DRUKUJ

 

Przemytnik - Lot

Publikacja:

 16-07-26

Autor:

 Woozie
Oczy same mu się zamykały. Siedział na lotniksu cztery godziny. Wybiła jedenasta wieczorem. Na tablicy elektronicznej wyświetliły się godziny lotu. To był już ten czas. Opuszczał Stany Zjednoczone już na zawsze. Pomyślał, że czasem przyleci do rodziny, lecz nie wierzył w to za bardzo. Przeszedł już po kontroli przez bramkę do metalu i zmierzył w kierunku olbrzymiego samolotu.

W locie rozmyślał nad przyszłością. Nie bez powodu opuszczał ojczyzję. W Kolumbii miał już mieszkanie i pracę. Jeszcze w USA był informatorem dla mafii z Ameryki Południowej, Rodziny Vantellio. Zarabiał pieniądze w ten sposób na nowy kraj. W Kolumbii miał już dokładnie powiedziane czym się zajmie: przemyt narkotyków. Miał drogo sprzedawać kokainę i taniej marihuanę. Mieszkanie w bloku załatwiła mu mafia. Wyjął podręczny słownik języka hiszpańskiego i zaczął kolejny raz powtarzać najpopularniejsze zwroty. Na szczęście w większości członkowie Rodziny umieli angielski. Stresował się nowym życiem.

Spał przez późniejszą drogę. Wysłał SMS do rodziców i po dłuższej chwili opuścił lotnisko w Bogecie. Na parkingu stała czarna limuzyna. "Jak w filmach", pomyślał i ruszył obciążony bagażami. Wpakował je do pojazdu i sam wsiadł z tyłu. Siedziało tam trzech mężczyzn w średnim wieku.
- Buenos dias (dzień dobry) - przywitał się nieśmiało.
- Buenos dias. - odpowiedział jeden - Nazwisko? - zapytał po angielsku?
- Joseph Darter. - spoglądał Amerykanin.
- Wiek?
- 34.
- Paszport.
Wręczył mu dokument. Kolumbijczyk otworzył i studiował przez chwilę. Oddał do ręki paszport.
- Szofer, ruszamy.

Jechali przez kilka godzin. Zatrzymali się w małej miejscowości w departamencie Chocó. Wyszli bez kierowca i wskazali mały domek.
- Tu mieszka Arturo. Zajmuje się przemytem. Idź z nim pogadać. A tam - pokazali na bloi - tu mieszkasz ty. - dali mu klucze z numerem mieszkania i piętrem na breloczku z flagą Kolumbii - Zaniesiemy pod drzwi twoje bagaże. Idź do niego.

Amerykanin wszedł przez otwarte drzwi do środka.
- Arturo? - krzyknął. Do salonu wszesł wysoki, wychudzony mężczyzna z czarnymi lokami i okrągłymi okularami.
- Joseph Darter! - uśmiechnął się. Znali się już przez kontakt z daleka. 34latek pracował już dla niego jako " narkotykowy informator". - Bienvenido, amigo! (Witaj, przyjacielu!) - uścisnęli się śmiejąc - ¿Que tál? (Jak się masz?)
Zastanowił się trochę i wrócił pamięcią do słownika?
- Emm... Estoy bien. (Mam się dobrze) ¿Hablas ingles? (Mówisz po angielsku?).
- Oczywiście. - odpowiedział bez akcentu w ojczystym języku Josepha - Masz zajmować się przemytem, prawda?
- Tak. Od czego zaczynamy?
- Ho ho! Nie tak szybko! Najpierw trochę się tu rozgość! To dla ciebie. - wyciągnął z szuflady duży, żółty słownik hiszpańskiego.
- Gracias! (Dziękuję!) Muszę trochę poczytać.
- Plan jest taki, amigo. Pójdziesz do nowego domu, wypakujesz się i może się gdzieś przejdziesz. Jutro z rana do mnie przyjdź i obgadamy sprawę. ¿De acuerdo? (Zgoda?)
- De acuerdo.

Późnym wieczorem po wypakowaniu, spacerze i zakupach, z którymi miał mały problem, położył się do wygodnego łóżka i zaczął czytać słownik. Musiał trochę nauczyć się języka mafii.

Rano wstał, umył się i ubrał w białą, wakacyjną koszulę w czerwone kwiaty i dżinsy. Wziął okulary przeciwsłoneczne i pobiegł do sąsiada, Arturo. Ten otworzył i powitał pracownika. Napilii się kawy i przeszli do rozmowy.
- Więc tak: za dwa dni organizujemy przemyt. Pojedziesz z dwoma ochroniarzami i tłumaczem furgonetką na miejsce spotkania. Odbierzesz towar i przywieziesz go mi. Następnie pomożesz mi w jegp sprzedaży i dalszym rozprowadzeniu. A my dwóch dostaniemy po gramie kokainy. - przedstawił wysoki rangą mafioso.
- Nie biorę. - podziękował Darter.
- Reprezentujesz Kolumbię i Vantellio. Musisz chociaż trochę brać.
- Niech będzie? A pieniądze? Jaka wypłata?
- Wyceniam to na jakieś 500 pesów. Ale to pierwsze zlecenie, później będzie więcej.
- Niech będzie. Wpadnę jeszcze. - wyszedł.

Data:

 26.07.2016

Podpis:

 Woozie

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=79783

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl