DRUKUJ

 

Rozmowy przy piwie 9

Publikacja:

 15-08-21

Autor:

 taktak682
Rozmowy przy piwie 9


Sympozjum naukowe na zamku Książ nieopodal Wałbrzycha trwało w najlepsze. Profesor Hans z Instytutu Archeologicznego z Krakowa, kończył właśnie swój referat na temat zamków dolnośląskich.
- I mamy tu na Dolnym Śląsku wielką spuściznę - mówił beznamiętnym głosem - zamki Piastów śląskich, ród Świnków i pałace innych możnowładców. Budowle te: takie jak zamek Bolków, Świny, Książ czy wiele innych, zobowiązują nas do wielkiego wysiłku, w czynnym ich dobrym zachowaniu, przyszłym pokoleniom. Pamiętajmy, że ziemia ta, tak często przechodząca z rąk polskich, do czeskich i następnie niemieckich jest bezcenna kulturowo i geologicznie. Nie na darmo projekt ,,Olbrzym,, (Riese) hitlerowskich Niemiec był tworzony właśnie tu, na dolnośląskiej ziemi, która kryje wiele tajemnic i nierozwiązanych zagadek. A teraz zapraszam do skromnego poczęstunku - zakończył referat profesor.
Rozległy się liczne brawa. Podano zakąski i szampana. Wielu zgromadzonych historyków wraz z osobami towarzyszącymi potworzyło małe grupki dyskusyjne. Panie znudzone lekko, czekały już na wieczór i zapowiadane tańce. Chciały szybko się umalować i przebrać.
Tylko w rogu sali lustrzanej, stał samotnie młody docent Zambrzycki z wysokim kieliszkiem szampana w dłoniach. Zresztą pił już trzecią lampkę, patrząc tępo w podłogę.
Od pewnego czasu spoglądał na niego, z coraz większym niesmakiem profesor Hans. Znał tego docenta od wielu lat. Był wykładowcą, gdy tamten był zaledwie studentem. Nie miał o nim dobrego zdania - krnąbrny, nieszablonowy, czytający niezdrowe fakty historyczne i szukający indywidualnej interpretacji dawnych dziejów. A dla profesora wszystko było jasne i proste - historia Polski względnie dobrze opisana. Fakt - istniały niewielkie niejasności tu i ówdzie, ale nawet w najnowszej historii takie się znajdą.
Podszedł, jako dobry gospodarz do docenta i zapytał:
-Dobrze się pan bawi panie Andrzeju ?- znali się od wielu lat, lecz nigdy nie przeszli na ,,ty,,.
- Nawet nieźle - odparł Zambrzycki, patrząc profesorowi prosto w oczy i nagle dodał - wie pan, panie profesorze byłem tam, na tym Chojniku, to niesamowity zamek, ten list, wie pan...
Profesor spojrzał na niego podejrzliwie, pamiętał ten niesamowicie bzdurny anonim, zapraszający do zbadania zamków Chojnik i Wleń.
- Zapraszam na rozmowę do mojego gabinetu, do tańców mamy jeszcze troszkę czasu - zapraszał z uśmiechem profesor.
- A wie pan chętnie, jestem już znużony, zmęczony wręcz śmiertelnie, te zamki...- nie dokończył, gdy profesor wziął go pod rękę i zaprosił gestem do siebie.
Przeszli kilka korytarzy, schodami udali się na wyższe piętro, gdzie znajdował się pokój profesora. Milczeli po drodze, choć z każdym stopniem schodów napięcie między nimi jakby rosło. W jakiś niematerialny sposób odczuwali to oboje. Dziwne, ale czuli się, jak jacyś zapaśnicy przed decydującą walką...
Zamek sam zaś, tak bezwzględnie ograbiony podczas wojny i po niej nawet, mimo to piękny w swej surowości, jakby był sędzią, czy też rozjemcą w jakimś dziwnym, tajemniczym sporze, który wyczuwało się wokół obu mężczyzn.
Profesor przekręcił zamek zabytkowym kluczem i ukazała się jego komnata. Prosta a zarazem piękna. Małe dwa okna z lewej strony, dawały widok prosto na ozdobne fontanny księżnej Daisy, na dole w ogrodzie. Wpadało przez te okienka niewiele światła. Profesor dotknął kontaktu i piękny świecznik stylizowany na barokowy, u wysokiego sklepienia rozświetlił pokój. Duża szafa z wieloma księgami w okuciach, skromny stół, dwa krzesła i niezbyt wytworny tapczan w rogu przy oknach - dopełniały wystrój komnaty.
Przeszli po wytartym dywanie przedstawiającym walczące lwy i profesor wskazał ręką krzesło.
- Proszę niech pan spocznie doceńcie - zaproponował grzecznie Hans i kontynuował - wie pan, dostałem tą dotację na zrobienie albumu o wystrojach barokowych w zamkach polskich, tyle lat na to czekałem, cieszę się ogromnie.
- Gratuluję profesorze- odrzekł szybko docent.
- Ale nie o tym mieliśmy rozmawiać... - zagaił nowy temat profesor Hans - dwa tygodnie temu dostał pan urlop, zwiedzał pan coś w tym czasie docencie?
- Cały urlop bylem tutaj na dolnym śląsku, wie pan profesorze wtedy ten anonim... Po prostu stale o nim myślałem, nie mogłem zapomnieć, chciałem sprawdzić...
- I co pan odkrył? Ufo, krasnoludki czy tajną sztolnię ze złotem nazistów? - żachnął złośliwie profesor.
- Pojechałem z Jeleniej Góry do nieodległej małej miejscowości Kopaniec - udał, że nie słyszy drwin Zambrzycki - słyszał pan zapewne profesorze o dziwnych,, murach,, w lesie opodal Kopańca? Niesamowite wrażenie usypany kamienny cokół, w niektórych miejscach na cztery metry wysoki i dwa szeroki..
- A potem? - przerwał nagle profesor.
- Pojechałem do Wlenia zobaczyć zamek, po drodze długo się zastanawiałem, skąd taka dziwaczna nazwa zamku...
- I co doszedł pan? -spytał zbyt nerwowo profesor.
- I tak i nie, wie pan zacząłem kojarzyć słowo Wleń z pewnym terminem metalurgicznym, a mianowicie z wlewką...
- Może na zamku w XIII wieku kuli miecze, pancerze, obręcze do kół...- szybko dopowiadał profesor Hans. I dodał - napije się pan jeszcze szampana? Mam tu pewien zapasik - uśmiechnął się profesor.
- Tak chętnie. Wracając do rozmowy, też tak myślałem profesorze, dopóki nie wszedłem do ruin zamku. I wtedy olśniło mnie... Wziąłem nocleg w miejscowym hotelu i wynająłem dwóch silnych chłopaków do kopania w nocy...
- Jezu, co pan chciał zrobić? A gdzie pozwolenia, bez tego kryminał panu groził? - zakrzyknął z nagła Hans.
- Wiem, ale właściwie kopaliśmy tylko przed zamkiem, w nocy przy latarkach... W sumie w jednym miejscu, to jedno mnie interesowało... - opowiadał dalej Zambrzycki
- Które miejsce? - zapytał niecierpliwie profesor Hans.
- Przed bramą. Dwie noce kopaliśmy przy latarkach. I wie pan pod warstwą uklepanej ziemi, odkopaliśmy dwa stopnie z granitu... - opowiadał docent.
- I to takie ciekawe? - udawał, że nie dosłyszał profesor.
- Tak, bo skoro są stopnie z granitu, to do zamku nie wjedzie żaden wóz na kołach - rzekł cicho docent.
- Czyli co helikoptery posiadali? Jakie są pańskie wnioski, ma pan jakieś? - prawie krzyczał profesor.
- Tak, mam tylko jeden, że nie znali jeszcze koła - odparł cichutko Zambrzycki.
- Co pan kpi, zamek datowany na XI wiek i nikt nie zna koła? Pan wie co pan mówi. To jakieś idiotyzmy - darł się czerwony na twarzy profesor.
- Pozwolę sobie przypomnieć profesorze, że w XI wieku jest pierwsza wzmianka pisana o zamku, co nie jest równoznaczne z tym, że zamek tutaj nie istniał wcześniej - wyjaśniał docent.
- Czyli kto go budował według pana, ma pan jakąś spójną teorię? - zapytał nieco spokojnej profesor.
- Tak mam, lecz jest niedopracowana i niespójna zarazem. Może też wywołać torsje śmiechu pana profesora - odparł broniąc się docent.
- Niech pan spróbuje mnie przekonać - zawyrokował profesor.
- Neolit..- szepnął docent.
- Co takiego? Może pan to rozwinąć?- zapytał szybko Hans.
- Zamki są z epoki neolitu, z najstarszej jego warstwy na naszych ziemiach, a mianowicie z kultury naddunajskiej. Już dawno stwierdzono profesorze, że mitologia grecka jest w czystej formie przeniesiona znad Dunaju. Jeżeli tak, to wystarczy mieć tylko wyobraźnie, by kultura ta sięgała swoim zasięgiem dzisiejszych Sudetów. A idąc jeszcze dalej, na zamku Chojnik widoczny jest pręgierz, który jest znany z mitologii greckiej...- powoli rozwijał docent.
- O matko, co chce pan przez to rzec?- zapytał nieśmiało profesor.
- Pamięta pan mit prometejski, jak to Prometeusz ukradł ogień bogom i oddał ludziom? A może to wcale nie był ogień, lecz coś o wiele cenniejszego, a mianowicie metalurgia? Pręgierz na zamku Chojnik, to mitologiczny pręgierz Prometeusza, któremu, orzeł lub inny ptak drapieżny wyjadał codziennie ciało. Zamek ma blisko siedem tysięcy lat i jest nieskończenie prymitywny. Dostrzegłem na nim coś jeszcze, jakby podstawy młota parowego do kucia żelaza...
- Proszę opuścić ten pokój, nie chcę słuchać tych bredni!- darł się znowu zdenerwowany profesor.
Po czym sprawdził czy Zambrzycki zszedł już ze schodów. Wyciągnął telefon wybrał numer i zaczął przerywaną rozmowę:
- Tu cesarz Kaligula... Tak, dziękuję za dotację... Jest inna sprawa, taki docent Zambrzycki... Tak, jest tu na zamku... Odkrył prawdę o starożytnej metalurgii sudeckiej... Ho ho ho daleko zaszedł... Sporo dziś wypił, ma samochód opla.... Będzie załatwione?... A to super... - zakończył rozmowę profesor.
Podszedł do okienka i pomyślał, że czas już się wykąpać i przebrać na tańce...

taktak682

Data:

 14,25.1687

Podpis:

 taktak682

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=78600

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl