DRUKUJ

 

Opole

Publikacja:

 15-07-24

Autor:

 Sylwiana
Nie można zbyt wiele oczekiwać od życia, wtedy samo pozytywnie cię zaskoczy.

Podróż do Opola planowałam od dawna. Cena biletów na pociąg, na wybrany przeze mnie dzień była wyjątkowo korzystna. Szybka decyzja i bilety kupione. Pozostało kilka dni do wyjazdu, więc starannie zaplanowałam co chcę zobaczyć. Dzień przed dowiedziałam się, że przepiękny Zamek Moszna (położony 35 km od Opola), który był głównym punktem mojego programu, w weekendy jest niestety nie do zdobycia, jak twierdza oblegana przez wroga. PKS jeździ tamtędy tylko w dni robocze, a w weekendy nikt już nie troszczy się o turystów.

W sobotę rano siedziałam senna na peronie naszego pięknego Dworca Centralnego w Warszawie. Czekałam aż przyjedzie pociąg, żeby nadrobić choć trzy godziny snu z zarwanej nocy. Za tak niską cenę biletu spodziewałam się zwyczajnego pociągu, w którym przytulona do szyby usnę, przy akompaniamencie stukotu kół o szyny.

Jakimże zdumieniem było dla mnie to co zobaczyłam. Na peron powoli wtoczyło się Pendolino! Zgrabne, z wysmukłym dziobem, niebieskie i ciche. Moje oczy chyba śniły, to nie mogła być prawda. Wcisnęłam zielony przycisk, drzwi rozsunęły się bezszelestnie, jak w bajkach na hasło: "sezamie otwórz się". Ożywiona tym wszystkim nie mogłam od razu usnąć tylko rozglądałam się wokoło. Pociąg ruszył, cicho i płynnie sunął po torach. Miałam wrażenie, że unosimy się nad nimi, a nie toczymy po nich. Moje zdumienie jeszcze wzrosło, gdy pani z dwupiętrowym stolikiem na kółkach zaproponowała pasażerom różne napoje, gorące i zimne. Była to usługa gastronomiczna w cenie biletu. Zupełnie jak w samolocie.

Potem już był spokój, emocje opadły, a ja zasnęłam oparta o wygodne siedzenie. W Opolu powitało mnie piękne, niebieskie niebo i słońce. Zapowiadał się miły dzień, już od samego rana sypiący niespodziankami, jak z rękawa.

W punkcie informacji turystycznej otrzymałam mapkę i z nią zwiedzałam centrum miasta. Starówka otoczona bardzo ładnymi kamieniczkami, w których mieszkania na poddaszu wyglądały jak zęby piranii. Stara, ceglana katedra i mury obronne. Stamtąd przeszłam mostem na drugą stronę Odry. Piękna to rzeka, która wije się meandrami przez miasto. Brzegi są uporządkowane, żadnych chaszczy, ani zarośli. Woda pięknie lśniła, błyski jak dzienne gwiazdy skrzyły na jej powierzchni.

Kierowcy w Opolu jeżdżą inaczej. Gdy podeszłam do pasów, pierwszy z nich od razu zatrzymał się i pozwolił mi przejść. Czy to co powinno być normą, musi zaskakiwać, gdy się wydarzy? Dlaczego dziwimy się dobru, które powinno być odruchem? A zło przyjmujemy jak chleb powszedni, który co dzień wizytuje na naszym stole i w naszych sercach.

Kolejnego zadziwienia doznałam w Amfiteatrze, gdzie rokrocznie odbywa się Festiwal Piosenki Opolskiej. "W weekendy zamknięte" - przeczytałam. Rozczarowana ze złością szarpałam za klamkę i już miałam odejść, gdy wyszedł jakiś chłopak. Powiedział, że dziś zamknięte. Uśmiechnęłam się smutno i z żałością w głosie oznajmiłam, że ja przyjechałam z daleka i tak bardzo chciałam zobaczyć to miejsce. Konspiracyjnie pozwolił mi wejść, tylko miałam zachowywać się cicho. Samotna stanęłam na scenie, na której kiedyś śpiewała Anna German i swoim anielskim głosem czarowała publiczność. Cudowne uczucie. Pospacerowałam między rzędami siedzeń dla widowni. Z daleka scena wyglądała jakby znajdowała się w paszczy wieloryba. Tak pewnie czują się biedni debiutanci, którzy próbują tutaj swoich sił. Sami nie wiedzą co lepsze, być pożartym przez wieloryba i uciec z piskiem ze sceny, czy przez publiczność, która ma wysokie oczekiwania.

Z Wieży Piastowskiej obejrzałam panoramę miasta, wiatr przyjemnie chłodził w ten upalny dzień lata. Na najwyższym wzniesieniu Opola jest pięknie położony kościół i Wzgórze Uniwersyteckie. Tam pogłaskałam rzeźby Marka Grechuty i Czesława Niemena, najdłużej głaskałam postać Agnieszki Osieckiej. Jej dłoń trzymającą pióro, która leżała na stosie kartek powoli zsuwających się w dół. Jej głowę błyszczącą w słońcu i włosy związane z tyłu. Chciałabym kiedyś pisać tak pięknie jak ona - pomyślałam życzenie.

W Muzeum Śląska Opolskiego dowiedziałam się, że Kamienica Czynszowa, którą bardzo chciałam zobaczyć, w weekendy jest zamknięta. Rozczarowanie ogromne, żałosny półuśmiech. Nawet nic nie musiałam mówić, bo pani z obsługi sama zaproponowała, że koleżanka może mnie tam zaprowadzić. Lubię takie miejsca, powrót do dawnych czasów. Zobaczyć jak ludzie kiedyś mieszkali, jak wyglądały ich domy, sypialnie i kuchnie. Przybory życia codziennego, ubrania i zabawki. Mogłam dotknąć roweru znanego mi tylko z filmów, z wielkim przednim kołem, a tylnym maleńkim. Cud techniki sprzed wieku.

Podziękowałam za możliwość zobaczenia tego wszystkiego i przeżycia stu lat w pół godziny. Poczułam się jak księżniczka z bajki, której spełniają się wszystkie życzenia. Tyle cudów zdarzyło się tego dnia, a kolejny deptał już im po piętach. Kawa, wyśmienita kawa Jamajka Blue Mountain, zwana szampanem wśród kaw. Jedna z najsłynniejszych i najdroższych kaw świata, o smaku i aromacie, które wyróżniają ją spośród wielu innych. Zamówiłam i czekałam na jej podanie do stolika. Nic dodać, nic ująć, cud w ustach i w portfelu. Zapłaciłam sporo mniej niż w stolicy.

Ukoronowaniem dnia było obejrzenie opolskiego ZOO. Dotarłam tam przechodząc przez piękny, stary, zielony Most Groszowy, a dalej wzdłuż malowniczego kanału Młynkówka. Ogród położony jest w lesie, na wyspie Bolko. Odnosi się wrażenie, że zwierzęta są tutaj szczęśliwie. Ktoś stworzył im namiastkę natury w niewoli. Różne ich gatunki przebywają na wspólnych wybiegach i żyją ze sobą w zgodzie. Spokojne razem, groźne osobno. Małe kapibary drepczą blisko swojej dostojnej mamy, a tata w zadumie zażywa chłodnej kąpieli. Obok dumnie, z podniesioną głową kroczy nandu, a lamy polegują w półcieniu. W swoim leśnym "domu" trzy dwumiesięczne rysie skaczą radośnie i ganiają się, a mama tylko leniwie spogląda to jednym, to drugim sennym okiem. Samotny jaguar leży okrakiem na pniu drzewa przerzuconym przez niby jeziorko, chłodzi swoje organy mocząc łapy w wodzie. Hipopotam wystawił tylko głową ponad pokryty rzęsą staw i czuwa w półśnie. Małpy "skaczą niedościgle, małpy robią małpie figle".

Na peron wjeżdża już Pendolino, wsiadam, żegnam się z Opolem i dniem pełnym cudów.

Data:

 lipiec 2015

Podpis:

 Sylwiana

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=78480

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl