DRUKUJ

 

Miłość wyborna

Publikacja:

 15-09-21

Autor:

 brudnopis
Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie. Opór jest bez znaczenia, zupełnie bezwartościowy. Możesz się bronić histerycznie, machać rękami, parskać i kpić, możesz sobie obiecywać, że nie dopuścisz do czegoś takiego, nie tym razem, że to bez sensu i bez celu, że już za dużo wycierpiałeś, że chcesz żebym przestała. Warstwa po warstwie, swoimi zachłannymi palcami będę zdzierać z Ciebie zbroję i spijać gorycz Twojego oporu. Jestem gotowa wyssać truciznę z Twoich starych, zasklepionych już ran, na nowo pootwierać je tylko po to, aby później mogły zniknąć bez śladu. Ostempluję Cię setkami pieczątek, pieczątek moich wilgotnych ust, żebyś już nigdy nie miał wątpliwości do kogo należysz. Okadzę wonią perfum. Tylko mnie kochaj i zapomnij o tamtej, tylko mnie kochaj JUŻ!

Pamiętasz, jak się poznaliśmy? Było mi tak niewygodnie, tak leniwie, tak ciasno, tak samotnie... przyszedłeś i odgarnąłeś mi włosy z czoła. Tak strasznie uwierały mnie wtedy te włosy. Jak się czujesz, spytałeś takim ciągnącym się jak krówka głosem. Patrzyłam i widziałam bijącą od Ciebie poświatę. Tak strasznie uwierały mnie wtedy te włosy. Dobrze, kiedy jesteś jest dobrze, chciałam odpowiedzieć, ale głos ugrzęzł mi w gardle. Wiele głosów, wiele ludzi, wiele dialogów grzęźnie w tym gardle dzień w dzień. Z Tobą dni te wydawały się jakby znośniejsze. Wiesz, do tej pory bije od Ciebie ta poświata, mimo że nie uśmiechasz się już tak jak dawniej. Czemu już się tak nie uśmiechasz? Ach tak. Znów o niej myślisz. Co takiego ona ma, co ona takiego miała, czego brakuje mi? Spójrz tylko! Mam idealne ciało, idealne ciało. Porównuję je z ciałami kobiet na wybiegach, mam takie samo. Czego mi brakuje? Niczego. Niczego, za mało tylko wyskrobałam z Ciebie tamtej miłości. Wyskrobię ją, choćby zajęło nam to miliony godzin. Później włożę w Ciebie okruszek swojego oddania, o tutaj, czujesz? Wystarczy taki mały okruszek, a zmienisz się nie do poznania. I zabetonujemy w Tobie ten okruszek, zabetonujemy na amen. Na amen, słyszysz? Pytałeś, czy odnalazłam już Boga, czy się odnaleźliśmy z Bogiem. A ja wybrałam sobie boga, słyszysz? I teraz modlę się do Ciebie, modlę się do Ciebie cały czas, a Ty nie odpowiadasz. Tylko tak patrzysz, jakbym odebrała Ci cokolwiek, czego nie mogę oddać. Stokrotnie lepszego. Oddam Ci tego stokrotnie więcej, stokrotnie.

Tak, znów myślisz o niej. Spójrz na mnie i powiedz wprost: wolałem tamtą, wolałem tą przygrubą sukę ze zlepionymi juchą kołtunami. Tak, wolałem tą zgniłą, zepsutą babę od ciebie. Powiedz to, wolałbym leżeć tam w kącie z nią, niż rozmawiać z Tobą, powiedz to! Zobaczysz, Mój Najdroższy, wydobędę z Ciebie te okruchy miłości, które pochowałeś gdzieś tam po kieszeniach. To będzie nasz ostatni, przesłodki posiłek. Wydobędę z Ciebie jeszcze tą miłość, choćbyśmy musieli tu siedzieć dzień i noc, dzień i noc. Znów pogłaszczesz mnie po głowie, jak wtedy. Znów pogłaszczesz i spytasz jak się czuję. A ja odpowiem, odpowiem na głos, dziękuję kochany, wspaniale. I będziemy się turlać w pościeli od rana do wieczora, od rana do wieczora. Na łóżku będzie puch, biały puch. I ruch, nieustanny ruch. Pokochasz mnie, pokochasz kogoś ZNÓW!



* Serdecznie zapraszam do komentowania i polubienia mojej strony na Facebooku: https://www.facebook.com/brudnopiss

Data:

 2015

Podpis:

 Agnieszka Parzych

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=78691

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl