DRUKUJ

 

Skazani Bracia - Początki

Publikacja:

 16-07-24

Autor:

 Woozie
Nienawiścią obdarza się osoby, które na to zasłużyły. Wówczas mamy ochotę na morderstwo, nie możemy spać po nocach i czujemy się inaczej niż zwykle. Ale przekonałem się, że tym uczuciem można też nagrodzić dzień, jedną chwilę, jedno miejsce.

Nazywam się Paweł Wardecki. Mam 23 lata. I jestem więźniem Zakładu Karnego Warszawa Mokotów.

Dokładnie pamiętam ten cholerny dzień. Siedziałem w ciemności zamknięty w pokoju. Dzieliłem mieszkanie z moją dziewczyną, Kasią. Bardzo się kochaliśmy i myśleliśmy nad ślubem. Nie żyliśmy na bogato. Małe mieszkanie na Mokotowie nam wystarczyło. Właśnie szykowaliśmy się do obejrzenia filmów kiedy zadzwonił mój kumpel z osiedla, Jac. Przypomniałem sobie o planowanej akcji. Mieliśmy dać nauczkę typowi mieszkającemu dwa piętra pode mną, na pierwszym. Pisał po klatkach i murach obraźliwe teksty na nasz temat. Jacek powiedział mi przez telefon o niezapowiedzianych odwiedzinach jego rodziców. Nie mógł przyjść, a ja nie mogłem odpuścić temu frajerowi. Była godzina osiemnasta. Widziałem przez okno jak mój cel wychodzi z bloku. Ubrałem na siebie szybko dresy, szarą bluzę sportową u pobiegłem po schodach w dół. Byłem około dwadzieścia metrów za rok młodszym chłopakiem, gdy zacząłem biec. Dogoniłem go z łatwością. Nie było o czym rozmawiać, wiedział co zrobił i po co przyszedłem. Dosłownie nie zdążył się ruszyć, kiedy ja uderzyłem go już dwa razy w twarz i kopnąłem. Pchnięciem wywróciłem Denisa, bo tak się nazywał, na trawę. Już chciałem odejść i nagle usłyszałem...
- Policja!
Obróciłem się szybko. Prawdopodobnie szli do kogoś na interwencję, a spotkanie mnie to był kompletny przypadek. Znajdowali się w odległości maksymalnie dziesięciu metrów. Nie było po co uciekać. Założyłem dłonie na kark i powoli położyłem się obok pobitego "graficiarza". Czułem chłód kajdanek pod dłońmi. Wiedziałem co mnie czeka. Przynajmniej chciałem wiedzieć.

Pół miesiąca późnej trafiłem do Aresztu Śledczego Mokotów. Miałem odsiedzieć tu wyrok cztery lata. Do pobicia dołożyli mi jeszcze paragraf z narkotykowi, bo zapomniałem wyjąć z bluzy worek z gramem marihuany. Gdyby nie ona to miałbym może i dwa lata czy rok. Nienawidziłem od tego czasu tamtego miejsca. Dlaczego akurat o tej godzinie przyjechali tam niebiescy? To pytanie prześladuje mnie do dziś.

Dalej mam w głowie, jak opisywali mnie w administracji. Spisywali wszystkie informacje o mnie oraz robili zdjęcia. Jeszcze przeszukali mnie i moje ubrania, po czym przydzielili mnie jakiemuś początkowemu klawiszowi. Ten zaprowadził mnie na drugie piętro i otworzył metalowe drzwi kluczem. Wepchnął mnie tam. Wydaję mi się, że jeszcze coś mówił. Spojrzałem przed siebie. Na wąskim, piętrowym łóżku siedział chłopak. Był gdzieś tak w moim wieku. Nie miał ubranej koszulki, a na nogach miał luźne białe dresy. Miał całkowicie ogoloną głowę i podbródek. Spoglądał na mnie wrogo. Wiedziałem, iż będę z tym człowiekiem odsiadywał wyrok, więc chciałem trochę pogadać. Otworzyłem usta, żeby się przywitać, a on był szybszy.
- Jak się nazywasz? - spytał wciąż obserwując mnie. Czuć było od niego nieufność. Pomyślałem, że ktoś go może sprzedał i to dlatego. Nie myliłem się.
- Paweł Wardecki. - odpowiedziałem sucho i przykleiłem na ścianę białko (kartkę z informacjami o więzieniu; aby inni więźniowie wiedzieli z kim siedzą w celi). Obok wisiała karteczka mojego współlokatora.

Kacper "Hooligan" Tarczewski, ur. 4.07.1990, skazany za zniszczenie mienia i pobicie (4 lata wyroku).

- Będę cię nazywał Wardi. - powiadomił - Za co siedzisz?
- Trawa i pobicie. - zdjąłem bluzę i rzuciłem na górne łóżko. Tam miałem spać.
- Kogo pobiłeś?
- Frajera, który pisał o mnie różne wyzwiska po miejscach publicznych.
- Dobrze mu tak. Doniósł na ciebie?
- Nie. Akurat jak go biłem to psy przechodziły obok. Złapali mnie.
Chłopak początkowo się zaśmiał,, ale ponownie wrócił do poważnego tonu.
- Wyobraź sobie, że miałem tak samo. Rysowałem graffiti na murze, a jakiś pizduś zwrócił mi uwagę i groził strażą miejską. Wybiłem mu trzy zęby, a kilka metrów obok jechał radiowozów. Wylądowałem teraz tutaj.
- Ile siedzisz?
- Dwa tygodnie na cztery lata.
- Mamy taki sam wyrok.
Rozejrzałem się wokół. Stały tu dwie szafki. Mieliśmy po jednej. Obok była jedna szafa do podziału. Po lewej wisiała zasłona, a za nią kibel. Na małym stoliku stał telewizor. Najwyraźniej pozwolili go przynieść z domu.
- Będę mógł korzystać z TV?
- Jasne.
- To twój pierwszy wyrok?
- Tak. Podobnie jak twój.
- Skąd taka pewność?
- Jesteś zestresowany, masz za długie włosy, nie masz tatuażu.
- Masz mnie.
- To była rada.
- Jaka?
- Zetnij włosy. Chociaż na krótko. Możesz dostać przez nie w pysk.
- A jest tu jakiś fryzjer? - zaśmiałem się.
- Dwie cele dalej jest typ, który był fryzjerem. Ma sprzęt i może cię ogolić, ale musisz pogadać ze strażnikiem.
- Ok.
Zaczynałem lubić tego gościa. Cieszyłem się, że siedzę z nim a nie jakimś frajerem. Widać było, że to porządny typ i nie opłaca się z nim żartować.
- Są tu jakieś przerwy na dworze czy coś? - chciałem się dowiedzieć.
- Codziennie po pół godziny. O piętnastej. Ósma ćwiczenia, czternasta obiad i dziewiętnasta kolacja.
- Nie jest najgorzej. - wszedłem po drabince na łóżko.
- Jesteś stąd?
- Ta. Na Mokotowie mieszkam od urodzenia. A ty?
- Mieszkam tu od niedawna. Wcześniej miałem blok na Pradze.
- Mam tam kilku znajomych.
- Zamierzasz grypsować?
- Co?
- Chcesz być grzecznym chłopakiem czy będziesz "gangsterem"?
- Gangster.
- Z tego piętra grypsuje prawie każdy. Tylko jeden czterdziestolatek to jak to się mówi w więzieniu "frajer".
Gadaliśmy tak jeszcze dwie godziny. Polubiliśmy się i chętnie rozmawialiśmy. Poszliśmy potem spać. Przez noc myślałem o najbliższych dniach. Wciąż trochę stresowałem się tym miejscem, jednak wiedziałem, że mając takiego kumpla jak Chuligan nikt nie będzie się do nas stawiał i to my będziemy wzbudzać szacunek. Powoli zaczynałem lubić to miejsce i ludzi, których przez kilka dni poznałem. Na naszym piętrze mieszkali całkiem spoko ludzie. Pocieszałem się tym. Wciąż czekałem na odwiedziny, gdy będę mógł zobaczyć Kasię. Podobno strasznie trudno było jej się pogodzić z wydarzeniami.
Zaczynałem wzbudzać szacunek w więzieniu i lepiej się czułem. Ogoliłem sobie głowę na łyso oraz wyrażałem kompletny brak szacunku do klawiszy. Razem z Chuliganem trzymaliśmy się razem.

Jednak wiedziałem, że najgorsze dopiero przede mną...

Data:

 24.07.2016

Podpis:

 Woozie

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=79774

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl