DRUKUJ

 

Idzie Wiosna, strona 40.

Publikacja:

 15-03-31

Autor:

 idzie_wiosna
Siedziałem na betonowym bloku falochronu wpatrując się w morze monotonnie falujące w dole, tuż poniżej moich zwisających od dłuższego już czasu nieruchomo nóg. Zupełnie mechanicznie, wcale o tym nie myśląc, wcale tego nie planując przyszedłem tu. Wyszedłem z domu nie zastanawiając się nad tym co robię. Nie mając może ochoty na to, by siedzieć teraz sam w swoim pokoju, wstydząc się tego co powiedziałem, co bez sensu paplałem na schodach, a też czując może i jakąś wyjątkową chęć by być teraz z dala od Aśki, z dala od matki, z dala od tych wszystkich, tak dobrze mi znanych przedmiotów wypełniających mój pokój i poszedłem przed siebie. W zasadzie, to wcale nad tym się nie zastanawiając, zupełnie przypadkowo skierowałem się na schody wychodząc z toalety, gdzie musiałem pozbyć się tego wszystkiego co wyjątkowo nie dawało mi akurat dzisiaj, akurat teraz spokoju, co wyjątkowo już swoją obecnością męczyło mój żołądek, mimo wszystko mając chyba jeszcze świadomość tego, że w domu nie tylko była matka, ale że w pokoju obok była przecież Aśka i słyszała to wszystko, co się ze mną działo.
Szedłem dobrze mi znaną, nie raz przemierzaną drogą zupełnie nie zastanawiając się nad tym dokąd idę, znając ją tak dobrze, że mógłbym nawet iść z zawiązanymi oczami. Ha, wcale chyba i nie wiedząc, nie zdając sobie sprawy z tego, że wyszedłem z domu i poszedłem gdzieś przed siebie, poszedłem jak już dawniej, jak parę lat temu często mi się to zdarzało. Szedłem tak, wyjątkowo obojętnym krokiem uparcie trzymając zabrany z domu sweter w ręce tak samo, jak trzymałem go niosąc wcześniej tylko po to, bo gdyby Asi zrobiło się zimno to mogłaby go założyć. Wziąłem go zupełnie nie zastanawiając się nad tym co robię, jakby niesienie tego swetra było dla mnie czymś oczywistym, jakbym bez niego nie mógł wyjść z domu.
Szedłem tak, wcale się nie spiesząc, idąc powoli, krok za krokiem, co jakiś czas zatrzymując się i próbując ulżyć wciąż nie dającemu mi spokoju żołądkowi, w którym poza spienioną żółcią nie znajdowało się już zupełnie nic aż znalazłem się tu i czując, że jest mi zimno założyłem w końcu ten całe niemal popołudnie i wieczór zajmujący moją uwagę, niczym jakiś wyjątkowy talizman sweter.
Przyszedłem i siedziałem teraz wbity w gruby i ciepły sweter, który jednak wcale mnie nie rozgrzewał przysypiając i budząc się od czasu do czasu na tym miejscu, w którym wiele już razy, o różnych porach dnia a zwłaszcza nocy lubiłem sobie w samotności przemyśliwać jakieś męczące mnie, nie dające mi spokoju sprawy, odpocząć tu od problemów, które mnie jakoś tak zbyt może często nękały, albo tak po prostu, by pośród nocy posiedzieć sobie wpatrując się obojętnym wzrokiem, często nawet zupełnie go nie widząc w czasem smętnie szumiące, czasem huczące i kipiące wściekłością morze.
Niekiedy spienione, z wściekłością bijące w leżącą na jego drodze betonową przeszkodę i towarzyszące jej żelbetonowe rozgwiazdy, bryzgające zimną, słoną wodą tak, że strach było bliżej podejść, niekiedy spokojne, jakby śpiące kamiennym, lodowato zimnym snem a niekiedy, tak jak dziś łagodnie, wręcz monotonnie falujące, uspokajające niemal niesłyszalnym szumem i odbijającym się w nim, łamiącym się na jego falach, poszarpanym, porozrywanym grzbietami tych fal światłem księżyca.
Uśmiechnąłem się nagle przypominając sobie jak Joanna uciekła przede mną jakby nagle zaczęła się czegoś obawiać, jakby zaczęła się mnie bać. Jakby próbowała na mnie może odreagować to zbyt natrętne chyba jednak zachowanie Bartka. Jakbym to ja był tu czemuś winien. Jakby to była moja wina, że Bartek właśnie taki jest, że czasem jego zachowanie, zwłaszcza po alkoholu staje się męczące.
Ja go przecież zbyt dobrze znałem i wiedziałem, że to tylko taka nic nie znacząca gadka, takie zgrywanie się faceta, któremu jakoś nie ułożyło się w życiu, faceta z kompleksami, że on tylko gada a przecież jakby przyszło co do czego, to z pewnością nie zrobiłby Asi nic złego. Wiedziałem o tym i dlatego wcale nie zwracałem uwagi na to co mówi, nie reagowałem na jego teksty.
…czyżby to uraziło Joannę? - zastanawiając się nad tym uśmiechnąłem się mimo woli - …ta moja obojętność na zachowanie Bartka?
A może Wiosna obraziła się jednak na mnie? Nie na Bartka a właśnie na mnie? Wkurzyło ją może to, że tak natrętnie przyglądałem się jej na schodach? Że coś niezbyt składnie, sam już dokładnie nie wiem nawet co próbowałem później, w domu do niej mówić?
Zamknęła się w swoim pokoju jakby obrażona na mnie, jakby podejrzewała mnie, że mam zamiar coś złego jej zrobić, jakby jeszcze nie nabrała do mnie zaufania.
…no fakt. - poczułem złość na samego siebie.
Przez moment może i myślałem o tym, może i miałem zamiar zrobić, może właśnie dzisiaj to, co jakoś od samego początku chciałem. Chciałem i choć przecież nieraz miałem akurat na to wyjątkową ochotę, pragnąłem wręcz tego to jednocześnie jak jakiś gówniarz bałem się. Nadmiar wypitego alkoholu najwyraźniej sprawił, że przez jakiś czas stałem się bardziej odważny i zdecydowany by właśnie teraz, spity, wyjątkowo mocno kochać się z nią. Może i całkiem nieświadomie nagadałem jej jakichś cholernych bzdur?
Właśnie wtedy, jak stała na schodach to chciałem zrobić to coś, co przecież w jakiś szczególny sposób by nas złączyło. Chciałem to zrobić ale przecież nie tak nachalnie, nie na siłę, nie wbrew jej woli bo wtedy efekt moich poczynań mógłby być z pewnością zupełnie przeciwny. Nie każdy z pewnością lubi kochać się w taki sposób, nieco może i perwersyjny. Kochać tak, jak kiedyś kochałem się z Agatą a tak właśnie chciałbym się kochać i teraz, z nią, z Joanną. Bo przecież wyjątkowo mi się podobało kochać się tak, odgrywać te jakieś niepokojące na pierwszy rzut oka scenki, może i trochę brutalne, takie że ktoś patrzący z boku mógłby odnieść wrażenie, że robię to wbrew woli dziewczyny, że robię to, zmuszając ją by zupełnie tego nie chcąc kochała się ze mną.
Z pewnością, a czułem to z każdym dniem coraz wyraźniej, gdybym tylko odważył się zrobić to właśnie na siłę, udając przecież tylko, że zmuszam Aśkę do kochania się ze mną, ale jednak może wbrew jej woli, zaskakując z pewnością niczego nie rozumiejącą dziewczynę, nie pojmującą mego zachowania i tego, że to tylko taka gra, to nie złączyłoby to nas a wręcz przeciwnie rozdzieliło. I to rozdzieliło definitywnie. Aśka to mimo wszystko nie jest Agata.
Ale z pewnością nigdy, a na pewno też i wczoraj nie dałem nic po sobie poznać, że takie to właśnie myśli mnie nachodzą, że wypity w zbyt jednak dużej ilości alkohol spowodował, że wyjątkowo miałem przez jakiś czas ochotę na to, choć może i nie byłbym w stanie... by kochać się tak, jak kiedyś kochałem się z Agatą.
…u licha, - poruszyłem się nerwowo - niczym się przecież nie zdradziłem o czym myślę.
Nie było przecież tego widać, że tam na schodach miałem wyjątkową już ochotę na to, by właśnie dziś, właśnie wtedy przespać się z Joanną. Przespać zachowując się jednak stanowczo zbyt brutalnie, jak na nasz pierwszy raz.
…przespać. - westchnąłem z rezygnacją - …litości, co za idiotyczne określenie.
Przespać się może dokładnie tak, jak robiłem... jak robiliśmy to z Agatą kiedyś... nie tak przecież dawno temu, i w tym właśnie domu ale czy Aśka umiałaby zastąpić mi Bajkę? Czy umiałaby tak jak ona udawać tą grę pozorów? To udawanie, że biorę ją siłą, że nie chce, że przede mną ucieka, broni się i muszę za każdym razem pokonywać jej opór, jej udawaną przecież niechęć i zmuszać ją do kochania się ze mną? Że siłą rozkładam jej ręce, że siłą wdostaję się pomiędzy jej uda? Ale też przecież...
No tak... z Agatą też przecież nie od razu tak rutynowo, tak jakby to było coś oczywistego robiliśmy to bawiąc się w ten sposób, w to moje zmuszanie jej do seksu, w to nieraz zrywanie z niej bielizny, jakichś ciuszków jakie miała akurat na sobie. Też przecież zanim doszliśmy to tego, do tej udawanej przecież agresji, do takiej zabawy, takiego swoistego teatru w łóżku, to długi czas robiliśmy to zupełnie normalnie, bez szaleństw, a przecież zanim zrobiłem to z Agatą pierwszy raz, tak całkiem normalnie, tak zupełnie normalnie i poprawnie, bez jakichkolwiek przecież dziwactw... czy szaleństw to minęło sporo czasu naszej znajomości. Naszego "chodzenia" ze sobą.
…normalnie? - uśmiechnąłem się mimo woli - …w ciasnym samochodzie? …gdzieś w ciemnym lesie?
Czyżby Aśka jakoś podświadomie wyczuła na co mam, można by nawet powiedzieć, że i wyjątkową dzisiaj ochotę? To o czym myślałem. Choć wcale nie myślałem jakoś tak ewidentnie, jakoś tak jednoznacznie precyzując swoje myśli to jednak przez chwilę byłem zdecydowany by to zrobić? Może i nawet nie pytając czy Aśka ma na to ochotę? Czyżby Aśka wiedziała tam na schodach o czym myślę? Cholerna jakaś babska intuicja?
Dlatego tak nagle uciekła przede mną trzaskając drzwiami? A przecież już tyle razy mówiłem jej, Aśce, że nie zrobię nic na co nie miałaby ochoty, że nic na siłę. Nawet, u licha przestałem jej zwracać uwagę na te niepoprawne czasem słówka, na to, że tak często ma rozpięte spodnie i tak wyjątkowo dobrze widać jej to... to co widać? Na cokolwiek już przestałem zwracać jej uwagę, żeby jej nie drażnić, nie prowokować, bo skoro to ją aż tak bardzo zawsze denerwuje, to po co?
Postanowiłem sobie przecież, że skoro nie życzy sobie tego, to proszę bardzo. Nic nie będę jej mówić a tym bardziej nie mam zamiaru nic takiego robić, co by ją mogło urazić.
Uśmiechnąłem się przypominając sobie teraz, że przecież Aśka nie przekręciła zamka, pamiętam dobrze, że nie słyszałem charakterystycznego zgrzytu świadczącego o tym, że dziewczyna zamknęła się od środka. Jej pokój przecież, jako ten przeznaczony dla gości, w przeciwieństwie do mojego wyposażony był w klucz. To o co tu chodzi? A może Aśka czekała, że właśnie to zrobię? Że wejdę do pokoju i rzucę się na nią? Jak zwierzę? Jak jakiś zboczeniec? Tak jak najbardziej lubiłem w taki właśnie sposób dobierać się do Agaty?





dalszy ciąg znajdziesz na:
http://www.idziewiosna.blox.pl
zapraszam

Data:

 sukcesywnie od 2005 r.

Podpis:

 Maciej K.

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=78114

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl