił dług. Teraz mógł odejść. Obrócił się chcąc opuścić to miejsce.
... Oni już dawno Ci przebaczyli...
... Nie możesz tego zmienić...
Dawniej pewnie ucieszyłby się z tej wiadomości. Lecz teraz czuł jedynie spokój. Na jego twarzy zagościł gorzki uśmiech.

- Kiedyś, ktoś mi powiedział, że teraźniejszość nie może istnieć bez przeszłości... Wiem, że Oni przebaczyli. Ale czy współcześni kiedykolwiek darują?

Cisza trwała długo. Sądził, że nie niczego się już nie dowie, ale głosy odezwały się po raz ostatni.
... To prawda... Teraźniejszość ciągle żyje przeszłością...
Odszedł strapiony, gdyż uznał to za wystarczającą odpowiedź.

Data:

 kiedyś tam

Podpis:

 Mordred

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=7798

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl