DRUKUJ

 

Skazani bracia - Kolejne dni... (2)

Publikacja:

 16-07-24

Autor:

 Woozie
Poszukiwałem w Zakładzie przyjaciela odkąd się tu dostałem. Na moim piętrze znałem każdego. Z większością się kolegowałem, ale to nie była absolutnie przyjaźń. Mogłem się z nimi pośmiać i pogadać, lecz czterech lat bym nie wytrzymał nie mogąc nikomu zaufać. Szukałem więźnia z podobnymi zainteresowaniami. Osoby, której mogłem zaufać, a nie tylko wzbudzać z nią strach. Kiedy do mojej celi wprowadził się Wardi nie wiedziałem co myśleć. Z początku go nie polubiłem, jednak późnej zaczęliśmy rozmawiać na różne tematy. Wydawało mi się, że można go obdarzyć zaufaniem. Musiałem go trochę pouczyć jak żyć w kryminale, bo miałem kilku dobrych ziomów siedzących i wiedziałem jak się zachować. Chciałem również zobaczyć czy Paweł naprawdę jest grypsem, czy chce po prostu takiego udawać. Nie musiałem długo czekać.

Dwa dni po przyjeździe Wardiego wyszliśmy na dwór. Po lewej stronie znajdowało się boisko do kosza, a po prawej siłownia i trochę wolnego miejsca. Lubiłem sport dlatego wybrałem to drugie miejsce. Słońce grzało wtedy jak w lato, przecież był dopiero początek wiosny. Zdjąłem białą koszulkę i położyłem ją obok drążka. Chwyciłem się go i podciągnąłem się. To ćwiczenie sprawiało mi trochę trudności, muszę przyznać. Mięśnie nie wystarczyły ani nie świadczyły o sile czy sprawności fizycznej. Mięśnie dało się łatwo wyrobić oraz być słabym. Patrzyłem w niebo. Raz byłem bliżej niego, raz niżej. Po kilku minutach usłyszałem krzyki. Zeskoczyłem z drążka i usiadłem na podłodze. Obok boiska do kosza jakiś chłopak podskakiwał do Pawła. Oglądałem uważnie zajście. Klawisze niczego nie widzieli, nie mam pojęcia jakim cudem. Każdy patrzył się na siłownię. Nie zaniepokoiło ich, iż większość osób na niej przebywającej patrzy dokładnie w to samo miejsce.
Zaczęło się. Mój współlokator popchnął na ostrzeżenie tego kozaka i coś powiedział. Tamten chciał być chyba groźny i zrobił dokładnie to samo. Uśmiechnąłem się. Po chwili ten koleś leżał w bólu na murawie, a Wardiemu każdy przybijał piątki i gratulował. Kilka osób napluło jeszcze na uderzonego kozaka, tak mi się wydaję. Zabrali go do sali medycznej i chłopaki ściemnili o wypadku na boisku.
Wróciłem do ćwiczeń. Położyłem się i zacząłem robić pompki. Szybko i bez większego trudu moje ciało podnosiło się i opadało wciąż będąc nad betonem. Patrzyłem pod siebie.
- Wyrabiasz mięśnie? - zapytał Wardi z tyłu.
- Ta. - odparłem i obróciłem się na plecy. Sięgnąłem po koszulkę i wytarłem twarz. - Spoko wyglądasz bez włosów. - założyłem ją.
- Dzięki.
- O co poszło z tym typem?
- Faulował mnie na boisku.
Wstał i zaczął robić brzuszki.
- Klawisze nawet nic nie widzieli. Cioty.
- Haha.
- Jesteś jakiś spięty czy mi się wydaję?
- A... Jutro odwiedzi mnie dziewczyna.
- To chyba dobrze?
- Ale jak mam z nią rozmawiać? Pewnie ma mnie za jakiegoś kryminaliste i przyjdzie mi nawrzucać... Ja tylko się broniłem przed upokorzeniem...
- Jak cię kocha to będzie cię wspierać i na ciebie czekać.
- A ty? Masz kogoś? Ktoś cię odwiedza?
- Ech... Nie miałem nigdy powodzenia u kobiet. Te z mojej dzielnicy uważały mnie za agresora i debila.
- Jakaś rodzina?
- Przyjdą czasem. Ostatni raz tu byli półtora miesiąca temu.
Taka była prawda. Zawsze zazdrościłem skazańcom, którzy bawili się z dziećmi i śmiali z żonami na czasie widywania. Ja siedziałem sam w końcie i myślałem o moich rodzicach. Czy naprawdę przestali mnie kochać tylko dlatego, że trafiłem do pudła? Chciałem sobie wbić do głowy wiadomość, że nie mają czasu, ale myślą o mnie chociaż w domu. Codziennie na odwiedzinach ściskało mnie serce, a kiedy już widziałem moją matkę to w oku pojawiała się łza. Cholerne psy. Zamknęli mnie i uniemożliwili kontaktu ze światem i znajomymi. Chociaż,moi znajomi też mnie nie odwiedzali. Tylko mój przyjaciel zajrzał do mnie raz czy dwa. Podłe sukinsyny. Kiedyś nie wierzyłem, że więzienie zmienia człowieka na jeszcze gorsze. Teraz mam inne zdanie. Po wyjściu z puchy w człowieku jest trzy razy więcej nienawiści i chęci czynienia złego. Przyjemniej ja mam takie zdanie.
- Hooligan?
- Sorry, zamyśliłem się.

W więzieniu zmieniłem się ogromnie. Już na pierwszej przepustce, którą otrzymałem razem z Wardim poszliśmy do salonu tatuażu. Miałem niemało pieniędzy, ponieważ kiedyś pracowałem bardzo ciężko. Byłem wytrwały, ale przede wszystkim byłem biedny. Żyłem w takiej dzielnicy. No cóż. Znałem recenzje o tym salonie. Większość bardzo pozytywna. Zresztą zgadzam się z nimi,gdyż mój czarny AK-47 na przedramieniu prawej ręki świadczący o mej wytrwałości i sile, ciemnoszary łańcuch na lewym przedramieniu mówiący, że w więzieniu jest się przywiązanym na krótko jak pies do budy i trzeba umieć sobie radzić, aby mieć swobodę oraz mój najmniejszy tatuaż, kajdanki po prawej stronie pod klatką piersiową oznaczające moje aresztowanie. Przyznam, że nieźle dałem się ponieść wyobraźni. Również Paweł wyszedł z salonu ze swoim nowym znakiem rozpoznawczym. Posiadał na górnej części pleców duży, bo aż do połowy pleców, jasnoszary tatuaż przedstawiający kraty i okrągłe oczy pod kapturem "latającej" bluzy za nimi. Drogo go to kosztowało.

Teraz byliśmy już prawdziwymi grypsami. Również odbiło się to na szacunku w Zakładzie. Coraz częściej pokazywaliśmy się bez koszulek, a skazańcy jak i klawisze ukradkiem nas obserwowali.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Przyznam, że robiąc swój pierwszy i to bardzo duży tatuaż czułem dreszczyk emocji. Potwierdziły się słowa wielu osób - na żebrach cholernie boli. To Hooligan namówił mnie na tą wizytę w salonie. Nie żałuję. Uciążliwy był fakt, że musieliśmy dość długo czekać na zagojenie tatuażu z papierami pod koszulką. Wybraliśmy zły moment na robienie znaków, jednak później moglibyśmy nie mieć okazji bądź przepustki. Uważałem swoje kraty i ducha na plecach za coś wyjątkowego. Tak chyba zawsze jest po takim wydarzeniu. Po powrocie z przepustki byłem również pod wrażeniem, na jaki czyn zdecydował się Kacper. Przez wytatuowane ręce pozbawił się kilku miejsc pracy, z moim takiego problemu nie było, ponieważ plecy miałbym zakryte. On miał najbardziej widoczne miejsca w ciemnych, rzucających się w oczy znakach. Byłem mocno podjarany całym dniem. Zauważyłem, że coraz bardziej lubimy się ze współlokatorem. Z tegp też byłem zadowolony.

Data:

 24.07.2016

Podpis:

 Woozie

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=79775

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl