DRUKUJ

 

Robak w jabłku

Publikacja:

 16-04-15

Autor:

 Hircyn
Jest taki stary żart, na który można się natknąć choćby za pośrednictwem internetowych memów. Żart starszy i od memów i, jak sądzę, od samego internetu. Tak to idzie: "Co jest gorsze od znalezienia robaka w jabłku? Holokaust".

Bum. Prosto do puenty; bez dodatkowych szczegółów po drodze, bez stopniowania napięcia. I bez czasu do namysłu, bo czasem żart musi zaskoczyć. Gwarantowany śmiech, ewentualnie śmiech łamany przez "no co ty, tak nie wolno mówić". Jeszcze bardziej ewentualnie - "to nie jest śmieszne, ty chory pojebie".

Rodzisz się w latach dziewięćdziesiątych, albo około, plus-minus kilka lat, kiedy w obiegu są książeczki z żartami. Można je dostać w kiosku, wypożyczyć w bibliotece. Są w nich zmyślne żarty, z dobrym początkiem i jeszcze lepszym zakończeniem. Opowiadasz je znajomym, jest śmiesznie, jest "hehe" i "dobre, dobre". Potem słyszysz swój pierwszy, niepowtarzalny żart - w tym sensie niepowtarzalny, że nie wypada go powtarzać w pewnym gronie. I tak go powtarzasz, wśród znajomych, tych bliskich, bo trudno się oprzeć.

Potem pojawia się jeszcze kilka takich żartów, wymieniacie się nimi wśród znajomych. Uczysz się od małego, że nic tak nie bawi ludzi jak słowa "martwy" i "Żyd" użyte w jednym zdaniu. Że tragedia plus czas równa się komedii. Oczywiście - tak nie wypada. Uczą Cię wyrozumiałości i akceptacji, nieładnie poddawać się stereotypom, ale "zepsuty telefon zostaw na noc w misce ryżu; ryż zwabi Azjatów, którzy naprawią telefon". Ludzie za granicą są tacy jak my, ale w żartach o Polaku, Niemcu i Rusku ten ostatni jest idiotą. Niemiec też jest idiotą, ale trochę mniej. No dobrze, Polak też, ale cwanym, swojskim - nasz idiota, lepszy od idiotów zagranicznych.

Znałem kiedyś człowieka, którego specjalnością były żarty o aborcji. Wypowiedziane kojącym barytonem, krótkie, podobne do tego na samym początku. I były to jedne z lepszych jakie słyszałem w życiu. W złym tonie, nie nadające się do opowiadania wśród przyzwoitych ludzi ale - śmieszne. Może najlepsze żarty to po prostu te, które pozostają niewypowiedziane.

Mój ulubiony? Znaleziony w książeczce z żydowskim humorem. Idzie facet przez miasto i psuje mu się zegarek. Szuka zegarmistrza. Widzi zegar w witrynie. Wchodzi do środka i widzi człowieka za ladą. Zdejmuje zegarek, kładzie na ladzie i patrzy. "Co pan mi tu kładzie?" pyta człowiek. "Zegarek mi się zepsuł." odpowiada. "To proszę go zabrać do zegarmistrza". "Pan nie jest zegarmistrzem?". "Nie, tu jest burdel". "To dlaczego wywiesił pan zegar?" "A co miałem wywiesić?" Wisienka na torcie: szkic człowieka za ladą rozkładającego ręce.

Muszę kiedyś sprawdzić, czy nadal mają w kioskach takie książeczki. Ale teraz jestem dorosły, w kiosku kupuję tylko bilety i papierosy.

Data:

 15.04.2016

Podpis:

 Hircyn

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=79458

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl