DRUKUJ

 

Miniaturka o spotkaniu w kolejce

Publikacja:

 15-09-03

Autor:

 brudnopis
Dzieciak na ramieniu krzyczy. Potrząsam nim delikatnie, lecz stanowczo i przenoszę jego ciężar na lewe biodro. Poprawiam ciemne okulary, zasłaniające wielkie limo. Tatuś mówił zostań modelką, trzeba było słuchać. Jak się zachciało zostać bokserem, to trzeba było się szybko przyzwyczaić do współczujących spojrzeń przechodniów. Zwłaszcza w ciemnych pomieszczeniach.

Urząd gminy jest ciemny zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Może powinnam kupić sobie koszulkę z napisem „Nie jestem ofiarą przemocy domowej”? To by raczej nie pomogło. Potomek mój przestaje krzyczeć i bardzo dobrze, bo wreszcie nadeszła moja kolej. Spoglądam niepewnie w oczy tłustej, ufarbowanej na czerwono pięćdziesięciolatki i dopada mnie przerażenie – kobiety takie, z racji nie posiadania matki, zawsze mnie onieśmielały.
- Mam jedno pytanie co do tego formularza – zagaduję. Najwidoczniej biurwa nie w nastroju w ten lipcowy poranek pozbawiony klimatyzacji.
- Wszystko jest wytłumaczone na korytarzu! Proszę mi nie zawracać głowy! Ja już nie będę tego tłumaczyć, czytać nie umiecie?!
Tak to nie krzyczy nawet mój trener. Za to syn zaczyna ponownie. Nerwy puszczają, przywykłam odpowiadać atakiem na atak. Choć z tą kulką nie chciałabym stanąć na ringu.
- Pani tu jest w pracy czy na wakacjach, bo nie rozumiem? Odpowiedź na jedno pytanie to mniejszy wysiłek niż wrzaski. Jak pani praca nie odpowiada to zmienić, ktoś inny z posady byłby zadowolony. Jak nie pasuje to do kamieniołomów.
Biurwa mierzy mnie wzrokiem wściekłym, badawczym. W kolejce za mną petenci zamarli z przerażenia. A co jeśli przez to babsko z dzieckiem łaskawa urzędniczka zamknie okienko i pójdzie w diabły? Czerwonowłosa uśmiecha się szeroko, chyba wyczuła jednak samicę alfa.
- Proszę mówić. Ja dziś taka jestem nerwowa przez te upały.

Podpisuję dokument i usuwam się z miejsca.
- Pani taka wojownicza, że aż strach pomyśleć kto miał odwagę panią zapłodnić – odzywa się jakiś męski głos za mną. Odwracam się, dzieciak na szczęście już cichy. Takie ma po prostu napady szału, krótkotrwałe na szczęście. Facet szczerzy zęby w uśmiechu, jakby opowiedział najlepszy dowcip miesiąca. Pewnie to później opisze gdzieś w Internecie. Patrzę na niego przez ciemne okulary, twarz pokerowa i czekam dalej, bo w sumie z facetem spoza środowiska gadałam wieki temu. Wysoki, szczupły, zero mięśni, co widać gołym okiem. Z twarzy dość przystojny.
- Przepraszam, chciałem pogratulować tylko. Ja sam chciałem już tej pani nie raz zwrócić uwagę, ale cóż... chyba zabrakło jaj.
Kąciki ust mimowolnie i minimalnie unoszą mi się w uśmiechu.
- Czy to uśmiech, czy skurcz mięśni?
Unoszą się wyżej trochę.
- Do widzenia – odpowiadam, poprawiając dzieciaka na ręku. Samotne matki nie mają czasu na rozmowy o niczym, a już na pewno nie, śpiesząc się do szkoły trenować nastolatków.
- Ach rozumiem, pewnie wyczerpała pani limit słów na dziś – chuderlawy natręt rusza za mną. Przeklinam go w duchu, nie lubię gadać z obcymi, a do parkingu daleka droga. Zatrzymuję się, zdejmuję okulary, patrzę na niego jednym okiem otwartym, czarnym, drugim podpuchniętym, sinym.
- Nie widzisz, że mam agresywnego męża?
- Nie ma pani męża, zerknąłem na dowód, obrączki również brak. Gdybym był agresywny, a żona nie nosiłaby obrączki, na pewno bym się wściekł.
No dobra cwaniaku, nie przemyślałam tego.
- Czego chcesz? - odpowiadam, dochodząc do samochodu i upychając potomka w fotelik.
- Kawy, w pani towarzystwie. Dziś wieczorem, w tej knajpie naprzeciwko.
- Za każdą tak chodzisz jak pies?
- Jesteś pierwsza... dziś.
Parskam śmiechem, patrzę na niego ponownie, może nawet zaintrygowana. W sumie wieczorem nic nie robię.
- Jak masz na imię?
- Daniel.
- Marta.
Podaję mu dłoń, trochę niepewnie, trochę zawstydzona.
- Czym się zajmujesz, Marto? Ja uczę historii.
Ach więc stąd gadatliwość i brak mięśni całkowity, prawie chorobliwy.
- Boks.
- No tak... przy tym za wiele się nie gada, co?
Uśmiecham się szeroko, twarz boli nieznacznie, przywykłam.
- Z ochraniaczem na zębach trochę ciężko.
- Będziesz o dwudziestej?
- Będę.
Wsiadam do samochodu, coś dziwnego dzieje się z moją klatką piersiową, albo dopiero zaczynam odczuwać skutki ostatniej walki, albo facet dość mi się spodobał.


* Serdecznie zapraszam do komentowania i polubienia mojej strony na Facebooku: https://www.facebook.com/brudnopiss

Data:

 2015

Podpis:

 Agnieszka Parzych

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=78645

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl