DRUKUJ

 

Kwarantanna - Prolog

Publikacja:

 16-08-12

Autor:

 fovh
- Nevil, teraz twoja kolej iść na wartę. - zawołał mężczyzna stojący przed namiotem. - Pozbieraj się szybko, bo będzie na ciebie, że mur zostaje bez ochrony.
Żołnierz spojrzał na zegarek. Faktycznie było już południe. Wyszedł z śpiwora, wstał i założył buty. Namiot, w którym spał, był bardzo ciasny. Zrobiony ze skóry jakiegoś zwierzęcia, śmierdział bardzo mocno. W namiocie jedyne co było, to śpiwór na środku i mała szafeczka stojąca przy nim. Nevil wyszedł na zewnątrz. Było bardzo gorąco, słychać było ćwierkanie ptaków.
Wokół rozpościerało się obozowisko. Małe namioty stały obok siebie w bardzo krótkich odstępach.
Na wschód od obozowiska stał mur. Zbudowano go, żeby odgrodzić Alabamę od reszty państwa. Rozwój wirusa spowodował, że trzeba było objąć cały stan kwarantanną. W środku tego " więzienia " było istne piekło. Nie doprowadzano tam ani wody ani prądu. Regularnie co tydzień latały tam helikoptery, żeby zrzucić zapasy dla ludzi w środku. Czasem wrzucano tam groźnych
przestępców, żeby zamiast spokojnie żyć w pierdlu, walczyli o życie. Naukowcy jak narazie nie potrafią nic zrobić. Ktokolwiek miałby kontakt z wirusem, od razu by się zaraził, więc pozyskanie próbek, bez rozprzestrzenienia się choroby jest niemożliwe.
Nevil rozciągnął się i poszedł wzdłuż ścieżki do muru. Po drodze minął parę ognisk, przy których siedzieli inni wojskowi. Każdy żołnierz codziennie rano dostaje prowiant, którym jest : trzy jabłka, dwie dwulitrowe butelki wody, bądź soku (zależy od wyboru), parę kiełbasek do upieczenia na ognisku i kanapki. Po południu kucharze gotują obiad.
W końcu doszedł do muru, wzdłuż którego zwisały liny w odległości około 5 metrów. Chwycił najbliższą i zaczął się wspinać. Po wspięciu, rozejrzał się. Mur nie był zbyt wysoki, wszystkim zależało tylko na jak najszybszym zapewnieniu bezpieczeństwa. W końcu wszystkie kraje świata fundują tą całą akcję.
Udał się do stoiska po broń. Na drewnianych półkach leżały karabiny maszynowe, snajperki, granaty i maski przeciwgazowe. Obok leżała masa amunicji. Założył maskę, wziął karabin, załadował i poszedł na wartę.
- Nevil! Dobrze cię widzieć.
- Ciebie też Rob. Długo już tak spacerujesz?
- Dwie godziny. Trochę mnie już bolą nogi, ale nie narzekam.
- Pojawili się już jacyś?
- Nie, dzisiaj bardzo spokojnie, od kiedy zastrzelili tamtą grupkę co się pojawiła przy drzewach - wskazał na las rosnący po stronie stanu - nikt tu już się więcej nie pojawia. Przynajmniej nasz przydział ma spokój. Daniel napisał, że u niego cały czas jacyś załamani samobójcy biegną w ich stronę.
- No, prawda.
Razem podeszli do strony stanu i rozglądali się. Nagle dało się słychać śmiech dochodzący z lasu. Niespodziewanie wybiegł jakiś mężczyzna. Miał na sobie tylko niebieskie shorty. Odrazu zaczęli strzelać. Padł po drugim trafieniu. Chwilę potem z lasu wypadła wielka, licząca co najmniej trzydzieści osób grupa. Rozproszyli się i biegli w stronę muru.
- HEJ, POTRZEBUJEMY TU POMOCY! - Rob krzyknął w stronę obozowiska.
Strzelali w nich do skończenia amunicji. Zostało ich dziesięciu. Zaczęli się wspinać na mur. Rob z Nevilem pobiegli po amunicję. Akurat żołnierze wspięli się po linach i również biegli do stoiska.
Kiedy już tam dobiegli, wzięli bronie i uzupełnili amunicję. Pierwszy z mieszkańców stanu wspiął się. Od razu padł. Wojskowi zaczęli eliminować pozostałych, aż było po wszystkim.
- A.. ale akcja. - Powiedział zadyszany Rob.
- Było blisko, jakby jakiś choćby na nas chuchnął, to był by już koniec. Wirus zmienił ich w bezmózgich szaleńców.
- Trzeba jednak zacząć brać amunicję. Kiedyś jeden magazynek wystarczał.
- Kiedyś... Teraz mamy za mało ludzi na murze, co jeśli się to powtórzy? Musimy powiadomić sierżanta.
- Masz rację... To ja pójdę.
- Jasne.

Data:

 07.08.2016

Podpis:

 Fovh

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=79835

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl